O naprawie Rzeczypospolitej/IV-1

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Andrzej Frycz Modrzewski
Tytuł O naprawie Rzeczypospolitej
Data wydania 1914
Wydawnictwo E•WENDE & Ska
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Cyprian Bazylik
Źródło Skany na Commons
Indeks stron
KSIĘGI JEDNE.

O SZKOLE.


I. Zalecanie a wychwalanie szkoły i rozmaite jej pożytki

Starodawny a jeszcze od początku wszytkich rzeczy jest obyczaj, że o szkołach ma staranie rzeczpospolita, w których dobrym postanowieniu położone są wielkie żywota ludzkiego i nabożeństwa ozdoby, a w zaniedbaniu ich wielkie oszpecenie. Jakożem tego sam doznał, rozczytując dawne dzieje. Nie widzę żadnego narodu ani ludzkością wypolerowanego, ani tak grubego, któryby nie miał osobliwego starania o dobrym ćwiczeniu młodych ludzi; przeto też i miejsca osobliwe na to postanawiali, do którychby się dla nauki młodzi ludzie schadzali, i mistrze przekładali, którzyby dobre nauki podawali, a ten wiek bardzo ślizki zdrowemi naukami do ludzkości i do wszelakiego sposobu poczciwego życia zaprawowali. Znamienity obyczaj, a urząd wielkiej prace pełen. I dla tego też, którzyby się tym żywotem nauczycielstwa bawili, te od praw i ustaw i od wszelakiej rzeczypospolitej powinności wolnemi i oswobodzonemi mieć chcieli. Skąd też to imię szkoła dano, jakoby upróżnienie; daje bowiem szkoła tym, którzy jej służą, wolność od nakładów, i żołnierskich i wszytkich innych powinności. Lecz o szkołach dawnych wiele ludzi szeroce pisali, którzy też wiele dawnych w Grecji szkół liczą tak i mistrzami, jako wszelakich nauk wynalezieniem wielce zacnych. A przedtym jeszcze w Egipcie kwitnęły naukami gwiazdziarskiemi szkoły bardzo sławne. Lecz ze wszech za najdawniejsze wspominają Ebrejskie, które naprzód przy namiecie Mojżeszowym, a potym przy kościele Salomonowym krzewiły się. Na których miejsce nastąpiła szkoła Chrystusowa, który i sam mistrzem nazwan i ucznie miał wybrane, które przy sobie osobliwie, nie między mnóstwem ludzi, ćwiczył. . . . . . . . . . . . . . . . . . .
A przetoż tak mamy rozumieć, że filozofowie w rzeczypospolitej jakieś swoje osobne królestwo mają, a na straży prawdy jakoby pospolitego dobra zasadzeni są. Przeto jako na króle należy mocą się obchodzić z onemi, którzy z dobrej woli swej nie chcą być posłuszni cnocie: tak filozofowie czerstwej mocy serdecznej używają ku przywodzeniu ludzi do wszelakich rzeczy uczciwych. Niechże tedy filozofskie panowanie naprzód idzie przed królewskim w rzeczypospolitej, a gdzieby ono prze ludzką złość było zaniedbane, toż dopiero niech się wynurzy królewska władza. Ale o królach było insze miejsce mówienia; teraz o filozofiech[1] a o szkolnych ludziach mówimy, którzy jako na wsparze[2] rzeczy wszytkich boskich i ludzkich zasiedli. Aczkolwiek lepak[3] za to pospolicie mają, że królowie i biskupowie wyższy w rzeczach ludzkich stopień trzymają, a świetnością żywota i bogactwy, by promieńmi, drugie stopnie zaćmiają i zasłaniają; wszakże jeśli chcemy w tej mierze prawdziwy rozsądek dać, szkolny stan zasługami przeciw rzeczypospolitej swemi o porównanie z najwyższemi stany spór wieść może. Bo szkoły naprzód otwierają źródła i przyczyny wszytkich cnót, na których zasię jako na fundamenciech postanowione są te prawa, któremi rzeczpospolita bywa rządzona. . . . . . .
Dla tego też, ilekroć albo w wierze albo w prawie jakie spory bywają, nikogo się więcej pospolicie nie radzą, jeno szkół; one mają władzę jawnie wszytko rozsądzać, one o wszytkich rzeczach rozsądek dawają, wedle ich przepisowania i kaznodzieje uczyć i sędziowie sędzić mają. . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Lecz zwrócił, nie wiem jako, z placu i z zawodu onych starych obyczaj tych czasów; których i szkoły pospolicie lekce ważą, i ci, którzy się naukami bawią, mniemają, że im nic do tego, com powiedział. A tak trzebaby odnowić starodawny szkolny zwyczaj, a obyczaje dawne przywrócić, abyśmy też i my z nauk te pożytki wzięli, które zasłużyli brać ci, co się niemi bawią. . . . .
Tak tedy rozumiejmy, że szkolny stan jest najcudniejszy i rzeczom ludzkim najpożyteczniejszy, który nam tak wiele mistrzów dobrych nauk spłodził, z którego też tak wiele pożytków wszyscy drudzy stanowie brać zwykli. A to o jego zacności dlatego powiedam, abychmy tak rozumieli, że ten stan wszelakim sposobem ma być bronion przeciwko przewrotności sądów i rozpustności ludzi naszego wieku, którzy nic inszego tak nie pragną, oprócz świetności żywota, a mnóstwa bogactw i możności; których tylko rzeczy dziś wszędy pilnują, zaś nauki i ten wszytek uczenia się i nauczania warstat ludziom podłym zostawują.

II. Którzy mają o szkolnych osobach radzić i skąd je opatrować? Tuż też jest o imionach[4] kościelnych.

A tak odprawiwszy to, mówmy, jaką nagrodą i czcią tak mistrzowie, jako uczniowie w naukach mają być zatrzymani? Bo to należy na biskupy i na sprawce rzeczy ludzkich, aby stanu szkolnego ze wszytkiej mocy bronili, a w całości go zachowali — co im łacno będzie uczynić, jeśli i studentom, nie mającym na naukę nakładu, potrzeby, i nauczycielom słuszną zapłatę obmyślą. Widzimy, że na każdy dzień bardzo wielki koszt idzie na rozmaity sprzęt, na kosztowne budowanie, na wydworne potrawy i na insze rzeczy niepotrzebne. Czemuż tedy nie może być nalezion jaki sposób potrzebnych kosztów, które nie mogą być nigdzie indzie potrzebniej obrócone, jako na podmaganie szkół? Bo jeśli pożytku szukać chcemy, zaiste niemasz nad tym większego, który z szkół przychodzi do religiej[5] i do rzeczypospolitej. A jeśli, czymby to wykonać, szukamy, to jest nakładu: zaprawdę ci to najlepiej uczynić mogą, którzy w hojności i w bogactwa kościelne obfitują. Wieleby potrzeb studentów opatrzyć możono z dochodów klasztornych, w których gdyż częstokroć nie wiele mnichów mieszka, a dochody są bardzo wielkie, należy to na rzeczpospolitą, oszacowawszy dochody, postanowić, jako wiele każdy klasztor studentów ma chować. Którzy studenci alboby byli posyłani do akademji, alboby się w tychże klasztorach uczyli u mistrzów na to najętych; mogliby też psalmy w kościele na przemiany śpiewać, albo insze powinności czynić, a ci zasię na potym na potrzebę kościelną albo rzeczypospolitej posługi swe obrócić mogą. Tożby też mogło być postanowiono o tych, którzy mają wielkie dochody kościelne, aby też i oni udzielali nieco studentom.. . . . . . . . . . . .
Byli niektórzy przeszłego wieku, którzy co najprzedniejsze beneficja samej szlachcie za przywilejami aż z Rzymu otrzymanemi przysądzali; byli też i ci, którzy u nas, to jest w pośrodku Polski, klasztory ludziom obcego narodu przywłaszczali; było też i to za naszej pamięci, że bogate opactwa w moc szlacheckiego stanu przychodziły — a tymczasem, ktoby o ludziach uczonych osobliwe staranie miał, nie był żaden. Byli, jeśli się nie mylę, biskupi nasi wedle praw powinni, aby do każdego takiego zgromadzenia ksieżej po dwa doktory dawali—zaś naleźli się ci, którzy, synod zebrawszy, uczynili biskupy od tej powinności wolne, a miasto dwuch doktorów tylko jednego napisać kazali. O mierziona sprawo! żaden w tym zgromadzeniu nie siedział, któryby ludzi uczonych rzecz forytować a tej się ustawie zastawić chciał. Cóżeście wtenczas czynili kochankowie nauk, którzy macie zwierzchność? Coście zaprawdę uczynili mistrzom waszym, którym zacności uwłaczano, gdy ona dwojaka liczba, ze wszytkiej liczby najmniejsza w niwec się obracała? Wyście milczeli ano i między pospólstwem najdują się ci, którzy zacności nauk bronią, i między niewolnikami bywają, którzy rozgniewanym panom wolnie odmawiają. Czyli snać i naonczas takie czasy były, iż wszytko na jednego wolą zdawać musiano, przeciw któremu żaden bez karania nie mógł mówić? Dobrzeć już ci te czasy minęły. Nuż tedy wy, którzy się naukami bawicie, którzy zwierzchność macie, poźryjcie sami na się, radźcie z biskupy o zacności nauk, poprawie onej ustawy a, iżby miasto jednego doktora już nie dwa ale całe ludzi uczonych gromady były przekładane, o to się mocnie zastawiajcie. Co jeśliby którzy byli, coby chcieli żeby tego nie ruszano, aby z odmiany nie urosło jakie zamieszanie: ci niechajby to u siebie pilnie uważali, jeśli się tego więcej mają bać, czyli tego żałować, gdy wiela ludzi osobne rozumy z niejakiej rozpaczy, albo raczej z niedostatku potrzeb niszczeją. A k temu niechajby to u siebie rozmyślali, iż w tak wielkiej liczbie ludzi beneficjami kościelnemi ozdobionych, żaden nie był u nas, któryby chciał na koncyljum być, gdy się dla wiary świętej spraw i potrzeb mało nie wszytek świat niedawno na nie zjeżdżał. A cóż mniemamy być przyczyną tego, jak nie to, iż jedni się do tej sprawy nie godzili, drudzy urzędów, na których się próżnuje, używać woleli, niźli się w sprawy pracowite wdawać?

. . . . . . . . . . . . . . . . . .

Czas już, aby wżdy kiedy rzeczy przezwiskom swoim były wrócone; niech będą poprawione przeszłego czasu omyłki, dostojeństwa kościelne niech będą dawane tym, którzyby im byli ku poczciwości. Boć się tak rzecz sama w sobie ma, tak prawda, której ja sobie, chociaby wszyscy przeciwko niej mówili, wydrzeć nie dam: że wszytkie one grunty i majętności ludziom uczonym należą, które jeśli kto okrom nich posiędzie, niech wie, że rzecz cudzą niesprawiedliwie posiada. W starodawnych rzymskich prawach napisano, iż ktoby rzecz świętą albo kościołowi należącą ukradł i wydarł, niech będzie jako mężobójca. Kradną a wydzierają wszyscy, którzy na inszą drogę, niźli na drogę cnoty albo nauki nastąpiwszy, na dobra kościelne targają się, którzy je na co inszego, niźli na święte potrzeby obracają. Nie trzeba ludziom uczonym na te majętności przywilejów ani zwierzchności rzymskich — urzędy i same przezwiska takich beneficji, których nikt dobrze okrom ludzi uczonych sprawować nie może, stoją za wszystkie przywileje, które tak się w te dostojeństwa wlepiły, iż skoro które dostojeństwa pomienisz, wneteś już zarazem w sercu człowieka myślącego wyrozumienie i złączenie jego wyraził. A dziwna jest nieobaczność tych, którzy zgwałciwszy tak owe przywileje, dopuścili przezwiskom cało zostać, zaiste albo niesprawiedliwość im ma być przyczytana[6], iż rzecz od przezwiska oderwali, albo przodkom naszym głupstwo, iż rzeczom przezwiska najmniej przystojne dali. Ale byłci ten czas, kiedy i te przezwiska z rzeczą się zgadzały i te beneficja ludziom uczonym dawano dla obchodzenia powinności. Potym nastały czasy, gdy biskupowie i ci, którzy w swej mocy beneficja mają, więcej się poczęli kochać w tych, coby im ku myśli mówili, coby z niemi spólnie jadali, pijali i grali, coby im zwodzili a nierządnej pożądliwości ich sługami byli; którzyby umieli rozmnażać bogactwa i rozszerzać możność, którzyby im byli krewni, którzyby im towarzyszmi i sługami byli. I tym się stało, że z majętności starodawnych, a prawie jakoby dziedzicznych, ludzie uczeni zrzuceni są, a na miejsce ich dano ludzi, jakom powiedział, kościołowi niepożyteczne, ale rzeczom ich i podawcom bardzo pożyteczne. . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Tylko wy, którzy sprawy ludzkie rządzicie, życzycie, aby ludzie uczeni w uczciwości byli, bądźcie życzliwi rozumowi i dowcipowi, to jest: sławie kościelnej i pożytkom rzeczypospolitej. Waszci to własny urząd, aby tak szkoły były postawione, aby tak młodzieńcy byli ćwiczeni, jakoby oni rodziców i przyjaciół swych żądzy, a rzeczypospolitej i kościelnemu oczekiwaniu dostateczniej i obficiej niekiedy dosyć uczynili. Wy z tej powinności liczbę przed najwyższym sędzią dać macie; karanie też, jeśli w tym niedbale postąpicie, słuszne odniesiecie. Macie tedy o to staranie czynić, aby mistrzom słuszne zapłaty były naznaczone tak, żeby oni nie musieli sobie pożywienia takiemi sposoby szukać, któreby ich od nauk odrywały. K temu też, aby i mistrzowie i uczniowie jakiemi pożytkami do nauk byli przywabiani; bo to czasem bywa, iż niektórzy jeśliby albo pożytków jakich nie mieli, albo się też nadzieją nagrody, albo dostojności jakiej nie cieszyli, rzadko do czego zacnego bywają pobudzeni. Trzeba się tedy o to starać, aby od tego czasu urzędy kościelne samym tylko uczonym były dawane. Nigdy okrom osobliwego gryzienia na ten nieporządek patrzyć nie mogę, gdy widzę, ano mistrze szkolne prawie za nic mają; któreby jednak w tej uczciwości winni mieć, jako lekarze, prawniki i insze rzeczypospolitej dobrze zasłużone. Nie mniejsząć pracę ma nauczyciel szkolny, niźli który z tych, i pożytek z nich równy, albo większy; a jeśli bez tych rzeczpospolita nie może być, a jako bez onych będzie, którzy staranie mają o pomnażaniu nauk, z których wiele bardzo wielkich pożytków do rzeczypospolitej i do kościoła przychodzi? Wszakże aby którzy mistrzowie nie domagali się łakomie urzędu tego, któremuby nie sprostali: przeto byłaby to rzecz bardzo pożyteczna i do ostrożności bardzo potrzebna (jako słyszę zachowuje się w szkołach włoskich), aby żadnemu urzędowi pewnego a wieczystego myta nie stanowiono; aby ten, ktoby na onym urzędzie był, jakim takim będąc, onej wszytkiej zapłaty nie brał; ale jako kto ucząc urzędowi swemu dosyć będzie czynił, tak mu też mniejszą albo większą zapłatę niech dawają—coby zaprawdę w każdym urzędzie tak świeckim, jako i duchownym miało być zachowywano. . . . . . .

Przypisy

  1. patrz str. 24 obj. 2. —
  2. wspara, wspora = wsparcie.—
  3. zaś.
  4. patrz str. 111 obj. 2.
  5. patrz str. 51 obj. 1.
  6. przypisana.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Andrzej Frycz Modrzewski.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie tłumacza: Cyprian Bazylik.