Siedmiu braci kruków

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Bracia Grimm
Tytuł Siedmiu braci kruków
Pochodzenie Królewna Gęsiarka i inne bajki
Data wydania 1925
Wydawnictwo Wydawnictwo Polskie
Miejsce wyd. Poznań
Tłumacz Franciszek Mirandola
Tytuł orygin. Die sieben Raben
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
Artykuł w Wikipedii Artykuł w Wikipedii
Galeria grafik w Wikimedia Commons Galeria grafik w Wikimedia Commons
SIEDMIU BRACI KRUKÓW.

Pewien człowiek miał siedmiu synów, a ani jednej córeczki. Pragnął jej bardzo, toteż ucieszył się wielce, gdy na świat przyszła. Była wątła i słabowita, tak że zaraz musiano ją ochrzcić w domu. Ojciec posłał jednego z synów coprędzej po wodę, a sześciu innych pobiegło za nim. Że zaś każdy chciał coprędzej nabrać wody, dzbanek wpadł w studnię. Stali, nie wiedząc co począć, a bali się wracać do domu. Ojca zniecierpliwiło wielce, że nie nadchodzą i zawołał:
— Pewnie znowu zapomnieli o wszystkiem przy zabawie!
Bał się, by dziecko nie zmarło bez chrztu, więc w złości krzyknął:
— Niechby się zamienili w kruki, nieznośni smarkacze!
Zaledwo wyrzekł te słowa, a już usłyszał nad sobą szum skrzydeł, spojrzał i zobaczył siedm czarnych jak węgiel kruków, odlatujących do lasu.
Rodzice nie mogli już cofnąć zaklęcia i choć im było bardzo żal synów, pocieszali się jak mogli swą córeczką, która nabrała sił i co dnia stawała się piękniejszą. Przez długi czas nie wiedziała wcale, że miała rodzeństwo, bo rodzice nic jej o tem nie mówili. Ale pewnego dnia posłyszała, jak sąsiedzi rozmawiali, mówiąc, że jest wprawdzie piękna, ale ponosi właściwie winę nieszczęścia swych braci. Zasmuciła się wielce, poszła do ojca i matki, pytając, czy naprawdę miała braci i co się z nimi stało? — Rodzice nie mogli dłużej rzeczy ukrywać i przyznali się, dodając, że tak chciało przeznaczenie, a ona nic temu nie jest winna. Ale dziewczynka uczuła wyrzuty sumienia i postanowiła wyzwolić braci. Odtąd nie zaznała spokoju, aż pewnego dnia ruszyła potajemnie w szeroki świat, by za wszelką cenę odnaleść braci. Nie wzięła z sobą nic, prócz pierścionka na pamiątkę, kawałka chleba na zaspokojenie głodu, kubeczka, by móc się napić wody i stołeczka, by spocząć w razie zmęczenia.
Szła coraz dalej i dalej, aż na koniec świata. Zaszła wreszcie do słońca. Ale było ono straszliwie gorące i miało zwyczaj pożerać małe dzieci. Uciekła więc i zaszła do księżyca. Ale był zimny i zły okrutnie, a gdy ją zobaczył, krzyknął:
— Czuję tu ludzkie mięso!
Uciekła więc znowu i zaszła do gwiazd. Były dla niej dobre, życzliwe, a każda siedziała na osobnym stołeczku.
Na jej widok wstała gwiazda zaranna, dała jej klucz i rzekła:
— Bez klucza nie otworzysz góry szklanej, a tam siedzą zamknięci bracia twoi.
Dziewczynka wzięła klucz, zawiązała go w chuścinę i poszła. Po długiej wędrówce znalazła się pod szklaną górą. Chciała dobyć klucza, ale gdy rozwinęła chuścinę, okazało się, że pusta. Zgubiła podarek gwiazdy zarannej! Cóż było robić? Pragnąc koniecznie wyzwolić braci, dobra dziewczynka wzięła nóż, odcięła sobie palec, wetknęła go w zamek i otworzyła szczęśliwie bramę. Gdy weszła, spotkała karzełka, który spytał:
— Czego tu chcesz, moje dziecko?
— Szukam mych braci, zaklętych w kruki! — odparła.
— Panów kruków niema w domu, — powiedział, — ale jeśli chcesz, możesz na nich zaczekać.
Potem karzełek przyniósł jedzenie dla kruków na siedmiu talerzykach i napój w siedmiu dzbanuszkach. Dziewczynka zjadła z każdego talerzyka okruszynkę, z każdego dzbanuszka łyknęła kropelkę, a w ostatni dzbanuszek wpuściła pierścionek wzięty z domu.
Nagle usłyszała nad sobą szum skrzydeł, a karzełek powiedział:
— Wracają panowie kruki do domu.
I rzeczywiście nadleciały kruki, że zaś były głodne, rzuciły się do jadła i napoju.
Zobaczywszy talerzyki i dzbanuszki swoje, zaczęły pytać jeden drugiego:
— Któż to jadł z mego talerzyka? Któż to pił z mego dzbanuszka? Poznaję, że dotykały ich usta człowieka.
Gdy siódmy wypił napój, wytoczył się z dzbanuszka pierścionek. Poznał zaraz pierścionek rodzinny i zawołał:
— Dajże Boże, by to była siostrzyczka nasza! Ona ocaliłaby nas niezawodnie.
Dziewczynka słuchała wszystkiego, stojąc za drzwiami. Teraz ukazała się i zaraz bracia odzyskali ludzką postać. Ucałowali się najczulej i ruszyli wesoło do domu.






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Bracia Grimm i tłumacza: Franciszek Mirandola.