Pan Twardowski (Rydel, 1923)/Rozdział II

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Lucjan Rydel
Tytuł Pan Twardowski
Podtytuł Poemat w XVIII. pieśniach
Wydawca S. A. Krzyżanowski
Data wydania 1923
Druk Drukarnia Związkowa w Krakowie
Miejsce wyd. Kraków
Ilustrator Włodzimierz Tetmajer
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
ROZDZIAŁ II.
PRZYBYCIE DO KRAKOWA.


Jak tam było w tej podróży,
I jak długo szedł piechotą,
I którędy — mniejsza o to.
Dość, że świata kawał duży
Przewędrował, zanim w końcu
Ujrzał Kraków: łuną złotą
Grały wieże, dachy, mury,
A nad miastem zamek w słońcu
Świecił błyszczącemi ściany
Na grzbiecie wawelskiej góry
I spozierał w nurt wiślany.
Więc do miasta szedł chłopczyna;
Idąc przez ludne ulice
Pyta o Mistrza Marcina,
Bo list miał doń od plebana.
Wskazano mu kamienicę,

Wszedł — w sieni krata kowana[1]
W kwiaty, ptaszki i w iglice.
We drzwi zapukał dębowe…
Nic… Minęła długa chwila…
Janek powtórnie kołata;
Zamek zgrzytnął i połowę
Drzwi powoli ktoś uchyla.
Janek widzi łysą głowę,
Pod łysiną twarz pyzata,
Jedno oko patrzy, zdrowe,
A na drugiem czarna łata.
— „No, i kogóż Waść tu szuka?“
— „List mam do Mistrza Marcina.“
— „Zobaczymy — Mistrz odmruka —
Wejdź!“ — schowała się łysina…
Wszedł. Mroczna była komnata,
Sklepienie w niej, jak w kościele;
U potężnego komina
Banie, lejki, rurki, słoje,
Gnaty dziwne i piszczele
I straszne, wypchane ptaki,
Wszędzie pergaminów zwoje,
Ksiąg olbrzymich bardzo wiele,
Tablice z tajnymi znaki…

Przy pulpicie, w czarnej todze[2]
Siedział Mistrz Marcin u stoła
I pozierał jednem okiem.
Janek, onieśmielon srodze,
Z uszanowaniem głębokiem
Dał list, nie mówiąc nic zgoła.
Mistrz otworzył list i czyta,
A chłopiec patrzy dokoła,
Na przeróżne one dziwa,
To ukradkiem, z za pulpita,
Na onego personata,
Co łysiną kiwa, kiwa
I list jednem okiem czyta.
Skończył. — I oko i łata
Podniosły się na chłopaka;
Milczał Mistrz Marcin czas długi
I rzekł: „Potrzeba mi żaka[3]
Do pomocy i usługi;
Mała rzecz: zamieść mieszkanie,
Nanosić wody i drewek,
Za to Waść stancyę dostanie
I w potrzebie przyodziewek.
Na collegia[4] czas swobodny
Daję. Quod attinet[5] strawy,

To nie będziesz tutaj głodny:
Na studentów lud łaskawy,
Kup jeno łyżkę, garnuszek,
Suto wyżywi cię Kraków.
— Tu dłonią klepnął się w brzuszek —
Tak żyją tysiące żaków!“
..............
Zgodził się więc za pacholę,
Ale nie zasypiał gruszek,
Ucząc się w Krakowskiej Szkole.



Przypisy

  1. „..w sieni krata kowana“ po dziś dzień w niektórych starych kamienicach krakowskich zachowały się śliczne kraty, misternie kute z żelaza, oddzielające sień od wejścia na schody.
  2. „w czarnej todze“. Toga oznacza pierwotnie fałdzisty strój starożytnych Rzymian; stąd nazwano także togą czarne powłóczyste ubranie z peleryną i szerokiemi rękawami, używane przez dawnych sędziów lub uczonych. Profesorowie Uniwersytetu Jagiellońskiego przy uroczystościach uniwersyteckich dotąd używają togi i biretu.
  3. „Żak“ w dawnej polszczyźnie to samo co uczeń. Ubodzy żacy szkół krakowskich chodzili z garnuszkiem po domach mieszczańskich i otrzymywali pożywienie.
  4. „Collegia“, po łacinie sale wykładowe, stąd także i wykłady same.
  5. „Quod attinet“, po łacinie: co się tyczy.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Lucjan Rydel.