Niebezpieczne związki/List LI

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Pierre Choderlos de Laclos
Tytuł Niebezpieczne związki
Data wydania 1912
Wydawnictwo E. Wende i Spółka
Drukarz Drukarnia Narodowa
Miejsce wyd. Lwów
Tłumacz Tadeusz Boy-Żeleński
Tytuł orygin. Les Liaisons dangereuses
Źródło Skany na commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron

LIST LI.

Markiza de Merteuil do Wicehrabiego de Valmont.

Doprawdy, wicehrabio, nieznośny jesteś. Postępujesz ze mną tak lekko, jak gdybym była jeszcze twoją kochanką. Pogniewam się na ciebie; zirytowana jestem, co się zowie. Jakto! więc miałeś się spotkać z Dancenym dziś rano; wiesz, jak ważnem było, abym się widziała z tobą przed tą rozmową; a ty, nie troszcząc się o nic zgoła, pozwalasz mi czekać na siebie cały boży dzień, biegając sobie niewiadomo gdzie? Jesteś przyczyną, że zjawiłam się nieprzyzwoicie późno u pani de Volanges, ku wielkiemu zgorszeniu wszystkich dam w pewnym wieku. Musiałam cackać się z niemi przez cały wieczór, aby je ułagodzić, bowiem nie powinno się drażnić starszych kobiet: w ich ręku leży reputacya młodych.
Obecnie jest godzina pierwsza po północy, i, zamiast się położyć, na co miałabym szaloną ochotę, muszę rozpisywać się do ciebie. Masz szczęście doprawdy, że niemam czasu dłużej się gniewać. Nie sądź tylko z tego, że ci przebaczam; po prostu spieszy mi się. Słuchaj zatem: przystępuję do rzeczy.
Przy odrobinie zręczności, powinienbyś jutro doprowadzić Dancenyego do zwierzeń. Obecny moment bardzo sprzyja takiemu wylaniu: jest to chwila nieszczęścia. Panienka była u spowiedzi, wypaplała wszystko jak dzieciak i odtąd tak ją dręczy obawa przed djabłem, że chce koniecznie zerwać. Zwierzyła mi się ze wszystkich swoich skrupułów i po jej przejęciu widzę, jak jej głęboko zajechały w główkę. Pokazała mi swój list z zerwaniem: istne kazanie wielkopostne. Plotła mi te brednie z jaką dobrą godzinę. Z tem wszystkiem byłam w prawdziwym kłopocie; pojmujesz bowiem, że nie mogłam puszczać się na otwartość z taką gąską.
Z kimś bardziej kutym, niżeli nasz Danceny, ten drobny wypadek przyniósłby może więcej pożytku niż szkody; ale z tego młodzieniaszka jest taki Celadon, że, o ile mu nie pomożemy, zużyje tyle czasu na zwalczanie najlżejszych drobiazgów, że już go nam nie stanie dla dopełnienia naszego zamiaru.
Masz słuszność: szkoda w istocie, że to on właśnie jest bohaterem tej przygody; boleję nad tem nie mniej od ciebie: ale cóż chcesz? co się stało, to się stało i to z twojej winy. Kazałam sobie pokazać jego odpowiedź; to litość bierze doprawdy.
Ostatecznie, zamiast tracić czas na perswazye, które mnieby zdradziły tylko, a jej może nie przekonały, pochwaliłam projekt zerwania; ale powiedziałam, że właściwiej jest w podobnym wypadku wyłuszczyć swoje powody ustnie niż pisemnie. Dodałam także, że jest w zwyczaju zwrócić sobie nawzajem listy i drobne podarki. W ten sposób, utwierdzając napozór postanowienia młodej osóbki, skłoniłam ją do naznaczenia schadzki Dancenyemu. Natychmiast ułożyłyśmy wszystko, przyczem ja podjęłam się wywabić z domu panią de Volanges. Owa chwila stanowcza ma przypaść jutro po południu. Danceny wie już o tem: ale, dla Boga, jeżeli znajdziesz sposobność, staraj się wpłynąć na tego pięknego pasterza, aby mniej czasu tracił na westchnienia. Poucz go, skoro już wszystko trzeba mu tłómaczyć, że najskuteczniejszym sposobem zwalczania skrupułów jest doprowadzić do tego, aby skrupulatka nic już nie miała do stracenia.
Nie chcąc, aby ta głupia historya miała się kiedy powtórzyć, postarałam się zbudzić w umyśle dziewczyny nieco wątpliwości co do dyskrecyi spowiedników; mała drży teraz ze strachu, aby jej księżulo nie poszedł wszystkiego opowiedzieć matce.
Mam nadzieję, że gdy jeszcze z nią parę razy pomówię w tym przedmiocie, nie przyjdzie jej już do głowy mięszać obce osoby do swoich panieńskich głupstewek.
Do widzenia, wicehrabio. Weź Dancenyego w ręce i pokieruj nim. Wstyd byłby dla nas, gdybyśmy nie mieli dać sobie rady z tą parą dzieciaków. Aby pobudzić naszą gorliwość, pamiętajmy wciąż, ty, że chodzi tu o córkę pani de Volanges, ja, że o przyszłą żonę Gercourt’a. Do widzenia.

2 września 17**



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Pierre Ambroise François Choderlos de Laclos.