Moi przyjaciele (Birkenmajer, 1928)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Józef Birkenmajer
Tytuł Moi przyjaciele
Pochodzenie Skroś listków drzewnych
Data wydania 1928
Wydawnictwo Księgarnia F. Hoesicka
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
MOI PRZYJACIELE


 
Idę przed siebie — nigdzie nie popasam —
Idę — z myślami mojemi sam na sam —
Chciałbym zajść w jakieś odludne pustkowie,
Gilzie nikt mnie nie zna — o mnie się nie dowie.
 
Ale gdy idę hen śródpolną miedzą,
Już-ci wnet o mnie wszystkie wróble wiedzą,
Już mnie witają, świergocąc w zawody,
Żem zaszedł do ich zielonej gospody.

Wietrzyk, co każdą tajemnicę zwietrzy,
Mknie, od motylków zwinniejszy i letszy,
I zaraz plotkę, jak z worka wytrzącha —
Chciwie jej słucha każda kwietna koncha.

Modre bławatki, chabry i goryczki
Podnoszą na mnie ciekawe twarzyczki
I wszystkie trawy biją mi pokłony,
Bom jest dziś — słońcem jaśnie oświecony!

Żabie précieuse'y — grzeczne do przesady
Zaraz mi krzyczą: rady! rady! rady!
Pasikoniki zgrzytliwie trajkocą:
Znów on tu przyszedł — niewiadomo poco!

Powój — ta mała ugorów dziecina —
Aż z ciekawości na palce się wspina;
Smukłe dziewanny, co stoją wśród cierni,
Broń prezentują — jak żołnierze wierni.

Złociste kłosy żytnie i pszeniczne
Jak instrumenty grają mi muzyczne —
I tak się cudnie do mej duszy stroją,
Że płoszą wszelką posępną myśl moją.
 
O wieluż mam tu przyjaciół — o wieluż!
Zdjąłem przed nimi wszystkimi kapelusz,
Kłaniam się niebu i słońcu złotemu
I zbożodajnym skibom czarnoziemu!

1924





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Józef Birkenmajer.