Podania i legendy polskie, ruskie i litewskie/Upiór i Dżuma

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania


Pielgrzym Podania i legendy polskie, ruskie i litewskie • 88. Upiór i Dżuma • Lucjan Siemieński Rozmowa bydląt
Pielgrzym Podania i legendy polskie, ruskie i litewskie
88. Upiór i Dżuma
Lucjan Siemieński
Rozmowa bydląt

Okropna dżuma panowała na Ukrainie; tysiące ludzi wymierało, a tysiące rozbiegło się po lasach, szukając schronienia przed tą klęską. W jednéj wsi pozostał wszakże jakiś kniaź moskiewski, (było to przed pierwszym zaborem kraju), który się mocno obwarował od tego powietrza. Miał on przy sobie dworzana, szlachcica polskiego, ten pewnego razu wyjechał konno do pobliskiego miasteczka; droga wypadała przez las, a gdy się właśnie zciemniło, w największym boru koń nagle mu stanął, zaczął parskać i kopytami bić w ziemię. Szlachcic zdziwiony, a niewidząc, zkądby powód narowu, zeskoczył z siodła, wziął za cugle, a idąc przodem, ciągnął za sobą stępaka. Zrobiwszy kilka kroków, zobaczył tylko wielką spruchniałą kłodę leżącą w poprzek drogi, i już miał ją ominąć, gdy nagle z wielkim swoim przestrachem ujrzał, jak z téj kłody wylazł człowiek. Pomimo tęgiego mrozu, był on lekko ubrany i coś wyglądał na włóczącego się Niemczyka. Postać ta zbliżywszy się doń, powitała go grzecznie i rzekła: Jestem upiór — moja siostra upiorzyca, mimo moich zabiegów przyniosła do was dżumę, a z nią głód i nędzę. Lecz muszę ją ztąd wypędzić; chciéj mi tylko dopomódz, a nic ci się złego niestanie; bo nawet śród największéj dżumy, kiedy wszyscy będą umierać, ty nieumrzesz. Słuchaj tylko, jaki ci podam sposób: oto jutro o téj saméj porze co i dziś, przyjedź tu znowu i przyprowadź całego białego konia, który ani włoska niema na sobie innéj maści; potém przyniesiesz mi 12 worów, na które przez 24 godzin mają być uprzędzone nici i wyrobione płótno; daléj przywieziesz mi 12 zielonych, baranich, całkiem nowych czapek, które także w tych 24. godzinach nowo uszyte być mają; a za témi czapkami mają być zatkane dopiero ukute noże, trzonkami do góry, a ostrzem we futro, jak pióra; to wszystko przywieziesz i oddasz mi, a ręczę, że ci włos z głowy niespadnie. — To rzekłszy, poszedł znowu do swojéj kłody; a szlachcic dosiadłszy konia, kopnął się do domu i opowiedział wszystko kniaziowi, który przerażony tym wypadkiem, natychmiast zwołuje tkaczy, kuśnierzy, kowali i każe pomienione rzeczy w 24 godzinach wygotować. Gdy noc nadeszła, kniaź i szlachcic dosiadłszy koni i zabrawszy one rzeczy, ruszyli w wiadome miejsce. Ledwie się zbliżyli do kłody, gdy wyszedł na ich spotkanie upiór, a zabrawszy czapki i wory, wskoczył na białego konia i pędem poleciał, nierzekłszy ani słowa. Powróciwszy do siebie, wszyscy byli weseli, a mianowicie kniaź, że się dżumie wykupił; lecz nazajutrz cały dom wymarł, oprócz tego szlachcica, któremu upiór życie ocalić obiecał.