Kolej życia ludzkiego

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
XVII. Kolej życia ludzkiego.




Pewny strumyczek biegnąc po kwiecistéj łące,
Uwiedziony pozorem rozkosznéj krainy,
Tam się bawi swobodnie, wijąc kół tysiące,
I z żalem iść mu z lubéj przychodzi gościny.

Wpada potym z szelestem na okropne skały,
Tocząc po twardych głazach zapienione wiry.
Już, co go pierwéj słodkim mruczeniem głaskały,
Zabiegły w obcą stronę ucieszne Zefiry.

Wściekły gdzieś z Eolowéj wiatr wyparty prasy
Zasępił czysty kryształ czarnych deszczów mrokiem;
Przecie nasz pielgrzym i te wytrwawszy tarasy,
Wolnym pod jakieś miasto przypłynął potokiem.

Tam wchodzi, stamtąd znowu na błonie wypada
I w podróży spokojne mija kmiotków chaty,
Śliczne trzody po wzgórkach, po dolinach stada
I z ról różnych obfite do stodół intraty.

Alić powtórnie w smutne zagnany pustynie,
Sam nie wie, kędy dąży; jak się stąd wywięzi,
Skąd zaledwo po długich zakrętach wypłynie,
W bujnéj drzew rozłożystych odpocznie gałęzi.

Nakoniec miedzy piaski skrywszy się nadbrzeżne,
W nieprzebytym na wieki zniknął oceanie.
To mi staruszek mówił, co miał włosy śnieżne;
A ja westchnąwszy na to: tak się z nami stanie!

Po różnych niestatecznéj igrzyskach fortuny,
Po troskach marnym szczęścia przeplecionych blaskiem,
Przyjdzie nakoniec człeku wleść do srogiéj truny
I, skończywszy wędrówkę, zawrzéć oczy piaskiem.
1770, II, 221 — 223.