Markiza Pompadour/Rozdział XXIX

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Leo Belmont
Tytuł Markiza Pompadour
Podtytuł Miłośnica królewska
Rozdział W nowej roli
Data wydania 1926
Wydawnictwo Instytut Wydawniczy „Renaissance“
Druk Drukarnia Vernaya Sp. Akc.
Miejsce wyd. Warszawa — Poznań — Kraków — Stanisławów
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
Rozdział XXIX.
W nowej roli.

Jest to, zdaje się, jedyny przykład w historji, że faworyta, która przestała pełnić naturalne funkcje nałożnicy króla — pomimo to pozostawała panią jego woli, nadto panią całego kraju; a to, niezależnie od tego, czy rządziła źle, czy dobrze, czy była mądrą i szczęśliwą w rządach, lub odwrotnie, wystawia świadectwo wartości jej charakterowi w epoce ogólnego zmalenia dusz, gnuśności mężczyzn, chwiejności ministrów, i stawia ją — mimo jej wszystkich wad — w szeregu wielkich niewiast historji.
Boć przecie panowanie jej ciągnęło się blisko lat 20, aż do jej śmierci, a nie tylko rządziła kasą państwową, jak własną skarbonką, rozdając złoto na prawo i na lewo, lecz naznaczała w ostatnich latach bezapelacyjnie ministrów; usunąwszy opornych, obrawszy posłusznych swej woli, kierowała polityką zagraniczną; zmieniała wodzów na polach bitew w Siedmioletniej wojnie, zagniewana na niedołęstwo przegrywających kampanje, ufna w szczęście czy zdolności innych, w pogoni za chwałą oręża francuskiego i pozyskaniem w sytuacji fatalnej przynajmniej dogodnego pokoju.
Dzieje jej polityki zagranicznej, jak i szczegóły stare i kryzysów wewnętrznych na tle trudności finansowych, opozycji kleru przeciw nałożeniu podatków na dobra duchowne, burzy uświadamiających siłę swoją parlamentów Paryża i Prowincji — podobnie, jak dzieje prowadzonej zresztą ze zmiennem szczęściem obu stron koalicyjnych Wojny Siedmioletniej (od roku 1756 do 1763), katastrofalnej dla Francji w bitwie pod Rostbach, nieszczęśliwej dla Prus pod Maxen, dotykającej kosą śmierci po tej lub owej stronie Anglików, Austryjaków, Rosjan i t. d., ostatecznie niosącej klęskę Francji i Austrji, wynoszącej na szczyt sławy obłowionego Śląskiem Fryderyka II. — te dzieje należą do historji. Niema miejsca dla nich w niniejszej powieści dusz, a nie zmian i bojów politycznych.
Wszelako godzi się tu zauważyć dla uwypuklenia wizerunku bohaterki tego romansu, że, jeżeli należy się jej podziw za to, iż zniewoliła dumną Cesarzową Marję Teresę do przełożenia pertraktacyj o sojusz wojenny z nią, „tylko faworytą“, nad szukanie poparcia dla tej myśli u chętnego jej księcia Conti, to z drugiej strony wypada odrzucić potępienie tych historyków, którzy przypisują markizie de Pompadour całą winę nieszczęśliwego sojuszu z Austrją, który doprowadził Francję do wspólnej z nią przegranej. Zwykłe twierdzenie w tym duchu, sięgające aż do inwektywy kupienia Markizy de Pompadour łaskawemi darami Cesarzowej Austrjackiej, upada w świetle krytyki historycznej, wykazującej, że markiza szła tylko z prądem musowym naprzeciw groźnie rozwijającej się z krzywdą dla przyszłej Francji potędze Prus, że pierwszy list własnoręczny Marji Teresy, pierwszy i ostatni dar przy nim — portret Cesarzowej w złotych ramach, wysadzanych drogiemi kamieniami — otrzymała dopiero w trzecim roku wojny i sama przelękła się jego kosztowności: 77.000 liwrów.
Wiedziała markiza, że łatwy wyrok ludowy ją pierwszą obrzuci błotem za nieudatny sojusz, za niepowodzenia wojny, za marność strategów, za przerażające braki armji francuskiej, podobnie jak nastrojona przez intrygę i fanatyzm ciemna ulica wyrzucała z oburzeniem „dziewce królewskiej“ kroki wolnego ducha czasu, wiejącego w mowach ośmielonych parlamentów. Poparcie, jakie okazała temu duchowi czasu leżało na linji wymagań kultury i potrzeb ekonomicznych Skarbu państwa, toczącego kosztowną wojnę; tedy z przykrością się słyszy, że czcigodny arcybiskup Paryża, zgorszony sięgnięciem poborców podatkowych po nietykalne fundusze arcybiskupie, z których sam zresztą nie korzystał, rozdając je między biednych, tak dalece się uniósł, iż publicznie wyraził się: „winowajczyni godną jest spalenia na stosie!“ Aluzja do pani de Pompadour była dość przejrzysta, aby nie miała wywołać dla arcybiskupa konsekwencji w formie wygnania ze stolicy.
Wszystko to świadczy o tem, z jakim trudem powiązane było dla byłej miłośnicy utrzymanie swego stosunku przy dworze po odstąpieniu dobrowolnem pieszczot królewskich przygodnym kochankom, oraz zmaganie się z tą falą nienawiści, która biła na nią z wszystkich stron. Szczęściem przyszedł jej z pomocą w trudnej chwili, gdy piękna markiza Coislin zarzuciła wędkę na króla i już bliska była jego łask — Berni, który dzięki poparciu pani de Pompadour ze skromnego opata wyrósł na mówiącego śmiałą prawdę królowi w oczy biskupa, z czasem zaś potężnego ministra jej regime’u. Z taką odwagą i żarem krasomówczym wytłumaczył Ludwikowi XV., iż nominacja publiczna nowej faworyty pachnie skandalem europejskim, źle będzie widziana na dworach zagranicznych, wywoła zgorszenie publiczne, będzie wyzwaniem opinji kraju w ciężkich czasach wojny, zaszkodzi jego dobremu imieniu — że Król „speszony“ dał pocichu odkosza już pewnej triumfu pani de Coislin. Słowa Berniego: „Cofnę się od wszystkich moich urzędów, jeżeli nie odstąpisz, Najjaśniejszy Panie, od ogłoszenia nowej faworyty, postponując tym sposobem markizę de Pompadour“ — podziałały na króla, gdyż rzadko kto śmiał tak mówić do Majestatu. Pod zuchwalstwem słów dostojnika kościoła wyczuł Ludwik potęgę racji stanu! Spróbował na osobności jeszcze przełamać Berniego, powołując się na „wady“ Markizy, ale ten mu przypomniał o jej wyższych „zaletach“ i zamknął tem usta.
Zauważmy jeszcze, że nowe stanowisko Markizy u dworu — ze względu na oryginalne obyczaje czasu odkąd przestała być jego miłośnicą, wymagało niejako nowej legalizacji, aby odpowiadało ceremoniałowi i usprawiedliwiało jako tako formą treść faktu. Markiza de Pompadour, aby pozostać przy dworze Wersalskim, gdzie przebywanie jej u boku Króla straciło sens uznany, musiała otrzymać godność damy dworu Królowej — a Marja Leszczyńska, nie mogąca sobie wyobrazić, aby „konkubina“ śmiała stanąć w jednym rzędzie z otaczającemi ją cnotami w sukniach frejlin podczas mszy świętej, drożyła się długo z przyjęciem grzesznicy do swego orszaku. I nie tyle w przełamaniu tego uporu pomogła skrucha i pokutnicza minka markizy de Pompadour, która do czasu zgodziła się grać upokarzającą rolę w tej komedji świętoszkostwa, odpuszczającego jej z takim trudem grzech oficjalnego cudzołóstwa — ile oddziałał na Królowę stanowczy list Króla: „Żądam!“ Monarchini skłoniła głowę: „Sire, mam tylko jednego króla w Niebie, który daje mi siły do znoszenia mych cierpień i jednego Króla na ziemi, któremu będę zawsze posłuszną!“
I dnia 8. lutego 1756 roku pani de Pompadour została zaliczoną w poczet dam dworu Królowej, co dało powód do uroczystych przedstawień, świetnych bankietów i mszy dziękczynnych.




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Leopold Blumental.