Kronika Akasha/Część druga/I

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Rudolf Steiner
Tytuł Kronika Akasha
Podtytuł Wtajemniczenie w Odwieczną Pamięć Wszechświata
Data wydania 1915
Wydawnictwo Gebethner i Wolff
Drukarz Drukarnia Zrzeszenia Samorządów Powiatowych
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Jan Rundbaken
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron

I. O POCHODZENIU ZIEMI.

Jak poszczególny człowiek od chwili swojego urodzenia przechodzi różne stopnie, poczynając od lat niemowlęcych po przez dzieciństwo i t. d. aż do wieku dojrzałości męskiej lub kobiecej, podobnie zachowuje się ludzkość, jako całość. Po przez inne stadja rozwijała się do stanu obecnego. Środki, jakie posiada jasnowidzący, pozwalają mu zbadać trzy główne stadja tego rozwoju ludzkości, jakie przeszła do czasu utworzenia się ziemi, odkąd to ciało kosmiczne stało się widownią omawianego rodzaju. Obecnie mamy zatem do czynienia z czwartym stopniem wielkiego, kosmicznego życia człowieka. Tu następuje opis wzmiankowanych faktów. Ich wewnętrzne uzasadnienie wytworzy się w toku wykładu (w tej mierze), w jakiej jest to możliwe za pomocą zwykłego języka, nie uciekając się do (specyficznych) form wysłowienia wiedzy tajemnej.
Człowiek istniał, zanim Ziemia powstała. Nie znaczy to jednak, że (jak zresztą w poprzednich rozdziałach zaznaczono) już żył przedtem na innych planetach, a (tylko) w pewnym momencie czasu przywędrował na ziemię. Ziemia sama rozwijała się wraz z człowiekiem. Podobnie jak on, przeszła trzy główne stopnie rozwoju, zanim stała się tem, co nazywamy dziś Ziemią. Narazie należy (jak zresztą już uprzednio zaznaczono) wyzwolnić się zupełnie od znaczeń, jakie współczesna wiedza łączy z nazwami „Saturn”, „Słońce” i „Księżyc”, chcąc zrozumieć właściwie rewelacje „badacza” wiedzy tajemnej. Narazie zatem nazwy te bezpośrednio kojarzą się tylko ze znaczeniami, jakie im się nada w następujących opisach.
Zanim powstało ciało kosmiczne „Ziemia”, gdzie rozwija się życie ludzkie, przeszło (ono ciało kosmiczne) przez trzy formy, zwane Saturnem, Słońcem i Księżycem. Mówi się zatem o czterech planetach, gdzie odbywają się cztery główne stadja rozwoju ludzkości. Stąd ziemia, zanim „Ziemią” się stała, była poprzednio Księżycem, przedtem jeszcze Słońcem, a jeszcze przedtem Saturnem. Słusznem jest, jak to wypływa z następnych rewelacji, przyjąć dalsze trzy główne stopnie, jakie ziemia, a lepiej mówiąc ciało kosmiczne, znajdujące się obecnie w stadjum „Ziemi”, ma jeszcze do przebycia. Nazywają się one w wiedzy tajemnej: Jowisz, Wenus i Wulkan. Wobec tego ciało kosmiczne, z którym został związany los człowieka, przebyło w przeszłości trzy stopnie, znajduje się obecnie w czwartym, a ma jeszcze nadal trzy do przebycia, zanim rozwiną się wszystkie przyrodzone dary, jakie człowiek w sobie posiada, zanim osiągnie (człowiek) szczyt swojego rozwoju.
Pozatem nie należy sobie wyobrażać, że rozwój człowieka i jego globu zachodzi tak stopniowo, jak przejście poszczególnego człowieka przez wiek niemowlęcy, dzieciństwo i t. d., gdzie jeden stan przechodzi w inny mniej lub więcej niepostrzeżenie. Istnieją raczej pewne przerwy. Nie przechodzi bezpośrednio stan Saturna w stan Słońca. Pomiędzy rozwojem Saturna a Słońca, jak również pomiędzy następnemi formami ludzkiego ciała kosmicznego, znajdują się stopnie pośrednie, które porównać można do nocy pomiędzy dniami, albo do stanu, podobnego do snu, w jakim znajduje się ziarno roślinne, zanim znowu rozwinie się w roślinę zupełną. Opierając się na orjentalnym wykładzie powyższego stanu rzeczy, dzisiejsza teozofja nazywa to stadjum rozwoju, w którem przejawia się życie zewnętrznie — Manvantarą, zaś znajdujący się pomiędzy takimi stanami — stan spoczynku (pauzę) — Pralają. W myśl europejskiej wiedzy tajemnej można nazwać pierwszy stan „jawnym obiegiem”, drugi natomiast „utajonym” albo „zamkniętym obiegiem”. Jednak stosuje się tu również inne określenia. Saturn, Słońce, Księżyc, Ziemia i t. d. są „jawnymi obiegami”, leżące pomiędzy nimi pauzy spoczynku — „zamkniętymi”. Zupełnie niesłuszną byłaby myśl, jakoby w czasie pauz spoczynku zamierało wszelkie życie; choć z wyobrażeniami temi spotykamy się w wielu teozoficznych kołach. Podobnie, jak człowiek nie przestaje żyć podczas snu, nie zamiera również ani on, ani jego ciało kosmiczne podczas „zamkniętego obiegu” (pralaji). Tylko, że stany życia w pauzach spoczynku nie dają się spostrzedz za pomocą zmysłów, jakie wytwarzają się podczas „jawnych obiegów”, jak nie spostrzega człowiek w czasie snu, co koło niego się dzieje. Z następujących rozważań wyniknie dostatecznie, dlaczego używa się wyrazu „obieg” dla stanów rozwoju. O ogromnych okresach czasu, potrzebnych dla takiego „obiegu”, dopiero później może być mowa.
Można odnaleść nić posuwania się takiego obiegu, o ile zbada się uprzednio zachodzący w nim rozwój ludzkiej świadomości. A reszta da się nawiązać rzeczowo do tego rozważania świadomości. Świadomość, którą człowiek przejawia podczas swojego żywota na ziemi, należy nazywać — zgodnie z europejską wiedzą tajemną — „jasną świadomością dzienną”. Polega ona na tem, że człowiek za pomocą swoich dzisiejszych zmysłów postrzega rzeczy i istoty świata i że za pośrednictwem swojego rozsądku i rozumu tworzy sobie wyobrażenia i idee o tych rzeczach i istotach. I następnie — postępuje w świecie zmysłowym odpowiednio do tych swoich postrzeżeń, wyobrażeń i idej. Tę świadomość człowiek wytworzył sobie dopiero na czwartym głównym stopniu swego kosmicznego rozwoju; nie istniała ona jeszcze na Saturnie, Słońcu i Księżycu. Wówczas żył w innych stanach świadomości. Trzy poprzedzające stopnie można określić odpowiednio do tego, jako rozwój niższych stanów świadomości. Najniższy stan świadomości rozwinął się podczas epoki Saturna, wyższym jest stan słoneczny, po którym następuje księżycowa świadomość, a wreszcie ziemska.
Te dawniejsze świadomości odróżniają się od ziemskiej głównie dwiema cechami, stopniem jasności i zakresem, do którego rozciąga się postrzeganie ludzkie. Świadomość Saturnowa posiada najmniejszy stopień jasności. Jest zgoła przytłumioną. Dlatego trudno jest dać ścisłe wyobrażenie o tem przytłumieniu, ponieważ nawet przytłumienie we śnie jest jeszcze o stopień jaśniejsze od tej świadomości. W nienormalnych t. zw. głębokich stanach transu może jeszcze współczesny człowiek zapaść w ten stan świadomości. Również ten człowiek, który jest jasnowidzącym — w rozumieniu wiedzy tajemnej, może wytworzyć sobie o tem odpowiednie wyobrażenie. Tylko, że sam nie żyje w tym stanie świadomości. Wznosi się raczej do daleko wyższego, który przypomina jednak pod pewnym względem tamten pierwotny. Stan ten, niegdyś przebyty, zaćmiewa w zwykłym człowieku, w obecnem stadjum Ziemi, „jasna świadomość dzienna”. W ten stan wchodzi medjum, gdy zapada w głęboki trans, spostrzega (wtedy) w podobny sposób, jak niegdyś postrzegali wszyscy ludzie podczas epoki Saturna. Takie medjum, po zbudzeniu, może następnie opowiedzieć przeżycia, podobne do zachodzących na widowni Saturna. Należy owszem mówić „podobne”, nie zaś „te same”, ponieważ fakty, które miały miejsce na Saturnie, minęły raz na zawsze, a te, które odgrywają się jeszcze obecnie w otoczeniu człowieka, mają tylko z niemi pewną wspólność. Te ostatnie może spostrzegać jedynie świadomość saturnowa. Tedy jasnowidzący osiąga (w powyższem rozumieniu) tak samo, jak wzmiakowane medjum, świadomość saturnową, ale przytem zachowuje również swoją „jasną świadomość dzienną”, jakiej człowiek na Saturnie jeszcze nie posiadał, a którą medjum traci podczas transu. Taki jasnowidzący nie znajduje się w samej świadomości saturnowej, ale może wytworzyć sobie o niej wyobrażenie.
O ile omawiana świadomość Saturnowa jest pośledniejszą od współczesnej ludzkiej o kilka stopni jasności, przenosi ją zakresem tego, co może spostrzegać. Może bowiem, w swojem przytłumieniu, spostrzegać nietylko to wszystko — aż do szczegółów włącznie, — co dzieje się na jej własnym globie kosmicznym, na Saturnie, ale również jeszcze rzeczy i istoty na innych globach kosmicznych, które są w związku z jej własnym. I również na te rzeczy i istoty może wywierać pewne działanie. (Nie trzeba chyba zastrzegać, że ta obserwacja innych ciał kosmicznych różni się zupełnie od współczesnej naukowej obserwacji astronomicznej. Obserwacja astronomiczna opiera się na „jasnej świadomości dziennej” i stąd postrzega inne ciała kosmiczne od zewnątrz. Natomiast świadomość saturnowa jest bezpośredniem odczuciem, współżyciem z tem, co zachodzi na innych ciałach kosmicznych. Niezupełnie, ale w pewnej mierze trafnie orzec można, że mieszkaniec Saturna tak przeżywa rzeczy i fakty innych ciał kosmicznych wraz ze swojem własnem, jak teraźniejszy człowiek — bicie serca we własnem ciele.
Ta świadomość saturnowa rozwijała się powoli, przechodzi ona przez szereg stopni podrzędnych, które jako pierwszy główny stopień rozwoju ludzkiego — w europejskiej wiedzy tajemnej nazywają „małymi obiegami”. W teozoficznej literaturze zwykło się nazywać te małe obiegi — „rundami”, a ich dalsze poddziały mniejsze jeszcze obiegi — „globami”. O tych podrzędnych obiegach będzie jeszcze mowa w następnych wykładach. Narazie rozważymy główne stopnie rozwoju, ze względu na przejrzystość wykładu. Również narazie mowa tylko o człowieku, choć wraz z jego rozwojem zachodzi rozwój pod- i nadrzędnych jestestw i rzeczy. Później nawiąże się odpowiednio rozwój innych jestestw do rozwoju człowieka.
Kiedy skończył się rozwój świadomości saturnowej, nastąpiła jedna z wyżej wzmiankowanych długich pauz spoczynku (pralaja). Poczem z ludzkiego ciała kosmicznego rozwinęło się to, co nazywa się Słońcem. A na słońcu powstały również nanowo istoty ludzkie z swojego snu. W zalążku tkwiła w nich rozwinięta poprzednio świadomość saturnowa. Najpierw one ją wydały z zalążka. Można powiedzieć, że człowiek powtórzył na Słońcu stopień Saturna, zanim wstąpił na wyższy. Nie polegało to jednak na prostem powtórzeniu dawniejszego; było to powtórzenie w innej formie. O przemianach form powiedziane będzie później, przy traktowaniu o mniejszych obiegach. Wtedy ujawnią się również różnice poszczególnych „powtórzeń”. Uprzednio ma być wyłożony tylko rozwój świadomości.
Po powtórzeniu stanu Saturna, pojawiła się „świadomość słoneczna” człowieka. Jaśniejsza (już) o stopień od poprzedniej, ale straciła za to na zakresie oglądu. W obecnem stadjum (swojego bytu) posiada człowiek podczas głębokiego snu bez snów podobny stan świadomości, jaki niegdyś posiadał na Słońcu. Tylko, że kto nie jest jasnowidzącym albo medjum, nie może postrzegać rzeczy i istot, odpowiadających świadomości słonecznej. Z transem, wprowadzonego w ten stan medjum i z wyższą świadomością prawdziwego jasnowidzącego ma się również tu to samo, co omówiono odnośnie do świadomości saturnowej. Zakres świadomości słonecznej rozciąga się tylko na słońce i najbliżej związane z niem planety. Tylko to i temu podobne mógł przeżywać mieszkaniec Słońca, jak — aby raz jeszcze użyć powyższego porównania — teraźniejszy człowiek przeżywa bicie swojego serca. Mieszkaniec Saturna brał udział w życiu również takich ciał kosmicznych, które nie należały bezpośrednio do najbliższego zakresu Saturna. Kiedy stopień słoneczny przeszedł przez odnośne pod-rzędne obiegi nastąpiła również pauza spoczynku. Z tej zbudziło się ciało kosmiczne do swojego „bytu księżycowego”. Znowu odbywa człowiek — zanim wstąpi wyżej — stadjum Saturna i Słońca, w dwóch małych obiegach. Wtedy wstępuje on w swoją świadomość księżycową. O tej łatwiej już wytworzyć sobie wyobrażenie, ponieważ pomiędzy tym stanem świadomości a sennem marzeniem we śnie zachodzi pewne podobieństwo. Wyraźnie jednak trzeba zaznaczyć, że i tu również można mówić tylko o pewnem podobieństwie, nie zaś o identyczności. Choć wprawdzie świadomość księżycowa przepływa w obrazach, jak je sen podaje, ale obrazy te w podobny sposób odpowiadają rzeczom i procesom w otoczeniu człowieka, jak wyobrażenia współczesnej jasnej „świadomości dziennej”. Tylko, że wszystko jeszcze w tej odpowiedniości jest właśnie przytłumione, obrazowe. Rzecz można sobie mniej więcej następująco uprzytomnić. Przypuśćmy, że istota księżycowa znalazła się w pobliżu przedmiotu, powiedzmy — „soli”. (Naturalnie, że wówczas nie było jeszcze „soli” w dzisiejszej formie, ale trzeba, aby zrozumieć, pozostawać w dziedzinie obrazów i porównań). Ta istota księżycowa — poprzednik współczesnego człowieka — nie postrzega rozciągłego przestrzennie przedmiotu o określonem zabarwieniu i formie, ale — zbliżenie się tego przedmiotu sprawia, że jakby wewnątrz istoty powstaje pewien obraz — właśnie podobny do obrazu we śnie. Obraz ten posiada pewien ton barwny, zależny od właściwości przedmiotu. Kiedy jest sympatyczny istocie, potęgujący jej życie, wtedy ton barwny jest jasny w żółtych odcieniach lub również zielonych; o ile zaś przedmiot jest niesympatyczny albo szkodliwy dla istoty, wtedy występuje krwawo-czerwony odcień barwny. Jasnowidzący również dzisiaj widzi w ten sposób, tylko, że — przy tem widzeniu — jest siebie zupełnie świadom, gdy mieszkaniec Księżyca posiadał mianowicie tylko mroczną świadomość sennych marzeń. Rozświetlające się w nich (w tych mieszkańcach) obrazy posiadały ściśle określony stosunek do otoczenia. Nie było w nich nic dowolnego. Stąd można było kierować się nimi; pod wrażeniem tych obrazów postępowano w ten sposób, jak dziś postępuje się pod wrażeniem postrzeżeń zmysłowych.
Rozwój owej świadomości marzeń sennych — trzeciego stopnia głównego — był zadaniem „obiegu księżycowego”. Kiedy Księżyc przeszedł przez odpowiednie „małe obiegi”, nastąpiła znowu pauza spoczynku (pralaja). A po tej wystąpiła „ziemia” z ciemności.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Rudolf Steiner i tłumacza: Jan Rundbaken.