Podróż w czasie/I

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Herbert George Wells
Tytuł Podróż w czasie
Podtytuł Opowieść fantastyczna
Wydawca Bronisław Natanson
Data wydania 1899
Druk P. Laskauera i W. Babickiego
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Feliks Wermiński
Tytuł orygin. The Time Machine
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron


I.
WSTĘP.

Podróżnik po krainie Czasu (tak bowiem wypada go nazwać) wykładał nam przedmiot tajemniczy. Jego oczy szare świeciły i błyszczały, a na twarz, bladą zazwyczaj, wystąpił żywy rumieniec. Ogień na kominku jasno płonął, a miękkie promieniowanie świateł w srebrnych świecznikach uroczo muskało bulki, które powstawały i znikały w naszych szklankach. Krzesła nasze, jego wynalazku, — zamało powiedzieć, że nam wygodne dawały siedzenie: one nas obejmowały i pieściły. Owiewała nas ta poobiednia atmosfera zbytku, gdy myśli biegną z pewnym wdziękiem wolne od więzów ścisłości. I tak też biegły jego myśli w ciągu wykładu, w którym punkta tezy swej oznaczał cienkim swoim wskazującym palcem, podczas gdyśmy siedzieli i niedbale podziwiali jego gorące przejęcie się tym, według naszego zdania, nowym paradoksem, a więcej jeszcze — niezwykłą bujność jego myśli.
— Zważcie dobrze — mówił. — Staję w sprzeczności z jedną lub dwiema ideami jaknajpowszechniej uznawanemi. Geometrya, np., której uczyliście się w szkołach, jest oparta na błędnem założeniu.
— Czy nie jest to kwestya zbyt wielka, abyśmy się nią tutaj zajmować mogli? — zapytał rudowłosy Filby, człowiek wygadany co się zowie.
— Nie myślę od was żądać, abyście przyjmowali cośkolwiek bez przekonania. Wkrótce zgodzicie się przynajmniej o tyle, o ile jest to dla mnie samego potrzebnem. Wiecie z pewnością, że linia matematyczna, linia grubości zero, niema bytu realnego. Uczyliście się przecież tego? Również nie ma bytu płaszczyzna matematyczna. Te rzeczy — to tylko czyste abstrakcye.
— Wszystko to prawda — rzekł Psycholog.
— Niema również bytu realnego sześcian, posiadający tylko długość, szerokość i grubość, czyli wysokość.
— Na to się już nie zgadzam — powiedział Filby.
— Bryła z pewnością może istnieć. Wszystkie ciała rzeczywiste...
— Tak mniemają powszechnie. Ale poczekaj chwilkę. Czy może istnieć sześcian momentalny?
— Nie rozumiem — rzekł Filby.
— Czy może mieć byt realny sześcian, któryby nie trwał ani jednej chwili?
Filby zamyślił się.
— Oczywiście — ciągnął dalej Podróżnik w Czasie — każde ciało realne musi mieć rozciągłość w czterech kierunkach: musi posiadać długość, szerokość, grubość i trwałość; lecz przyrodzona nieudolność naszego ciała, którą wam natychmiast wyjaśnię, skłania nas do przeoczania tego faktu. W istocie są cztery wymiary: trzy, które nazywamy trzema płaszczyznami przestrzeni, i czwarty — czas. Istnieje wszakże dążność do wytykania bezzasadnej granicy pomiędzy trzema poprzedniemi wymiarami a ostatnim, ponieważ tak się dzieje, że nasza świadomość biegnie bez przerwy w jednym kierunku, wzdłuż tego właśnie ostatniego wymiaru, od początku do końca naszego życia.
— Jest to — odezwał się Człowiek Bardzo Młody, czyniąc spazmatyczne wysiłki dla zapalenia cygara nad lampą — jest to w samej rzeczy najzupełniej jasne.
— Otóż na szczególną uwagę zasługuje to, że tak powszechnie fakt ten lekceważą — ciągnął dalej Podróżnik w Czasie, z odcieniem lekkiej wesołości. — Rzeczywiście to, o czem ja mówię, jest tem samem, co zwykle rozumieją jako czwarty wymiar, choć z wielu ludzi, prawiących o tym czwartym wymiarze, żaden nie wie nawet, że nic innego właśnie nie ma na myśli, tylko pojęcie, przeze mnie tu wyrażone. Jest to tylko inny punkt patrzenia na czas. Niema innej zgoła różnicy pomiędzy czasem a którymkolwiek z trzech wymiarów przestrzeni, oprócz tej, że nasza świadomość porusza się wzdłuż tego właśnie czwartego wymiaru. Lecz niektórzy głupcy uwikłali się w fałszywy pogląd na to pojęcie. Słyszeliście wszyscy, co oni powiadają o czwartym wymiarze...

— Ja nie — rzekł major z prowincyi.

— Rzecz się ma tak. Przestrzeń, podług zdania naszych matematyków, ma mieć trzy wymiary, które można nazwać: długością, szerokością i grubością, i daje się zawsze określić stosunkiem do trzech płaszczyzn, z których każda leży pod kątem prostym do pozostałych. Lecz niektórzy ludzie filozofujący zapytali: dlaczego tylko trzy wymiary, dlaczego nie inny jeszcze jaki kierunek pod kątem prostym do trzech pozostałych? — i starali się nawet zbudować geometryę czterowymiarową. Będzie może miesiąc temu profesor Szymon Newcomb miał w tym przedmiocie wykład w Nowojorskiem Towarzystwie matematycznem. Wiecie jak na płaskiej powierzchni, która ma tylko dwa wymiary, możemy przedstawić rysunek bryły trój - wymiarowej. Otóż analogicznie sądzą niektórzy, że za pomocą modeli trój - wymiarowych będą mogli przedstawić ciała cztero - wymiarowe — jeżeli tylko owładną perspektywą przedmiotu. Czy nie tak?

— Tak sądzę — mruknął Major z prowincyi i, marszcząc brwi, wpadł w stan zadumy wewnętrznej i poruszał ustami, jak człowiek, który wymawia mistyczne jakieś wyrazy. — Tak, zdaje mi się, że teraz już rozumiem, — powiedział po niejakim czasie, z twarzą na chwilę wypogodzoną.

— Dobrze... Nie przypominam sobie, czy wam mówiłem, że czas jakiś zajmowałem się tą geometryą cztero - wymiarową. Niektóre z moich rezultatów są ciekawe. Np. oto portret jednego i tego samego człowieka, jeden w ósmym roku życia, drugi w piętnastym, inny w siedmnastym, w trzydziestym trzecim, i tak dalej. Wszystko to są przekroje, jakby trój - wymiarowe wyobrażenia, istoty cztero - wymiarowej, która jest przedmiotem stałym i niezmiennym. Uczeni — mówił dalej Podróżnik, z pewnym namysłem dla lepszego uchwycenia przedmiotu — wiedzą dobrze, że czas jest tylko rodzajem przestrzeni. Oto jest znany powszechnie diagram naukowy — sprawozdanie ze stanu pogody. Linia, którą pokazuję palcem, ma wskazywać ruch barometru. Wczoraj rtęć stała tak wysoko, w ciągu nocy opadła, dziś z rana podniosła się znowu, i tak dalej podnosi się stale aż do chwili obecnej. Z pewnością rtęć nie kreśli tej linii w jednym z wymiarów przestrzeni znanych dotychczas, lecz niewątpliwie linię samą nakreśliła, a ta linia, jak musimy wnioskować, poszła w kierunku wymiaru czasu.
— Ale — odezwał się Lekarz, patrząc uporczywie na płonące węgle — jeżeli czas jest rzeczywiście czwartym wymiarem przestrzeni, to dlaczego obecnie jest, a dawniej był, uważany za coś zupełnie odrębnego? I dlaczego nie możemy się poruszać wzdłuż czasu tak, jak się poruszamy wzdłuż każdego innego wymiaru przestrzeni?
Podróżnik uśmiechnął się.
— Czy tylko jesteś pan pewny, że możemy swobodnie poruszać się w przestrzeni? Możemy poruszać się na prawo i na lewo, w tył i naprzód, ile chcemy, i tak ludzie poruszali się zawsze. Przypuszczam, że mamy swobodę ruchów w dwóch wymiarach. Ale co powiedzieć o ruchu w górę i na dół? Tu krępuje nas ciążenie.
— Nie zupełnie — rzekł lekarz. — Mamy przecież balony.
— Ale przed wynalezieniem balonów, jeżeli pominiemy spazmatyczne podskoki oraz nierówności gruntu, człowiek nie miał wcale swobody ruchów w kierunku pionowym.
— Zawsze jednak mógł poruszać się cokolwiek w górę i na dół — rzekł Lekarz.
— Łatwiej, daleko łatwiej na dół niż w górę.
— Ale pan nie zdołasz poruszyć się w czasie, wyjść z chwili obecnej.
— Kochany panie, w tem właśnie się mylisz. Cały świat ma mylne wyobrażenie pod tym względem. Ustawicznie uciekamy od chwili bieżącej. Nasz byt umysłowy, który jest niemateryalny i nie ma wymiarów, porusza się w kierunku czasu z jednostajną szybkością, od kolebki do grobu, zupełnie tak, jak-byśmy musieli zejść na dół, gdybyśmy rozpoczęli istnienie nasze na wysokości pięćdziesięciu mil nad ziemią.
— Największa jednak trudność w tem — przerwał Psycholog, — że możesz się pan poruszać w każdym kierunku przestrzeni, lecz nie możesz się poruszyć w czasie.
— W tem tkwi jądro mojego wielkiego odkrycia. Lecz nie masz pan racyi, mówiąc, że nie możemy poruszać się w czasie. Jeżeli np. żywo przypominam sobie jakiś wypadek, to wracam w myśli do chwili, w której się wydarzył: staję się, jak mówią, absent - minded (w nieobecności nastrojonym na obecność); na chwilę odskakuję w tył. Zapewne, nie możemy zatrzymać się w czasie na przeciąg dłuższy, podobnie jak człowiek dziki lub zwierzę nie może się utrzymać na wysokości sześciu stóp nad ziemią; lecz człowiek cywilizowany stoi pod tym względem wyżej od dzikiego. Wbrew sile ciążenia może wznieść się w górę balonem: to i dlaczegóż nie miałby mieć nadziei, że wreszcie zdoła zatrzymywać lub przyśpieszać swój bieg wzdłuż wymiaru czasu, lub nawet zawracać i puszczać się w inną drogę?
— O, co to... — zaczął Filby — to już jest...
— Dlaczegoby nie? — przerwał mu Podróżnik w Czasie.
— Sprzeciwia się to rozumowi — rzekł Filby...
— Jakiemu rozumowi? — zagadnął Podróżnik.
— Argumentami możesz pan dowieść nawet, że czarne jest białem — rzekł Filby — lecz nie zdołasz mnie pan nigdy przekonać.
— Być może — rzekł Podróżnik — lecz zaczynacie już teraz spostrzegać przedmiot moich dociekań w geometryi cztero - wymiarowej? Oddawna już świtał mi pomysł machiny...
— Do poruszania się w czasie?! — wykrzyknął młodzieniec.
— Tak, do odbywania podróży w każdym kierunku czasu i przestrzeni, w jakim tylko jadący poruszyć się zechce...
Filby ledwo się wstrzymał od śmiechu.
— Ale ja mam sprawdzian doświadczalny! — rzekł Podróżnik.
— O, jakżeby się taka machina przydała historykowi! — zauważył Psycholog. — Nie jeden mógłby cofnąć się daleko w przeszłość i sprawdzić powszechnie przyjętą opowieść o bitwie pod Hastings!
— Sądzisz, że zwróciłby kto na ciebie uwagę? — rzekł Lekarz — przodkowie nasi nie bardzo się rwali do anachronizmów.
— Niejeden mógłby tę grekę, której drugich naucza, wziąć z własnych ust Homera lub Platona — zauważył młodzieniec.
— W tym wypadku byłbyś uważanym za drepcącego małym kroczkiem pedanta. Erudyci niemieccy tak już przecież wydoskonalili znajomość greczyzny.
— W każdym razie na tej drodze jest przyszłość — powiedział Młodzieniec. — Dobra myśl! Możnaby zebrać swoje kapitały, złożyć na procent składany i puścić się na złamanie karku!
— Aby znaleźć społeczeństwo — zauważyłem — zbudowane na podstawie ściśle komunistycznej.
— Co za szalone dziwactwa! — zaczął Psycholog.
— Tak, i mnie się to samo zdawało; to też postanowiłem nikomu nic nie mówić, dopóki-bym...
— Nie sprawdził doświadczeniem... — podchwyciłem.
— Więc istotnie myślisz o eksperymencie?
— Eksperyment! — krzyknął Filby, który już czuł, że mózg mu schnąć zaczyna.
— Pokaż w jakikolwiekbądź sposób swoje doświadczenie — powiedział Psycholog — chociaż, wiecie, wszystko to humbug.
Podróżnik po krainie Czasu w koło się do nas uśmiechnął. Następnie, nie przestając zlekka się uśmiechać, zagłębił ręce w kieszenie spodni i wyszedł zwolna z pokoju. Słyszeliśmy tylko jego pantofle, jak klapały w długim korytarzu, który prowadził do laboratoryum.
Psycholog spojrzał na obecnych. — Ciekaw jestem: co też zmajstrował?

— Jakaś sztuczka prestidigitatorska lub coś podobnego — rzekł Lekarz. Filby zaś zaczął opowiadać o magiku, którego widział w Burslem, lecz, nim zakończył wstęp do opowieści, Podróżnik po krainie Czasu wrócił i anegdota Filby’ego przepadła.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Herbert George Wells i tłumacza: Feliks Wermiński.