Piękna Eleanor

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor William Blake
Tytuł Piękna Eleanor
Pochodzenie Poeci angielscy
Wydawca Księgarnia H. Antenberga
Data wydania 1907
Druk W. L. Anczyc i S-ka
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Jan Kasprowicz
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały zbiór jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały zbiór jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron
PIĘKNA ELEONOR.
 

Wybiła północ; zadrży cicha wieża,
Z mogił powstają umarli; ku bramie
Spieszy zamkowej piękna Eleanor,
Zajrzy do wnętrza: głuchy jęk wśród sklepień.

Z straszliwym krzykiem upadłszy na ziemię,
Do głazów tuli pobladłe policzki.
Niby z grobowca płynie zaduch śmierci;
Naokół cisza, tylko jęk śród sklepień.

Śmierć wypuściła jej rękę; powstawszy
Wśród przerażenia, kroczy, niby upiór,
Szeregiem ciasnych krużganków, rękami
Macając wilgne, lodowate ściany.

Znowu majaki: oto kości wstają
Przed jej oczyma, szczerzące się czaszki
I śmierć w całunie; i znów słyszy jęki
I duchy widzi, błądzące w zamczysku.

Wreszcie nie złuda, tylko rzeczywistość
Chwyta jej duszę: słyszy szelest kroków,
Jakby uciekał ktoś: I Ellen staje,
Zmieniona z trwogi w zimny, głaźny posąg.

Zbrodniarz się zbliża, krzycząc: Już się stało!
Weź to i oddaj, komu to masz oddać;
To moje życie — oddaj je Ellenie —
On już nie żyje; w krwawym umarł jęku!

«Weź to» — tak woła; i chustkę wilgotną
Rzuca jej w ręce; potem zaszeleści
Znowu krokami. Ona, z Śmiercią bladą
W swoich objęciach, mknie na skrzydłach trwogi.

Hyżo zewnętrzną mija bramę; zbrodniarz
Wyjąc, zeskoczył z wału w ciemną fosę,

I ugrzązł na dnie. Na moście usłyszy
Nadobna Ellen głos: Więc już się stało?

Jak zwierz raniony, biegła Eleanor
Pustym rozłogiem; jak pocisk, wyrzucon
W nocy, śród gęstych trafia mroków, w strasznej
Tak biegła trwodze ku swemu domowi.

Na łoże padła, na łoże rozkoszy,
Gdzie ongi brał ją w objęcia małżonek.
«Trwogo niewieścia!» krzyczy; «groźny książę!»
Drogi małżonku! O nieszczęsna Ellen!

Mąż mój był jako kwiat na skroniach wiosny!
Życie jest wątłe jako kwiat! O Śmierci,
Upiorna Śmierci! weź-że precz tę rękę!
Szukasz-li kwiatów dla swych strasznych świątyń?

Mąż mój był jako gwiazda na niebiesiech,
Którą ściągnęły z góry złość i czary!
Mąż mój był jako dnia rozwarte oko,
Gdy wiatr zachodni muska wonne kwiaty.

Mrok go ogarnął, jak letnie południe
Zaćmiewa chmura; padł jak dąb podcięty;
Niebiosów tchnienie mieszka w jego licach!
O Eleonor, przepełna boleści!»

To powiedziawszy, w górę wzniesie głowę
I obok siebie krwawą ujrzy chustę.
I w stokroć większej jeszcze ujrzy trwodze,
Że się ta chusta rozwinęła sama.


Wzrok jej osłupiał: oto przed nią leży
Straszliwa głowa zabitego męża,
Ociekająca krwią, upiornie blada.
I usta zmarłe taki jęk wydadzą:

«O Eleanor, spojrzyj: głowa męża!
Gdy w śnie spoczywał na głazach tej wieży,
Wraz go pozbawił życia nędzny książę!
Najemny zbrodniarz sen mój w śmierć przemienił.

Strzeż się nędznego księcia, Eleanor!
Nie daj mu ręki, dziś, gdy ja nie żyję!
Chciał twej miłości, tchórz, co kazał w nocy
Najemnikowi pozbawić mnie życia!»

Jak głaz tak siedzi: zmartwiały jej członki;
Skrwawioną głowę bierze w swe objęcia;
Całuje sine wargi; łzy jej wyschły;
Skronie do piersi tuli z głuchym jękiem.


Poeci angielscy - Grafika na koniec utworu.png




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: William Blake i tłumacza: Jan Kasprowicz.