Przemiany (Owidiusz)/VIII

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Owidiusz
Tytuł Przemiany
Pochodzenie Przemiany
Życie i poezja Owidjusza
Data wydania 1933
Wydawnictwo Gebethner i Wolff
Druk W. L. Anczyc i Spółka
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Bruno Kiciński
Tytuł orygin. Metamorphoseon, Libri Quindecim
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
VIII. Heljady. — Cygnus.

Wtem Klimena na odgłos tak okropnej wieści
Wyrzekłszy, co się w takiej da wyrzec boleści,
Smutna i obłąkana, świat przebywa cały,
Patrząc, gdzie Faetona zwłoki się podziały.
Na cudzoziemskiej ziemi znajduje mogiłę,
Na której imię syna wyczytawszy miłe,
Klęka, łzami je skrapia i rozgrzewa łonem.
I siostry nad nieszczęsnym płaczą Faetonem,
Niosą śmierci czcze dary, rzewne łzy i łkania,
W dzień i w noc go wołają, lecz próżne wołania:
Już nie słyszy klęczących na martwej mogile.
Czwarty raz pełnym blaskiem księżyc jaśniał mile:
One, jak zwykle, płaczą, bo dotkliwa strata
Płacz im w nałóg zamienia. Wtem na grobie brata
Chcąc upaść Faetuza, rozpaczą miotana,
Wraz poczuje, iż pod nią zdrętwiały kolana.
Dąży do niej Lampacja; lecz ją korzeń więzi.
Chcąc włosy rwać najmłodsza, drze liście z gałęzi.
Ta widzi, iż jej stopa w pień jest obrócona,
Ta, że w długie konary przeszły jej ramiona.
Dziwią się; wtem ich ciało zwolna kora kryje,
Od nóg idzie na łono, pierś, ręce i szyję;
Z ust tylko jeszcze wolnych głos matkę przyzywa.

Cóż pocznie, cóż poradzi matka nieszczęśliwa?
Swym córkom, póki mogła, uściski dawała;
Chce więcej dla nich zrobić, zedrzeć korę z ciała,
Chce z pięknych rąk gałęzie zerwać rozłożyste:
Alić z nich, jakby z rany płyną krople krwiste.
»Stój, matko! — zawołały — nie drzyj nas na nowo!
Szarpiąc korę, nas ranisz. Matko, bądź już zdrową!«
Mowę ich tłumi kora, ale łza z drzew płynie
I od słońca stwardniała, trwa wiecznie w bursztynie.
Pod tą nową przemianą w czystą wodę ścieka;
Tak Rzymiankom do stroju dostarcza go rzeka.
Świadkiem cudu był Cygnus, Stenela potomek,
Faetona z Klimeny pokrewny i ziomek,
Jeszcze bliższy przyjaźnią. Choć mu na poddaństwo
Ligurowie przysięgli, on porzuca państwo
I nad brzeg Erydanu skore kroki niesie,
W pomnożonym siostrami narzekając lesie.
Głos mu ścichł, włos się w białe przeistoczył pióra,
Długa szyja wyrosła, palce spięła skóra;
Miękkie powstało pierze z pięknego odzienia,
Dziób wyrósł — i tak Cygnus w łabędzia się zmienia.
Lękając się piorunu, co go zbawił brata,
Nigdy ani ku niebu lub w górę nie wzlata;
W rzekach, stawach zarosłych przed słońcem ochłody
Szuka zawsze i lubi sprzeczne ogniom wody.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Owidiusz i tłumacza: Bruno Kiciński.