Manifest generalności barskiej/treść

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Michał Hieronim Krasiński,
Michał Jan Pac
Tytuł Manifest generalności barskiej
Pochodzenie Archiwum Wróblewieckie
Zeszyt III
Redaktor Władysław Tarnowski
Wydawca Karol Wild
Data wydania 1878
Druk K. Piller
Miejsce wyd. Lwów
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron
My Stany i Rady Rzplitej polskiej węzłem
Konfederacji Generalnej spojone.

Upada na koniec Polska pod mocą ogromnego związku, którego wzrost, stopnie i nieszczęśliwe skutki tem niepodobniej przejrzeć było, im więcej składające go potencje we wszystkich pismach swoich dla Rzplitej oświadczyły.
Potencje tak długo sobie wzajemnie zazdrośne, nie łączą się tylko, dla dzisiaj wzmocnienia się z strat naszych. Wprawdzie zjednoczonej ich sile nic oprzeć się nie zdoła, ale mogąż się spodziewać, aby próżna formalność, na której wspierać się usiłują, usprawiedliwiła ich przedsięwzięcie? Słuszność chociaż uciśniona, nie traci praw swoich, i póki prawa natury nie będą czczym głosem, póty ufać nie przestajemy, że skargi nasze interesować na koniec będą za nami Europę.
Postępek tych potencji wydawać się powinien tem uciążliwszy w oczach każdego Polaka, iż dla dania powierzchownej gwałtowi prawości, wywraca zwyczaje, porządek, równie powierzone sobie od narodu zaszczyty.
Jakąż powagę przywłaszczać sobie może taka konfederacja, której wyrzec się powinna Rzplita, jeżeli pozwolić nie chce na zniszczenie wszystkich praw swoich?
Naród polski bez wątpienia jest możen konfederować się na zastawienie się grożącemu niebezpieczeństwu. Lekarstwo to jest gwałtowne i zdolne zatrząsnąć wszystkie zdrewniałe siły i części stanu Rzplitej, ażeby tem ogólnem wzruszeniem utwierdzić ją na dawnych swoich fundamentach.
Natura konfederacji nic innego nie jest, tylko sposób ogłoszenia żądania powszechnego i woli całego narodu, którego celem być nie może tylko szczęśliwość i prawdziwe dobro ojczyzny. Lecz tak licznej i wszechwładztwo składającej szlachty poruszenie, ażeby było porządne i w generalny związek złączone, nieuchronną na to formę wyznacza ustawa rządu naszego.
Obywatele zacząć powinni przez związki po województwach, ziemiach i powiatach; ten albowiem jedyny jest sposób poznać każdego w szczególności wolę, a z tej ogólne żądanie narodu.
Te związki obowiązane są mianować marszałków i konsyljarzów, któryby z pomiędzy siebie obrali marszałka generalnego. A jako Rzplta składa się z dwóch narodów równych sobie w prawach, prerogatywach i dzielności, tak też sama zachowuje się czynność w Koronie i Wielkiem księztwie Litewskiem. W ten czas dopiero dwie generalne konfederacje przez osobliwy akt unionis ściśle łączą się i stają się jedną prawną konfederacją, czyli ciałem najwyższej Rzpltej, wszechwładztwo w sobie zawierającem.

Według tej więc formy prawnej i nieuchronnej stanęła konfederacja nasza, mimo niebezpieczeństwa życia naszego i wszystkie przeszkody, które kładła przeciwność. Akta szczególnych po grodach, ziemiach i powiatach konfederacji równie generalnych koronnych i litewskich, komuż są tajne?

Na koniec czytała cała Europa akt solenny unionis, przez które dwie generalne konfederacje zlane są w jedną. Owoż uroczyste monumenta prawości naszej! Owoż wywody praw naszych! Naród przyodział nas własną jemuż mocą i staliśmy się jej składem. Żaden akt szczególny lub ogólny imieniem narodu wydany, nie rzekł nic na uszczerbek powagi naszej, aż póki nie wypadły deklaracje krajowego podziału. Gdzież są albowiem te akta, któryby nam zarzucić można? kiedyż co rzekła o tem Rzplta?

A chociażby dziś jęcząca pod mocą i gwałtem mówiła, któż nie widzi, że miasto okazania prawdziwych swoich sentymentów, nie powtarzałaby tylko to, co jej przemoc dyktowała?

Możemyż bez zdrady ojczyzny w ręce nasze złożoną jej władzę powierzyć bezprawnemu w warszawie zgromadzeniu? Uznamyż za naród ludzi idących nie za interesem ojczyzny, lecz tych potencji, które nawet dopuścić nie chcą, ażeby zostawione nam prowincje swoją zaszczycić się mogły niepodległością?
Niech tylko pozwolą narodowi w wolności oświadczyć zdanie swoje, a pewni jesteśmy, ze się nie wyprze powierzonej nam władzy, w niej ostatnią swoją gruntując nadzieję. Czyliż dosyć jest tytułem konfederacji generalnej upoważnić prywatny spisek, ażeby przez ten środek zniszczyć prawa, zaszczyty i zwyczaje Rzpltej? Ta mniemana konfederacja generalna jestże dziełem narodu? Jakież w niej są ślady oświadczonej woli województw, ziem i powiatów? Jestże ona przynajmniej wolną w pośrodku broni? Nie, zapewne. Są to raczej ministrowie i generałowie trzech potencji, którzy z słabości i bojaźni korzystając, rozkazali zamienić sejm w konfederację.

Zabrane prowincje, w prawach i prerogatywach z pozostałemi równe, miałybyż na tym mniemanym sejmie czyli konfederacji swoich reprezentantów? Izaliż nie dopuszczając ich do uczestnictwa rady, nie zaczęto od zdeptania ich przywilejów, a tym sposobem nie oddawano ich pod obce ponowanie wprzód, niżeli pretensje trzech potencji były roztrząśnione? Potrzebaż więcej do przeświadczenia całej Europy, że wszystkie dzieła niniejszej konfederacji warszawskiej są dla nas obce i bynajmniej nas nieobowiązujące, i owszem, według własnych tej pretendowanej konfederacji maksym, kroki jej są esencjonalne, przeciwne naszym prawom, zwyczajom i ustawie rządu narodowego? Rzucić tylko oko na mniemane uniwersały przedsejmowe. Zalecają te szczególnie obranie posłów, któryby znali prawa ojczyste, uczynione ojczyźnie krzywdy równie jako okoliczności i potrzeby, w której się ona znajduje i któryby umocowani przez swoje województwa, mogli i chcieli, stosując się do okoliczności, utwierdzić, poprawić, odmienić to wszystko, cokolwiek tylko służyć może ad meliorandum et conservandum statum.
Wszakże w tych uniwersałach i imię konfederacji nie wspomnione; w wielu województwach, ziemiach i powiatach obrano posłów na sejm wolny z władzą bardzo ograniczoną, bez najmniejszej o konfederacji wzmianki; po niektórych nawet zamiast obrania posłów, solennie tylko zaniesione manifesta przeciwko wszystkiemu, coby się stać z uszczerbkiem praw, dobra Rzpltej mogło, przez roztropną gorliwych i ojczyźnie wiernych obywateli przezorność.
Jakże i jakiem prawem bez władzy i bez uznanego uroczyście charakteru drobna posłów liczba zgromadza się 16. kwietnia w domu prywatnym i zawiera spisek, który śmie mianować generalną konfederacją?
Zadziwienie i indygenacja izby poselskiej z tej fatalnej nowiny, oburzyły się zaraz przeciwko tak niesłychanemu przedsięwzięciu w tak mocnych wyrazach, iż my sami nic byśmy im przydać nie mogli.
Nie widzieli gorliwi mężowie w tym postępku, tylko upadek ojczyzny, i wspaniałością ducha poruszeni, publiczną przeciw niemu zanieśli protestację, sami tylko zdrajcy ojczyzny tą cnotliwych odwagą pokazali się pomieszanymi. Taka albowiem jest moc sprawiedliwości, że ten nawet, którego wybraniem na marszałkostwo upodlono, tyle się tej chimerycznej wstydził godności, iż i laski poselskiej podnieść nie śmiał, a tem samym przyznał i swego obrania i konfederacji, której się stał głową, nieprawość.
Dodajemy do tych obywatelskich protestacji głosy senatorów równie tej nowości oponujących się. Byłże wzgląd na ich gorliwość? Powtarzamy więc śmiało, iż trwamy zawsze upoważnieni dostojnością i mocą, którą nam powierzył naród. Powtarzamy i to, że pojąć nie można, jakim sposobem nazwać warszawską konfederację generalną, która nie wypływa z konfederacji wojewódzkich? Jak pojąć jeszcze, ażeby kilku posłów przed swoją w izbie poselskiej legitymacją i którzy przed prawnem roztrząśnieniem na rugach publicznego charakteru, nie są tylko prywatnymi, mogli sobie przywłaszczyć prawo podniesienia konfederacji generalnej i w nię zamienić sejm przed dniem poczęcia jego? Czyli radzono się o tem na sejmikach? Czyliż dzieło tak wielkiej wagi było tam roztrząśnione? Dałyż na to województwa instrukcje swoje? Mianowałyż marszałków i konsyljarzy? Zkądże poznać żądanie narodu? Czemuż tak prawne protestacje są bezsilne? Zgładzonoż już imię polskie?
Jeżeli nam jeszcze pozwalają istności, jeżeli mamy ojczyznę, jeżeli mamy prawa, więc uznać nie można za prawną konfederację, uformowany przeciwko Rzplty w Warszawie spisek. Bo by to było dać prawność zbrodni. Przywłaszczenie władzy mocą nadanej, gwałtem utrzymywanej, czy godneż poszanowania? i czyliż upoważniać może zupełne praw narodowych zniszczenie? Czy można było sobie pochlebiać, ażeby pretendowaną konfederację warszawską utwierdzić można było, przymuszając pod strachem wszystkich ten sejm składających do przyjęcia projektów niektórych osób, interesom trzech potencji zupełnie oddanych?
Próżna nadzieja. Przemoc nie miała nigdy prawnej władzy. Nowa krzywda czy może usprawiedliwić pierwszą? W cóż się obrócą narody, jeżeli niesłuszność niesłusznością wspierana być może? Przeświadczona jest Europa o sprawiedliwości skarg naszych, przeświadczony jest świat cały, że potencje, przeciwko którym żalimy się, chcąc osłabić prawa nasze, odkryły tem jaśniej nieprawość swoich pretensji.
Na odkrycie szkaradności myśli konfederacji mniemanej warszawskiej, dosyć jest wytknąć, że taż delegatom swoim nieograniczoną moc dała zgodzenia się na podział Polski i odmienienia podług upodobania swego formy rządu. Zaleciła przez artykuł 15. instrukcji, prosić u sąsiedzkich potencji o przywrócenie do dawnej mocy traktatu Karłowickiego, jakoby przez Portę nadwyrężonego; wkłada na siebie obowiązek ratyfikowania ślepo, cokolwiek ustanowią delegaci.
Te ślady skazująż obywateli wolnych i ojczyźnie swojej wiernych, czyli nie raczej w mocy jarżma jęczących? Jeżeli nie zaprzedanych wstydliwie niesprawiedliwości?
Szefowie tej pretendowanej konfederacji chcąc własne szczęście na krajowych wystawić obalinach, czuli to, iż trudno jest zgubić Rzpltę, nas nie starłszy; i żeby tak naganny projekt tem prędzej ułatwić, skasowali wszystkie akta nasze przez wyroki, których wydać nie mieli prawa.
Wmawiają w nas przyczynę nieszczęść, którym my zabierzyć, a przynajmniej wstrzymać je usiłowaliśmy. Lecz ich pogróżki nie trwożą nas, jako niesłuszne. Mamy za nami świadectwo własnego sumienia, mamy prawa i szacunek cnotliwych obywateli, przyznają nam bez wątpienia, żeśmy się nie stali smutną prześladowania i zemsty ofiarą, tylko przez ścisłą powinnościom naszym wierność.
Któraż szlachetniejsza pobudka? któryż godniejszy chwały zaszczyt? jako raczej popaść proskrypcji, niżeli zezwolić na niszczenie najświętszych praw, religii i ojczyzny? Skarżą naszą generalną konfederację, że jest przyczyną ruiny Rzpltej przez zniszczenie, jak mówią, sił krajowych, któremiby Polska zdolna być mogła oprzeć się potencji mocy przewyższającej.
Pytamy się z kolei naszej, ale z daleko większą słusznością, czemu siły te nie były zażyte przed nami w początkach zaraz złamania praw Rzpltej? Byliśmy cierpliwi aż nadto, i dziś byliśmy bez trwogi, gdyby to uczynione było w czasie, cośmy tentowali bezskutecznie, mimo wszystkie usiłowania i największe ofiary nasze.
Przebóg! możnaż poczytać występkiem jednemu narodowi, że wszystko czynił, co był czynić powinien dla zachowania wolności własnej? O, jak daleko jest mniemana konfederacja warszawska od zasłużenia na podobny zaszczyt!
Apelujemy do całej Europy, niech ona tę między ich a naszą konfederacją rozsądzi sprawę. Kto z nas służył ojczyźnie, a kto ją zgubił? Czyniliśmy jak cnotliwym przystało obywatelom, lecz fortuna przestała sprzyjać naszym zabiegom. Przecież, chyba za naszym idąc przykładem, Polska zdoła kiedyś podnieść się z swoich obalin, uwolnić z jarżma podbitą wolność, a panującej religii zachować zwierzchność i winne uszanowanie.
Niechajby ci, którzy dziś potwarzać nas ważą się, łączyli się byli z nami wtenczas, gdy Porta wierna przymierzom swoim na naszą obronę podniosła oręż; niechajby jednych słabość, a chciwość nie skrępowała waleczności drugich; niechajby naród cały rozwinął był moc swoją i okazał wojennego ducha, który mu tyle zjednał zwycięstwa, bylibyśmy już bliscy odzyskania wolności naszych, nie znajdowalibyśmy się w tej smutnej i przykrej potrzebie, w pośrodku nas własnej dopytywać się ojczyzny i między nami prawdziwego szukać narodu! Nie byłaby wyniknęła ta liga, która nas uciska. Europa upadek nasz dużo czująca, sławiłaby naszą odwagę.
Niechaj zatem źli obywatele, silący się na zgubę ojczyzny, przestaną nas powtarzać, nas, którzy ją bronimy.
Czernią się oni nawet w oczach tych, którym służą; my zaś pewni jesteśmy szacunku i od tych samych potencji, które z podziału Polski profitują.
Dalecy na koniec jesteśmy żalić się na wszystkich obywateli niniejszą pretendowaną składających warszawską konfederację. Wyjąwszy małą liczbę, którym własne sumienie wyrzuca występek, wszyscy przyznają nam sprawiedliwość i my im wzajemnie, przekonani, iż tylko samej przemocy i gwałtowi ulegać muszą. Jęczą oni na wyroki proskrypcji rzucone na nas. Serca ich są za nami. Ufać nawet słusznie możemy, że wielbią stałość i że w nas upatrują ostatnią nadzieję Rpltej. Błogosławią protestcję, którą mamy prawo czynić przeciwko aktom, do podpisania których oni są przymuszeni. Nie rozpaczajcie o Rzpltej, mówią nam oni; ufajcie zawsze, odpowiadamy im wzajemnie.
Opatrzność, która nas dziś chłosta, na koniec uciskami naszymi tknięta, nagrodzi nam stateczną miłość ojczyzny, pozwalając, jej być na nowo szczęśliwą i więcej niżeli kiedykolwiek kwitnącą.
Rozciągać się dalej nie będziemy nad nieważnością tych aktów, bo nadto jawna; roztrząsać nie będziemy praw polskich i do tylu jej prowincji uformowanych pretensji. Dowody tej wielkiej sprawy przełożone są oczom Europy, a wyrok jej padł za słusznością. Protestacje są ostatnim środkiem, który nam został; środek wprawdzie nadto słaby dla obywateli kochających ojczyznę swoją.
Znosiliśmy dość długo i cierpliwie prześladowania, któremi byliśmy uciśnieni, czernienia i potwarze, które przeciwko nam ważono się ogłaszać, znosilibyśmy i dalej samem milczeniem płonne wzgardzając oskarżenie, gdyby o nasze tylko chodziło osoby, gdybyśmy nie byli winni sprawić się z czynów naszych potomności i gdybyśmy się nie lękali stracić u niej szacunku.
Nie jest to więc dla zbicia uszczypliwości osobistych i zarzutów próżno nam czynionych, że wzywając najświętszego imienia Boskiego, protestujemy się przeciwko wszystkim zaszłym i zajść mającym aktom pretendowanej konfederacji warszawskiej, ale jest to dla dopełnienia najświętszych obowiązków naszych, dla zostawienia następcom naszym Rzpltej w tym stanie, w którym ją objęliśmy od przodków naszych. Lecz rozsypani, prześladowani i nic własności niemający, prócz cnoty, honoru i odwagi, cóż więcej czynić możemy? Miła ojczyzno, nie mamy już dalszej ofiary, którą tobie moglibyśmy poświęcić. Straciliśmy dobra, nie oszczędzaliśmy na twoją obronę dni naszych, zazdrościmy losu tych, którzy dla twoich zaszczytów chwalebnie i mężnie krew przelali. Życie same byłoby domiarem nieszczęść naszych, gdyby nie nadzieja, że kiedykolwiek tobie może być pożytecznem. To od czasu zawisło. Szczęście zdaje się być odległe, lecz okoliczności zbliżyć się mogą i spodziewać się godzi, że te nadspieszą. Wiemy, że w doczekiwaniu tej nieszczęśliwej kolei protestacje nasze przywiodą nas do stanu nędzy. Znosić ją będziemy bez wstrętu, a nadzieja służenia ojczyźnie osłodzi gorzkość stanu naszego.
Protestujemy się więc przed potencjami gwarantami traktatów naszych, przed najjaśniejszą Portą otomańską, która wspaniale i szczęśliwie za interesa Rzpltej prowadzi wojnę, przed własną ojczyznę naszą i całą Europą, przeciwko wszystkim recessom współobywateli naszych, których nam prawdziwe sentymenta są znajome, jako gwałtem i mocą są wymuszone. Protestujemy się przeciwko wszystkim przysięgom wierności uczynionym lub czynić się mającym którejkolwiek potencji, prócz Rzpltej; przysięgom nieważnym z siebie samych, ani zdolnym zrywać naturalne związki każdego obywatela z swoją ojczyzną. Protestujemy się contra-rezultatu ostatnich zjazdów senatu, którym nadano imię Senatus Consultorum, przeciwko pretendowanym uniwersałom, sejmikom, konfederacjom i sejmom, jako przeciwko dziełom z mocy obcej, a nie z dobrowolnego narodu zezwolenia wypływającym. Protestujemy się przeciwko wszystkim rezolucjom kongresu aktualnego warszawskiej komisji delegacyjnej i władzy delegatom powierzonej, przeciwko wszystkim jej deliberacjom, przeciwko wszystkim paktom, konwencjom, traktatom, zmianom, ratyfikacjom, generalnie przeciwko wszystkim aktom pod jakimkolwiek bądź imieniem zmierzającym lub zmierzać mającym do podziału prowincji polskich, albo do utwierdzenia podziału zaszłego lub zajść mającego, przeciwko wznowieniu w formie rządu, religji i wolności, wznowieniu tem niebezpieczniejszemu, iż w okolicznościach teraz trwających być nie może, tylko skutkiem gwałtu i broni obcej.
Protestujemy się przeciwko wszystkim aktom przeszłym, niniejszym i przyszłym, jako przeciwnym prawu natury, prawu narodów, traktatom zaszłym z sąsiedzkiemi i innemi Europy potencjami, przeciwnym gwarancjom wszystkich traktatów, Constitutioni Status, prawom kardynalnym i niepodległości Rzpltej.
Zaklinamy współobywateli naszych, ażeby tyle, ile od nich zależeć może, starali się niniejszą protestację rozrzucić wszędzie i podać ją do wszystkich aktów, gdzie tylko będą mogli; ale nadewszystko zaklinamy ich, aby ją wtłaczali w serca swoje, jako zastaw gorliwości naszej i niezmazanej ojczyźnie wierności, jako wzór powinności, który dopełnić obligowani będą w pierwszej podanej porze do dźwignienia praw Rzpltej, przeciwko aktom wyciśnionym mocą, gwałtem i opresją.
Nakoniec jako najjaśniejsza Porta ottomańska raczyła nas uznać za swoich wiernych sprzymierzeńców, jako nie przestawa niezwyciężonym orężem swoim utrzymywać prawa i całości kraju polskiego, i jako z jej pomyślności oczekujemy ratunku i uszczęśliwienia Rzpltej, tak składamy akt niniejszych protestacji w jej ręce, prosząc jak najusilniej o ich przyjęcie i konserwację, jako szczególnej zastawy dotrzymanej wiary obowiązkom naszym i naszej wdzięczności dla tejże najjaśniejszej Porty ottomańskiej.

Dan w Landau, mieście Alzacji,
roku Pańskiego 1773, dnia 26. listopada.
(L. S.)
marszałek generalny generalnej konfederacji koronnej.
(L. S.)
marszałek generalny generalnej konfederacji Wielk. księz. Litewskiego.
Kopjowany z oryginału ręką obydwu marszałków podpisanego z pieczęciami.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autorów: Michał Hieronim Krasiński, Michał Jan Pac.