O naprawie Rzeczypospolitej/III-3

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Andrzej Frycz Modrzewski
Tytuł O naprawie Rzeczypospolitej
Data wydania 1914
Wydawnictwo E•WENDE & Ska
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Cyprian Bazylik
Źródło Skany na Commons
Indeks stron
XI.

1. O dostawaniu pieniędzy na wojnę potrzebnych.
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
4. O założeniu skarbu rzeczypospolitej, na które założenie miałby każdy raz połowicę dochodu swego dać, a potym na każdy rok po dwudziestej części; o pożytku takiego skarbu, o miejscu i o podskarbiech albo szafarzach tego skarbu.

A ponieważ wszytka moc wojny należy w pieniądzach, przeto powiem nieco, jako ich dostawać — o czym często i wiele wszyscy stanowie koronni na sejmiech rozmawiali, i ta najprzedniejsza jest przyczyna tak wiela co rok sejmów; bo okrom wojny jakiej wielkiej i ciężkiej od Turka, albo jakiego inszego nieprzyjaciela, mamy Tatary pograniczne nieprzyjacioły na wszelaką pogodę wojny czyhające, którzy nie sieją, ani żną, uczciwego nic nie robią, łupiestwem żywą, prawom u nich ani wierze miejsca wielkiego nie masz. Ci ilekroć czują, że naszych żołnierzów na ukrainie nie masz, wnet przypadają a wtargnąwszy w ziemię, wszytko mieczem a ogniem pustoszą, plony jako największe mogą, i bydła i koni i ludzi zaganiają. A ci są ustawiczni nasi nieprzyjaciele, którzy ani swego się upomniawszy, ani posła z odpowiedzią posławszy, wojnę wszczynają, a raczej rozbój w ziemiach naszych działają. Przeciwko tym trzeba żołnierzów, którzyby na ukrainie zawżdy czuli.
. . . . . . . . . . . . . . . . . .
Bo był niektóry senator[1], któremu się zdało, żeby w rzeczypospolitej by jednę zbożności górę zbudowano; tak on zwał one spółki lub pieniądze, któreby wszyscy wedle możności swej, każdy raz, zrzucili, a potymby tych co rok przyczyniali. Ale i ten sposób i insze, którym powiedział, ilekroć bywały podawane, tylekroć też zarazem i odrzucne. Dziwne bowiem są naszego narodu dowcipy! każde nowe a niesłychane rady, by nie wiem jako uczciwe i pożyteczne były, przedsię je zarzucają. Co rok się przeto na sejmy zjeżdżają, z wielkiemi je zjazdami wszytkich stanów sprawują, koszty wielkie na nich wiodą, wiele czasu na biesiadach trawią, a naostatku na kmiecie i na mieszczany podatek ustawiają. To koniec, to kres wszytkich rad, który gdy przyjdzie, już ani sądzą, ani o poprawieniu praw wiele myślą. A aczkolwiek, jakom powiedział, trudno nasze ludzi na inszy sposób nawieść, niźli którego do tego czasu używano; wszakże ponieważem już dwa sposoby ukazał, wyłożę i ten trzeci — aza wżdy kiedy albo czas albo chęć nasza przywiedzie nas do tego, abyśmy się którego z nich chwycili. Pospolity skarb, jakom ja słyszał, on sławny a mądry wielce człowiek Jan Łaski, będąc i w nabożeństwie i w rzeczypospolitej naszej przedniejszy, na niektórym sejmie w Piotrkowie założyć tak radził: niektóre sumy zwał pierwszemi, drugie wtoremi, a niektóre trzeciemi. Pierwsze sumy rozumiał połowicę pożytków; którą aby każdy raz oddał, za to miał, żeby było dosyć; licząc za pożytki i czynsze gotowe i co się z gumna przychodzi. Za które sumy liczył, żeby co rok dwudziestą część tychże dochodów każdy dał. Trzecieby sumy przypadające były te, o których niżej powiemy, gdy o pierwszych i wtórych co postanowimy. A aczkolwiek ani pierwsze ani wtóre sumy nie mogą być postanowione, jedno oszacowawszy dochód każdego, tak iż ledwie się co może postanowić na wieczność, aż ustawiwszy pierwej podatek, ale iż pierwsza tylko raz miała być składana: przeto był tej nadziei Łaski, że wszyscy rzeczypospolitej miłownicy byliby tak na nię łaskawi, żeby ją chętnie i szczodrze złożyli okrom dostatecznego majętności albo dochodów szacowania. A jeśliby się to ciężko zdało dla trudności o pieniądze, pierwszą sumę wszytkę zarazem złożyć: wszakże tak rozumiał, że bez trudności za dwie lecie, albo najdalej za trzy, mogłaby być złożona i od króla i od wszytkich wieczną osiadłość mających, a także też i od wszytkich duchownych osób, którzy beneficja dożywotne mają. Bo tak rozumiał, że ci duchowni mieli być od tego podatku wolni, którzy do roku co trzymają, a potym wedle wolej[2] starszych miejsca odmieniać muszą; ale którzy beneficja dożywotne mają, ci wedle przemożenia każdego beneficjum i wedle dochodu z gumien i z czynszów przychodzącego żeby pierwszą i wtórą sumę składali. Toż się i o świeckich paniech i o szlacheckim stanie, folwarki i inne pożytki mającym, wedle jego zdania rozumieć miało. Toć było Łaskiego o skarbie rzeczypospolite zdanie. W którym ono — gdzie o pierwszej sumie mówi, że ją raz przez wszytek żywot dać — zda się, że tak trzeba rozumieć, iż ma dać każdy duchowny, który imienie[3] jakie dzierży, raz tylko przez wszytek żywot; a kto po nim na jego miejsce nastąpi, także raz, także i trzeci i dalej etc. Bo a ktoby nie rad dał, by też snać i cały jednego roku dochód, raz przez wszytek czas żywota swego, aby go potym do samej śmierci używał? A przetoż ktoby na jaki duchowny chleb chciał wstąpić, niech będzie pierwej na to obowiązan. A iżby jaka zdrada nie była w tym podatku, niechajby wszytkie beneficja na rejestr spisano, a one albo na synod kościelny, albo na sejm doniesiono; które beneficja niechajby sami, którzy je dzierżą, pod sumieniem szacowali i w rejestr pospolity to dali, aby potym wedle onego oszacowania podatek dawano. A prawo niechby ustawiono, iż na kogoby fałszywe oszacowanie przewiedziono, aby go za krzywoprzysięzcę miano i beneficjum aby mu odjęto. A iżby też na tej szczodrobliwości duchowni nie szkodowali, każdy, ktoby się na rzecz którego duchownego targnął, niechby był srodze karan; a iż dam na przykład: niechby za pierwszym przewinieniem w pięciornasób to nagrodził, co uszkodził, za wtórym w dziesięcior, a za trzecim aby był wywołan z ziemi; zaś z majętności wywołanego niechby uczyniono nagrodę ukrzywdzonemu, a ostatek niech będzie do pospolitego skarbu obrócono. Jeśliby też ten, co krzywdę uczynił, nie miał tak wiele majętności, aby z niej oną szkodę nagrodzić mógł: ten będąc do starosty onego miejsca oskarżon niechby jego kosztem i pracą był nalezion, a potym albo do więzienia wsadzon, albo w niewolą ukrzywdzonemu dan, albo jakim inszym karaniem skaran. Starosta, któryby temu dosyć nie czynił, niechajby starostwa zbył, a za występcę przeciwko rzeczypospolitej mian był. Co jeśliże duchowne stany, którym wolności wedle praw i obyczajów naszych dane są, tak wielką szczodrobliwość przeciwko rzeczypospolitej pokażą, a co rozumiesz przystoi czynić ludziom świeckim, którym bronienie rzeczypospolitej właśnie należy, którzy majętności swej pewne dziedzice mają, którzy wiele przywilejów albo wolności od rzeczypospolitej używają? Zaprawdę, gdy jedna część złoży taki podatek, niesłuszna będzie rzecz, aby się drugie wolnościami jakiemi w tym zastawiać miały. Wszyscy się wieziemy jakoby w jednej łodzi rzeczypospolitej; gdy jeden członek ciała trapienie jakie cierpi, drugim żywot nie może być, a czego Boże uchowaj! gdyby nieprzyjaciel burzył, w jednej niebezpieczności byłyby majętności wszytkich, tak świeckich, jako i duchownych. Tego nie wiem, jeśli w liczbie ten podatek składających mają być policzeni mieszczanie i owi, co się w miasteczkach rolą żywią. Bo kmiecie, zda mi się, że zgoła od tego mają być wolni: ponieważ i na każdy rok dawają czynsze panom swoim i na każdy dzień robią — a zaprawdę nietylko że wielkie a ustawiczne z nich pożytki idą, ale też mało je nie za niewolniki, albo za bestye mają. I rozum tedy i przystojność radzi, aby ci, którzy ledwie kiedy wytchną od ciężkich brzemion, wytchnęli wżdy od takiego podatku. Ale o mieszczanach, którzy rolę mają, co mam mówić? Nie słyszę, aby każdego z nich miała być tak wielka majętność, żeby do składania pierwszej sumy wiele pomóc mogli, z której ledwie sami siebie z czeladzią na rok wyżywić mogą. K temu, jawna to rzecz jest, że częstokroć oni przedawają role swoje a drudzy też na insze majętności przychodzą. A nie widzę, ktoby chciał pierwszą sumę dać z roli, krórą drugiego albo trzeciego potym roku ma przedać. Mniemam tedy, żeby dosyć na tym było, aby oszacowano ziemię tych mieszczan, z których każdy wedle przemożenia majętności niechajby na każdy rok do wtórej sumy dawał dwudziestą część pożytków dorocznych. Tożby się niechaj rozumiało o majętności szlacheckiej, w której kmieci niemasz. O kupcach, rzemieślnikach i szynkarzach, którzy żadnej ziemie nie mają, ale dowcipem swym żywności szukają, trudno co pewnego może być stanowiono. I zda mi się, żeby lepiej, aby to było poruczono urzędowi miejskiemu, który mając przed oczyma majętność i rzemiosła mieszczanów swoich, łacno wiedzieć mogą, jako wiele na rzeczpospolitą dawać mają. Widziałem, że się tak w niektórych rzeczachpospolitych zachowuje, iż kupcy i rzemieślnicy, którzy za staraniem swym wielkie pożytki miewają, pod przysięgą zeznawać muszą, wiele który zyskał. Który obyczaj, nie wiem, czemuby miał być ganion. Owszem i oracze, jeśliby tego było potrzeba, nie wiem, czemuby też nie mieli pod przysięgą zeznawać, wiele ziemie[4] zasiewają. Aleć kupców i rzemieślników towar, albo suma na towar nałożona nie może być okrom szkody majętności ich umniejszona. Bo tak ma być o niej rozumiano, jako o grunciech albo rolach kmiecych; jako oracze nie same role, ale pożytki z nich przychodzące, albo pieniądze miasto nich dawają: tak też towar, albo suma na towar nałożona cała ma być kupcowi zachowana. A tak pobór z zysku, jako z pożytku (który pod przysięgą, jakom powiedział, zeznać mają) na nie ma być wkładan. Szynkarze albo karczmarze we wsiach, nie wiem, komuby lepiej poruczeni być mieli, jako ichże panom; rzemieślnicy, którzy od miejsca do miejsca chodzą robiąc, a mieszkania pewnego nie mając, i owi też ubodzy kramarze, którzy się ledwie swoim kramikiem pożywić mogą, niechby byli od wszelkich takich brzemion wolni. A com tu o mieszczanach, kupcach, rzemieślnikach i karczmarzach powiedział, to do onych pierwszych dwu sposobów wojny może być włożono, jeśli się który z nich spodoba. Bo wszytka suma od tych wszytkich złożona albo na wojenną potrzebę, albo na jaki inszy rzeczypospolitej pożytek ma być obrócona. K temu też wszytkie pieniądze za winy wedle prawa i zwyczaju brane od tych, którzy w jakich występkach przeświadczeni są, nie wiem gdzieby lepiej (wyjąwszy te pieniądze, które obrażonemu należą) obracane być miały, jedno do skarbu rzeczypospolitej, skądby i obrona mogła być i inszeby pospolite potrzeby opatrzono. O założeniu skarbu rzeczypospolitej mam zato, żem już powiedział; teraz powiem, co go za pożytek, gdzie miejsce jego, a kto jego stróżem ma być. Miejsce tak wielkiego skarbu niechby było ze wszech najmocniejsze, a od granic nieprzyjacielskich co najdalej położone; i nad krakowski zamek do tego lepszego nie baczę, bo jest mocny i ludny — chyba żebyśmy rozumieli ten rzeczypospolitej skarb być warowniejszym, gdyby na inszym miejscu był chowan, niż gdzie albo królewski albo kościelny; bo mniejby było szkody, jeśliby jeden z tych, niźli wszytkie zarazem na jednym miejscu będąc schowane, w niebezpieczność jaką przyszły. A jeśliby się ta rzecz podobała, tedyby nie najgorszy był do tego zamek piotrkowski, kiedyby był ludniejszy; albo nawet sam piotrkowski kościół, około którego ludzi jest więcej. Lecz łacnoby miejsce naleźć, by też snać i nowe zbudować, kiedyby się pierwej wszyscy o założenie tego skarbu zgodzili. . . .
Takim też tego skarbu założeniem i postanowieniem wybawilibyśmy kmiecie nasze z tej ustawicznej niewoli — którego pożytku nie leda jako sobie zaiste ważyć mamy, ponieważ nadeń, nie wiem, któryby mógł być większy. Każdy baczyć może, że żywot kmiecy nie jest od niewolniczego różny; do ziemie a do pługu ustawicznie są przywiązani, na każdy dzień albo sobie albo panu robią; wiele ich jest, co im chleba ledwie do półrocza dostawa, a ostatek roku wielkiej nędzy wykonywają. Którzy między nimi są bogatsi, ci wiele krzywd odnosić muszą; ano źli panowie różne fortele, jako je łupić, umieją; bo kmieć nie może się na swego pana przed nikim skarżyć, ani go pozwać. Na każdy rok dawają i panom i plebanom. Jeśli który rok od podatku jest wolny (co się za mego wieku kilkakroć trafiło), przedsię pod zasłoną wojennej wyprawy muszą swoim panom często dawać; a tak tylko imię podatku odmieniają, ale rzeczy nigdy. Nie wiem, jeśli egipska niewola była nad tę kmiecą większa. A więc tego mniemania nie będziem, że to rzecz wielce słuszna i miłosierdzia pełna, gdyby wżdy od tego podatku byli wolni? Z sługami, którzy się na rok u nas najmują, tak się zachowujem, że im i strawę i odzienie i pieniądze dawamy; a to ani nam, ani rzeczypospolitej z tego nic nie dawają. A kmiecie co inszego są, jedno wiecznie niewolnicy z dziećmi i z czeladzią swą? Azaż nie dosyć na nie, że ustawicznie robią, na każdy rok i panom czynsze i plebanom dziesięciny dawają? Zaprawdę i bezprawie się dzieje i wielka się nieludzkość okazuje, gdy i tę potrzebę, bronienia rzeczypospolitej, na nie wkładają. Bo a któż tego nie wie, że dawniej, niż my pomniemy, tych wszytkich ukrain oni sami bronić poczęli? Bo a cóż na tym, choć sami bronią, choć tym płacą, którzy bronią? Ale choćby to płacić winni rzeczypospolitej, azaby już nie dosyć uczynili powinności swej? Azaby jeszcze nie czas na ich służby mieć baczenie? Toć należy na szlachecki stan, którzy się weselą z tej wolności, że mogą urzędy dzierżeć, majętności mają wielkie, żeby albo sami rzeczypospolitej bronili, albo tym płacili, którzyby jej bronić mieli, a tym sposobem nagradzali rzeczypospolitej łaskę przeciwko sobie okazaną. Coby im jednak nie trudno uczynić, kiedyby chcieli w zbytku jako miarę zachować, albo zamierzyć. Bo a kto to oszacuje, jako wielkie nakłady bywają na kosztowne szaty, na czci, na łańcuchy złote? Temi rzeczami i łaskę sobie jednają i z wielmożnością swoją u pospólstwa popisują. Boże daj, aby ci, którzy nowe podatki wymyślają, starali się też, aby jaką ustawę około nakładów uczynili: bo jeślibyśmy się od niepotrzebnych nakładów powściągnęli, będzie skąd potrzebnych nakładów dodawać. Ja mniemam, żeby większy i trwalszy pożytek rzeczpospolita wzięła z obrony tym kształtem postanowionej, niż z kmiecych podatków, by też snać i największych. Pan Bóg wszechmogący uczyniłby to, żeby czasu złej przygody sam był wybawicielem i obrońcą naszym, jako Dawid król i prorok święty świadczy, mówiąc: Błogosławiony to człowiek, który ma baczenie na ubogiego a potrzebnego, czasu złej przygody wybawi go pan. Któremiż tedy obietnicami możemy być pobudzeni ku uczynieniu miłosierdzia ubogim a nędznym niedostatecznym kmiotkom, jeśli temi bożemi nie będziemy pobudzeni, któremi nam błogosławieństwo i czasu złej przygody wybawienie obiecuje? A co wiedzieć: jeśli na nie tak srogiemi być nie przestaniemy, nie przyjdzieli na to, że miasto błogosławieństwa przekleństwo nad nami od Boga będzie wisiało, a czasu złej przygody nie najdziemy żadnego miejsca miłosierdzia? Wielki tedy pożytek rozumiejmy być skarbu rzeczypospolitej, o którym powiedziałem, jeśli przezeń kmiecie nasze z tej niewoli wybawimy. Przydajmy i czwarty pożytek niepośledniejszy: iż jeśliby rzeczpospolita natenczas żadnej obrony nie potrzebowała, alboby skarby wielkie miała, mogliby obywatele swoi, ktoby chciał, z tego skarbu tyle pieniędzy pożyczać, ileby zastawy albo rękojemstwa na to mógł mieć. A ten, ktoby pożyczył, niechby był winien dochodu od tych pieniędzy na każdy rok cztery, albo pięć złotych, albo mniej dawać; które pieniądze niechajby były do skarbu przyłączone, a trzecią sumą zwane. Aleby trzeba dobry warunek na każdą sumę pożyczoną czynić; na który niechby pierwsze baczenie miano, niźli na owe ludziom prostym uczynione, i pierwej je, niźli insze długi, wyciągano, ponieważ rzeczypospolite mają być przekładane nad każdego własne. Niechby się nie godziło rzeczy jakiej rzeczypospolitej zastawionej przedawać; jeśliby ją kto kupił, z swojąby szkodą kupił, bo każda suma z zastawu ma być nagrodzona. A ten też, który pożycza, ma taki warunek albo zapis uczynić, iż na potrzebę rzeczypospolitej albo sumę wnet ma zapłacić, albo niechajby się godziło z rzeczy zastawnych jej wetować. A ponieważ niektórzy poborce, co zwykle podatki wybierali, częstokroć w wielkim podejźreniu bywali albo z strony łakomstwa, albo niewierności, albo miesłusznego wybierania: przeto nadziewałbych się, żeby takiemu podejźreniu miejsca dalej żadnego nie było, gdyby i ci, którzy je brali, zobopólnie sobie kwity pod pieczęciami dawali. Zaprawdę dla takiego podejźrenia trzebaby w każdym powiecie mieć dwa przysięgłe poborce, którzyby wspólną ręką i pieniądze wybierali i cerografy podpisowali tak, aby jeden bez drugiego nic nie czynił; byliby pilniejsi i wierniejby wszytko sprawowali, gdyby jednaką a spólną mieli wiadomość rzeczy od siebie wespołek sprawionych. Takowąż wierność i pilność mieliby w sobie mieć stróże, o których powiedziałem wyżej, skarbu rzeczypospolitej, którzyby i starszemi w skarbie zwani być mogli, od którychby cerografy wespołek z pieniądzmi wybranemi poborce powiatowi odnosić mieli i poborcomby zasię swoje cerografy dawali; aby, gdyby do liczby przyszło, oboje cerografy obojej stronie były świadkami. A byłaby to bardzo pożyteczna rzecz, zachować ten obyczaj przy każdym oddawaniu i wybieraniu pieniędzy, aby i ten, co daje, i ten, co bierze, okazali świadectwo cerografy spólnie z obu stron danemi, któreby pod przysięgą oboja strona do skarbu kładła. Tym sposobem nigdy albo ledwie mogłaby jaka zdrada być uczyniona około wybierania i oddawania pieniędzy. To niechaj dosyć będzie o skarbie i o inszych sposobach obrony rzeczypospolitej, które, wiem dobrze, że kilkakroć na sejmie w radzie były podawane i rozbierane, ale że nigdy nie były w używaniu, każdemu jest jawno. . . . . . .

Przypisy

  1. Mikołaj Dziergowski arcybiskup i prymas; pierwotny projekt pochodzi od prymasa Jana Łaskiego.
  2. patrz str. 51 obj. 1.
  3. mienie po zatraceniu początkowego i.
  4. patrz str. 35 obj. 1.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Andrzej Frycz Modrzewski.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie tłumacza: Cyprian Bazylik.