Książka z obrazkami bez obrazków/Dwudziesty siódmy wieczór

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Hans Christian Andersen
Tytuł Książka z obrazkami bez obrazków
Data wydania 1932
Wydawnictwo Księgarnia Wilhelma Zukerkandla
Miejsce wyd. Lwów — Złoczów
Tłumacz Jadwiga Przybyszewska
Źródło Skany na Commons
Indeks stron
Dwudziesty siódmy wieczór.

„Przeszłej nocy patrzyłem z góry na jakieś miasto w Chinach,“ mówił księżyc, „promienie moje oświecały długie, nagie mury domów, tu i owdzie widać wprawdzie drzwi, ale zamknięte; cóż obchodzi Chińczyka cały świat naokół? Gęste żaluzye zasłaniają okna poza murem, tylko z świątyni przebłyskuje przez szyby matowe światło. Spojrzałem do wnętrza, spojrzałem na barwny przepych; od posadzki aż do sufitu sięgają jaskrawe, bogato złocone obrazy, przedstawiające czyny bogów na ziemi. W każdem zagłębieniu ściany wznoszą się ich kolumny, ale prawie zupełnie pokryte barwnymi festonami i zwieszającemi się chorągwiami, a przed każdem bóstwem — są one wszystkie cynowe — stoi mały ołtarzyk z poświęcaną wodą, kwiatami i płonącemi woskowemi świecami. A tam w górze, w samej świątyni stoi Fu, najwyższe bóstwo, strojny w suknie z jedwabiu, świętej, żółtej barwie. Na stopniach ołtarza siedzi jedyna tu żywa istota, młody kapłan; zdaje się modlić, ale wśród modlitwy zapadać w zamyślenie; i jest to zapewne grzechem, bo policzki jego płoną, głowa głębiej się pochyla. Biedny Soju-Hong! Śni może o tem, jak pracował pod długim murem nad małemi grządkami kwiatów, które się przed każdym domem zielenią, i to zajęcie może było mu milsze, jak pilnowanie woskowych świec w świątyni? Albo może zachciało mu się siedzieć przy bogato zastawionym stole i po każdem daniu obcierać usta srebrnym papierem? A może jego grzech był tak wielki, że niebieskie cesarstwo musiałoby go śmiercią ukarać, gdyby go wyjawić się ważył? Może ośmieliły się jego myśli wędrować z okrętami barbarzyńców do ich ojczyzny, dalekiej Anglii? Nie, tak daleko się nie zapuszczały, a jednak były one tak grzeszne, jakiemi tylko je gorąca młodzieńcza krew uczynić mogła, grzeszne tu w świątyni przed obrazami Fu i świętych bóstwo. Wiem, gdzie przebywały myśli jego. Na końcu miasta, na płaskim, płytami pokrytym dachu, którego kwadraty zdawały się być zrobione z porcelany, gdzie stały śliczne wazony z wielkimi, białymi dzwonkami — siedziała milutka Pe z czarnemi, szelmowskiemi oczkami, pełnemi jak wiśnie usteczkami i maluteńką nóżką; trzewiki gniotły ją, ale o wiele większy ciężar uciskał jej serce, a gdy podniosła delikatne ramiona, zaszeleściał drogi atłas. Przed nią stało szklane naczynie z czterema złotemi rybkami, wodę zwolna poruszała jaskrawo pomalowaną lakową laseczką, ale jakże leniwie! na żywsze ruchy nie pozwalały jej ciężkie myśli, w których była pogrążoną. Czy dumała może nad tem, w jak bogatą złocistą szatę przyodziane są rybki, jak spokojnie żyją w swem szklanem naczyniu, jak suto są karmione, a jednak, o ile szczęśliwsze byłyby na wolności? Tak sądziła piękna Pe, i myśli jej opuściły dom rodzicielski i podążyły do świątyni, ale nie bóstwa tam szukały. Biedna Pe! Biedny Soju-Hong! Ich ziemskie pragnienia spotkały się, ale moje zimne promienie leżały między nimi, jak miecz Cheruba!“



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Hans Christian Andersen i tłumacza: Jadwiga Przybyszewska.