Oda IV. Do bł. Stanisława Kostki, na intencyę Władysława IV, Króla Polskiego, gdy ten jeździł do wód badeńskich

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
ODA IV.
Do Bł. Stanisława Kostki, na intencyę Władysława IV,
Króla Polskiego, gdy ten jeździł do wód badeńskich.

Claris Olimpi civibus additum,
O Kostka, sidus...



Do gwiazd Olimpu zaliczony świeżo,
Jakież ci hołdy, o Kostko! należą?
Tobie ołtarze budują na świecie,
Tobie marmury, posągi i kwiecie.

Wielka władczyni i ludzi, i rzeczy,
Królowa świata miała cię na pieczy;
Ona cię wabi do służb swego Syna
I w walce świata dotrwać napomina.

Gdyś szedł do Rzymu, wzgardziwszy słodycze,
Ona wspierała kroki wędrownicze,
Choć ślą za tobą rodzinne wołania,
Choć bratnia pogoń do powrotu skłania!

Napróżno Cerber wietrzący z daleka,
Porójną paszczą przeraźliwie szczeka,
Echo Tartaru nadaremnie jęczy,
Nie zdoła zachwiać odwagi młodzieńczej.

Wspomnęż, jak Boża Dziecina pieszczona,
Zszedłszy skwapliwie z matczynego łona,

Na twoje piersi przyjaźnie się tuli
I k'swemu sercu przyciska najczulej?

Wspomnęż, młodzieńcze, jak słodko ci płyną
Chwile, spędzone z niebieską Dzieciną?
Z jakiemi usty i blaskiem na czole
Kładłeś całunek na święte Pacholę?

Nie zawsze Bóstwo pełne majestatu
W ognistych chmurach obwieszcza się światu;
Nie zawsze grzmoty nad naszemi głowy,
Nie zawsze piorun jest godłem Jehowy.

Często łaskawy ku poziomej sferze,
Kształty cichego baranka przybierze;
Gdzie czystość lilii, gdzie serce dziewicze,
Pan się obleka w dziecię tajemnicze, —

Jak po raz pierwszy przychodząc na ziemię,
Kwilił po ziemsku w stajni Betleemie,
I chociaż władca nad ludy i duchy,
Nie wzgardził żłobu i biednej pieluchy.

Cóż to za jasność, tak rzeźka dla oczu,
Toczy się globem w powietrznem przezroczu?
Co za promienie po niebiosach biega,
Jak gdyby krople deszczu złocistego?

Stój, oceanie! nie groź samowładnie!
Na klęczki ziemia, na klęczki niech padnie!
Oto Bóg idzie! na nizinę sięga,
Pod drobnym kształtem potęgi potęga.

Oto Bóg idzie! w uroczystej chwili
On duszę Kostki pokarmem zasili.
Nie ziemska uczta — lecz święci Anieli
W blasku i cześci dokoła stanęli.

W pośrodku chóru źrenicą mej wiary
Widzę męczeńskie oblicze Barbary.

Znam Cię, rycerko! i Twe imię święcę,
Po jasnej wieży i palmie, co w ręce.

Tak jest — dziewictwa niepojęta władza
Nawet i Świętych z Olimpu zgromadza.
wielki Kostko! zasługami twemi
Pięknyś dał widok Niebiosom i ziemi.

Otoś porwany, wzniesiony wysoko,
Mocy niebieskie widzi twoje oko,
I wobec Świętych otrzymuje prawa,
Pełnemi pierśmi Niebem się napawa.

U źródła świata czerpie napój słodki,
I w morzu Bóstwa ma przystań dla łódki,
I bez znużenia rozpatruje z blizka
Promień, co z Bożej źrenicy wytryska.

I cóż dziwnego? wszak znaczno na twarzy,
Znaczno na oczach, jak serce się żarzy;
Ogniów miłości żarliwego ducha
Mróz nie zaskrzepi i wiatr nie zadmucha.

Miłość płomienna i męska odwaga
Przeciwnościami najsilniej się wzmaga,
Ani się wichrów, ani lęka fali,
Mróz ją rozedmie a miłość zapali.

To ziemi śpiewam — dalszych cnót gromada
W Niebiesiech swoją tajemnicę składa,
A cnota ziemska, jako zwykle doma,
W Polsce i Litwie szeroko świadoma.

Snadź to nasz ziomek u Pana zjednywa
Błogosławieństwo obfitego żniwa,
Snadź z jego modłów nie grozi nam susza,
Deszcz chlebo-rodny zagony przyprósza.

Rodaka pewno zasługa i praca
Od nas morowe powietrze odwraca,

I bladą febrę, co już z niedaleka
Grobowem zimnem owionęła człeka.

Snadź to nasz patron przez czułe starania
I nasze miasta swym płaszczem osłania,
Gdy ryczy działo, kiedy kula świszcze
I baszty ogień rozrywa na zgliszcze.

A któż wyliczy bez końca, bez miary,
Zwalczone Turki, pobite Tatary!
Ileż to razy, gdy wojna udręczy,
Stanął w ojczyźnie sojusz sprzymierzeńczy, —

Gdy już groziła hańba i sromota,
Gdy z silną flotą ścierała się flota,
Gdy hufiec z hufcem spiera się i siecze,
Puklerz z puklerzem, a miecze na miecze!

O! nie pożałuj życzliwego słowa:
Niech nam król polski długo się zachowa!
Niech nasz Władysław, wzmocniony twym darem,
Na długo światu zostanie filarem!

Gdy zwrócisz oczy w którekolwiek strony,
Czy to na północ, gdzie mroźne Tryony,
Gdzie świecą gwiazdy polarne iskrzące,
Czy gdzie dogrzewa przyjaźniejsze słońce, —

Nie idą z ciebie burze, niepogody:
Stróżemże, stróżem bądź naszej zagrody!
A Rzym, przychylny na wołanie nasze,
Wieńcami Świętych twe skronie opasze.

Z gwiazd twoje imię napisze na niebie,
Urban ołtarze poświęci dla ciebie,
A świat łaciński i tybrowa woda
Cześć tryumfalną Indyanom poda.

Na tem umilknę, — reszta mego słowa
Niechaj się, proszę, na potem zachowa;
Reszty do śpiewam, gdy w dobrej otusze
Los mi ogniściej rozpromieni duszę.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Maciej Kazimierz Sarbiewski i tłumacza: Ludwik Kondratowicz.