Podania i legendy polskie, ruskie i litewskie/Droga Serpiahy

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania


Zaklęta dziewczyna pod Strzelnem Podania i legendy polskie, ruskie i litewskie • 82. Droga Serpiahy[1] • Lucjan Siemieński Ludzie obróceni w kamień
Zaklęta dziewczyna pod Strzelnem Podania i legendy polskie, ruskie i litewskie
82. Droga Serpiahy[1]
Lucjan Siemieński
Ludzie obróceni w kamień

W jedném państwie, w dalekiéj krainie, król miał bardzo ładną królewnę, a wielką czarownicę, z którą niemógł sobie dać rady; robiła mu tysiąc przykrości: oczarowywała jego radnych, wojsko i cały naród. Nieszczęśliwy król poszedł do jednéj wróżki pytać, coby trzeba robić, aby jego córka niebyła taka zła, taka wymyślna? Wróżka mu odpowiedziała: że potrzeba ją wydać za mąż, a choć i wtenczas ona będzie jednakową, mniéj wszakże dokuczy narodowi i ojcu; bo mąż za nich będzie odbywać pokutę. Król wrócił z tą odpowiedzią do domu i znalazłszy porę, przełożył córce potrzebę pójścia za mąż; na usilne nalegania ojcowskie odpowiedziała, że pójdzie wreszcie za mąż, lecz tylko za takiego rycerza, który przyjechałby do niéj na koniu nie większym, jak na dwa łokcie od ziemi, a podniósł siérp, który ona królewna dla swego narzeczonego umyślnie każe zrobić; jakoż i rzeczywiście kazała zebrać wszystko w kraju żelazo i ukuła z niego taki siérp, że, aby go dźwignąć, potrzeba było stu ludzi, a dwa razy tyle siły, aby nim żąć można. Zapłakał stary król i wysłał swoich posłów w rozmaite świata strony, szukać dla córki męża, jakiego ona mieć chciała. Posłowie chodzili długo po świecie daremnie. Nakoniec zachodzą do pewnéj karczmy, gdzie zastali kilku ludzi; tam napiwszy się i podjadłszy, wzięli kwartę wódki i zaczęli przytomnych częstować, rozpytując: czy niewidzieli, czy niesłyszeli gdzie takiego siłacza, coby podniósł i żął siérpem, którego sto ludzi zaledwo dźwignie. Jeden z obecnych, człowiek bez ręki, powiada: Oj jest — ja znam jednego chłopa, co ma syna; już teraz rosły kozak, bo już to temu ze dwadzieścia lat, jak on jeszcze łażąc na czworakach po ziemi, gdy już ja byłem spory wyrostek i chciałem mu jakieś wziąść cacko, złapał mię za rękę i jakby muchę zdusił, tak mi ją oderwał; potém gdy on wyrastał, to dziwem dziwne rzeczy wyrabiał: pomyślcie no tylko sobie, co to za siła; raz wszedł do karczmy i kazał sobie dać wódki. Żyd zapytał go, czy ma pieniądze? a gdy siłacz na to nieodpowiedział i żyd wódki niedał, on wziął jednę kufę wódki pod lewą rękę, drugą pod prawą i wychodził z karczmy, a gdy go arendarz zatrzymał, jednym zamachem nogi tak trącił żyda, że ten uderzywszy się o karczmę, zawalił ją i umarł. Usłyszawszy o tém posłowie, nieszczędzili już żadnych wydatków; kupowali wódkę, piwo, miód, rybę i wszystko, co było w karczmie, aby się dowiedzieć, gdzie mieszka ów siłacz; z razu ów chłop bez ręki drożył się ze swoją tajemnicą; a potém powiedział, że ojciec siłacza mieszka w Kaniowie, a sam siłacz „na kaniowskim rynku, hrajetsia w swynku.” Posłowie natychmiast udali się do Kaniowa; poszli wprzód do chłopa, a złożywszy mu bogate dary, prosili go, aby im dał syna swego na męża ich królewnie. Ojciec się na to zgadzał. Posłano więc za siłaczem, który wręcz powiedział, że téj królewnéj znać niechce. Zaczęto go więc prosić, a najbardziéj ojciec, na którego nalegania prośbą i groźbą siłacz dał posłom swoję kowenkę, powiadając, żeby jechali do domu, a za trzy dni on się wybierze w drogę; lecz gdyby go długo niebyło, to niech podniosą w górę daną im kowenkę, wtenczas jeśli się ukaże siwy obłoczek na niebie, znaczyć to będzie, że on już jedzie; a gdy pokaże się czarna chmura, znaczyć to będzie, że jeszcze z domu się niewybrał i niech przyszlą dowiedzieć się o przyczynie. Odjechali posłowie. Minęło trzy dni, siłacz niemyślał wyjeżdżać mimo nalegania ojca. Za drugie trzy dni przybyli znów posłowie; siłacz im odpowiedział, że nie wprzód do nich pojedzie, aż mu przywiozą portret królewny; gdy i to przywieźli, siłacz znów niepojechał, a przybyłym posłom powiedział, że niewie, jaki ciężar jest siérpa, więc aby mu go na pokaz przywieźli. Gdy i to spełnili, wówczas siłacz kazał, aby siérp ten wlekli z Kaniowa do domu po ziemi, coby mu zrobiło drogę w jego podróży; posłowie i na to się zgodzili; i odtąd zrobiła się na Ukrainie Sierpiahowa droga (Sierpiażyn szlach), tak nazwana od tego, że ją zrobił Sierpiaha, to jest: ogromny siérp.
Siłacz po tém wszystkiém musiał się wybrać w drogę; chodziło tylko o konia; najsilniejszy z tych niemógł go udźwignąć; przypędzono więc cały tabun do wyboru, siłacz wybrał w nim jednego najmniejszego i najbrzydszego, bo niebył roślejszy nad dwa łokcie od ziemi; i na nim puścił się w drogę. Po powrocie posłów podniesiono kowenkę do góry i już nie czarna chmura, lecz płowy pokazał się obłoczek. Radość w całém królestwie była największa, zaczęto przygotowywać się do wesela; przybył wreszcie i siłacz na swym koniu; a wziąwszy ów siérp zżął nim łan żyta; lecz w końcu powiedział, że niechce ani królestwa, ani królewnéj. Próżno go prosili, król i naród; daremnie królewna robiła co mogła, aby go sobie zjednać; on jéj niechciał i niechciał. Wówczas król rozgniewany, kazał mu uciąć głowę, a ciało odesłać do Kaniowa na większy żal ojcu, co miał syna, który niechciał królewnéj za żonę i królestwa w posagu.



  1. Droga ta około Kaniowa uważaną jest od ludu za złowieszczą i służy za przekleństwo: A szczobyś popaw na Serpiażyn szlach (bodajeś poszedł drogą Serpiahi). Pan Izopolski mniema, że ta droga nosi nazwę od Serpiahi, het. kozackiego zwanego Podkową. Koniec tego podania zgadza się z okolicznościami śmierci tego hetmana, ścięty on był we Lwowie jako przeniewierczy hospodar wołoski, nie jako hetman kozacki. Ciało jego odprowadzili kozacy do Kaniowa.