Liście zwiędłe

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
LIŚCIE ZWIĘDŁE.



I.

I pod cieńmi mojemi pielgrzym odpoczywał,
I pod cieńmi mojemi słowik w nocy śpiewał,
I wielbiciel piękności świeżość moją chwalił,
I dziewcze, że jéj promień słońca nie opalił.
I pastuch, że go deszcze nie zmoczyły letnie,
I ja widzicie żyłem pięknie i szlachetnie.
A dziś, kiedy mi dano tyle się natrudzić,
Spadam zasnąć tak dobrze żeby się nie zbudzić.
Przechodniu, jeśli tobie los mój coś poszepce,
Niech mnie twa dobra stopa na drodze nie depce.




II.

Liściu mój suchy,
Liściu mój kruchy,
Co mi tak spadasz pod nogę,
Odwiany z krzaku,
Żółty biedaku,
Ja ciebie deptać nie mogę.

Bo i ja zwiany
Z Polski kochanéj,
I ja bez żadnéj opieki;
I mną po piasku,
W tych dniach bez blasku,
Podrzuca losu wiatr lekki.

I moja cała
Dusza zwiędniała,
I młode odbiegło życie;

I jak ty bracie
Po wiosny stracie
Przeznaczon jestem na gnicie.

Więc na méj drodze
Ja cię obchodzę,
W głuchą idący dolinę;
I wszystkie bratnie
Liście ostatnie
Z ściśniętém sercem ominę.




III.

Choć ja nie jestem zielony,
Lecz i nie jestem zgubiony
O! bracie mój!
Choć cię od słońca nie grodzę,
Choć cię od żaru nie chłodzę,
Gdzie szemrze zdrój. —

Świetna ozdoba ogrodu,
Gdy było potrzeba chłodu,
Jam chłody niosł;
Gdy było liści potrzeba,
Jam się wyciągał do nieba,
I rosł a rosł.

Dziś kiedy słońce nie pali
A śniegi ciągną z oddali
Ku naszéj drogiej ojczyznie,
Jak niegdyś cienie dawałem,
Tak dzisiaj ziemię mém ciałem
Użyznię......




IV.

Dmiéj wietrze, dmniéj,
Siecz burzo, siecz,
Wiedząc w czém rzecz,
Serce się śmiéj.

Z mogiły bacz
Na radość strzech,
Wyrasta śmiech,
Głuszący płacz.
I życia pień,
Przez wieków ciąg,
Otacza w krąg
Miłości bluszcz.....



Poezje Teofila Lenartowicza t1 page077.png





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Teofil Lenartowicz.