Płomienie (Zbierzchowski)/Warszawa

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Henryk Zbierzchowski
Tytuł Warszawa
Pochodzenie Szlakiem Legionów
Data wydania 1916
Wydawnictwo Wydawnictwo Księgarni Maryana Hasklera
Miejsce wyd. Wiedeń
Źródło Skany na commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron


WARSZAWA.

 
Warszawo! Słyszysz Warszawo?!
W gruzy legł stary świat.
Potrząsnął ktoś chustą krwawą
U twych więziennych krat.

W Starego Miasta zaułki
Wdarł się armatni huk,
Płyną i płyną skądś pułki
Drżą okna i tętni bruk.

Na Zamku już carskich straży
Zmilkł nienawistny krok.
Coś się wielkiego marzy
Trzydziesty pierwszy rok...
 
Coś się wielkiego roi.
Wytężaj wzrok i słuch!
Czy w srebrnej zjawia się zbroi
Odwieczny mściciel Król-Duch?

Warszawo! Królów stolico!
Przetrwałaś wieku ból.

Zjawiasz się znów błyskawicą
W łunach płonących pól.

Po długich męczeństwa latach
W mroku więziennych ścian,
Niechaj ukryje się w kwiatach
Krew ściekła z serdecznych ran.

I niech na twem czole bladem
Znów w blasku dawnych farb,
Zapłonie z brylantów dyadem,
Królewskich przodków skarb.
 
I niechaj w farnym kościele
Wielki uderzy dzwon.
Idą Legiony — mściciele
Idą z ojczystych stron.

Ruszyli dla świętej sprawy
Gdy wodza rozkaz padł.
Z Krakowa aż do Warszawy
Krwią znacząc każdy ślad.

Śmierć niosąc knutom i pałkom,
Szli kruszyć carską moc.
Śniłaś się tym zuchwałkom
W marszach przez dzień i noc.
 
I serca każdego calem
Czuli cię matko w łzach.
Jak nowa Jeruzalem
Zjawiałaś się im w snach.

Gdy pierzchła noc bez końca
Zrywali się z swych leż.
Pod blask się patrząc słońca
Szukali twoich wież.

I oto żar nagrodzony
I nie daremny trud,
Stoją już polskie Legiony
U twoich świętych wrót.

Nowa, słoneczna era.
Dość już żałobnych chust.
Serce w piersiach zamiera,
Miłość nie schodzi z ust.
 
Stajem się lepsi i szczersi,
Słońce błysło wśród mgły.
Ach! upaść na czyjeś piersi
Wypłakać wszystkie łzy!!
 
Rozstać się już z łańcuchem,
Żyć wśród rodzinnych gniazd,
Być wolnym, szczęśliwym duchem
Wśród wichrów, chmur i gwiazd!!
 










Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Henryk Zbierzchowski.