Powieść o czterdziestu dwóch mędrcach

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
>>> Dane tekstu >>>
Autor Klemens Junosza
Tytuł Powieść o czterdziestu dwóch mędrcach
Podtytuł Ze starego arabskiego rękopismu
Pochodzenie „Kolce“, 1876, nr 45
Redaktor S. Czarnowski
Wydawca A. Pajewski i F. Szulc
Data wydania 1876
Druk Aleksander Pajewski
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Okładka lub karta tytułowa
Indeks stron


POWIEŚĆ
O czterdziestu dwóch mędrcach.
(Ze starego arabskiego rękopismu).




„Bismillahi—r—rahmani—r—rahim.“

Był w czas w mieście niektórem mędrzec jeden uczony srodze.
Wiedział wiele jest gwiazd na niebie, wiele piasku w morzu i wiele piastrów brakuje w skarbach króla królów...
Uczniowie i naród otaczali go czcią i uszanowaniem, przynosili mu wory daktyli i spędzali stada baranów tłustych, byle tylko zechciał otworzyć bramę ust swoich i wypuścić z nich słowo mądrości wielkiej...
Dom jego otoczony był zawsze przez ciekawych, a rzesze ludu napawały się mądrością jego...
I rzekł do siebie, dnia niektórego, mędrzec:
— Wiem co uczynię, garncem jęczmienia mogę nakarmić dzianeta, na dużej zaś łące pożywi się całe stado wielbłądów.
I zwołał pisarzów stu i jednego pisarza, usadził ich przy stołach, a przed każdym rozłożył liść palmowy.
I mówił do nich: piszcie słowa, które uderzą uszy wasze.
Dyktował im naprzód rzeczy mądre, jako jedną czapką dwóch głów nie nakryje, lub jako jedno siodło nie opasze dwóch klaczy.
A potem mówił im o sprawach powszednich, i niepowszednich, jako wielbłąd jeden złamał nogę, jak czarny niewolnik dostał w pięty i jako szeikowi jednemu ukradziono źrebię...
I kazał pisać dalej, jako stary effendi przeniósł się do raju Mahometa, jako zmarła piękna żona Kadego i jako córka beduina Hakima weszła w dom rodziny Hassana...
I kazał pisać o tem, jako frankowie i giaury godzą na świętą całość koranu, jako psy niewierne ostrzą zęby, aby zgryźć ziemię i państwa kalifów.
I to było na jednej stronie liścia palmowego.
A na stronie drugiej pisać kazał o tem, jako niektóry derwisz zgubił meszty w meczecie i jako prawowierny Abu-Jusuf najlepiej umie podkować dzianety, lub jako niewolnica perska tka przecudowne kobierce. Oraz pisać kazał o tem, gdzie sprzedają daktyle przednie i jęczmień złoty, kędy dostanie cebuli i pieprzów indyjskich, jako pies effendego zgubił swego pana i jako inni psi, błąkając się, szukają kto by je zabrał do domu...
I mędrzec on czynił codzień to samo; a lud rozrywał liście palmowe i czytywał mądrość szeikową co wieczór.
Szeik mądry rósł w powagę i dostatek, szaty nosił z jedwabiu przedniego, pyszny namiot ze złotogłowiu chronił go przed wiatrami pustyni.
I miał dobytku mnogość, a na jego łąkach paśli się baranowie tłuści i kozy figlarne i konie, a pilnowali je psi kudłaci...
Aż dnia jednego przyjechał softa od zachodu, osiadł w mieście i zaczął rozpuszczać swoje liście...
Potem przybył mędrzec od Mekki i pisywał na skórach psich.
A później przybył znowuż mędrzec jakiś, i mądrość swoją zapisywał na skórach bawolich.
I znaleźli się dwaj mędrcowie, którzy słowa swoje ozdabiali wizerunkami ludzi i zwierząt...
A przybywało ich, mędrców onych, mnóstwo srogie, fanfary ogłaszały codzień o nowej mądrości.
Aliści naród, który upasł jednego mędrca jak słonia, nie mógł utuczyć czterech dziesiątków mędrców.
Mędrcowie oni zaś, tymczasem, kłócić się poczęli, jak swarliwe niewiasty w haremie.
Wymyślali sobie na liściach figowych i palmowych, oraz na skórach psich, baranich i byczych.
I pochudli tłuści, a chudzi wyglądali jako szkielety.
I stało się, iż niektórym zbrakło liści i skór do pisania przeto powychodzili na derwiszów ubogich.
Naród tymczasem rósł w mądrość i wybierał sobie najmędrszego z najmędrszych.
Na pustyni pomiędzy namiotami czytano słowa Alkoranu i żywot wielkiego proroka.
Wiedziano gdzie jaka trawa rośnie i kiedy jeden giaur godzi na stado drugiego.
I nie było namiotu, w którymby liść palmowy, szmat jedwabiu, lub kawał skóry nie rozsiewał mądrości... Mędrcowie tymczasem chudli, a najtłuściejszy z nich wyglądał jako szkielet wielbłądzi zasuszony na słońcu.
I coraz przybywają nowi i codzień chudną wszyscy, tak, iż przyjdzie czas w którym każdy mędrzec będzie cieńszy od igły.
Atoli za to naród rośnie w mądrość, za co chwała niech będzie wielkiemu prorokowi.

Klemens Junosza.




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Klemens Szaniawski.