Kobiety Mickiewicza, Słowackiego i Krasińskiego/Karolina

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Piotr Chmielowski
Tytuł Kobiety Mickiewicza, Słowackiego i Krasińskiego
Podtytuł Zarys literacki
Data wydania 1886
Wydawnictwo Gebethner i Wolff
Drukarz Wł. L. Anczyc i Spółka
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron


VIII.
Karolina. — Dwie Ewy. — Rollisonowa. — Klara.

Jestto postać, którą wytworzyły nieszczęśliwe stosunki krajowe. W utworach poezyi naszéj jéj podobne znajdujemy rzadko, ale w życiu istniały one i zapewne istnieją.
Świetna z pozoru, ale w gruncie smutna i przygnębiająca otacza je atmosfera. Lekceważone i poniżane przez swoich, jeżeli interes jakikolwiek, majątkowy, rodzinny, patryotyczny, nie przymusza im pochlebiać, nie mogą obudzać szacunku i poważania u cudzych, lubo grzeczności z ich strony doznają dużo, gdy są piękne i zręczne.
Jesteśmy w czasach konfederacyi barskiéj, w przededniu pierwszego rozbioru Rzeczypospolitéj. Samoistność polityczna istnieje już tylko pozornie; król ulega rozkazom jenerał-gubernatora; garstka konfederatów, z Pułaskim i księdzem Markiem walczy rozpaczliwie w obronie wolności i niezależności.
Karolina jest córką wojewody, jednego z tych oligarchów, którzy kochali kraj gorąco ale pod warunkiem, że ich skinieniom będzie posłuszny. Wydana za mąż dzieckiem prawie za człowieka nieokrzesanych obyczajów, pijaka, zbrzydziła go sobie: gdy się rozwinęła na kobietę, porzuciła go, podawszy się do rozwodu, pierwszym w rodzinie swojéj przykładem; a gdy krewni chcieli ją zamknąć w klasztorze jeszcze przed przybyciem jéj ojca, który objeżdżał Europę jako poseł, uciekła się pod opiekę jenerał-gubernatora. Był to człowiek gładki, polorem wieku XVIII oszlifowany: pełnił obowiązki swoje jako służbista surowo i nieubłaganie, ale zresztą przywykłszy do form życia salonowego, żądny zabaw i rozrywek, okrutnym nie był, a względem dam polskich okazywał się nadzwyczaj ugrzecznionym. Pokochał on Karolinę i gotów był z nią się ożenić. I Karolinie podobał się jenerał-gubernator, jako przeciwieństwo tego charakteru, który w swym mężu poznała. Mając w perspektywie przyszłe małżeństwo, pozwoliła się uważać za jego kochankę, zamieszkała w tym samym co on domu. Rodzina nią wzgardziła; ojciec słyszeć o niéj nie chciał, lubo ją kochał głęboko; jeden tylko brat Adolf, znając jéj dobroć, odwiedza ją potajemnie. Przed nim usprawiedliwia swoje uczucie słowami: „któraż religia, które prawo nie pozwala być z cudzoziemcem w związkach przyjacielskich?“ To zdanie nie znajduje wszakże uznania ani w oczach krewnych, ani téż w opinii patryotów. Na pewném zebraniu stary Litwin, bez ręki, smutny, którego Karolina wyprosiła od powieszenia, na zapytanie jéj: „Czy pan się ze mną nawet nie powitasz, czy nie poznajesz pan mnie?“ — odpowiedział: „Pani, nie mam czém cię witać, jestem bez ręki; Pani przyjaciele odcięli mi ją.“
Takiego upokorzenia doznaje wszędzie, gdzie opinia nie jest skrępowana względami osobistemi. Ono ją rani boleśnie. Karolina bowiem pozostała w głębi duszy Polką; narzeka ona na spółrodaków, ale tylko słownie; w czynie, gdy tylko może, pomaga im jak najchętniéj. Do niéj przychodzą „polskie łzy i prośby tylko.“ Jak ona tęskni za słowem serdeczném, za uczuciami rodzinnemi, jak się wzrusza na wiadomość o tym, z którym się wychowywała w dzieciństwie, który ją pierwszy pokochał bez nadziei, gdyż był biednym chłopcem, o Pułaskim!... Nie chce się ona przyznać głośno, ale to uczucie z dzieciństwa jeszcze pochodzące, stanowi najjaśniejszy promień w słońcu jéj wspomnień. Jaką troskliwość okazuje, by się Pułaski na niebezpieczeństwo nie naraził; jak gorąco przestrzega brata, który jej doniósł że Pułaski żyje, ale nie chce wyjawić miejsca jego pobytu:

Nie mów!
Nikomu nie mów! Mogłoby niemądre
Echo powtórzyć, mógłby kto podsłuchać.
Słuchaj, Adolfie! napisz ty do niego;
Napisz do niego, żeby w jak najdalsze
Uchodził strony....
Generał, gdyby dostał go w swe ręce,
Najniezawodniéj kazałby powiesić
Albo rozstrzelać. Głowa to jedyna,
Któréj ocalić niktby nie potrafił;
Jabym nie śmiała nawet mówić za nim.

Kto wie, może to uczucie zdoła Karolinę wyrwać z dwuznacznego położenia, w jakiém pozostaje, może ją pogodzi z rodziną i ze współziomkami... Bo ona nie pragnie ani blasku ani bogactw; używa ich, bo do nich przywykła; ale tęskni za uczuciem, za sercem bratniém. W razie danym uczucie to w połączeniu z głęboko wpojonym przywiązaniem do kraju, może ją uczynić bohaterką[1].

∗                         ∗

Po muzeum wspomnień przesuwa się jeszcze kilka postaci niewieścich: dwie córki asesora (w Panu Tadeuszu), zwyczajne szlachcianki, trochę brzydkie, trochę zazdrosne; dwie Ewy (jedna w Panu Tadeuszu, druga w III części Dziadów), Marcelina i t. p. Nie przedstawiają one nic wybitnego: słabość fizyczna, bierność moralna, pobożność, płacz i t. d. — oto ich charakterystyka.
Ewa w Panu Tadeuszu, arystokratka z urodzenia, kochała szlachetkę, Jacka Soplicę; ale ojciec stanowczo jej tego zabronił. Naturalnie uległa. Nie chciała rozgniewać ojca, chociaż „lice jéj bledniało.”

A był-to taki piękny gołąbek, łagodny — mówi Jacek przy śmierci —
I wzrok miała uprzejmy taki! tak pogodny,
Taki anielski, że już nie wiem, już nie miałem
Odwagi zagniewać jéj, zatrwożyć....

Słaba, lękliwa, „robaczek motyli — wiosenna gąsienica“ — jak ją nazywa Jacek. „Dotknąć ją zbrojną ręką — byłoby ją zabić!...“ Taka istota nie mogła się wystawiać na przykrości ucieczki, na grzech nieposłuszeństwa. Szczęku broni słuchać nie potrafiła. Biedna ona — tak ją rodzice pieścili...
Ewę w Dziadach widzimy klęczącą przed obrazem Matki Boskiéj i proszącą łaski i zlitowania dla nieszczęśliwych wogóle a poety w szczególności. Po modlitwie zasypia, a aniołowie kołyszą ją snami czystemi i niewinnemi, jak lilia biała. Prześliczny kwiatek!
Kobietą matką jest Rollisonowa (w Dziadach). Syn jéj w więzieniu — od rana do północy siedzi matka pod ratuszem; może głos dziecka posłyszy, może ktoś jej szepnie jakieś słówko o nim, może się cud stanie i nieszczęśliwą pocieszy — połączy z synem. Biedna, niewidoma naraża się na żarty i urągania: nic jej od zamiaru odwieść nie może... Jasnowidzeniem ducha przeczuwa męki swego syna; chciałaby uwierzyć nawet w niewinność czarta, byle tylko ulżyć cierpieniu dziecka. Ale kiedy serdeczne słowa echa w kamienném sercu nie znajdują — wybucha całą potęgą macierzyńskiego uczucia, czuje w sobie siły olbrzymie, wydobywa z głębi duszy wulkany wyrazów:

Ja go znajdę tu, tego pijaka, tyrana!...

To nie są frazesy sentymentalne — to mowa głęboko zranionego serca.
Klara (we fragmencie dramatu: „Jakób Jasiński“) to przedstawicielka Polek przed wtargnięciem poloru francuskiego do kraju. Poznajemy ją głównie ze słów, jakie o niej wypowiada stary szlachcic teorbanista, Stanisław Romba:

Województwa aniołem szlachta ją ogłasza.
I w rzeczy samej jestto osoba pobożna,
Dobra, jak tylko dobrą na ziemi być można;
Cnota w niéj każdodzienne odnosi wiktorye.
Przytém umie na pamięć wszystkie me historye:
Więc umie ich niemało. Że nie umie skakać
Wysoko i szeroko, w onych tam sposobie,
Że nie umie dziesięciu językami gdakać:
To snać nieboszczyk książę nie życzył mieć sobie
Z swéj córki podobieństwa do wieży babelskiéj,
Ni do komedyantki jakiéj tam dyabelskiéj[2]

Ale oprócz konturu ogólnego, dokładniéj rysów jéj duchowych ni zewnętrznych nie znamy.


Rozstajemy się z Mickiewiczem. Z całą czcią dla największego u nas gieniuszu poetyckiego, wyznać jednak musimy, że nie przedstawił on nam obrazu kobiety-obywatelki w całéj pełni rozwoju i we wszystkich ważniejszych momentach życia. Maryla i Zosia — to nierozkwitłe pączki, w których niewiadomo, czy wszystkie listki się rozwiną, czy większa część opadnie, czy téż zwiędną wszystkie przed czasem... Aldona — to bujny kwiat egzotyczny, w cieplarni idealnych uczuć i chorobliwego sentymentalizmu zbyt szybko rozwinięty, nie przedstawiający téż żadnéj nadziei długiego trwania: pierwszy lepszy wietrzyk zimniejszy zwarzy jego listeczki słabiuchne, nie posiadające zdrowych pierwiastków życia... Telimena — to kwiat cykoryi, rozwiewający się w puch za podmuchem swawolnego chłopca, to podżyła pannica, w któréj widzimy jednę tylko niechęć obchodzenia uroczystości św. Katarzyny.
Żywila, Córka Tuhana, a przedewszystkiém Grażyna mogłyby służyć za typy kobiet-obywatelek, gdyby okoliczności zbyt wyjątkowe nie postawiły ich na stanowisku odosobnioném i gdyby poeta szerzéj je był narysował. Jedna chwila naprężenia duchowego, które się wyraziło w poświęceniu własnego życia czy to dla odparcia wroga, czy dla uniknięcia hańby, czy dla zgody wśród braci, nie wystarcza jeszcze, ażeby im naznaczyć miejsce w panteonie tych kobiet, które są natchnieniem i życiem społeczeństwa... Rollisonowéj słusznie należy się to miejsce — ale tylko na zasadzie domysłów. Jest to drobny chociaż cenny fragment pośród kreacyj poety. Marzenie czytelnika może go wypełnić — lecz nigdy nie zastąpi poetycznéj rzeczywistości. Karolina to wytwór nienormalnych stosunków narodowych. Klara to obraz dawno minionéj przeszłości.
Lucyan Siemieński powiedział, że „autor Grażyny mniéj szczęśliwy w kreśleniu niewieścich typów“[3], Jest to wielka nieścisłość wyrażenia. Widzieliśmy, że Mickiewicz dał nam kilka ślicznie skreślonych typów czysto-ludzkich, prawdziwie kobiecych — zapomniał tylko o jednym: o kobiecie rozwiniętej, żyjącej w społeczeństwie jako dodatni czynnik jego rozwoju. Jedynie z tem wyjaśnieniem zdanie Lucyana Siemieńskiego będzie miało słuszność za sobą.


Przypisy

  1. Postać tę znamy ułamkowo tylko, gdyż dramat Mickiewicza, napisany po francusku p. n. „Konfederaci barscy“ dochował się jedynie w dwu aktach. Przytoczenia brałem z przekładu T. Olizarowskiego.
  2. Przekład Tomasza Olizarowskiego.
  3. Wieczornice, III, 159.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Piotr Chmielowski.