Sen króla Jagiełły (Romanowski, 1913)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Mieczysław Romanowski
Tytuł Sen króla Jagiełły
Pochodzenie Wybór poezyi Mieczysława Romanowskiego
Redaktor Julia Dickstein-Wieleżyńska
Wydawca Tow. Akc. S. Orgelbranda S-ów
Data wydania 1913
Drukarz Tow. Akc. S. Orgelbranda S-ów
Miejsce wyd. Lwów
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tom I
Pobierz jako: Pobierz Cały tom I jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tom I jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tom I jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron


SEN KRÓLA JAGIEŁŁY.
pod Tannenbergiem.

Jodły jej dały miano: jakby w dwa ramiona
Wieś i cichą błoń puszcza objęła zielona.
A królowi Jagielle, co z puszcz wielkie dzieje
Światu niósł i miłował ciemne Litwy knieje,
Żadne, ile ich w Litwie, w leśnej Polsce ile,
Żadne do snu szemraniem nie grały tak mile,
Jak tannenberskie jodły!

O błogosławiony
Sen twój, królu, i dzień ten! Słońca krąg czerwony
Zapadał w las, na polach cichła boju wrzawa;
Z tem słońcem już krzyżacka schyliła się sława!
Jeszcze lśnią się w promieniach na poległych zbroje:
Legł wielki mistrz, komtury, — spłynęły krwi zdroje:
Z taboru zaś strugami złote wino płynie,

Miesza się z krwią i bryzga na trupów w dolinie,
Co chcieli niem zapijać srom Polski i Litwy,
Gdy zwalczony Jagiełło z ludem pierzchnie z bitwy.
Złote wino pobożny król roztoczyć kazał,
By mu się lud służebny pijaństwem nie zmazał.

Zwycięztwo! wieki miną w Koronie i Litwie,
Nim zapomni lud boży o tej krwawej bitwie.
Trupów mistrza i wodzów szuka Niemiec zbity,
Kędy na płaszczu ujrzy czarny krzyż wyszyty:
„Mistrzu! wodze!“ żałosnym nawołuje głosem;
Trupem Bóg zasiał pole gęsto, jakby kłosem.
A król, wódz doświadczony, wstrzymuje pogonie:
„W pochód, w pochód na Malborg!“ grzmią puszcza i błonie,
I ruszyło rycerstwo za królem, jak ptacy.
Lecą, a dzień był skwarny, król znużon po pracy,
Radby spocząć. Pół dnia się starzec modlił Bogu,
A drugie pół zwycięztwa dobijał na wrogu.

Więc miłym Bogu królem szczęśliwi rycerze
Zsadzają go z rumaka na trawniki świeże.

A był kamień na wzgórzu, toż go siwej głowie
Podłożył król sędziwy na czas za wezgłowie.
Lecz tu nago, — Tannenberg i bór na uboczy,
A wicher od padołów miecie piaskiem w oczy.

Ale to król, co wyrósł na stepach i w kniei:
Spojrzeli, już starcowi sen powieki klei;
Na kamiennem posłaniu pochyla się — drzemie,
Więc rycerstwo sztandary w krąg zatyka w ziemię;
Sztandary, na krzyżakach zdobyte tak krwawo,
Niech otoczą śpiącego i ciszą i sławą.

I urósł gaj: już wicher, co wiał w starca włosy,
Złotolite rozwija proporce i kosy;
Z jedwabnych wstęg, jak z ramion jodłowych biesiorów,
Leje muzykę nakształt szumu ciemnych borów,
Lub tajemnemi szmery śpiącego otula,
Więc cieszą się, bo widno cichy sen u króla.

A w półśnie król powieki odchyla: las wkoło!
Czuje — krzepiące chłody płyną mu na czoło;

Słyszy — potężne drzewa szmer nad nim rozwiodły,
Jakby owe dalekie puszcz litewskich jodły.
Zamknął oczy, śpi, marzy, a słodko znać marzy;
Już mu się uśmiech rozlał na sędziwej twarzy,
Śni o rodzinnej Litwie; w borach wzrokiem tonie,
Wiatr mu niesie woń kwiecia i żywiczne wonie,
I jasna jako zorze, jakimś smutkiem rzewna,
Przybliża się z uśmiechem doń polska królewna;
Podaje krzyż,... do sławy wiedzie jak orlica,...
I niknie w mgle. — Wtem stary król nasrożył lica.
Śni mu się, że wyjechał na grunwaldzkie wzgórze;
Patrzy, brat Witold z wojskiem giną w pyłu chmurze.
Wielki mistrz go pomija, ale z mistrza roty
Pędzi doń na rumaku jakiś rycerz złoty,
Rycerz Dyppold broń wznosi, do walki go wzywa...
„Ha stój, Dyppoldzie!...“ Nagle ze snu się porywa.


Zerwał się król; poznaje, co za las wokoło
Zcicha rzeźwiącym chłodem owiewa mu czoło.
O! nie polskie to dęby, nie litewskie jodły
Taki cudny rozhowor nad głową mu wiodły.
Ani też go bór kiedy owiał takim cieniem,
Ani też kiedy usnął takiem słodkiem śnieniem,
Jak pod temi sztandary, co mu na włos biały
Na polach Tannenberga odpoczynek lały.
Toż o tym śnie do zgonu pamiętał król stary,
Jodłami zwąc rozpięte krzyżackie sztandary;
I nieraz, gdy się w zamku z rycerstwem zabawiał,
O dniach tych polskiej sławy zadumany mawiał:
„Nigdy mi tak miłego snu nieba nie dały,
Jak tam, gdy mi krzyżackie nad głową szumiały
Jodły pod Tannenbergiem“.

Słodki sen prześniony!
Przeszły wieki! — O królu! bądź błogosławiony,
Że taką pieśnią Bóg ci skroń kołysał w śnieniu!

Błogosławionyś, wieku! co w czasów strumieniu
Takiemi w naszej ziemi rozkwitałeś dniami! —
O! kiedyż takie jodły zaszumią nad nami?!...

1860.




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Mieczysław Romanowski.