Strona:PL Wybór poezyi Mieczysława Romanowskiego. T. 1.djvu/204

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Zerwał się król; poznaje, co za las wokoło
Zcicha rzeźwiącym chłodem owiewa mu czoło.
O! nie polskie to dęby, nie litewskie jodły
Taki cudny rozhowor nad głową mu wiodły.
Ani też go bór kiedy owiał takim cieniem,
Ani też kiedy usnął takiem słodkiem śnieniem,
Jak pod temi sztandary, co mu na włos biały
Na polach Tannenberga odpoczynek lały.
Toż o tym śnie do zgonu pamiętał król stary,
Jodłami zwąc rozpięte krzyżackie sztandary;
I nieraz, gdy się w zamku z rycerstwem zabawiał,
O dniach tych polskiej sławy zadumany mawiał:
„Nigdy mi tak miłego snu nieba nie dały,
Jak tam, gdy mi krzyżackie nad głową szumiały
Jodły pod Tannenbergiem“.

Słodki sen prześniony!
Przeszły wieki! — O królu! bądź błogosławiony,
Że taką pieśnią Bóg ci skroń kołysał w śnieniu!