Podania i legendy polskie, ruskie i litewskie/Skarbiec w Zbąszyniu

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania


Widmo w zamku Rydzyńskim Podania i legendy polskie, ruskie i litewskie • 53. Skarbiec w Zbąszyniu • Lucjan Siemieński Krzywoprzysiężna pani
Widmo w zamku Rydzyńskim Podania i legendy polskie, ruskie i litewskie
53. Skarbiec w Zbąszyniu
Lucjan Siemieński
Krzywoprzysiężna pani

W Zbąszyniu po dziś dzień stoi zamek, niegdyś warowny wielkiém[1] jeziorem. Jeden z panów tego zamku prowadziwszy w młodości życie rozwiązłe, przepędzał na pokucie i rozmyślaniu późniejsze swoje lata. Obracał starzec znaczne swe dochody na miłosierne uczynki, a powiernikiem jego w rozdawaniu jałmużn był doświadczony długoletni sługa. Obaj częstokroć do podziemnego schodzili skarbcu, gdzie po kilka godzin sam na sam przebywali. Skromny sposób życia właściciela Zbąszynia niepodobał się synowi jego. Młodzieniec ten zepsutych obyczajów, obłudą nazywał postępowanie ojcowskie; słudze zaś zemstą swoją na przyszłość odgrażał. W tém nagła niemoc naprzód mowę, a wkrótce potém i życie starcowi odjęła; a gdy zwłoki jego do grobu zniesione zostały, wezwał nowy dziedzic starego sługę i do skarbcu zaprowadzić się kazał. Czy tu składał mój ojciec pieniądze swoje? rzekł, widząc wielką skrzynię w żelazo okutą, którą skwapliwie otworzył, lecz w któréj księgi pobożne tylko i włosienicę ujrzał.
— Gdzie są skarby mego ojca? rzekł dziko młodzieniec; a kiedy ich niema, gdzież są kwity z roztrwonionych jego dochodów?
— Rozdawał pan mój dochody swoje między nieszczęśliwych, a kwitów od nich nieżądał — odrzekł sługa.
— Ty więc je przystaw niecnoto; niewyjdziesz ztąd, dopóki ich mieć niebędę. — To powiedziawszy nowy pan, zatrzasnął za sobą żelazne podwoje i starego sługę samego w piwnicy zostawił. Dzikie śmiechy towarzyszów rozpusty młodego pana rozlegały się po zamku. Dwa dni przepędził w więzieniu nieszczęśliwy sługa bez pokarmu i napoju, cały ten czas swawolna rzesza na rozpuście strawiła. Trzeciego dnia na wieczerzy jeden z gości mocno podchmielony, z urąganiem spełnił zdrowie więźnia, mówiąc: niech go pasie stary, niech go uwolni, jeśli potrafi. W téjże chwili otworzyły się nagle ciężkie okowane drzwi, prowadzące do poziemnego skarbcu. Wchodzi umarły ojciec w śnieżną przybrany suknię i wiernego sługę za rękę prowadzi. — Tak jest — rzeknie — nakarmiłem go, wywiódłem z więzienia, teraz niewinność jego zaświadczam. Starzec zniknął, a syn upadł bez zmysłów. Następne życie jego dowiodło, że napomnienie ojca pożądany odniosło skutek.



Przypisy

  1. Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku; winno być — nad wielkiém. Przypis na podstawie Sprostowania.