Pamiętnik Wacławy/W trzy lata później/XXVIII

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Eliza Orzeszkowa
Tytuł Pamiętnik Wacławy
Podtytuł Ze wspomnień młodéj panny ułożony
Data wydania 1884
Wydawnictwo S. Lewental
Drukarz S. Lewental
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na commons
Inne Cały tekst „W trzy lata później”
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst „W trzy lata później” jako ePub Pobierz Cały tekst „W trzy lata później” jako PDF Pobierz Cały tekst „W trzy lata później” jako MOBI
Indeks stron

XXVIII.

Odeszłam. Przykre ogarniało mnie uczucie. Obraz tych dwojga ludzi, tych rozbitków, jak sami nazywali siebie, ich wyrzutów, ich pojednania i ich miłości, raził mi oczy, jak jaskrawe światło czerwonéj błyskawicy, niknącéj na tle nagromadzonych chmur czarnych. Jakże inném i niepodobném do tego obrazu było to uczucie, które w méj własnéj niosłam piersi! Jaśniało ono przede mną, jak czyste, łagodne, nie oślepiające wzrok, ale zachwycające światło wschodzącego słońca. Nie było na niém ani jednéj chmurki złych wspomnień, ani jednéj plamki, któraby jego nieskazitelną jasność zaćmiewała, ale przerzynał je pas różany powstającéj jutrzenki szczęścia. Światem naszym było wszystko, co prawdziwe, dobre, wielkie i piękne; w tym świecie on i ja nie czuliśmy się rozbitkami, lecz owszem, ptakami o szeroko rozwiniętych skrzydłach, wędrowcami, śmiało stawiającymi stopy na ukochanym i gościnnym gruncie.
Jakże biedni byli ci ludzie, którzy tam w mrocznym pokoju, podmuchem przenikającego wichru owiani, łączyli usta swe, na których nie ostygły jeszcze wyrazy skarg i złorzeczeń! W téj chwili uroczystéj, w któréj jego i moje usta połączą się pocałunkiem piérwszym, obie dusze nasze razem i wspólnie podniosą się szerokiém tchnieniem wiekuistego błogosławieństwa!
Szłam z wolna, w myślach pogrążona, a im daléj za sobą pozostawiałam tę jaskrawą błyskawicę nieszczęśliwéj miłości dwojga nieszczęśliwych ludzi, tém łagodniéjszém i czystszém światłem jaśniało przede mną własne niebo moje.
Jeszcze kilka postąpiłam kroków, i wzrok mój upadł na twarz ukochaną. Stał we framudze okna i czekał na mnie. Gdy zobaczył mnie, oczy mu zajaśniały, uśmiech okolił usta, w milczeniu dłoń otwartą wyciągnął ku mnie. Zbliżyłam się, i rękę moję złożyłam w téj dłoni bez chwili wahania się, z ufnością bez granic, z miłością nieopisaną. Przyciągnął mnie do siebie i głęboko spojrzał w moje oczy.
Nie wiem, nie pamiętam, jak długo staliśmy tak przy sobie, patrząc na siebie.
— Najdroższa moja! — wymówił.
O! jakże wielkie znaczenie wyraz ten posiadał w ustach tego człowieka, dla którego drogiém było wszystko, co piękne i wielkie!
— O! jakże cię kocham! — wyrzekł raz jeszcze.
Gdy to wymawiał, zdawało mi się, że z ust jego wypłynął płomień gorący i światły, oblał mnie całą, i przeniknął nawskróś tak, że myśléć mogłam, iż w owéj chwili dusza jego spłynęła we mnie.
— O! jakże cię kocham! — powtórzyłam za nim, a wymawiając to, nie spuściłam oczu, i głos mój nie zadrżał.
I nie trzeba nam było przysiąg i przyrzeczeń, bo w wyrazie tym zjednoczyliśmy się już na zawsze.
Położył rękę moję na swojém ramieniu, i tak szliśmy razem, patrząc ciągle na siebie i stąpając po smudze słonecznych promieni, które wniknęły przez szyby i słały się nam pod stopy, niby ślubny kobierzec...
Matka moja sama jedna siedziała w wielkim salonie, niecierpliwie znać mnie wyglądając, bo z natężeniem na drzwi patrzyła.
Nie wiem, czy odgadła wszystko z wyrazu twarzy naszych, czy wprzódy już przewidywała to, co się stać miało, ale ujrzawszy nas wchodzących, podniosła się, krzyknęła lekko i wyciągnęła ku nam ramiona.
Nie rozłączając się, stanęliśmy przed nią.
— Matko moja! — rzekłam — oto mój narzeczony!
W kilka minut potém opuściliśmy Rodów, a wieczorem dnia tego, pisałam do ojca mego następne słowa:
„Przybywaj coprędzéj, kochany ojcze! Matka moja wzywa cię i niecierpliwie oczekuje chwili, w któréj połączycie się na nowo, i wzajemnie przebaczycie sobie przeszłość. Oprócz tego, czeka cię tu jeszcze, ojcze najlepszy, niespodzianka. Aby zaś była ona dla ciebie zupełną niespodzianką, nic ci więcéj nie napiszę, jak tylko, że jestem najszczęśliwszą ze wszystkich na świecie istot i narzeczonych”.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Eliza Orzeszkowa.