Mikołaja Machiawella Traktat o Księciu/Rozdział XVII

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Niccolò Machiavelli
Tytuł Mikołaja Machiawella Traktat o Księciu
Data wydania 1868
Wydawnictwo Drukarnia Uniwersytetu Jagiellońskiego
Miejsce wyd. Kraków
Tłumacz Antoni Sozański
Źródło Skany na commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tekst jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron
Artykuł w Wikipedii Artykuł w Wikipedii


ROZDZIAŁ 17.

O okrucieństwie i łagodności, tudzież co lepiej: miłość czy bojaźń w narodzie doznawać.

W dalszym przytoczonych przymiotów rozwoju mam przekonanie, że każdy książe winien się starać o imię miłosiernego a nie okrutnika, lecz powinien także baczyć, aby miłosierdzia źle nie zażywał. Cezar Borgia był za okrutnego trzymany, jednak zdołał Romanię zrestaurować i zjednoczyć a tém samém zrobić z niej spokojną i wierną prowincyę. Zważywszy dobrze, Borgia okaże się nam litościwszym, niż lud florentyński, który, by go okrutnym nie nazwano, dał zniszczyć Pistoję. Aby więc utrzymać poddanych w wierności i w jedności, nie powinien się książe troszczyć o niesławę okrutnika. Jakoż ten jest łagodniejszym, kto rzadko kary nakłada, niżeli ci co zbytniém pobłażaniem sprawiają nierząd, a w następstwie zabójstwa lub rabunki; bo oni obrażają całe społeczeństwo, podczas gdy wyroki książęce tylko pojedynczych ludzi trafiają. Pomiędzy wszystkiemi książetami nowemu księciu jest najtrudniej i prawie niepodobieństwem uniknąć nazwiska okrutnego, zwłaszcza dlatego, bo nowe państwa ciągle się burzą. Przeto Dido u Wirgilego tłumaczy surowy swego nowego państwa rząd temi słowy:

Res dura et regni novitas me talia cogunt
Moliri, et late fines custode tueri[1].

Wszelako książe nie powinien być łatwowiernym ani zbyt pohopnym i nie obawiać się lada czego, lecz z umiarkowaniem, roztropnie i po ludzku działać, aby przesadna łatwowierność nieprzezornym, lub za daleko posunięte niedowiarstwo nieznośnym go nie robiły. Nasuwa się tu pytanie, co lepiej: czy być kochanym, czy też bojaźń wzniecać? Według mnie jedno i drugie jest dobre, lecz gdy ich połączenie trudnościom podlega, a jednego niedostaje, bezpieczniej jest lęk niż miłość sprawiać. Bo wogóle można o ludziach powiedzieć, że są niewdzięczni, niestali, obłudni, tchórze w niebezpieczeństwie i zysku chciwi; jak długo im dobrodziejstwa świadczysz, oddają ci się całkowicie, a dopóki niema potrzeby, ofiarują dla twej sprawy krew swoją, majątek, życie i rodzinę; lecz skoro się potrzeba zbliży, wnet robią rewolucyą. Książe, co się całkiem na słowa ludzkie spuszcza i żadnych innych nie przedsięweźmie ubezpieczeń, jest zgubiony, ponieważ okupioną, a nie wielkością i szlachetnością duszy zjednaną przyjaźń, chociażeśmy na nią zasłużyli, jednak nie każdej chwili kiedy potrzeba możemy użyć. Mniej też robią ludzie ceremonij z obrazy człowieka który się stara aby był lubianym, niżeli z obrazy innego, który wznieca bojaźń. Miłość utrzymuje się węzłem wdzięczności, a niedobra natura człowieka targa ten węzeł natychmiast, gdziekolwiek zachodzi własny interes; bojaźń zaś polega na nieustannej obawie przed karą. Lecz bojaźń, którą mają przed nami, powinna być tego rodzaju, aby jeśli już nie miłość, to przynajmniej nienawiści na nas nie ściągnęła. Szerząc bojaźń możemy uniknąć nienawiści w ten sposób, jeśli się wstrzymamy od wydzierania majątków i żon mieszczanom i poddanym. W koniecznym wypadku ukarania kogo śmiercią musimy ten krok oczywistą potrzebą uzasadnić i usprawiedliwić, a przedewszystkiem musimy cudzą własność szanować, bo ludzie snadniej zapominają śmierć ojca niż utratę majątku. Zresztą nie brakuje nigdy na przyczynach do konfiskaty majątków, a kto raz swoje panowanie zaprawi na rabunkach, ten znajdzie pozory do ciągłych grabieży. Zaś przyczyny rozlewu krwi są rzadsze i prędzej mogą się wyczerpać. Ale książe otoczony liczném wojskiem nie ma co dbać o niesławę okrutnika, bez czego nie da się żołnierz ani w karności utrzymać ani należycie użyć. Do czynów Hannibala godnych podziwienia liczą i ten, że wielkie i z najrozmaitszych narodowości złożone wojska, które prowadził w obce kraje, nigdy ani w szczęściu ani w niedoli nie podniosły rokosz przeciw niemu, ani też się buntowały miedzy sobą. Było to wynikiem nieludzkiego okrucieństwa, co mu przy innych wspaniałych cnotach uszanowanie i bojaźń zjednało; gdyby zaś nie był okrutnym, inne jego cnoty same przez się nie byłyby tego skutku wywarły. Nierozważni pisarze uwielbiają czyny Hanibala, ale ganią pobudki. Na dowód, że inne cnoty bez okrucieństwa nie mogły mu w żadnym razie starczyć, niech służy Scipio, ów rzadki wzór nietylko ówczesnych, ale wszystkich czasów, którego wojsko zrewoltowało się w Hiszpanii, co niczemu innemu, tylko zbytnej wodza łagodności przypisać należy, gdyż udzielał armii więcej wolności aniżeli dozwalała karność wojskowa tak dalece, że Fabius Maximus robił mu wyrzuty w senacie i nazwał go skazicielem wojsk rzymskich. Dla tej samej pobłażliwości nie ukarał Scipio swego legata za to, że zniósł Lokryjczyków, z czego znów starano się w senacie tém go tłomaczyć, ze więcej jest ludzi którzy sami nie błądzą, niżeli tych co cudze błędy naprawiają. Usposobienie to byłoby wreszcie skaziło cześć i sławę Scipiona, gdyby był dłużej zatrzymał dowództwo; acz zostając pod władzą senatu nietylko można było ten błąd pokryć, ale nadto przysporzył mu sławy. Powracam do mego założenia i tak konkluduję: gdy miłość ludzi od ich skłonności, bojaźń zaś od postępowania księcia zależy, mądry książe powinien szukać punktu oparcia w tém, co jest jego własne, a nie w tém co do drugich należy! i w każdym razie, jakem powiedział, starać się aby uniknąć nienawiści.




Przypisy

  1. Przypis własny Wikiźródeł Res dura... — fragment I księgi Eneidy Wergiliusza, wersy 563-564. W przekładzie:
    Ciężki to stan, nowość królestwa zmusza mnie do tego typu
    Działań, szerokiej granic obrony, stawiania strażników.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Niccolò Machiavelli i tłumacza: Antoni Sozański.