Przypisek do Króla Salomona

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Włodzimierz Zagórski
Tytuł Przypisek do Króla Salomona
Pochodzenie Z teki Chochlika
Data wydania 1882
Wydawnictwo Księgarnia F. H. Richtera
Drukarz Drukarnia Ludowa we Lwowie
Miejsce wyd. Lwów
Źródło Skany na commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron

Przypisek do króla Salomona.



Nie masz w całej biblii Postaci bardziej dla nas zajmującej, bardziej całą swą treścią z nami pokrewnej nad króla Salomona. Potężny skeptyk ten, trawiony bezustannie owym bolem życia, który zowiemy chorobą naszego wieku, zdaje się być dziecięciem współczesnego nam pokolenia, i ma w sobie zarazem coś z Fausta, z Manfreda i z Beranżera. — Szukając rozwiązania zagadki bytu, bada on do gruntu wszystkie przejawy naszego życia, odziera je krytyką z złudnej pozłoty, i dochodzi wreszcie do smutnego wniosku, że trud jego był daremnym, że owoc mądrości gorżkim jest, i że ostatniem słowem wszystkiego pod słońcem jest marność i znikomość.
„Przypadek synów ludzkich — woła on — i przypadek bydła jest przypadek jednaki. Jako umiera ono, tak umiera i ten, i ducha jednakiego wszyscy mają, a niema człowiek nic więcej nad bydlę, bo wszystko jest marność. Wszystko idzie na jedno miejsce, a wszystko jest z prochu, i wszystko się zaś w proch obraca. A któż wie, że duch synów ludzkich wstępuje wzgórę? a duch bydlęcia że zstępuje pod ziemię? Przeto nie masz człowiekowi nic lepszego, jedno by jadł i pił, a dobrze czynił duszy swojej, gdyż to jest dział jego, — albowiem któż go przywiedzie do tego, aby poznał co będzie po nim?“
Aliści po za tym epikurejskim obrokiem duchowym, który królewski kaznodzieja rzuca swym ziomkom tak, jak się kwilącemu dziecięciu rzuca karmelek, kryje się ból głębszy, kryje się smutek mędrca, „widzącego ziemskie niedostatki“, i bolejącego „że krzywość rzeczy tego świata nie może być wyprostowaną“. I wtedy to zazdrości Salomon zmarłym niepamięci, dlatego że „o niczem nie wiedzą“, więcej je chwaląc niżeli żywe, które jeszcze aż dotąd żyją, to zaś jakkolwiek wie, że „pies żywy lepszym jest aniżeli lew zdechły“, i że „ten, co się z umarłymi towarzyszy, bierze rozbrat z nadzieją“. — Nie jestże to Vergetfullnes Bajrona? Nie jest że to Faust, Manfred i Beranżer zarazem? — ale Beranżer o katakumbowym nastroju. — Beranżer przypominający owych starożytnych Egipcyan, którzy podejmując gości, obnosić kazali pomiędzy biesiadnikami trupią główkę, aby ich zachęcić do zabawy, — „O patrzcie na mnie wy, którzy żyjecie, jako jestem martwy i cichy, ja, który wczoraj równie wam byłem żywym. Czem jestem dzisiaj, tem wy będziecie jutro; — jedźcież więc, pijcie i weselcie się, dopóki żyjecie, dopóki trwa jeszcze to wasze dzisiaj, które bezpowrotną przeleci chwilką, gdyż za grobem nie masz już dla człowieka, żadnej uciechy“.
Te więc oto trzy charakterystyczne rysy oblicza królewskiego mędrca starałem się uwydatnić w niniejszym poemacie, opierając się w pierwszej jego części na Księdze kaznodziei, w drugiej na Pieśni nad pieśniami, i starając się obydwa te utwory, tak różnego ustroju, w harmonijny i logiczny ze sobą wprowadzić związek. Oczywista rzecz, że nie brałem tu względu na głos nowoczesnej naukowej krytyki, która obydwa te utwory apokryfami mieni, dopatrując się w Pieśni nad pieśniami syryjskich pierwiastków, a przypisując Księgę kaznodziei daleko późniejszej od Salomona epoce, gdyż okoliczność ta jest dla mojej tezy zupełnie obojętną. W istocie, i chociażby utwory te rzeczywiście były apokryfami, to jednak zawsze musiały one przedstawiać Salomona takim, jakim żył podówczas w legendzie, gdyż inaczej odrzuconoby je natychmiast jako baśń nieprawdopodobną, a fakt ten wystarcza mi tu najzupełniej. — Mamy tu więc dwa ustępy z salomonowej legendy, dwie chwile z życia królewskiego kaznodziei, — jedna pełna wątpienia, bolu życia i rozpaczy, druga tętniąca rozkoszą i dytyrambicznym nastrojem nienasyconego głodu życia i użycia. Chodzi więc teraz jeno o pragmatyczne tych dwóch chwil po sobie następstwo.
W niniejszym poemacie pozwoliłem sobie pójść wbrew powszechnemu mniemaniu, które dopatrując się w Pieśni nad pieśniami, wybuchu młodzieńczych zapałów, a w Księdze kaznodziei pessymistycznych zrzędzeń zgrzybiałego starca, przypuszcza iż królewski mędrzec napisał pierwszy z tych utworów w młodych latach, drugi zaś w podeszłym już wieku. Nie wciągając tu oczywiście w rachunek głosu krytyki, o której wyżej wspomniałem, lecz stojąc na gruncie salomonowej legendy, musiałbym się oświadczyć przeciw temu mniemaniu, — zwątpienie bowiem, przesyt, i ból życia, w ogóle są właściwie klątwami męskiego wieku, podczas gdy głód życia i użycia większym bywa w starości, która im bliżej grobu stoi, tem bardziej się do życia wiąże, tem większe w niem odkrywa uroki, tem pobłażliwszą się staje na niedostatki i krzywość tego świata. Wychodząc z tego założenia, przyjąłem iż erotyczny epizod przedstawiony w Pieśni nad pieśniami, nie mającej nawiasem mówiąc nic wcale wspólnego z młodzieńczemi zapałami, późniejszym jest od epizodu, opowiedzianego w Księdze kaznodziei przemawiała za tem prócz psychologicznych względów także i powaga Pisma Świętego, które w zbiorze ksiąg starego testamentu Pieśń nad pieśniami dopiero po Księdze kaznodziei zamieszcza. Przyjąwszy ten pragmatyczny w legendzie salomonowej porządek, nie potrzebowałem już szukać rozwiązania poetycznej tezy, którą sobie postawiłem, legenda bowiem nasuwała je sama. Znękany bolem życia mędrzec, znajduje niepamięć i ukojenie w uścisku Sulamitki, której miłość mocną jest jako śmierć, a jako grób twardą i zawistną.
Tyle co do samej legendy. Niesposób mi tu jednak pominąć milczeniem krytyki, której doznała pierwsza część tego poematu, drukowana w Albumie dla Zagrzebia; wydanym przez lwowskie Koło literackie na początku bieżącego roku. Zarzuty były rozmaite; ze strony postępowej pomawiano mnie, iż wznawiam „poezyę rozpaczy, która już dziś wyszła z mody“, — ze strony konserwatywnej zarzucono mi bezbożność. Odpowiadam na to stwierdzając, że pierwsza część Króla Salomona jest parafrazą Ksiąg kaznodziei, a zatem części Pisma Świętego. Niech więc królewski kaznodzieja odpowiada za wszelkie bezbożności w poemacie tym zawarte, jakoteż za ów liryczny Weltschmerz, kryjący się pod talmudystyczną refleksją, niemniej i za ów rozpaczliwy pessymizm, który jak się zdaje nie może ulegać modzie, skoro tak głęboko leży w umyśle człowieka, iż już przed wiekami istniał, tak samo jak wczoraj istniał, tak samo jak i dziś istnieje.





Przypisy


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Włodzimierz Zagórski.