Niebezpieczne związki/List CXXXI

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Pierre Choderlos de Laclos
Tytuł Niebezpieczne związki
Data wydania 1912
Wydawnictwo E. Wende i Spółka
Drukarz Drukarnia Narodowa
Miejsce wyd. Lwów
Tłumacz Tadeusz Boy-Żeleński
Tytuł orygin. Les Liaisons dangereuses
Źródło Skany na commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron

LIST CXXXI.

Markiza de Merteuil do Wicehrabiego de Valmont.

Odebrałam twój list, wicehrabio, i tym razem bardziej jestem zadowolona z ciebie, niż poprzednio. Ale teraz pomówmy po przyjacielsku, a mam nadzieję przekonać cię, że, zarówno dla ciebie jak i dla mnie, ten obrót rzeczy którego zdajesz się pragnąć byłby prawdziwem szaleństwem.
Czy nie zauważyłeś jeszcze, że przyjemność, która w istocie jest jedyną pobudką zbliżenia się dwóch płci, nie wystarcza jednak, aby zadzierzgnąć węzeł między nimi i że, po chwili rozkoszy, wywołuje niechybny przesyt, połączony z niesmakiem? To jest prawo natury, które jedynie miłość może zmienić; a czyliż można wzbudzić w sobie miłość na zawołanie? Potrzebę jej czuje się mimo to ciągle: i byłby to w istocie bardzo ciężki stan rzeczy, gdyby się nie spostrzeżono na szczęście, że wystarcza, jeżeli ona istnieje z jednej strony. Trudność zmniejszyła się przez to do połowy; i, nawet bez wielkiej dla kogokolwiek szkody, zazwyczaj dzieje się tak, iż jedna strona syci się szczęściem kochania, druga przyjemnością budzenia miłości. Ta druga rozkosz jest nieco mniej żywa, to prawda, ale przyłącza się do niej przyjemność oszukiwania, co równoważy obie szale, i wszystko jakoś się układa.
Ale powiedz mi, wicehrabio, kto z nas dwojga podejmie się okłamywać drugą stronę! Znasz historyę o tych dwóch hultajach, którzy poznali się na sobie przy grze w karty: „Nie zrobimy tu nic — powiedzieli — zapłaćmy karty po połowie”. I wstali od partyi. Idźmy, wierzaj mi, za tym samym przykładem, i nie traćmy ze sobą czasu, który możemy tak dobrze spożytkować gdzieindziej.
Aby ci udowodnić, że chodzi mi tutaj zarówno o twoje dobro, jak o moje własne, że nie działam pod wpływem urazy, ani kaprysu, nie odmawiam ci wręcz umówionej między nami ceny: czuję doskonale, że na jeden wieczór wystarczymy sobie jeszcze; nie wątpię nawet, że potrafimy wypełnić go dość mile, aby patrzeć z żalem na to, iż ma on swój koniec. Ale nie zapominajmy, że ten żal właśnie niezbędny jest dla szczęścia, i choćby najbardziej słodkiem miało być nasze złudzenie, nie próbujmy wierzyć, że mogłoby ono być trwałem.
Widzisz więc, że i ja także dotrzymuję słowa, i to nawet nie formalizując się zgoła: bo pamiętasz wszakże, że powinnam była dostać jako dowód pierwszy list twojej skromnisi.
A teraz, wicehrabio, jedna prośba i to zarówno w twoim, jak w moim własnym interesie; a mianowicie abyś zechciał odłożyć chwilę, której pragnę niemniej może od ciebie, aż do mego powrotu do miasta. Z jednej strony, nie mielibyśmy tutaj potrzebnej swobody; z drugiej, narażałoby mnie to na pewne niebezpieczeństwo; bowiem trzebaby jeno odrobiny zazdrości, aby przywiązać do mnie na nowo tego opłakanego Belleroche’a, który, jak teraz, trzyma się już tylko na włosku. Dobywa już ostatniego tchu, aby mnie kochać; tak iż obecnie w pieszczoty, któremi go przekarmiam, wkładam tyleż złośliwości, co wyrachowania. Widzisz tedy, że nie miałabym sposobności uczynić dla ciebie żadnego poświęcenia! obustronna niewierność doda naszemu kaprysowi o wiele więcej uroku.
Czy ty wiesz, że niekiedy żałuję, z tem wszystkiem, iż jesteśmy skazani na szukanie takich środków! W czasie, kiedyśmy się kochali, bo zdaje mi się, że to była miłość, byłam szczęśliwa; a ty, wicehrabio!... Ale pocóż zaprzątać myśl szczęściem, które nie może powrócić? Nie, mów co chcesz, mój drogi, taki powrót jest niemożebny. Przedewszystkiem, wymagałabym ofiar, których z pewnością nie mógłbyś, albo nie chciałbyś dla mnie uczynić, i których, być może, nie jestem zresztą warta; a potem, czyż ciebie zdoła kto trwale przywiązać do siebie?... Och, nie, nie, nie chcę nawet dopuszczać tej myśli; mimo przyjemności, jaką znajduję w tej chwili w pisaniu do ciebie, wolę raczej pożegnać się z tobą odrazu.
Do widzenia, wicehrabio.

Z zamku  * * * , 6 listopada 17**.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Pierre Ambroise François Choderlos de Laclos.