Kronika Marcina Galla/Księga I/O synu tegoż Bolesława Mieszku trzecim

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Gall Anonim
Tytuł Kronika Marcina Galla
Data wydania 1873
Drukarz Drukarnia Józefa Sikorskiego
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Zygmunt Komarnicki
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron


29.  O synie tegoż Bolesława Mieszku trzecim.

Miał zaś król Bolesław syna (w końcu) jedynaka, imieniem Mieszka, któryby zaiste przodkom nie ustąpił był w zacności, gdyby zawistne Parki nie przecięły pasma dni młodzieńca, gdy właśnie wstępował w okres lat dojrzalszych. Owego młodzieńca bowiem, król Węgrów Władysław, piastował u siebie po zgonie ojca, a jak syna własnego miłował. I w rzeczy samej młodzieniec rówienników swych wszystkich, tak z Węgrów, jak z Polaków, przechodził uczciwością obyczajów i urodą, a w umyśle każdego znaki widziałnemi, budził nadzieję chlubnego panowania. Ztąd to zdało się stosownem stryjowi jego, książęciu Władysławowi[1], przyzwać pod wróżbą jakąś nieszczęsną nanowo do Polski, a wbrew złym losom ożenić go z księżniczką rusińską[2]. Wstąpiwszy zatem w związek małżeński, młodzieniec któremu zaledwie włos wysypywał się na brodę, lecz pełen urody, tak się rozumnie i wdzięcznie prowadził, tak do obyczaju starego[3] poprzedników się stosował, że z dziwną lubością kraj cały weń się wpatrywał.
Atoli wyroki pomyślności ludzkiej nie przyjazne, uciechę tę wkrótce w boleść zamieniły, gasząc nadzieje rzadkiej prawości i kwiat wieku podcinając. Mówią bowiem, że pewni zawistni, w obawie, ażeby za krzywdę ojca się nie pomścił, młodzieńca szlachetnych przymiotów trucizną ze świata zgładzili, niektórzy zaś z nim pospołu pijący przy uczcie, ledwo od grożącej śmierci byli ocaleni. Po zgasłym młodzieńcu Mieszku, cała Polska płakała, jak macierz po zgonie syna jedynego. Ani ci tylko, którym znany był bliżej, łzami zaleli się rzewnemi, lecz i ci, którzy go nigdy na oczy swe niewidzieli, łkając za marami zgasłego postępowali. Wieśniacy bowiem pługów, pasterze trzód swoich odbiegli, rękodzielnicy prace swą opuścili, wyrobnicy odstąpili zarobku dziennego, z żalu po Mieszku; małe chłopcy nawet i dziewczęta, sługi męzkie i służebnice, pogrzeb Mieszka uczcili łzami i westchnieniami. Nakoniec biedna matka, gdy spuszczany był do grobu syn ukochany, przez godzinę, jakby umarła, tchnienia żywotnego z piersi nie wydała, ledwo po skończonym obrzędzie, przez wyniesienie na świeże powietrze, skrapianie zimną wodą i trzeźwienie, do życia ocknioną była przez biskupów. Jakoż nie czytamy: aby zgon którego z królów albo książąt, u barbarzyńskich nawet ludów, taki żal obudził, ani wspaniałych władców prowincyj pogrzeby, tak rzewnie były obchodzone, ani takich smutnych pieni zasłyszał kto na dorocznym obchodzie po zgonie cesarza. Lecz zamilczmy już o smutku po młodzieńcu złożonym w grobie, a przejdźmy do radości, z powodu rodzącego się do panowania młodzieńca.






Przypisy

  1. Przyzwanie do kraju Mieszka III-go, sieroty po Bolesławie Śmiałym przez Władysława Hermana. — Jeszcze jedna smutna historya, z tem niedołęztwem spadkobiercy tronu po Bolesławie, Władysława Hermana, któremu jeśli nie można otwarcie zarzucić początkowania, w zbrodniczej zagładzie rodu swego brata, tedy chociażby tylko się stawał narzędziem w ręku domyślnych zbrodniarzy, już dośćby plamy przybywało, ze spólności nawet przymuszonej. Pierwsza to nawet karta wyrazistsza w dziejach rządów tej nowej kopii Popiela, ściągająca hańbę na dynastyą. Gallus, jakkolwiek z rzewném uczuciem kreślący, pośmiertne o Mieszku, synu Bolesława wspomnienie, znowuż się tu zachwiał widocznie, przestając jedynie na ogólniku, który przecież nie popiéra jego sprawy. „Aiunt quosdam aemulos, timentes ne patris iniuriam vindicaret, veneno puerum bonae indolis peremisse“. Owóż to jest tryb zwyczajny naszych duchownych latopiśców, rzucić myśl uwikłaną w rozmaite powijaki tajemnicze, i większy tém przeciw sobie szmer niechęci obudzać, jak gdyby, rzecz swą raz poczętą, z całą akuratnością świadectwa dziejowego załatwili.
  2. Ożenić go z księżniczką rusińską. — Mieszko, zaślubił Eudoksyę, córkę Świętopełka, książęcia kijowskiego, według tablic Naruszewicza, w r. 1088, a śmierć jego datowana jest w roczniku wawelskim u Bielowskiego r. 1089.
  3. Tak do obyczaju starego się stosował. (Sic antiquum morem antecessorum gerebat). — Tu jakby sprzeczność i nową zagadkę o sobie samym rzuca Gallus, co do rzeczywistego punktu widzenia, z jakiego się zapatrywał na walkę, między starym obyczajem (słowiańskim) a nowym (łacińsko-zachodnim). Wszakże niedawno jeszcze zwał „zdrajcami“ prześladowców Ryksy, wdowy po Mieszku II-gim, a to byli właśnie najgorliwsi zwolennicy owego prawa i obyczaju dawnego. Czyliżby i ci chłopi, płaczący zgonu Bolesława II-go i jego syna, za zdrajców, przy danej okoliczności mieli być przezeń poczytani? Kosmopolita katolicki sam podobno nie wié, kto ma być dla niego, jak mawiali starzy, dobry a kto krzywy?


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Gall Anonim i tłumacza: Zygmunt Komarnicki.