Marcin Borelowski Lelewel/Przypisy

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Teofil Lenartowicz
Tytuł Marcin Borelowski Lelewel
Pochodzenie Opowiadanie mazowieckiego lirnika
Odbitka z „Braterstwa“
Data wydania 1865
Druk Drukarnia „Ojczyzny“
Miejsce wyd. Bendlikon
Źródło Skany na Commons
Inne Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron
Przypisy.


Marcin Lelewel Borelowski urodził się na Zwierzyńcu za Krakowem, z ojca mularza kmiecia, nazwisko Lelewel nadali mu towarzysze boju z powodu cześci jego dla wielkiego historyka polskiego Joachima Lelewela, którego popiersie ze sobą wszędzie nosił. Marcin Borelowski w r. 1846, za przenoszenie broni i ułatwienie odbioru takowéj powstańcom, wówczas 17-letni chłopiec, wyrokiem wojennego sądu pruskiego na 50 plag skazany, pierwszy raz ucierpiał za ojczyznę. Jako terminator blacharski odbywał podróż po Węgrzech, Czechach, Austrji i Niemczech, a wróciwszy z wędrówki trudnił się to blacharstwem, to znowu go widzimy jak teatr w Tarnowie urządza, to przy kolei żelaznéj posługuje, wreszcie wziął się do studniarstwa i studnie jego roboty znajdują się w Galicji, Rzeszowie, Przeworsku, Przemyślu i innych miastach.
W r. 1859 przeniósł się do Warszawy, gdzie został majstrem studniarskim; w owym czasie tworzyć się poczęła organizacja narodowa, któréj Borelowski był najczynniejszym członkiem. On to urządzał propagandę pomiędzy wieśniakami za pomocą czeladzi rzemieślniczéj, on rozsyłał książki i pisma tajemne; w Warszawie Borelowski znajdował się aż do 8 lutego 1863 r., w którym to dniu wysłany został jako naczelnik do formowania oddziału w Podlaskiém, stanąwszy na miejscu, zebrał około 400 ludzi i dnia 5 marca pod Lubartowem i Brzeźnicą w spotkaniu z moskiewskim pułkownikiem Ciszewskim, pobił go i zabrał dwa działa; pod Adamkami przypuścił Moskali na groblę i tu udało mu się odeprzeć nieprzyjaciela własną jego bronią, to jest z pomocą owych zabranych dwóch armat; daléj zajął Zwierzyniec, Chełm w Lubelskiem i Dubienkę nad granicą Wołynia, ścigany przez Rzewuskiego, spalił magazyny moskiewskie w Hrubieszowie 22 marca i odparł Moskali ścigających go pod Krasnobrodem.
Między Łukowem i Zamchem dnia 17 kwietnia 1863 roku, atakowany przez 600 piechoty i 200 koni, przyjął bitwę i potłukł Moskali na głowę; w dniu 24 kwietnia, w lasach Józefowskich, poniósł stratę kilkunastu zabitych, między którymi nieodżałowanéj pamięci zginął Mieczysław Romanowski, ku którego pamięci w kalecie mojéj znajdują się następujące wiersze:

Na Moskala z Lelewelem,
Chodzili i wieszcze,
Grób jednego świeżém zielem
Nie porosły jeszcze.
Leży śpiewak pod sosenką,
Jak dziecię w kolebce,
A lirenka mu pod ręką
Złote dumy szepce.

Śpiewak leży w ziemi świeżéj,
Marząc dni swobody,
Bo tak wierzył jak lud wierzy.
Romanowski młody.
Szumi puszcza okoliczna,
Szumi gaj paproci,
Na grób spada łza żywiczna
I ślicznie się złoci.
Z jednéj strony krążą kruki,
Gdzie krwi wsiąkły strugi,
A jaskółka swoje sztuki
Dokazuje z drugiéj.
Płakał po nim wódz poczciwy,
Gdy nieśli do grobu,
Zapłakały polskie niwy,
Dziś ich płaczą obu...

Po rozdzieleniu oddziału Lelewel połączył się z jenerałem Jeziorańskim, i w okolicach Janowa stoczył szczęśliwą bitwę pod Opolem dnia 1 czerwca, w któréj pobił i rozpędził dwie kompanje piechoty moskiewskiéj, za co mianowany został naczelnikiem siły zbrojnéj województwa podlaskiego.
Pod Biłgorajem z Ćwiekiem i Ejtminowiczem wspołu pobił Moskali nie straciwszy ani jednego ze swoich; 3 września, poniżéj Zwierzyńca, bił się z Moskalami od godz. 4—9 po południu i około 250 trupem położył, Moskale uciekali krzycząc: „municji, municji.“ Lelewel zaś pędził ich, bijąc, a broń porzuconą i armaty zabierając, i tak przeszedł kraj aż do Terespola, gdzie ostatnią szczęśliwą stoczywszy batalję, na drugi dzień 6 września nagle ze wszystkich stron przez wielkie siły moskiewskie otoczony, zginął jak dobry syn ojczyzny i prawy rycerz, ostatnie jego słowa były: „chłopcy, bijcie Moskala, a za moją duszę dajcie na mszę świętą.“ Pochowali go nasi na smętarzu Batorskim z wielkim płaczem, bo tak szczęśliwego i dobrego nie mieliśmy od czasów Kościuszki. (Żywot Marcina Borelowskiego Lelewela, przez Piotra Krakowianina. Kraków 1863 r.).




Będziesz latać za konikiem,
I gonić Tatara.

Za dawnych czasów, kiedy jeszcze Polacy bili się z Tatarami, zdarzyło się, że w sam dzień Bożego Ciała Tatarzy napadli na Kraków, kiedy cały lud za procesją chodził, i byliby okrutną rzeź uczynili, gdyby nie chłopek ze Zwierzyńca nazwiskiem Zbroja, który zebrawszy coś ludu naprędce, uderzył na pogańską czernię, a zwyciężywszy, onę niewinną ludność krakowską od śmierci uratował. Na pamiątkę tego zdarzenia, co rok na Boże Ciało w Krakowie, ze Zwierzyńca wypada przebrany za Tatara chłopek na koniku, i przebiegając ulice miasta, przypomina one sławne czasy pobicia nieprzyjaciół, chłopcy pędzają się za nim, aż pokąd ów przebrany Tatar sutego gościńca od panów krakowskich nie dostanie. Poczém Tatar na Zwierzyniec, a chłopcy się po domach rozchodzą.




Marcin stał z pogodném czołem,
Pod królem Zygmuntem.

Naprzeciw zamku w Warszawie, stoi wielki słup na którym znajduje się figura króla Zygmunta III, co bił Moskali i nienawidził ich wiary, za co mu syn jego Władysław IV taki słup na pamiątkę wystawił; o tym królu Zygmuncie gadają mieszczanie warszawscy, że kiedy ma być wojna, to swój dobyty pałasz opuszcza ku ziemi, a jak na pokój to podnosi.




Jeszcze Polska nie zginęła,
Na trąbce pocztarskiéj.

Kiedy nasi przyszli w kwietniu 1861 r. przed zamek, wołając na moskiewskiego księcia: żeby sobie Moskale poszli precz i niemordowali niewinnego ludu, i kiedy Moskwa już stała gotowa do rzezi, naraz pocztyljon wracający na pocztę widząc wielką moc ludu, zagrał: „Jeszcze Polska nie zginęła,“ na trąbce pocztarskiéj, głos ten przypomniał ludziom dawną swobodę i dawne szczęście, i już wtedy pomyśleli sobie, nie ma tu rady, tylko trzeba bić Moskala i powstali i byliby zwyciężyli, ale u nas to tak zawsze, jeden do Moskala i do Sasa, a drugi do lasa, i takeśmy upadli, ale nadzieja w Bogu że nie na długo.




Odbicie z „Braterstwa.“ W drukarni „Ojczyzny“ w Bendlikonie.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Teofil Lenartowicz.