Literatura o Mickiewiczu/IV

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
<<< Dane tekstu >>>
Autor Czesław Pieniążek
Tytuł Literatura o Mickiewiczu
Podtytuł Luźne uwagi
Data wydania 1890
Druk Drukarnia Kuryera Poznańskiego
Miejsce wyd. Poznań
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron


IV.

Nie ubliżając nikomu przyznać trzeba, że gdy się Chmielowskiego i Ziembę czytało, lub przeczytało, Tretiak nas tak przykuwa, że się w nim rozczytywać musimy. Przypatrzmy się trzechtomowéj książce „Józef Tretiak. Mickiewicz we Wilnie i Kownie. Życie i Poezya. Lwów 1884.“ W pierwszym rozdziale pierwszéj części książki, spotykamy się z opisem podróży Mickiewicza do Wilna, z księdzem Józefem, przypatrujemy się egzaminom i poznaniu z Zanem. Nowych szczegółów tu nie ma, temat ich autorowi nie nastręczył, źródła nie dostarczyły. W rozdziale drugim materyał rośnie, staje się coraz ciekawszym, a dla autora wdzięczniejszym. Tretiak bada Mickiewicza poetę, to téż biografia jest dla niego środkiem, a nie celem. Szczegółów biograficznych nie pomija, ale téż nie podaje ich sucho, po kronikarsku, jak Chmielowski, lecz objaśnia je, wykazuje ich związek z wewnętrznym rozwojem poety. O stronę psychiczną rozchodzi mu się przedewszystkiém, to téż zastanawia się autor bardzo dokładnie nad warunkami, wśród których umysł poety się rozwijał, śledzi wpływy, które na ten rozwój umysłowy działały, a przez to pozostaje wyborne tło obyczajowo-historyczne i krytyczno-literackie. Na tém tle uwydatnia się postać poety we wszystkich kształtach swego rozrostu.
W części drugiéj dzieła, poznajemy grono przyjaciół Mickiewicza w pięknéj, na źródłach opartéj charakterystyce. — Dzieje przyjaźni owych młodzieńców wileńskich, są zarazem dziejami młodości Adama, źródłem pierwszych natchnień poetyckich, zasiewem na całe życie owéj miłości narodu, którą jaśniał poeta. Historya Filomatów i Filaretów opracowana tu najdokładniéj. Dopiero z Tretiaka można poznać istotę tych związków młodzieńczych.
Zanim autor zaprowadził poetę do Tuchanowicz, popatrzył mu dokładnie w serce i przekonał się, że ciche było, spokojne, studenckie. Tuchanowicze przedstawia autor barwnie, a tak wyraźnie, że czytelnik o nic pytać się nie potrzebuje, w niczem nie ma wątpliwości.
Gdy mowa o nowych prądach literackich, nie zgodzilibyśmy się na to, jakoby książka pani de Staël o literaturze niemieckiéj, tak stanowczo i tak wyłącznie na nas wpłynęła, jak mniema Tretiak. Nie można zaprzeczyć, że pani de Staël dziełem swoim przyczyniła się do zwrotu ku romantyzmowi, ale go sama nie dokonała, ani go téż sama nie rozpoczęła. Możeby należało wstecz się cofnąć cokolwiek i przypomnieć sobie, że legiony nasze, a potém wojska Księstwa Warszawskiego, przerzucane po całéj Europie, musiały się otrzeć o niemiecką literaturę, o „Sturm und Drang Periode.“ Niepodobna téż przypuścić, byśmy w ciągu dwunastoletniego panowania Prusaków w Warszawie, a dłuższego Austryaków w Galicyi, nie byli się zbliżyli do niemieckiéj literatury. Był już zasiany popęd do badania rodzimego gruntu, skoro zjawia się Chodakowski. Zasad czy nawyknień jakichkolwiek, a więc i estetycznych, nie zmieniają narody tak prędko, tak doraźnie, by na tę zmianę wystarczyła jedna, choćby najlepsza i najpoważniejsza książka. Zmiany odbywają się zwolna, prawie nieświadomie; jednostki nabierają nowych pojęć, nowego smaku, ale nie umieją sobie nawet sformułować téj nowości, zdać z niéj sprawy, a jeżeli ją nawet rozumieją, jawnie się do niéj nie przyznają. Dopiero gdy na gruncie już przygotowanym zjawia się poważne słowo, sankcyonujące te nowe pojęcia, gdy je zdogmatyzuje, ogół zaczyna jawnie wyznawać nową wiarę, pod osłoną poważnéj sankcyi i dogmatu. Grunt był przygotowany u nas po części, bo poza areopagiem zamkniętych w salonie powag klasycznego obozu, oczy ku niemieckiéj poezyi się zwracały nawet u małych studentów, jak to widzimy z żywota Brodzińskiego, ale nie było odwagi do wyrzeczenia nowych haseł jawnie i głośno i wyrzeczono je dopiero, gdy pani de Staël odwagi swém dziełem dodała.
Stosunkowo za długa tu może utarczka z dr. Tretiakiem. Zabawiłem się dłużéj dla tego, że już chyba w całéj książce nie ma się o co sprzeczać, a jeno czytać, czytać, czytać i dziękować autorowi, że dał rzecz pomyślaną głęboko, rozwiniętą pracowicie, napisaną pięknie.
W czwartym rozdziale drugiéj części swojego dzieła prowadzi nas autor do Kowna. Mickiewicz w Kownie przedstawiony w świetle już dobrze znaném. W części czysto biograficznéj nie znajdujemy nic prawie nowego, nieznanego, ale natomiast w analizie dzieł, w rozpatrywaniu pobudek tworzenia, okoliczności tworzeniu towarzyszących, w ocenieniu rozwoju umysłowego, Tretiak przykuwa do swéj książki czytelnika gruntownością badania, jasnością wykładu, a niekiedy zachwyca pięknością apologii. Takim prawdziwie pięknym a wielce ciekawym jest rozdział piąty, gdzie jest mowa o wpływie życia filareckiego na poetę i o filareckiéj poezyi Mickiewicza, do któréj autor zalicza: „Niech radością oczy błysną“, „Héj użyjmy żywota“, „Toasty“, „Oda do młodości.“
Bardzo trafne w tém miejscu zestawienie i porównanie działalności Szubrawców i Filaretów. Powiada autor, że Szubrawcy walczyli o prawo rozumu, Filareci o prawo uczucia; że działalność i jednych i drugich była walką z tém, co było narowem, błędem, wadą owéj chwili czasu, była zwiastunem nowych pojęć, zasad, kierunków w rozwoju cywilizacyjnym narodu.
W rozdziale szóstym jest rozbiór ballad. Przedewszystkiém zastanawia się autor nad tém, w jakim porządku powstawały, ku czemu posługuje się faktami biograficznemi i oceną wartości formy. Porównanie ballad Mickiewicza z balladami Szylera i Getego, wielce interesujące.
Autor przypomina, że ballady Getego, jak cała jego poezya, są poezyą zadowolenia, poezyą człowieka, któremu dobrze na świecie, którego duch i ciało nie znają domowéj wojny. U Szylera życie i poezya są walką; świat nie wydaje mu się tak słonecznie pogodnym, jak Getemu. Szyler jest rycerzem idei etycznéj, Gete pierwiastkiem prawdy i natury. Dla Getego prawda jest najwyższém bóstwem, dla Szylera sprawiedliwość; u Getego jest światło, które oświeca a nie grzeje, u Szylera jest ogień, który nie oświetla, ale pali. Mickiewicz zaś, według Tretiaka, bliższy jest duchem Szylerowi, niż Getemu. Tak u Szylera jak i u Mickiewicza tryska w balladach idea moralna. Jeżeli zaś rozpatrzymy się we formie artystycznéj, to uznamy, że Mickiewicz więcéj ma pod tym względem podobieństwa z Getem, arcymistrzem artystycznéj formy.
Na głęboką uwagę zasługuje rozbiór „Grażyny“. Można bez przesady powiedzieć, że czytelnik dopiéro po przeczytaniu Tretiaka „Grażynę“ należycie zrozumieć i ocenić zdoła. Czytając ten ustęp, doznaje się wrażenia, jakoby i krytyk posługiwał się natchnieniem, a nie samą refleksyą. Z jakąż zręcznością a delikatnością zarazem odsłania i tłómaczy autor usterki poematu, z pospiechu poety pochodzące, a z jakimże zachwytem prawdziwym zwraca uwagę na piękności w poemacie zawarte. To, co najbardziéj domaga się wyjaśnienia, a co do wyjaśnienia zdawało się najtrudniejsze, mianowicie jak pogodzić spokój, pogodę „Grażyny“ z namiętnością „Dziadów“, skoro te poematy niemal równocześnie pisał poeta, Tretiak wyjaśnia tak po prostu, że dziwimy się, dla czegośmy tak prostéj rzeczy nie zrozumieli, że „Grażynę“ pisał poeta dla ludzi, a „Dziady“ dla siebie. „Grażynę“ dla zyskania w uniwersytecie poparcia planu wyjazdu za granicę, a „Dziady“ dla zaspokojenia rozrywających jego istotę uczuć i uniesień ducha.
W rozdziale piątym przerzuca nas autor do Drezna, mianowicie ku III części Dziadów, chcąc wyjaśnić istotę II i IV tudzież fragmentów. Według Tretiaka, Dziady są syntezą życia i poezyi Mickiewicza, na co niepodobna się nie zgodzić, bo w Dziadach jest istotnie jakby autobiografia jeżeli nie zewnętrznego, to wewnętrznego życia poety, jego psychicznego przetwarzania się z Gustawa pełnego miłości płciowéj, w Konrada kochającego naród bardziéj niż siebie, niż Boga. Wprawdzie ks. Piotr jest w poemacie po za Konradem; obok Konrada a nie po nim nastąpił, ani z niego wyszedł, jak Konrad z Gustawa, ale to łacno tém wytłómaczyć, że w czasie pisania III części „Dziadów,“ poeta nie był jeszcze tak nastrojony, aby mógł się identyfikować z ks. Piotrem, a jeno dążył do tego nastroju, pragnął go dla siebie i niezawodnie osięgnął go w swém przechowaniu, gdy stał się „Sprawy Bożéj“ apostołem. Otóż z tego powodu, na mocy tego zapatrywania naszego zgadzamy się z autorem, że „Dziady“ są syntezą życia poety, a najzupełniéj uznajemy genezę tego poematu przez Tretiaka podaną. Bardzo trafnie wykazuje autor podobieństwo Konrada Wallenroda z Konradem w „Dziadach.“ Tu i tam dobro własne poświęca bohater na rzecz dobra powszechnego, tu i tam z miłości narodu grzeszy przeciw prawom etyki, bo Wallenrod upada moralnie w pijaństwie, Konrad upada w pysze.
Już to czy o II czy o IV części „Dziadów“ Tretiak rozprawia, chciałoby się wyuczyć słów jego na pamięć, przyjąć wszystko co mówi za swoje, tak przekonywującym jest autor, a jest takim, bo głęboko myśli a jasno spostrzega.
W tych trzech tomach mieliśmy tylko fragment z życia i twórczości Mickiewicza, ale fragment opracowany niepospolicie, dający Tretiakowi prawo do zajęcia miejsca śród pierwszych historyków i badaczy literatury.
Z tą samą ścisłością i gruntowną znajomością przedmiotu traktowana rozprawa tego autora w „Przewodniku“ naukowym i literackim, Lwów 1887.“ Stósunki i pieśni miłosne Mickiewicza w Odessie.“ W rozprawie téj skreśla autor żywot Adama w Odessie i rozpatruje jego stósunki miłosne, a stara się wyjaśnić, które z erotycznych sonetów, w owym czasie powstałych, napisał poeta pod wpływem Pertrarki, a które pod wpływem oplatających go stósunków. — W ślad za erotyką odeską idzie Tretiak i spotyka się z Wallenrodem. Już a priori w trzechtomowém dziele „Mickiewicz w Wilnie,“ rzucił kilka myśli o Wallenrodzie głębokich, a zbrojnych w przechowywujące argumenta. Te myśli rozwinął teraz w rozprawie „Idea Wallenroda“ (Pamiętnik Tow. imienia Mickiewicza. Lwów 1887.“) Z naciskiem broni autor poety przed rozpowszechnioném mniemaniem, jakoby Wallenrod był apoteozą zdrady. W Grażynie przedstawił poeta poświęcenie się i bohaterstwo kobiety, teraz pragnął przedstawić bohaterstwo i poświęcenie mężczyzny. Nie o zdradę chodziło, jeno o walkę, o zemstę, i zdrada dokonywa się sama przez się, zemsta knowa się rozmyślnie.
W siódmym tomie (r. 1889) „Pamiętnika Akademii Umiejętności“ czytamy: „Ślady wpływu Mickiewicza w poezyi Puszkina przez dr. Józefa Tretiaka.“
Przedmiot sam istotnie zupełnie nowy w literaturze naszéj, bo nie zastanawiano się u nas nad tem ściśle, dokładnie, poprzestając na uwagach nawiasowych, półgłosem wypowiadanych. Dla niezwykłéj intuicyi Tretiaka, a dla jego badawczego umysłu, materyał to wdzięczny. Wysnuł też autor z niego pełno głębokich poglądów, podał znamienitą charakterystykę Puszkina i wytłomaczył, co ich obu z Mickiewiczem łączyło, co ich różniło, dla czego Puszkin uznawał wyższość Mickiewicza i w czem istotnie Mickiewicz wyższym był od rosyjskiego poety.
Otóż nader trafnie wyjaśnia dr. Tretiak, że Mickiewicz wyższym był od Puszkina charakterem wyrosłym z wychowania religijnego. Puszkin nie nabył ducha religijnego ani w martwych obrzędach prawosławia, ani w politurze salonowéj, zaprawionéj niedowiarstwem XVIII wieku, ani w hulaszczem życiu wojskowém, ani wśród rozkwitającego wówczas liberalizmu, którym Puszkin się nakarmiał. U Mickiewicza natomiast wytworzył się granitowy charakter na opoce wiary. Charakter narodowy także wycisnął swe piętno na charakterze poetów. Polak nie zaparł się ideałów wolności, sprawiedliwości, cywilizacyi, Rosyanin wyrzekł się ideałów, skoro mu było wygodniéj ugiąć się przed despotą.
Z żalem rozstajemy się z Tretiakiem, a składając jego prace obok Ziemby i Chmielowskiego, pozwolimy sobie wyrazić przekonanie, że kto chce zrozumieć dzieła Mickiewicza, niech szuka pomocy u Tretiaka. Komu potrzebna tylko biograficzna kronika, niech bierze Chmielowskiego; Ziemby prace niech poleca młodzieży i tym, co głębiéj w rzecz nie zdołają, lub nie zechcą sięgać.






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Czesław Pieniążek.