Markiza Pompadour/Rozdział XIII

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Leo Belmont
Tytuł Markiza Pompadour
Podtytuł Miłośnica królewska
Rozdział Szańce obronne
Data wydania 1926
Wydawnictwo Instytut Wydawniczy „Renaissance“
Druk Drukarnia Vernaya Sp. Akc.
Miejsce wyd. Warszawa — Poznań — Kraków — Stanisławów
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
Rozdział XIII.
Szańce obronne.

Przeciw wzgardzie szlachty wersalskiej, atakom szansonetek, arsenałowi plotek, wrogiej klice, której przewodzili minister Maurepas, hrabia d’Argenson, kontroler jeneralny Orry — pracował od pierwszej chwili zainstalowania się markizy de Pompadour w pokojach królewskich jej arcydyplomatyczny takt kobiecy. Nie mogła wprawdzie złamać tępego uporu złośliwego bigota Delfina, który przeciw niej nastroił siostry i żonę: te damy, gdy raz znalazła się z niemi w karecie, nie udzielały jej ani słówka odpowiedzi na wszystkie pytania.
Ale zatriumfowała, odłączywszy od wału nienawiści rodziny królewskiej w stosunku do niej, Królowę-Matkę, dobroduszną Marję Leszczyńską, która spostrzegając naraz objawy niezwykłej grzeczności ze strony Króla i otrzymując odeń prezent noworoczny, dowiedziała się, że to przypomnienie królewskie zawdzięcza wpływowi faworyty, i była wzruszona. Wprawdzie co się tyczy prezentu, to pani de Pompadour doradziła Królowi przesłanie Jej Królewskiej Mości złotej tabakierki, przeznaczonej właściwie dla pani Poisson, ale... w momencie dokonania daru już zbytecznej dla nieboszczki.
Markiza zyskała sobie także przyjaźń księżnej de Luynes, przed którą w czarująco prostych słowach listu otworzyła serce — tragedję istoty, która „chciałaby wszystkich darzyć miłością, a wzamian za chęci najlepsze spotyka prześladowania i złośliwe potwarze“. Ale szczytem powodzenia jej gry dyplomatycznej było stworzenie przeciw wrogom linji obronnej — komplotu sił poważnych, złożonych z pozyskanych kolejno młodych księstwa Conti, braci Paris, marszałka de Noailles, kardynała de Tencin, pana de Saint-Severin, markiza de Puissieux, marszałka de Belle-Isle. Ta partja stała się bazą jej wciąż rosnącej potęgi na dworze i posłużyła za punkt wyjścia do kolejnego rozgromienia stawiających jej tamy w pochodzie możnych nieprzyjaciół.
Zwłaszcza ważnem było zjednanie braci Paris, dzierżycieli Skarbu, prawdziwych mężów pieniądza, których awanturniczej polityce, zmierzającej do zrujnowania Austrji, Holandji i Rosji w interesie plutokracji francuskiej, okazywała pomoc przez wpływy na Króla, zyskując w zamian zasiłki dla skarbony królewskiej i pokrywając zręcznie dziedziczne błędy rujnującego prowincje na rzecz stolicy systemu. Jej spryt otwierał te źródła dochodów, które następnie rozrzutność własna, Króla i wszystkich żądnych udziałów w tej orgji pieniądza, wyczerpywała nieopatrznie i beznadziejnie na szkodę przyszłości.
Nie mogąc wchodzić w szczegóły tej arcymisternej pajęczyny, którą szybko orjentująca się i chwytająca słabe strony dusz ludzkich markiza oplątywała każdego ze zjednanych mężów polityki — zaznaczmy krótko, że w trudnej podziemnej walce z najoporniejszym faworycie, zazdrośnym o jej wpływy, — rozpieszczonym przez Króla dworakiem Richelieu, pełną gracji kapitulacją uzyskała wreszcie przyjazny pokój.
Uogólnijmy tę cierpliwą i zabiegliwą pracę kobiety, zniewolonej dla obrony swego stanowiska w centrum — w sercu Króla, rozciągać dalekie okrężne pasy misternych szańców i placówek: wypadało jej obrobić „Wersal“, przełamać przesądy jego opinji, rozpraszać wrogów, wiązać sojuszników; stworzyć wspólność interesów dla kreatur, któremi otoczyła się; co dnia roztaczać powaby kobiecego uśmiechu i subtelnej wymowy, aby wejść w poufny stosunek z książętami krwi, zyskać hołd ministrów, sympatję mężczyzn, przyjaźń kobiet; — wypadało wznieść się ponad prastare kastowe mury, lub zniżyć najstarsze rody Francji do uprzejmości dla siebie; ujarzmić ambicję dworaków i kaprysy dam dworskich; sięgać w głąb opornych sumień i po królewsku nagradzać kapitulacje; stworzyć dokoła siebie wyścig próżności, chciwej zaszczytów, i poniżeń, chciwych złota; rozpętać wir namiętności, ambicyj; znaleść szlaki do wytrysku pieniądza i stworzyć szluzy rozrzutnej łaski, niezbędnej dla powodzenia — to były zadania, które podjęła i wykonała pani de Pompadour.
Ale było jeszcze jedno — najważniejsze i najtrudniejsze — bez wykonania czego triumfy na wszystkich innych drogach nie zdałyby się na nic: to było zadanie utrzymania miłości, czy poprostu przywiązania Króla, albo nie to — raczej przykucia do siebie uwagą, wdzięcznością, poprostu potrzebą, człowieka, który się nudził — nudził śmiertelnie, którego trzeba było wciąż zajmować, czarować, pobudzać z dnia na dzień, co godzina — kruszyć broń o niego z Nudą i każdej chwili odbierać go szczerzącej zęby Nudzie!
Ten trud podjęła — i wykonała.




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Leopold Blumental.