Pięciotygodniowa podróż balonem nad Afryką/II

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Juliusz Verne
Tytuł Pięciotygodniowa podróż balonem nad Afryką
Wydawca Nakład J. Sikorskiego
Data wydania 1873
Druk Druk J. Sikorskiego
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Anonimowy
Tytuł orygin. Cinq semaines en ballon
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cały tekst
Indeks stron


Nazajutrz Daily Telegraph z dnia 15 stycznia ogłosił następujący artykuł:
„Nakoniec środek Afryki odsłoni tajniki swych pustyń rozległych; nowoczesny Edyp powie nam słowo zagadki, której nie umieli rozwiązać uczeni sześćdziesięciu wieków. Niegdyś poszukiwać źródeł Nilu, fontes Nili quaerere, nazywano szaleństwem, chimerą.
Doktór Barth idąc aż do Sudanu drogą wytkniętą przez Denhama i Clappertona, doktór Liwingston posuwając nieustraszone poszukiwania od Przylądka Dobrej Nadziei do Zambezi, kapitanowie Burton i Speke odkryciem Wielkich Jezior wewnętrznych, otworzyli trzy drogi dla cywilizacji nowoczesnej; drogi te przecinają się w samym środku Afryki, dokąd żaden podróżny jeszcze się nie dostał. Tam też należy skierować wszelkie usiłowania.
Prace tych śmiałych pionierów nauki, ma połączyć w jedną całość doktór Samuel Forgusson, którego piękne poszukiwania czytelnicy nasi często podziwiali. Nieustraszony ten odkrywacz (discoverer) zamierza przebiedz w balonie całą Afrykę od Wschodu na Zachód. Jeżeli jesteśmy dobrze zawiadomieni, w zdumiewającą tę podróż puści się z wyspy Zanzibar na brzegach wschodnich. Co do punktu, w którym podróż jego się skończy, tylko Opatrzność wie o tem. Projekt tej wycieczki naukowej urzędownie wniesiony został wczoraj na posiedzeniu Królewskiego Towarzystwa Jeograficznego; zagłosowano dwa tysiące pięćset funt. szterl. na koszta przedsięwzięcia.
Będziemy zawiadamiali czytelników o kolejach tej podróży, której podobnych niema w rocznikach jeograficznych”.
Łatwo sobie wyobrazić wrażenie, jakie sprawił ten artykuł; najprzód wywołał krzyki niedowiarków; doktór Fergusson uchodził za istotę czysto zmyśloną, wynalazku p. Barnum, który napracowawszy się nad Stanami Zjednoczonemi, zabierał się zrobić Wyspy Wielkiej Brytanji.
Zabawna odpowiedź ukazała się w Genewie, w lutowym zeszycie Roczników Towarzystwa Jeograficznego; dowcipnie wyszydzono Towarzystwo królewskie w Londynie (Travallers), że lubi fenomenalnego jesiotra.
Ale p. Petermann w swoich Mittheilungen, wydawanych w Gotha, zamknął usta dziennikowi genewskiemu. P. Petermann znał osobiście doktora Fergusson i ręczył za nieustraszoność swego zuchwałego przyjaciela.
Wkrótce zresztą niepodobna było powątpiewać; czyniono w Londynie przygotowania do podróży; w fabrykach lyońskich zamówiono kitajkę na budowę powietrzostatku i nakoniec rząd angielski oddał do rozporządzenia doktora okręt przewozowy Resolute, pod dowództwem kapitana Pennet będący.
Niebawem sypnęły się zewsząd zachęty i powinszowania. Szczegółowy opis zamierzonego przedsięwzięcia ukazał się w Rocznikach Towarzystwa Jeograficznego w Paryżu; zamieszczono ciekawy artykuł w Nowych Rocznikach podróży, jeografji, historji i starożytności M. V. A. Malte-Brun; Zeitschrift für Allgemeine Erkunde, ogłosił artykuł doktora W. Koner, w którym ten uczony zwycięzko dowiódł możliwości podróży i jéj pomyślnego skutku; wykazał naturę przeszkód i niezmierne korzyści podróży powietrznej; ganił tylko punkt wyjazdu; wolałby obrać Massua, mały port Abisynii, zkąd James Bruce w r. 1768 puścił się na poszukanie źródeł Nilu. Zresztą bezwarunkowo podziwiał moc woli doktora Fergusson, i to opancerzone stalą potrójną serce, co nie cofało się przed podobną podróżą.
North American Review z niezadowoleniem przewidział, iż nowa chwała okryje Anglję; więc projekt doktora obrócił w żart i wzywał go, by dobrze rozmachawszy się dotarł aż do samej Ameryki.
Słowem, nie mówiąc już o dziennikach całego świata, nie było pisma naukowego od Journal des Missions évangéliques do Revue Algérienne et coloniale, od Annales de la propagalion de la foi, aż do Church missionnary intelligencer, któreby nie dawało obszernych a przeróżnych sprawozdań.
Zakładano się o znaczne summy w Londynie i całej Anglji: 1. Czy doktór Fergusson istnieje rzeczywiście, czy też jest osobą zmyśloną? 2. Czy puści się w ową podróż, czy nie? 3. Czy mu się uda lub nie uda? 4. Czy powróci do Anglji, czy nie powróci? Zupełnie jak na wyścigach konnych w Empson.
Tak więc wierni i niedowiarki, prostaczkowie i uczeni, wszyscy mieli zwrócone oczy na doktora; stał się lwem swego czasu, ani się domyślając, że ma grzywę. Chętnie dawał dokładne objaśnienia o swojej wyprawie; był nadzwyczajnie przystępny i najnaturalniejszy w świecie. Niejeden śmiały awanturnik chciał dzielić chwałę i niebezpieczeństwa jego przedsiewzięcia, ale doktór stale odmawiał, nie powiadając dla czego.
Liczni wynalazcy mechanizmów zastosowanych do kierowania balonów, proponowali mu swoje systemy. Nie przyjął żadnego. Gdy go zapytano czy ma w tym względzie swój własny, nie chciał się tłomaczyć, i gorliwiej niż kiedy czynił przygotowania do podróży.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Juliusz Verne i tłumacza: anonimowy‎.