Prace i dnie

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Hezjod
Tytuł Prace i dnie
Pochodzenie Obraz literatury powszechnej
Redaktor Piotr Chmielowski,
Edward Grabowski
Data wydania 1895
Wydawnictwo Teodor Paprocki i S-ka
Druk Drukarnia Związkowa w Krakowie
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Felicjan Faleński
Tytuł orygin. Ἔργα καὶ Ἡμέραι
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Indeks stron

B) Prace i dnie.
Jest to poemat nauczający w formie przemowy do brata poety, Persesa, który przy podziale majątku rodzicielskiego wziął sobie część większą i lepszą. Hezyod rozróżnia dwa rodzaje zazdrości: jedna staje się powodem walk i nienawiści, druga pobudza do spółubiegania się szlachetnego za pośrednictwem coraz to usilniejszej pracy. Potem przedstawia początek złego na świecie z powodu stworzenia Pandory (zob. „Teogonię“) i opisuje pięć pokoleń ludzkich na ziemi: złote, srebrne, miedziane, bohaterskie i żelazne, w którem jemu samemu żyć wypadło, a na które się żali, potępiając zepsute obyczaje, zwłaszcza zaś niesprawiedliwość sędziów. Opisuje dalej korzyści wynikające z pracy i oszczędności, sposób obchodzenia się z przyjaciółmi. Naucza następnie, kiedy orać i siać, drzewo ścinać, narzędzia rolnicze sporządzać, bydło chować, na zimę się zaopatrywać, z pola sprzątać, wino zbierać itd. Dodaje przestrogi co do obierania żony i prawidła postępowania moralnego. Przy końcu wymienia dni dobre i złe, jako ludziom pomocne lub szkodliwe. Przytaczamy tu kilka wyjątków, zawierających przepisy postępowania.

Dwoma sposoby nabyć można mienie:
Jeden jest wszystkim cenny nieskończenie,
Drugi zaś zbrodni blizki, i ten właśnie
Wznieca o miedze wpośród sąsiad waśnie,
Skąd więc silniejsi bracia słabszych gniotą.

Ludzie przemożnej nienawidzą pięści,
Lecz że bogowie tak chcą mieć, najczęściéj
Uległość zbójcom jest z potrzeby cnotą.
Pierwszy zaś sposób, którym się bogacą
Czystego ducha ludzie, każdy zdoła
Takiego użyć, bo on będąc zgoła
Siły i woli płodem, zwie się pracą.
Tę Zeus w korzeniu traw przed ziemską dziatwą
Głęboko schował, by nie była łatwą, —
Choć widząc taki, co w lenistwie pości,
Że pracowity korzyść odniósł w żniwie,
Jeśli nie z cnoty, tedy choć z zazdrości
Zechce, jak tamten, wspomódz się godziwie...
Zmysłom to naszym skryły sądy boże,
Jak mało człeku do wyżycia starczy.
Nieraz dniem jednym pracy gospodarczéj
Rokby się cały dał opędzić może —
Wtedybyś gnuśnie trawił byt wesoły.
Lecz pługby zbutwiał, zleniwiały woły, —
Więc bardzo mądrze działa Zeus, jeżeli
Z nami się wiedzą swą niezawsze dzieli...
................
Gdybym mógł wybór zrobić, tobym pono
Wcale nie istnieć wolał, albo wprzódy
Istnieć niż dzisiaj. Cóż? gdy mi znaczono
Żyć wśród żelaznej wieku tego grudy,
Kędy dzień każdy nowym znojem gniecie,
Noc ku bezprawiom kusi, te zaś wszędzie
Dosięga mściwa bogów dłoń — a przecie
Prędzej czy później kres i temu będzie!
Skończą dni swoje nędzni ludzie owi,
Którzy tyloma językami gwarzą.
Skoro szron skrzepnie nad ich zbladłą twarzą,
By nie zawadzał dłużej dziad wnukowi,
Władca go bogów niby kłos położy...
Aliści po nich będzie jeszcze gorzéj!
Nie wstąpią już-ci w ślad swych ojców dzieci —
Miła uprzejmość wprędce precz odleci —
Brat bratu obcym stanie się, druhowie
Wrogami sobie, starych rodzicieli
Syn własny z domu wygnać się ośmieli,
Bezbożnie sądząc, że się bóg nie dowie
O tem opatrzny. Ni bezpieczny będzie
Od swych sąsiadów kto na własnej grzędzie.
Przystojność wszelką, godność, cześć zdeptawszy,
Ludzie wytartem czołem będą bili
Przed tym, kto wziętość swą przez czyn najkrwawszy
Przywłaszczyć sobie zdoła. Od tej chwili

Żegnaj powago, cnoto, prawdo, wstydzie!
Drwiąc z swej ofiary zdrajca przodom idzie —
Urąga kłamstwo wszelkiej dobrej wierze —
Krzywoprzysięzca wieniec chwały bierze —
Chciwość i zazdrość wszelką własność ślini
Strutemi jady. Wtedy to bogini
Siostrzana cnocie, nieśmiertelne piękno,
Nemezys, w śnieżne spowinięta szaty,
Z padołu tego, wzbiwszy lot skrzydlaty,
Odleci w nieba blask....
O mój Persesie! w osobliwszym wstręcie
Miej nadużycie siły. Niech zwierz krwawy,
Któremu obce szlachetności sprawy,
Pomiędzy sobą zjada się zawzięcie.
Nie tak ma czynić ten, któremu w łono
Przeczucie prawa z wiedzą cnót włożono.
On niech nietylko sam się broić wstyda,
Lecz, jeśli jeszcze drugim cnoty szlaki
Wskazuje z serca, to zaprawdę taki
Błogosławiony! Iść tam, gdzie ohyda
U celu dyszy, rzecz nietrudna przecie:
Co krok napotkasz nieprawości kwiecie
Z trującą wonią, skarby i zaszczyty
Tuż pod twą ręką, a gościniec bity
Pochyło zbiega. Za to tam, gdzie doma
Sumienia spokój, mając znój na czele,
Przebywa skromny, jest do niego stroma
Droga i na niej przeszkód bardzo wiele.
Lecz w tem bezdrożu, byleś pierwsze na niem
Postawił kroki, szlak ci się uprości.
Najdoskonalszy człowiek mojem zdaniem
Jest taki, który boskiej się mądrości
W działaniu każdem wieść za rękę daje,
Który tak wdrożył swoje obyczaje,
Że, niźli jakie przedsięwzięcie zacznie,
Jego następstwa wprzód rozważa bacznie.
Prawym jest, który prawej rady słucha;
Lecz ten, co ani sam jest mądry z ducha,
Ni mądrej rady przyjąć rad rękojmię,
Czyż wart współczucia, gdy mu nędza dojmie?
Persesie bracie! słuchaj rady brata!
Pracuj — a za to spotka cię zapłata,
Że na sytości brak się nie poskarzysz.
Bo głód próżniaka tylko jest towarzysz —
A próżniak równie bogów, jak i naszéj
Pogardy godzien! niby istność licha
Trutnia, co wprawdzie żądłem on nie straszy,
Lecz za to cudzą pracą brzuch zapycha.

Ma pracowity wielką cześć u ludzi,
Także od niebios jest kochany szczerze —
Sam od nikogo żadnych łask nie bierze
I jeszcze gnuśnych iść swym śladem budzi...
Wolne od zmazy miej, Persesie drogi,
Serce, i równo z brzaskiem, w skrusze ducha
Obiatą hojną czcij codziennie bogi, —
I także kiedy noc nadchodzi głucha.
Często do skromnej w domu twym biesiady
Wzywaj też druhy twoje i sąsiady,
A najszczególniej tych, co w trudnej chwili
Uprzejmie tobie pomódz pośpieszyli.
Skarbem jest dobry sąsiad, lecz od złego,
Jak od zarazy, niech cię bogi strzegą!
Jeśli ci dobrze z uczynnością braci,
Braciom od siebie czyń w tej samej mierze —
Nawet gdy przyjdzie czas, gdy dług się płaci,
Dobrze jest, jeśli miarę człek przebierze.
Tych kochać mniej, którym jesteś miły,
I serce twoje chętnie niech wymienia
Dary darami — prawem przyrodzenia
Cnota w hojności czerpie błogie siły.
Kto ma przyjemność dawać, już z tej miary
Sam w sobie nosi nagrodzenie swoje —
Kto zaś nie dawać rad, lecz chwytać dary,
Wstyd ma i ciągle z tego niepokoje.

(Felicyan Faleński).
(Prócz Przybylskiego, tłómaczył na polski poemat powyższy Ignacy Krasicki prozą pod tytuł.: „Roboty i dni“. Zob. „Dzieła“ jego wyd. warsz. 1878, t. III., str. 267—278. Urywki podał F. Faleński w swoich Przekładach z obcych poetów“. Warszawa 1878).


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Hezjod i tłumacza: Felicjan Faleński.