Pan Twardowski (Rydel, 1923)/Rozdział I

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Lucjan Rydel
Tytuł Pan Twardowski
Podtytuł Poemat w XVIII. pieśniach
Wydawca S. A. Krzyżanowski
Data wydania 1923
Druk Drukarnia Związkowa w Krakowie
Miejsce wyd. Kraków
Ilustrator Włodzimierz Tetmajer
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
ROZDZIAŁ I.
W OJCOWSKIM DWORKU.


W Skrzypnie, wśród zapadłej wioski,
Żył sobie szlachcic gołota;
Zwał się Imci Pan Twardowski.
Bieda do niego z za płota
Zaglądała nieraz w gości:
Ledwie stało na chleb boski
I wszystkim było wiadomo,
Że i w święto szlachcic pości.
Nizki dworek, szyty słomą,
Skrawek pola, szkapiąt para,
Oto całe jego włości;
Ryngraf[1] złoty, szabla stara
Ponad łóżkiem Jegomości,
Proste ławy, stół kulawy,
Oto całe ruchomości.
Ale wesół był chudzina

I jak mógł, odganiał troski;
Jeno gdy spojrzał na syna,
Na swojego jedynaka,
Zasępiał się pan Twardowski
I rzedła mu gęsta mina;
Wzdychał z cicha: „Panie Chryste,
Czemuż u mnie bieda taka?!“
I od łez miał oczy mgliste.
A synalek codzień z rana
Chadzać musiał o pół mili
Na naukę do plebana.
I nie próżno głowę sili:
Czyta gładko po łacinie,
Wie kto Seneka, Wergili[2],
A nawet na pergaminie
Litery wyciąga cudnie.
Łatwe, widno, miał pojęcie.
Lecz do domu na południe
Powróciwszy, dla zabawki
Psami koty szczuł zawzięcie,
Albo też po sadach z procy
Strzelał gawrony i kawki.
Tak mu schodził czas do nocy.

Lat piętnaście miał już Janek,
Gdy raz, jakoś na jesieni,
Zaszedł proboszcz w odwiedziny.
Ojciec wybiegł aż przed ganek,
Kłaniał się w progu i w sieni,
Aż w końcu wyszli do sadu.
Stary wyniósł piwa dzbanek,
Zasiedli oba pod gruszą
I z proboszczem, gadu, gadu.
Janek, choć stał na uboczu,
Zgadł, że o nim radzić muszą,
Bo go nie spuszczali z oczu.
Gdy skończyła się rozmowa,
Ojciec woła go i gada:
— „Pójdziesz mi Waść do Krakowa
I wstąpisz na Akademię[3].
Tać jest księdza proboszczowa,
— Za którą podziękuj — rada.
Ucz się, boś nie bity w ciemię,
Będą z ciebie ludzie z czasem!“

W tydzień po rozmowie owej,
Był Jaś do drogi gotowy:
Inkaust[4] i piórnik za pasem,

Żupan z ojca przerobiony,
Lecz wyglądał niby nowy;
Na głowie miał czapkę z piórkiem,
Żółte ciżmy i przez ramię
Tłomoczek, związany sznurkiem.
Stary dał mu w garść dukata,
Zrobił nad nim krzyża znamię…
I poszedł Janek do świata.



Przypisy

  1. „Ryngraf“, czyli kaplerz, owalna wycięta blacha, noszona na piersiach ku obronie, zwykle mosiężna złocona z malowanym lub rytym wizerunkiem N. P. M. Częstochowskiej.
  2. „Seneka, Wergili“. Publius Vergilius Maro, poeta rzymski, autor Georgiki i Eneidy; Lucius Annaeus Seneca, pisarz, filozof i nauczyciel rzymskiego cesarza Nerona.
  3. „Akademia Krakowska“ jedna z najstarszych szkół wyższych w Europie, założona pierwotnie przez Kazimierza W. w r. 1364, później wyposażona zapisem klejnotów królowej Jadwigi i w roku 1400 odnowiona przez jej małżonka Władysława Jagiełłę, dziś zowie się Uniwersytetem Jagiellońskim.
  4. „Inkaust“, w średniowiecznej łacinie incaustum, atrament.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Lucjan Rydel.