Pielgrzym ze ziemi ucisku

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
PIELGRZYM ZE ZIEMI UCISKU.


Na obcéj ziemi człowiek nieznajomy
Kto, alboż wiem?
Samotny patrzał na olbrzymie łomy,
Strudzony dniem.
Na obaliska niegdyś dumnéj Romy,
Zagrzęzłéj w złem.
I na dzisiejsze ujęte ogromy
Wieczystym snem.
I na westalek świątynię nad rzeką
Kolumny w krąg;
Na bluszcze, które wciąż unasza lekko
Powiewów ciąg,
Na wody Tybru co się mętnie wleką
W odległość łąk,

Na blade róże co po płotach cieką,
Jak okiem siągł.....
Pielgrzym to widno po prochu kurzawy
Na zwojach szat,
Pielgrzym to widno po tęsknocie łzawéj
Znać długich lat;
Patrzał i laur téj znikoméj sławy
W oczach mu bladł,
Każda kolumna w szacie modro mgławéj,
I każdy kwiat.
Zdala za Tybrem śród kampanii Rzymu
Ubogi lud,
Przy grubych kłębach wiejącego dymu
Pilnuje trzód.
Wietrzyk pieściwy ztamtąd niesie k’niemu
Zapach jak miód.
I szum wysokich sosen baldachimu
Zwisłych na wschód.
Wszystko to w oczach pielgrzyma się bledzi,
I zlewa w mgłę.
Znajomych wzgórzy duszném okiem śledzi,
Oneż to! nie. —

Więc idzie daléj przychodzień nieznany,
Daleko, het.....
Zlękło się dziecię, gdy po cegłach ściany
Cień jego szedł.....
Daléj i daléj i tak już bez końca
Po świecie krąż,
Aż czoło głusza otoczy milcząca,
Wieczności wąż.



Poezje Teofila Lenartowicza t1 page080.png





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Teofil Lenartowicz.