Krzyżacy (Samsonowicz, 1988)/Koniec państwa krzyżackiego w Prusach

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Henryk Samsonowicz
Tytuł Krzyżacy
Rozdział Koniec państwa krzyżackiego w Prusach
Wydawca Polskie Towarzystwo Historyczne; Agencja Omnipress
Data wydania 1988
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
Koniec państwa krzyżackiego w Prusach

Przejście Zakonu do defensywy w stosunkach międzynarodowych zbiegło się w czasie z dwoma zjawiskami występującymi w dziejach gospodarczych i społecznych Europy. Wyjście z kryzysu przyspieszone było pojawieniem się nowych form działania. Powstanie manufaktur, chałupnictwa i nakładu wiązało się z rosnącym zapotrzebowaniem na surowce dostarczane przez wschód europejski. Nowe formy handlu opierały się w większym stopniu na wolnej grze rynkowej niż na reglamentacji opartej o przywileje państwowe. Wpływając na Bałtyk Holendrzy i Anglicy starali się nawiązywać bezpośrednie kontakty z producentami. Ci ostatni byli także zainteresowani omijaniem monopolu państwowego i łańcucha pośredników. Stąd rodziły się konflikty poddanych z zakonem krzyżackim, pogłębione przez pochodzenie „panów pruskich”. (Zakon reprezentował interesy rycerzy przybywających ze środkowych i górnych Niemiec). Miejscowa szlachta na ogół nie była dopuszczana do zgromadzenia, mogła tylko w minimalnym stopniu uczestniczyć w korzyściach płynących z organizacji państwowej. Stąd nie tylko względy gospodarcze powodowały narastającą niechęć mieszkańców Prus do Zakonu, ale także charakter tego ostatniego, który stawał się coraz bardziej obcym ciałem w społeczeństwie miejscowym. Ubożejące rycerstwo niemieckie w większym niż dotąd stopniu starało się zasilać domy zakonne Rzeszy. Te jednak nie były nawet w stanie przyjmować wszystkich chętnych, co wywoływało rozgoryczenie: „Po co więc jest właściwie Zakon, jeśli nie ma być szpitalem i przytułkiem dla szlachty?”. To retoryczne pytanie było znacznie bardziej uzasadnione w Prusach, gdzie miejscowa szlachta zaczęła ponosić coraz większe koszty utrzymania przybyszów, mając wraz z zanikiem „wypraw krzyżowych” coraz mniejsze korzyści z istnienia państwa. Narastające konflikty, tym ostrzejsze, że społeczeństwo pruskie posiadało już rozbudowany system reprezentacji stanowej, doprowadziły do zawiązania w 1440 r. tzw. Związku Pruskiego. Nie była to w tym czasie organizacja wyjątkowa. Liczne podobne związki, konfederacje, powstawały w Europie jako organizacje lokalne broniące przywilejów miejscowych, pilnujące interesów gospodarczych, zwalczające bardziej skutecznie niż władza państwowa rozboje i anarchię. W Prusach Związek był inspirowany przez dwa miasta – Toruń i Chełmno oraz rycerstwo najbardziej rozwiniętej gospodarczo ziemi chełmińskiej. Jego formy wzorowane były częściowo na formach działania Hanzy, a podobnie jak w innych organizacjach tego typu w akcie erekcyjnym zapowiadano nie tylko lojalność wobec wielkiego mistrza, ale wręcz pomoc dla władzy w usuwaniu różnych niedostatków życia publicznego. Z postulatów nowych wymienione były tylko żądania zmiany w duchownym sądownictwie i uzależnienie go – przynajmniej częściowo – od czynników świeckich. W rzeczywistości chodziło o znacznie poważniejsze sprawy, a mianowicie o udział społeczeństwa pruskiego we władzy, zapewnienie mu większych materialnych korzyści. Bardzo szybko do Związku zaczęły przystępować inne miasta – z Gdańskiem, Elblągiem, Ostródą oraz rycerstwo pomorskie, warmińskie, częściowo pomezańskie. Obejmował on przedstawicieli warstw wyższych, patrycjatu miejskiego, notabli ziemskich, ale znajdowali się w nim nawet niektórzy tzw. wolni pruscy i członkowie pospólstwa.
Związek powstał w momencie gdy po kolejnych niepowodzeniach wojennych Zakon zawarł układ pokojowy z Polską, pod naciskiem swych poddanych wprowadzając klauzulę o wolności dróg handlowych. Niesnaski wewnętrzne doprowadziły wielkiego mistrza Pawła von Russdorfa do rezygnacji z zajmowanego stanowiska. Jego następca od 1441 r. Konrad von Ehrlichshausen, znakomity dyplomata, potrafił zjednać poddanych i wygrywając sprzeczności między rycerstwem i miastami odbudować nadwątloną pozycję Zakonu. Była to jednak już ostatnia próba skutecznych reform. Jego bratanek i następca od 1450 r. Ludwik von Ehrlichshausen reprezentował grupę domagającą się wprowadzenia silniejszej władzy centralnej i rozbicia Związku. Popierany w swych planach nie tylko przez energicznych komturów, ale i przez biskupów zagrożonych w swych dominiach, spowodował przysłanie legata papieskiego, który miał groźbami kościelnymi zmusić związkowców do zawieszenia działalności. Misja dała efekt przeciwny od zamierzonego. Zagrożony Związek skonsolidował swe szeregi, a sprawa Prus stanęła na forum międzynarodowym. Rosnące napięcie spowodowało włączenie do sprawy krajów sąsiednich: Polski, Szwecji, Brandenburgii. Spory zostały poddane pod sąd cesarza Fryderyka III. Ten wydał w 1453 r. wyrok potępiający Związek i skazujący go na rozwiązanie, a opornych na surowe represje. Konflikt zbrojny stał się nieunikniony. Jedynym pewnym sprzymierzeńcem Związku mogła w nim być Polska. Nie chodziło tu nawet o tradycyjną niechęć panującą między Krakowem i Malborkiem. Stały rozwój stosunków handlowych Pomorza z naturalnym zapleczem wiślanym, kontakty rodzinne i majątkowe doprowadziły do powstania silnych powiązań z Królestwem. Jednocześnie rozwój przywilejów uzyskiwanych przez szlachtę polską, jak nietykalność majątkowa, osobista, podział władzy wykonawczej i sądowniczej, szerokie prerogatywy zjazdów lokalnych, ograniczenia podatkowe i wojskowe – stworzyły model władzy atrakcyjny dla sąsiadów. Słabość miast polskich nie była ostrzeżeniem dla silnych miast pruskich, polska decentralizacja władzy była na rękę wszystkim związkowcom. W początku 1454 r. doszło do wysłania poselstwa związkowego do Krakowa, które królowi Kazimierzowi Jagiellończykowi złożyło prośbę o przejęcie władzy przez Polskę nad całymi Prusami. Jeszcze parę dni wcześniej, związkowcy wypowiedzieli posłuszeństwo wielkiemu mistrzowi i zdobyli – bez specjalnych trudności – zamki krzyżackie w większości miast pruskich. Król Kazimierz wydał akt inkorporujący Prusy do Korony Polskiej i nadający nowym poddanym liczne przywileje dotyczące samorządu terytorialnego, wpływu na elekcje króla polskiego, a także znoszący różne drażniące uprawnienia krzyżackie.
Wojna, która wybuchła, toczyła się prawie 13 lat, do jesieni 1466 r. Podobnie jak po bitwie grunwaldzkiej okazało się, że Zakon jest instytucją międzynarodową i uderzenie w Prusy nie osłabia jego baz zagranicznych. Do tego doszły inne czynniki. Polskie i związkowe pospolite ruszenie nie stanowiło tak znakomitej organizacji wojskowej jak przed pół wiekiem. Czasy były już inne i wymagały wojsk zawodowych, najemnych specjalistów, umiejących posługiwać się bronią strzelczą, karnych i dobrze dowodzonych. W pierwszym okresie wojny Polacy ponosili poważne klęski w polu (Chojnice 1454 r.), które umożliwiły Krzyżakom ponowne zajęcie części utraconych zamków i miast. Wojna przeciągała się przy inicjatywie strategicznej strony polskiej. Ta ostatnia mogła sobie nawet pozwolić na lekceważenie interdyktu papieskiego rzuconego na Prusy. Monarchia Jagiellonów należała wówczas do bardziej znaczących państw w Europie. Jej potencjał ludzki i gospodarczy był już większy od krzyżackiego. Hojne przywileje i dla szlachty polskiej (w Nieszawie), i dla bogatych pruskich miast (1457 r.) pozwoliły na zjednoczenie znacznej części społeczeństwa dla idei połączenia Prus z Polską. Skutki ujawniły się w drugiej fazie wojny. Niepłatne oddziały zaciężnych krzyżackich przechodziły na stronę polską, stałe zasiłki miast pruskich pozwoliły na wykup zamków zakonnych przez króla (z Malborkiem włącznie) i na zorganizowanie własnej armii zaciężnej. Zwycięstwo tej ostatniej pod Świecinem w 1462 r. i floty miast pruskich na morzu w 1463 r. przechyliły szalę zwycięstwa na stronę Polski. Przy wielkim wyczerpaniu obu stron walczących i mediacji papieskiej doszło do zawarcia pokoju. Zakon tracił Pomorze Gdańskie, ziemię chełmińską, Żuławy, Warmię. Reszta ziem pozostawała pod władzą Zakonu (z nową stolicą w Królewcu), ale w podległości do Korony Polskiej. (Już w 1454 r. Krzyżacy oddali Nową Marchię Hohenzollernom brandenburskim). Traktat nakładał na Zakon rozliczne obowiązki, wielki mistrz miał składać królowi Polski przysięgę wierności, brać udział w radzie królewskiej, udzielać pomocy wojskowej. Do Zakonu mieli być przyjmowani Polacy (co nigdy nie zostało zrealizowane).
Wojna, która zrujnowała skarb Zakonu, pozbawiła go też ziem najbardziej rozwiniętych gospodarczo. W czasie konfliktu, mimo stałej pomocy z obszaru baliwatów, te ostatnie praktycznie zaczęły się usamodzielniać, mając (w warunkach utraty ziem na wschodzie) odmienne interesy od swej pruskiej gałęzi. Zakon przestał być międzynarodowy, stał się pruski. Ta sytuacja rzeczywiście stawiała pod znakiem zapytania cel jego dalszego istnienia. Dalsze walki o zniesienie warunków traktatu toruńskiego nie przyniosły rezultatu. Ostatni dwaj wielcy mistrzowie – Fryderyk Saski i Albrecht Brandenburski – byli już wybierani na zasadzie umów i pertraktacji mających na celu wzmocnienie Zakonu na forum międzynarodowym. Nie zapobiegło to ostatniej wojnie stoczonej w latach 1519–1521 z Polską, będącą wówczas u szczytu swej potęgi. Wojna, która o mało nie doprowadziła do zajęcia całych Prus przez Polaków, zmusiła Albrechta do szukania nowego rozwiązania. – Sprawa pruska była wówczas częścią wielkiej polityki. Jagiellonowie panowali w tym czasie także na Litwie, w Czechach, na Węgrzech. Sprzymierzeni byli z Franciszkiem I, który wówczas zwycięsko podbijał Włochy. Jednocześnie jednak rywalizujący z nimi Habsburgowie nawiązywali przymierza z Rosją, wzmagającą się w siłę, z Hohenzollernami. Kryzys organizacyjny i ideologiczny trapiący wówczas kościół katolicki ułatwił mu decyzję. Albrecht dokonał nieoczekiwanego zwrotu. Przyjął nowe, szerzące się coraz gwałtowniej w Europie nauki Marcina Lutra. Rozwiązał Zakon w Prusach, stał się świeckim księciem pierwszego państwa protestanckiego na świecie i w 1525 r. złożył hołd lenny królowi Polski Zygmuntowi I. W tej działalności poparty był przez większość swych poddanych i rycerzy zakonnych. Inflancka gałąź krzyżacka przetrwała jeszcze do 1561 r., kiedy to zagrożona przez Rosję, Szwecję, Danię i państwo polsko-litewskie poszła w ślady gałęzi pruskiej. Resztki Zakonu w Niemczech – też na skutek reformacji tracące swoje włości i znaczenie – związały się z Habsburgami, działając aż do dnia dzisiejszego jako zakon, który w 1924 r. wyrzekł się działalności zbrojnej. Wielki mistrz do dziś rezyduje w Wiedniu, a zakon obok działalności religijnej prowadzi misję kulturalną i bada w oparciu o przebogate źródła swoją przeszłość.
Praktycznie Zakon rycerski przestał odgrywać rolę w dziejach Europy w XVI w. Jego upadek wiązał się z nastaniem czasów, w których nie było miejsca na instytucję wywodzącą się z ideologii rycerskiej. Kryzys postaw, wartości, idei wiązał się także z upadkiem Zakonu. Jego dzieło – budowa państwa – było jednak tak silne, że stworzyło nowy, świecki twór państwowy, bez którego nie byłaby możliwa budowa Prus nowożytnych, tak mocno wyciskających piętno na dziejach Europy.




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Henryk Samsonowicz.