Podróż w czasie/XV

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Herbert George Wells
Tytuł Podróż w czasie
Podtytuł Opowieść fantastyczna
Wydawca Bronisław Natanson
Data wydania 1899
Druk P. Laskauera i W. Babickiego
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Feliks Wermiński
Tytuł orygin. The Time Machine
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron


XV.
Powrót Podróżnika w Czasie.

Tak powróciłem. Przez czas dłuższy na machinie mojej musiałem siedzieć bez czucia. Znowu powróciło błyskające następstwo dni i nocy, znowu słońce przybrało barwę żółtą, a niebo — błękitną. Oddychałem z większą swobodą. Znamienne zarysy lądów podnosiły się i opadały. — Wskazówki poruszały się wstecz na tarczach. W końcu ujrzałem znowu owe mroczne cienie domów, znamiona ludzkości w upadku. I one uległy zmianom i przeszły, i nastąpiły po nich nowe. Gdy wskazówka milionowa stała na zerze, zwolniłem bieg. Zacząłem rozpoznawać nasz styl w budownictwie, drobny a swojski. Wskazówka tysiączna doszła do punktu wyjścia; dnie i noce zmieniały się coraz-to wolniej. W końcu wychyliły się stare mury laboratoryum. Zwolna, całkiem wolno, zatrzymywałem mechanizm.
Zauważyłem jedne rzecz, która mi się wydała dziwna.. Zdaje się, mówiłem wam, że gdym już w przyszłość jechał, ale zanim jeszcze ruch nabrał wielkiej bardzo szybkości, mrs. Watchett przeleciała przez pokój jak piłka. Gdym wracał, byłem znowu w tej chwili, kiedy przechodziła przez laboratoryum; lecz teraz ruchy jej miały kierunek odwrotny. Drzwi otworzyły się spokojnie; wsunęła się do laboratoryum, zwrócona plecami, i znikła w tych samych drzwiach, któremi weszła była poprzednio. Na chwilę przedtem zdawało mi się, że widzę Hillyer’a; lecz przemknął mi się jak błyskawica.
Wówczas zatrzymałem machinę i spostrzegłem dawne, ukochane swoje laboratoryum, narzędzia, sprzęty — wszystko tak, jak zostawiłem. Chwiejąc się, zeszedłem z machiny i usiadłem na kanapce. Przez kilka minut drżałem gwałtownie.

Przyszło wreszcie uspokojenie. Dokoła mnie była znowu moja stara pracownia, tak jak dawniej. Mógłbym był przespać cały ten czas, i cała moja podróż byłaby tylko marzeniem. A jednakowoż — nie! Przyrząd przesunął się z południowo-wschodniego kąta laboratoryum i przeszedł na północo - zachód, do tej ściany, przy której go widzicie teraz. To wam daje dokładną odległość od owej murawy do piedestału Białego Sfinksa, w którym schowali machinę moją Morloki.
Z początku czułem odrętwienie umysłu. Wszedłem przez kurytarz na górę, kulejąc, bo mię ciągle bolała pięta; czułem, że jestem straszliwie brudny. Widziałem Pall Mall Gazette na stole przy drzwiach. Spostrzegłem istotnie datę dzisiejszą, a spojrzawszy na regulatora, zobaczyłem godzinę ósmą. Słyszałem wasze głosy i stuk talerzy. Zawahałem się: czułem się tak zbolałym i słabym! Później doleciał mnie nęcący zapach mięsa. Otworzyłem drzwi do was. Resztę już wiecie. Umyłem się, dokończyłem obiadu, i teraz oto opowiadam wam moje dzieje.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Herbert George Wells i tłumacza: Feliks Wermiński.