Na cmentarzu (Z zapisków błądzącego w ciemnościach)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Teresa Radońska
Tytuł Na cmentarzu
Podtytuł (Z zapisków błądzącego w ciemnościach)
Pochodzenie Upominek. Książka zbiorowa na cześć Elizy Orzeszkowej (1866-1891)
Data wydania 1893
Wydawnictwo G. Gebethner i Spółka, Br. Rymowicz
Druk W. L. Anczyc i Spółka
Miejsce wyd. Kraków – Petersburg
Źródło Skany na Commons
Inne Cała część II
Pobierz jako: Pobierz Cała część II jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cała część II jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cała część II jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały zbiór jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały zbiór jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron
NA CMENTARZU.
(Z ZAPISKÓW BŁĄDZĄCEGO W CIEMNOŚCIACH).

Teresa Radońska.jpg


Wstąpiłem smutny i zamyślony do krainy umarłych. Rozejrzałem się dokoła po krzyżach i grobach i powiedziałem sobie: „Tu i ty spoczniesz może niedługo, tu już miejsce czeka na ciebie“. I stanęło mi przed oczyma duszy całe życie ubiegłe, a było to życie mętne i czcze, choć długie, bom widział wyraźnie cały szereg lat swych bezowocnych: ujrzałem się młodzieńcem pełnym wielkich nadziei, które spełzły na niczem, zdolności moje zamknęły się w ciasnem kole prywatnego życia, lub zmarniały wśród uciech wesołego towarzystwa; żyłem tylko dla siebie i stanąłem już prawie u kresu, nie mogąc się o nic oprzeć w przeszłości, a czasu i sił nie mając już przed sobą. Więc znękany chodziłem między grobami i czytałem na pomnikach nazwiska dobrze mi znane, albo obce, niesłyszane nigdy. Tu i owdzie klęczał ktoś u świeżej mogiły, kilka kobiet modliło się w skupieniu, tam znowu inne płakały i łkaniem przerywały ciszę cmentarną. A ja chodziłem jak niemy spostrzegacz i snułem wątek przykrych myśli. Wszyscy, których tu ziemia kryje obecnie, pełnem niegdyś żyli życiem, a któż się dziś o to zatroszczy? Kto pyta: czego zaznali, ile za kosztowali rozkoszy, z jak ciężkim trudem gonili marę zwodniczej uciechy? Może najszczęśliwsi, najwięcej używający niegdyś, najbardziej są dziś zapomnieni!... Było wokoło mnie tyle grobów samotnych i prawdziwie sierocych z porozwalanemi krzyżami; na innych kosztowne marmury mchem porosły i zielskiem... Czy kto wspomina tych opuszczonych? czy modli się kto za nimi?... I błądząc dalej, zaszedłem do wielkiej szarej mogiły, otoczonej skromną kratą żelazną, a olbrzymi głaz prosty na grobie zawierał tylko te słowa: Karol Marcinkowski. I nie poszedłem już dalej, bezwiednie nawet zdjąłem kapelusz i ze czcią głowę pochyliłem ku ziemi, a nie pytałem już: „Po co żyć pełnem życiem, gdy wszystko znikome, gdy legnie w ziemi i w niepamięci utonie?“ Ten wielki filantrop i dobroczyńca społeczeńswa nie był ani bogaczem, ani dygnitarzem, ni panem znakomitego rodu: prosty nosił ubiór i żył, jak prostak, lecz duchem wyrósł ponad innych, wielkiem sercem objął tysiące, a czyny jego przeżyły go. Od lat czterdziestu kilku śpi w grobie, ale myśl jego żyje między nami, błogosławi go młodzież uboga, według jego wzoru urabiają się świeże siły w społeczeństwie, najtrwalszym pomnikiem są dla niego instytucje, których był inicjatorem, lub bezpośrednim założycielem. I znów we własne spojrzałem życie. Młodość ma dawno minęła, dziś późno się wracać, lub żyć inaczej, nieużyteczny jestem i niezdolny, czego wiek nie zabrał, to wyczerpało się w samolubnych marzeniach i rozkoszach; ale choć zawstydzony i upokorzony tą swoją miłością, doznałem dziwnego pokrzepienia na duchu, bom ujrzał w jaśniejszej przyszłości całe zastępy szlachetnej, silnej, a pracującej młodzieży, szereg prawych obywateli i dobrych ojców rodzin, widziałem kiełkujące nasienie zdrowej i pięknej myśli.
I z obcą mi dotąd pogodą w duszy opuściłem cmentarz i przypomniałem sobie, że właśnie gotujemy się do obchodzenia pięćdziesięcioletniej rocznicy założenia działalności Pomocy Naukowej imienia Karola Marcinkowskiego; zapragnąłem więc zaznaczyć choć biernie mój współudział w dobroczynnem tem dziele i udałem się wprost do mego notarjusza, gdzie na pamiątkę błogosławionej chwili spędzonej u grobu wielkiego filantropa, uczyniłem z pozostałości po sobie znaczny zapis na Pomoc Naukową. Wielkie, humanitarne idee nie giną marnie, z drugiego świata duch Marcinkowskiego podsunął mi myśl dobrą, i mam przekonanie, że w położeniu mojem nie mogłem uczcić lepiej pięćdziesięcioletniej rocznicy.

Poznań.Teresa Radońska.



Upominek - ozdobnik str. 87.png




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Teresa Radońska.