Mowa Stanisława Kostki Potockiego miana przy otwarciu Liceum Warszawskiego

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
>>> Dane tekstu >>>
Autor Stanisław Kostka Potocki
Tytuł Mowa Stanisława Kostki Potockiego miana przy otwarciu Liceum Warszawskiego
Podtytuł na dniu drugim stycznia 1805 roku
Data wydania 1805
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Okładka lub karta tytułowa
Indeks stron
MOWA
STANISŁAWA KOSTKI
POTOCKIEGO
MIANA PRZY OTWARCIU
LICEUM WARSZAWSKIEGO
na Dniu drugim Stycznia
1805. Roku.




MOWA.


Różne są stopnie wielkości i chwały: różne do nich prowadzą drogi; lecz któremuż pierwsze mieysce wyznaczyć należy? Zaiste temu, który naywiększe korzyści społeczności przynosi. Wszelka, więc chwała ustąpić powinna téy, która się dobrem Narodów nabywa; wszelka wielkość uniżyć się przed tą, któréy tak użyteczna dobroczynność iest zasadą. Nieodbite to mniemanie w oczach rozumu, bo wsparte na powszechném szczęściu, zaćmioném atoli bywa blaskiem fałszywey wielkości i sławy, która się na klęskach rodzaiu ludzkiego gruntuie. I nie dziw, kiedy przesądy wychowania naszego, złączone z przesądami historyi, z ruin (że tak powiem) świata wznoszą podstawę wielkości swoich Rycerzów, a niezmiernym iéy cieniem okrywaią tych rzadkich rodzaiu naszego dobroczyńcow, których ciche cnoty pocieszyły ludzkość ſtrapioną świetnemi tamtych klęskami.

Otworzmy dzieie Narodów, cisną się w nich ubóstwiane imiona burzycielów miast i kraiów, rzadkie i głuche tych wspomnienie, którzy ie z gruzów podnieśli. Walą się gmachy Naukom, Sztukom, Rękodziełom, dobroczynności poświęcone, rozchodzi się z poklaskiem po kartach Historyi ten łoskot okropny. Ucząc się w niéy ludzie nieszczęść rodu swoiego; mogliby poznać sprawców. Lecz nikną one w ich oczach przy świetności tych, których ręka nad niemi tak okrutnie ciężała. Smutne i wstydliwe omamienie, które przenosi cześć i uszanowanie nasze od prawdziwych dobroczyńców społeczności, do szkodliwych uszczerbców należney im chwały.

Nie mieszczę ia w tym rzędzie bohatyrów, co przy obronie kraiu swego stanęli; iakiżkolwiek los ich spotkał, byli wielkiemi. Obrońcom Oyczyzny równy hołd winna społeczność, iak tym, którzy się do iéy utworzenia i wydoſkonalenia przyłożyli, bo użyteczne tamtych dzieła, trwaią równie użyteczném tych męstwem. Lecz przy mnóstwie imion sławnych, które iaśnieią w Historyi narzuconém na narody iarzmem, ledwie które błyśnie z tych, co się zaszczyciły iedynie obroną oyczyzny; zbyt często niewolnica fortuny nie zdaież się Hiſtorya odſtępować ich sprawy, ſkoro ią tylko los zdradził? Naysławnieyszy może z dawnych zdobywców, co z garstką Greków podbił niezliczonych Persów; zyskał sobie imie Wielkiego, uderzaiąc gminny przesąd cudami szczęścia i męstwa. Lecz w oczach nieuprzedzoney rozwagi, wtedy dopiero wielkość swoię zapewnił Alexander, kiedy wznosząc więcey miast, niżeli ich zburzył, kiedy krzewiąc światło, sztuki, rękodzieła, rolnictwo i handel, kiedy pracuiąc około szczęścia narodów, które zwalczył, ſtał się ich oycem.

Jak więc pięknym powinno bydź dla nas widokiem, patrzyć na młodego Króla bohatyrskiey Krwi Dziedzica: widzieć go na czele bitnego woyska, co się tylą okryło laurami, otoczonego niezmierną potęgą, a szukaiącego otoczyć się szczęściem poddanych, i tłumiącego w tym względzie te miłości własnéy i rycerskiego rodu ku sławie zapędy, którym się oprzeć rzadko który z wielkich nawet mężów zdołał. Nie ubiega się on za wieńcami, które mu sława, (iż tak powiem), podaie, bo ie widzi krwią i łzami poddanych skropione. Rzetelnieyszey i cięższey do nabycia szukaiąc sławy, chce wielkość swoię ugruntować na pomyślności ludów, któremi rządzi. Ogrom potęgi iego czuwa nad ich bytem spokoynym: kruszą się o nię otaczaiące burze, na które wolno im poglądać bez trwogi. Wśrzód spokoyności, którą winni tak rzadkiemu pomiarkowaniu iego, szuka wylać na nich celne błogosławieństwa pokoiu, i ich szafunkiem piękne dni swoie oznacza. Szlachetnym i nie zaprzeczonym tego świadectwem iest dzień, w którym otwieraiąc tę Głowną Szkołę przez niego utworzoną, mam sobie za zaszczyt ogłosić téy Stolicy i całemu Kraiowi, drogi ten zadatek Oycowskich Jego ku nim chęci.

Z rozmaitych dobrodzieystw, które Rząd oświecony wylewa na poddanych swoich, za naypierwsze liczyć należy staranność Jego, o dobre wychowanie młodzieży, gdyż na niém właściwie gruntuie się Kraiu pomyślność. Dobre bowiem wychowanie rozwięzuie i kształci te związki cnót, przymiotów i talentów, co z czasem staią się pożytkiem, podporą i ozdobą domowego i publicznego Obywatelów życia, z których ſię ſkłada dobro ogólne Narodu. Więcey powiem, iest ono mocne sprostować ukryte zdrożności natury, owe moralne w ludziach niedołęstwa, nie mniey rzetelne i czyste, iak te, co w fizycznych iéy tworach dostrzegamy naocznie. Jako więc rolnik przez użyteczne prace, naypłonnieyszą ziemię w żyzną mieni rolą; tak dobre wychowanie krzewi tam palmy, cnoty i nauki, gdzie rosnąć miały osty niewiadomości i ciernie występków.

Będęż ſię odwoływał na zatwierdzenie téy iasney prawdy do przykładów nayſławnieyszych Prawodawców ſtarożytności uświęconych pomyślnością ludów, którym za naypiérwsze i naypożytecznieysze prawo, a raczey za warownią praw i rządu, dobre wychowanie nadali? Nie. Pocóż szukać w oddalonych wiekach przykładu, który mamy pod oczyma? Patrzmy, do iakiego stopnia pomyślności i sławy wzniosła Rząd, pod którym żyiemy, ta odżywiona przez niego ſtarożytnych Prawodawców mądrość. Ta mówię ſtaranność o dobre wychowanie młodzieży, któréy rozszerzenie światła, nauk, i nieuprzedzonego niczém w ludziach rozsądku, są ślachetnemi i chwalebnemi skutkami; wzrost wzięła wśród nayokazalszych zwycięstw Jego. Czuł dobrze Fryderyk, ten wielki woiownik, że w tém Jego pieczołowitość nie będzie iedną z ozdob mniey pięknych, i mniey użytecznych panowania Jego. Wzniósł się Gieniiusz Króla tego nad trwozliwe względy, któremi przesąd słabość otacza: śmiał panować nad ludźmi, a wnet światło i nieuprzedzenie, ſtały się prawie pospolitym udziałem poddanych Jego. Widział On pomyślne skutki tak ślachetnych starań, zbierał wielorakie ich korzyści, kiedy oświecenie i pomyślność poddanych dały nową podporę sławie i potędze Jego. Ile razy ręka przesądów ciężyć zacznie nad światłem i nieuprzedzeniem, bodayby ręka prawdy wskazywała wielki ten i użyteczny przykład, dany nie tylko od nayświetleyszego, ale i od naydzielnieyszego Monarchy wieku swego.
Lecz nie same tylko Rządy winny czuwać nad dobrém wychowaniem młodzieży, winni wszyscy Obywatele przykładać się do tak powszechnego sobie z Rządem dobra; którego ſtarania w tym względzie stałyby się po większéy części próżnemi, gdyby ich publiczna nie wspierała gorliwość. Może Rząd dobre wprowadzić nauki, lecz nie może utworzyć ku nim zapału, przez który wzroſt biorą, ieśli im powszechne nie sprzyia mniemanie. Może Rząd ustanowić ogniska świateł, z którychby się rozchodziły po Kraiu, lecz nie może rozkrzewić rozsądku i dobrych obyczaiów; ieśli domowe przykłady szczepić ich w ludziach od lat niemowlęcych nie będą. Te są iednakże dobrego wychowania zasady; bez nich nie masz rzetelnego światła, bez nich nauka ieſt nieużyteczną, a niebezpieczną ſtać się może. Nikt więc nie iest wyłączonym od tego tak istotnego ku społeczności obowiązku: każdy winien tę konieczną oyczyznie przysługę, iżby się przykładał do wychowania Obywatelów, coby ią składać godni byli.

Jeżeli ludzie zwykle większą część szczęścia swoiego powierzaią nadziei, ieśli ią często rozciągaią po zakres życia; czyliż mogą przykładać się do utworzenia rzetelnieyszéy, ſłodszéy i chwalebnieyszéy nad tę, która im dla szczęścia i sławy rodu swoiego, tak szerokie w przyszłości pole otwiera?

Tento zaiſte powod zgromadził Mężów, Edukacyyny Efforat składaiących, i mnie w ich rzędzie umieścił, mniey od nich usposobionego, lecz w życzliwéy nie uſtepuiącego chęci. Powołani do tak użytecznéy Kraiowi pracy, poświęcili mu winną od Obywatelów posługę, któréy dobro narodu iedyną, a naydroższą dla siebie widzą nadgrodę. Czyſtość ich powodów, znana gorliwość, głośne talenta, zaręczaią pomyślne skutki dozorczéy ich nad publiczném wychowaniem opieki. Zostawiła im piękny do naśladowania przykład Kommissya Edukacyi Narodowey, która iako była pierwszym wzorem czuwaiącey nad wychowaniem publiczném Magistratury; tak iéy uſtawa iest i będzie dla Narodu wiekopomną, bo wskazaną innym do naśladowania pamiątką.

Nie będę ia tu przypominał Nauczycielom, tę Szkołę składaiącym, całéy obszerności i świętości ich obowiązków, lecz własne ich uczucie publiczności wystawuię; bo sądząc o nich, po ich starownym wyborze, pewny iestem, iż znaią godność powołania swego, iż czuią, co Kraiowi, co sobie winni, co zaufaniu, które w nich Rząd położył, a którym ich zaszczyca publiczność.

W ręku Nauczycielów ieſt skarb naydroższy Narodu, bo w ich ręku ieſt cała iego nadzieia, powierzona im wraz z młodzieżą, co go składać będzie. O jakże ta myśl sama wznosić i uślachetniać ich umysły powinna! Jak powiększać gorliwość w dopełnianiu obowiązków, uczucie téy zasłużoney godności, którą uzacniaią w oczach własnych człowieka, nieślepego losu dary, lecz świadectwo życia poświęconego tak użytecznéy dla społeczności posłudze.

Znakomitą zaiste iest posługa, którą postępuiąc w umieiętnościach młodzież od Nauczycielów odbiera; lecz znakomitszą daleko i godnieyszą ducha, który ich ożywiać powinien, miłość cnoty, prawości i dobrych obyczaiów wraz z nauką w uczniów wpaiana, i własnym zatwierdzona przykładem. Cnota cnotą ſię krzewi, nieprawość wyſtępkiem. Dobre lub złe przykłady, są rzuconym na poranek życia ziarnem, którego buynym zarodem doyrzały wiek się nasz okrywa. Idzie więc połączonym nauki z cnotą torem, przewodniczy młodzieży, ku niemu własna was skłonność prowadzi, a na nim czeka was sława, wdzięczność i zasłużone nagrody.

Ty zaś co ieſteś celem tylu połączonych starań, celem troskliwości i nadziei Narodów, zdolna do wszystkiego Młodzieży, chciey się przekonać, iż nie korzystaiąc z dobrodzieyſtw starownego wychowania, staiesz się nie tylko ku Oyczyznie niewdzięczną, lecz sobie samey szkodliwą, i tu się prawdziwie znaydzie nieoddzielną od występku kara. Kiedy ci bowiem dobre wychowanie otwiera drogę do wszystkiego, co tylko ludzie cenią, ty nie korzystaiąc z niego, sama ią sobie zamykasz. Albo cię los postawił w rzędzie tych, na których wylewa swe dary, albo cię w nich upośledził. W pierwszém zdarzeniu zważ, iak iest wstydliwym dla człowieka, stać się niegodnym imienia i fortuny swoiey! W drugiém, iak iest nie rozsądném dla niego upodleniem, nie ſtarać ſię nabyć cnotą i nauką, i uczynić sobie własném dobro, co mu los odmówił.

Prawdziwa równość iest ta, do któréy zdolność i talenta równie ludzi prowadzą. W Rządach oświeconych otwarta do niéy droga każdemu, droga chwalebna użyteczney dla kraiu pracy. Cóż do niéy usposobić może człowieka; ieżeli nie te korzyści, które z dobrego wychowania odnosi? Lecz te korzyści po naywiększéy części od niego zawisły, nie doſtarczaiącém ieſt wszelkie obce natchnienie, bo nakoniec ludzie są i staią się tém, czém sami bydź chcą. Sława i zaszczyty, są to poźnieyszego wieku nagrody, przeznaczone atoli usiłowaniom pracowitéy młodości.

Wielkiemi i ślachetnemi zaiste są te ponęty, lecz iest większa i pewnieysza ieszcze prac podiętych w młodości nagroda, którą człowiek w sobie samym znayduie. Nauka ieśli rzetelna, nie iest tylko życia ozdobą, iest ona wierną iego w każdéy doli towarzyszką. Ona go wyższym czyni nad wszelkie losu igrzyska, i wyłącza z pod iarzma, które nayokrutniey cięży nad ludźmi. Ona życie iego spokoyném i użyteczném sprawuie, ona ostatnią osładza godzinę, ona imie iego nieśmiertelności podaie. Kiedy zapomniane nazwiska wielu Mocarzy, przed któremi uginały się narody, przywalił ogrom czasu; żyią nieśmiertelnych Gieniiuszów odwieczne twory, rośnie i szerzy się ich sława, wraz z światłem, które rzucili na ludzi. Głos ich wyrwał rycerzów zapomnieniu, pod iego słodką opieką doszły do nas ich czyny. Niememi są świadkami Piramidy dumnéy potęgi Krolów, co ie wznieśli, od dawna przeżyły ich imionom; a wiersz prawie każdy Homera byt wieczny rycerzom zapewnia.

Wiem, iż ten zaszczyt większy, iak potęgi, trwalszy iak zwycięstwa, iest rzadkim Gieniiuszu udziałem; dowodzi on atoli, iak w liczbie dróg, które do sławy prowadzą, droga umieiętności wznosi się i góruie nad inne, tak dalece, iż w niższych nawet stopniach, do których mniey wygórowana zdolność każdego prawie doprowadzić może, nie jest ona bez użytku i ozdoby; bo się zawsze do własnego i społeczności wydoskonalenia przykłada.
Takie są zaszczyty, takie nagrody nauki. Jednoczą one w sobie dwie naymocnieysze ludzkich usiłowań pobudki; miłości własney złączoney z miłością ſławy nayślachetnieyszym węzłem. Zywe ich uczucie miey o Młodzieży! za chwalebne natchnienie, które ludzi nie pospolitemi czyni, a brak za pewną nikczemności cechę.




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Stanisław Kostka Potocki.