Jana Kochanowskiego Dzieła polskie (1919)/Jezda do Moskwy

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Jan Kochanowski
Tytuł Jana Kochanowskiego Dzieła polskie
Podtytuł wydanie kompletne, opracowane przez Jana Lorentowicza
Data wydania [1919]
Wydawnictwo Tow. Akc. S. Orgelbranda S-ów
Miejsce wyd. Warszawa
Uwagi
Wikipedia
Zobacz w Wikipedii hasło Jezda do Moskwy
Indeks stron



JEZDA DO MOSKWY,

I posługi z młodych lat, aż i przez wszystek
czas   przeszłej   wojny   z   Moskiewskim,
ojczyznie swej i Panom swym czynione
Jego Książęcej M. i Pana, P. Krissto-
pha Radziwiła,   Książęcia na Bier-
żach  i  Dubingach,  Pana  Troc-
kiego,  Podkanclerzego  i  Het-
mana Polnego,  W. K. Litew-
skiego, Soleckiego i Borys-
sowskiego Starosty etc.
prawdziwie
opisane
przez

JANA
KOCHANOWSKIEGO

Z CZARNOLASU.

Roku od Narodzenia Pańskiego 1583.






JEZDA DO MOSKWY

JANA KOCHANOWSKIEGO.



Jako więc orzeł młody, na gniaździe wysokiem
Siedząc, za ojcem patrzą niespuszczonem okiem,
Kiedy albo wysoko buja pod obłoki,
Albo prędki zwierz goni i drapieżne smoki,
Aż się i sam za czasem wylecieć ostraszy,[1]
A oto na cień jego wszytek rodzaj ptaszy
I polne uciekają stada, ten swej broni
Jeszcze nie prawie świadom, bez obrazy[2] goni,
Skrzydłami pogładzając po grzbiecie pirzchliwym,
A potem zajuszony i sam żywie żywym:—[3]
Tak ty, przypatrując się ojcowskiej dzielności,
O zacny Radziwile, z napirwszej młodości,
Myśliłeś zawżdy sławy domowej poprawić,
I o miłą ojczyznę śmiele się zastawić.
Aniś ty wieku czekał słusznego do zbroje,
Pierwej dzielność dordzała,[4] niźli lata twoje.
Uła tego świadoma, gdzie moskiewskie roty,
Za sprawą ojca twego, męża wielkiej cnoty

I dzielności, poległy. Tameś ty swej siły
Probę napierwej podał; a już znaczne były
Twego męstwa początki. Kto się przypatrował,
Każdyć w te słowa, albo tym równe winszował:
Bógci (powiada), pomóż, młody Radziwile;
Nie schodzi tu na sercu już, ani na sile,
Nie wydasz,[5] widzę, ojca zacnego hetmana,
Także szczodrze i tobie Pańska łaska dana.
Patrzaj gdzie się obróci, a broń swoję skłoni,
Jako na obie stronie[6] Moskwa leci z koni.
Tak tam jeden drugiemu w wojszcze ukazował,
A ociec w sercu swojem wielce się radował.
I już było Moskiewskie wojsko rozgromione,
I pola pobitemi trupy napełnione.
I Szujski już był zabit; już był hetmanowę
Wszytkę władzą położył, ale i swą głowę.
Więc przed hetmański namiot więźnie przywodzono,
I korzyść z nieprzyjaciół pobitych kładziono.
Tam kiedyś i ty stanął wpośrzód wielkiej kupy
Rycerskiej, przyodziany moskiewskimi łupy,
Ociec twój tak cię witał: rad cię tak, mój drogi
Synu, widzę; i tak się w te wojenne trwogi
Ojcu swemu popisuj, tak twoi przodkowie
Sławy wielkiej dostali, cni Radziwiłowie:
Nie na biesiadach, ani miedzy taneczniki,
Ani uszom przyjemnej słuchając muzyki;
Ale w polu pod niebem, goniąc Moskwicina,
Albo niespokojnego strzelca Tatarzyna.

Tych torem, jakoś począł, choć mój synu miły,
Ani chciej być poślednim miedzy Radziwiły.
Mnie jakokolwiek widzisz w tem szedziwem lecie,[7]
Przedsię dokąd mię będzie chował Bóg na świecie,
Ojczyźnie swej chcę służyć, a ty więc w me sprawy
Masz nastąpić napotem, jako dziedzic prawy.
To rzekszy, obłapił cię, a zatem każdemu,
Jako się kto popisał, dary dawał: temu
Szatę złotogłowową, temu łańcuch złoty,
Czaszę drugiemu, mistrzów dawniejszych roboty,
Kosztowną, odlewaną; tobie białonogi
Koń turecki, a na nim siodło i rząd drogi,
Kutas uszyje biały, na czele zapona,[8]
Drogim smalcem[9] i drogim kamieniem sadzona.
Do tego przyłożono Szujskiego buławę,
A to już wróżka[10] była na hetmańską sprawę.
Takieś natenczas dary, zacny Radziwile,
I pochwałę w dzielności i w swej odniósł sile.
To, co dalej prowadzić myślą moje strony,[11]
Wieku stalszego będzie: kiedyś przełożony
Wojsku Króla wielkiego, w przek[12] i wzdłuż bogaty,
Kraj moskiewski wojował, i wielkie powiaty.
Czyli temu dawny czas, kiedy szczęściu swemu
Car moskiewski ufając, chciał światu wszystkiemu

Groźnym być, wszystkie lekce króle krześciańskie
Uważając przy sobie, także i pohańskie.
Ta dobra myśl go naszła, gdy Połocka dostał,
A w Iflanciech zaś panem wilczem prawem został.
Czwartynasty[13] potomek rzymskiego cesarza
Augusta: któż wie, gdzie wziął tego kronikarza.
Bogu łacno hardego skrócić,[14] który nosi
Szczęście w swych i nieszczęście ręku: ten wynosi,
Ale tenże i składa; prędko delfin płynie,
Prędko i orzeł lata: Bóg obudwu minie.
Ten Moskiewskiego pychę chcąc kiedy uskromić,
I róg, którym tak bardzie potrząsał, przyłomić,
Podał nam króla z Węgier, dzielnego Stefana:
Patrzajże, jako wielka w krótki czas odmiana.
Moskiewski komu grożąc, sam się teraz boi,
A pragnąwszy cudzego, w swem się nie zostoi.
Patrzaj jak prędko, patrzaj Radziwile mężny,
Mocnie go Bóg ukrócił, żeś mu był potężny,
Gdyś z siebie dosyć czynił w każdym swym urzędzie,
Nierzkąc[15] czaszą, ale też i szablą swą wszędzie
Kredencując królowi, upatrzając drogę,
Miasta i zamki waląc, czyniąc wielką trwogę.
Boś zwietrzywszy, że Król miał Połocka dobywać,
Tyś się począł (jak mówią) przed insze wyrywać,
Chcąc nietylko stołową czaszą panu swemu,
Lecz też i ostrą szablą kredencować jemu,
Swym dobre serce czyniąc: takim cię Inflanty
W tym czasie oglądały i moskiewskie kąty:

Gdzieś Derptowi w nos kurzył, Kierepeć wywrócił,
Liczbę nieprzeliczoną wsi w popiół obrócił,
Więźniów zacnych nawiązał, niesłychaną plonu
Moc wypędził, sam cało wrócił się do domu.
Taki więc przez dachówkę wpadszy piorun ślepy;
Wszystkie gmachy pobiega i pokryte sklepy;
Potem nowym wypada szlakiem niewidomy,
A ogień już ogarnął i sąsiedzkie domy.
Ale ty, o tyrannie srogi, niezmiękczony,
Po tym pirwszym piorunie patrzaj z tejże strony
Burze wielkiej, i gradu, gradu żelaznego,
I straszliwych łyskawic, i gromu ciężkiego,
Któremu twe cyklopskie mury nie wytrwają,
Wieże i wielkie baszty u nóg upadają.
Widzę orła białego, konia tejże sierci,
Ten mieczem, ów piorunem groźny, prędkich śmierci
Oba hojni szafarze. Las gęsty za nimi
Drzew wysokich a wszystko z wierzchy kolącymi.
Wynidź i ty z swej knieje, leśny zubrze srogi,
Owa trafisz na łowce, którym twoje rogi
Namniej straszne nie będą, ale cię w twym skoku
Uprzedzą, albo strzałą, albo kulą w boku.
A zapłacisz wzdam[16] kiedy onę krew niewinną,
Którąś ty przelał bronią swą złoczynną.
Dziw na świecie kruk biały, nie mniejszy dziw i to
Żeby tyranna przedsię nawet nie zabito,
A, by nieprzyjacielskiej dobrze uszedł broni,
Domowej się sposobem żadnym nie uchroni.
Więc powtóre i z dobrem sercem przeciw temu
Tyrannowi, jako już na śmierć skazanemu,

Mężnieś z króla polskiego hufy postępował,
A gwiazdyś sprzyjaźliwe sobie obiecował.
Tobie w ręce sam prawie Bóg tam był broń podał,
Ciebie śrzodkiem i z swojem naczyniem być przyznał,
Którym harde chciał krócić, butnym rogów przytrzeć,
Morderca dusz niewinnych z liczby żywych wytrzeć.
Gdzieś ty więc, Radziwile, w tej spólnej potrzebie
I przodków swoich sławnych, nawet i sam siebie
Nie wydałeś, ale już za początki temi
Prowadziłeś do końca rzeczy tryby swemi
I dzielnością, że już masz tak sławę uczciwą
Przez którą ludzie godni i po śmierci żywą.
Niech przypomnię, gdy twego ojca tak sławnego,
I Bekiesza w rycerskich sprawach ćwiczonego
Król przed sobą był posłał, tyś trzeci przydany,
Przed nimiś mężnie przyszedł pod połockie ściany
Broniąc, by ludzi w zamek nic nie przybywało,
A z zamku aby ich też nic nie ubywało.
Nie śmiał się tam wychylić z bystrego Sokoła
Mężny hetman Szeremet, krył się prawie zgoła.
Szczęście się to gryfowi, jak baczę chowało,
Nie zajrzał[17] orzeł, gdyż mu z gardło[18] się dostało.
Tam Kniaź Połocko stracił, Sokół z perzynami
Aż pod niebo wyleciał wespół z obrońcami.
Susza wyschła, Sytna zbył, Krasne padły ściany,
Turowla już nie jego, Nieszczerda, Kosiany.
Szczęśliwy Radziwile, miałeś chętne bogi,[19]
Od których upominek odniosłeś z tej drogi;

Ale nie pochlebując, byłeś godzien dobrze,
Któregoby fortuna nadała tak szczodrze.
Bo bych cię miał z przodków twych i z zacności domu
Zalecić, nie ustąpisz stopą w tem nikomu.
Nikomu nie ustąpisz, tak to imię dawne
Radziwiłów pod siedmią Trionów jest sławne,
Nie tylko z męzkiej, ale i z białej płci strony,
Które na głowiech swoich książęce korony
I królewskie nosiły; ale Radziwiła
Nie tylko jego przodków zacność ozdobiła —
Ozdobiła go cnota i sprawy uczciwe,
I przy męskiej urodzie serce nielękliwe.
Jako tedy dzielnością, tak i przedniejszemi
Służbami poczciwemi, zostałeś Wielkiego
K Hetmaństwu Podkanclerzym Księstwa Litewskiego
Państwo Trockieć też dano, bo za swą godnością
Godzieneś jeszcze więcej; swoją zaś ludzkością
Kogoś sobie nie ujął? kogoś nie shołdował?
Kto hardy, próżnoby się tego dokupował.
Roku zasię drugiego Janusz twarz obrócił,
A Mars wszystkie furye na Moskwę wywrócił
Już, bo z Łuków nie strzela, sajdak mu i strzały
Ogniem Króla Polskiego wszystkie wygorzały.
Z Wieliża i z Uświata, z Newla wyrzucony,
Jezierzyszczu, Zawłociu nie mógł dać obrony.
Z Uświata pod któryś ty z żołnierzmi przodkował,
Swój, jako należało, urząd odprawował.
Skądeś zaś przed wszystkiemi, jak w tańcu rej wiodąc,
Pod Wielkieś Łuki przyszedł namniej się nie bojąc
Na każdy dzień zwierzyną Króla obsyłając,
Świeżego Moskala mu w łykach posyłając.

Teraz się o Psków bojał: Psków mu w głowie cwałał,[20]
Widząc, że wszystko stracił, gdyby Pskowa stradał.
Ty też, o Radziwile, strachu mu z swej strony
Dodałeś, rozpuszczając potężne zagony,
Zagony, które zboża oraczom nie noszą,
Rychlej szablę i ogień, co miasta pustoszą.
Tyś odnowił zarosło Witułtowe szlaki;
A ja, na świeże patrząc twego wojska znaki,
Pióro puszczę za tobą, a w którąś szedł stronę,
Rzeki, jeziora, dwory, miasta przypomionę.
Już się był Król ku Pskowu ruszył z ludźmi swemi,
A po nieprzyjacielskiej strach się szerzył ziemi.
Nie chciałeś i ty długo w Witebsku się bawić,
Aleś wolał coprędzej z wojskiem się wyprawić.
I szedłeś ku Wieliżu pewnemi noclegi,
A stamtądeś przeważne wyprawował szpiegi
W ziemię nieprzyjacielską; drudzy drogi słali,
A w miejscach nieprzebytych przeszcia gotowali.
Ty za nimi z ludem swym: już twoje namioty
Za Dźwiną widać i twe niezwalczone roty.
Tam, mijając głębokie jezioro Łukoje,
Przez które ma pośrzodkiem Dźwina ścieszki swoje,
Puściłeś lud w zagony, a wnet dymy wstały
Gęste ku niebu, a wsi budowne gorzały.
Idąc dalej, Turosno twoje konie piły,
Ale zaś na Starynie drogi złej użyły,
Topiąc się na niedźwiedzem niebespiecznem błocie,
Rzadko tam w której było bez chromego w rocie.
W Drogaczowieś odpoczął, i koniom i sobie.
Nazajutrz Filon Kmita, na posiłek tobie,

I Haraburda przyszedł; tam Mioza w swym biegu
Niehamowana płynie, a cerkiew na brzegu
Świętej Pokrowy stoi. Gdyś w tem miejscu leżał,
Poseł prędki z nowiną do ciebie przybieżał,
Pewny nieprzyjacielski lud opowiadając,
I pewne uroczysko; a ty, nie mieszkając,
Kazałeś pod nie ciągnąć; a już na odprawie,
Uczyniłeś rzecz do swych temi słowy prawie:
W Boży czas, towarzysze moi, wyjeżdżajcie,
A szczęściu pana swego prawdziwie dufajcie,
Za muremci Moskwicin jakokolwiek mężny,
Ale kiedy przyjdzie wręcz, już tam niedołężny.
Acz ci i murów słabo w Połocku bronili,
A potem jako wiele zamków potracili?
Stracilić już i serce; i tak go nie mieli,
Pomnicie, jako byli pod Sokołem śmieli.
Szesnaście miał tysięcy ludu ku bojowi
Przebranego Szeremet, strzelców Misukowi
Ośmnaście set służyli; jam się ważył z temi
We dwunaście set koni potykać wszystkiemi.
I tak mi Bóg tam zdarzył, że, Moskwy nabiwszy
Wielką wielkość, w przekopy drugich napędziwszy,
Więźniów znacznych nabrawszy, lud mnie powierzony
Stawiłem Panu swemu nic nieuszkodzony.
Z temi się potkać macie, albo ani z temi,
Bo ci mieczem pobici, dawno leżą w ziemi.
Kiedy i Sokół upadł, na brak już traficie,
Którzy was łupu tylko nabawią obficie.
Z dobrą tedy otuchą puśćcie koniom wodze,
Zwycięstwo w ręku waszych, mam nadzieję w Bodze.[21]

Tu skoroś mówić przestał, roty się ruszały,
A konie żartkonogie ochotnie pryskały.[22]
Nazajutrz bitwa była: Moskwa tył podała,
A przedsię trzy tysiące swoich ostradała.[23]
Synów Bojarskich wielką liczbę nawiązano,
I strzelców duńskich[24] poczet nie mały przygnano.
Potem, kiedy się wszystki już ściągnęły roty,
Rozbiłeś nad Uznorą swe białe namioty,
Któreś nazajutrz w polu Soroczyńskiem stawił,
Zaczem się też i Filon z ludem swym przeprawił.
Jużechmy z gęstych lasów, i z błot srogich wyszli,
Jużechmy na Tud stary, nad Lucesną przyszli.
Rzowski to tu już powiat, wsiami usadzony
Gęstemi: tuś ty znowu rozpuścił zagony,
Które się w ośmi zewsząd milach opierali,
I wielkie szkody mieczem i ogniem działali.
Tyś nad Lucesną ciągnął, której bród głęboki
Tuż tam od ślaku twego wpada w Tud szeroki.
Borysów cię na noc miał: tam Kozacy trwali,
Pewną liczbę Moskiewskich strzelców ci podali.
Ale ani Nohajscy darmo Tatarowie
Ktobie przyszli, bo z wojska, co było we Rzowie,
Synów poczet bojarskich przed tobą stawili,
Kiedyś szedł przez Urdomę; Rzów przedsię spalili
Mężni żołnierze twoi; tegoż dnia z twym ludem
Byłeś, o Radziwile, za głębokim Tudem.
Tam Monastyr (Preczystoj Rusin zowie) leży,
A Wołha, rzek północnych można księżna, bieży.

Tę przepłynąwszy, ludzie twoi szli w zagony
Pod Starycę, gdzie sam Kniaź natenczas strwożony
Z wojskiem swojem ulegał,[25] i z miłymi syny;
A widząc gęste ognie i bliskie perzyny,
Tejże nocy żonę swą i kniazia Fiedora
Z żoną jego, i z bracią, z Staryckiego dwora
Do Moskwy wysłał, i sam barzo sobą trwożył,
I już był tylko w nogach nadzieję położył,
Zwłaszcza gdy Danił Murza od niego z Staryce
Do ciebie był ujechał, jego stróż łożnice.
Wtenczas Jelców budowny do czysta spalono,
Dworów i wsi kilka set w popiół obrócono
Od Staryce w kilku mil; po Włodimirowe
Drugie zagony zasię zabiegały Rżowe.
Stamtąd szedłeś ku Chełmu, a około ciebie
Ledwe słońce znać było przed dymy na niebie.
Tam Preczystej Okowcy zgorzały parkany,
Tenże Sielizarowu gość był obiecany.
Nie pomogła nic Wołha, płynąc miasta śrzodkiem,
I miasto, i ozdobnych cerkwi, w czasie krotkim
Trzydzieści wygorzało; pod tenże czas prawie
Trzysta koni moskiewskich szło z Toropca w sprawie
Do Cara preświetnego: ci kilku w zagoniech
Tatarów poimali, a widząc na koniech
Tuż za sobą pogonią, na błota uciekli;
Tak żywot zachowali, i śmierci odwlekli.
Tobie u cerkwie świętej preczystej swą głową
Przyszło leżeć, wjechawszy na górę Pawłową.
Tam na czterysta strzelców moskiewskich trafili
Twoi Kozacy, z której liczby nie żywili[26]

I jednego; pospólstwa moc pomordowali,
Tobie znacznego tylko więźnia zachowali.
Stamtądeś na Zukopę przyszedł, a stronami
I ogniem kraj moskiewski niszczał i szablami.
Dalej idąc, na Rzowskim rubieżu namioty,
I twoje spracowane odpoczęły roty.
Drugiego dnia w Rożnowie, kędy Mikulina
Cerkiew stoi, a pod nię bystra płynie Dźwina.
Od tego miejsca we trzech milach tylko zdroje,
Z których dwie wielkie rzece[27] biorą tryby[28] swoje,
Dźwina, i można Wołha: owa ku Gdańskiemu,
A ta zasię ku morzu płynąc Chwaleńskiemu.
W temeś miejscu kilka dni leżał, rozsyłając
Szpiegi, a ze wszystkich stron języka dostając.
Potemeś wojsko ruszył, i uszedł dwie mili
Do Dubna, tamże przed się dwu więźniu[29] stawili
Litewscy Tatarowie, i Kozacy śmieli
Z Toropieckimi strzelcy, na tenże dzień mieli
Potrzebę nie beze krwie: ciż plac otrzymali,
I z tej liczby niemało więźniow nawiązali.
Szmaiła też przypomnię, który Tatarzyna
Sześniaka, i drugiego bojarskiego syna
Tamże przywiódł do ciebie; przy tem stanowisku,
Na brzegu prędkiej Dźwiny, cerkiew była blisku,
Witułtowych rąk pamięć; w gaju zaś sosnowym
Zdrój możny bije, który także Witułtowym
Kluczem po dziś dzień zową. Z tego tam noclegu
Wyprawiłeś, Hetmanie, dwu świadomych szpiegu:

Jednego do Toropca, drugiego gdzie czaty
Moskiewskie przełożony rządził Nozdrowaty.
A sameś ku Toropcu poszedł z ludem swoim:
Wieczór w Zaborzu konie, w Szczybutem napoim.
Drugiego dnia w Libraciech; stąd jedno dwie mili
Do Toropca, gdzie twoi ludzie popalili
Zboża wkoło wszelakie; i tak czyniąc szkody
Wielkie, niezmierne, przyszły do Siejeżej wody.
Potem ku Kunaszówki: więc gdzie miedzy dwoma
Świętej Preczystej cerkiew świeci się rzekoma,
Kumeją a Siejeżą; stądeś pod Chełm ciągnął,
I tameś swe wojenne namioty rościągnął,
Także miedzy rzekami: Kumieja z tej strony,
Z drugiej Łowoci płynął strumień niewściągniony.
Nad tąż Łowocią wojsko kilka dni ciągnęło,
I dopiero w Kołomnej z tobą odpoczęło.
W drodze z Russy djaka, na imię Putiła,
Czułych Kozaków prędka ręka załapiła.
Potem czterysta koni pod starą ciągnęło
Russę, aby wiadomość o ludziech tam wzięło.
Ci piętnaście set koni Moskwy porazili,
I Wojewodę tegoż wojska zaczapili,
Kniazia Obolińskiego. Ruszywszy się z Koło-
-mnej, położyłeś wojsko, Sotow zowią sioło.
Cerkiew świętej piątnice tamże; ale drogę
Pisząc twoję, ani ja Czerniszowa mogę,
Ani cerkwie świętego przepomnieć Mikuły
W Ramiszowie: w obu był miejscu twój lud czuły
Pod Russą słudzy twoi Moskwę pogromili,
I więżniów do namiotu twego nawodzili.
Stamtąd idąc, stawiłeś wojsko w Orzechowie,
Więc w Uskiej nad Dzizą, a potem w Dukowie,

Gdzie twoja straż poboczna tobie swoje dary
Oddawała, przygnane w czymborze[30] Tatary.
Nazajutrz Ilemięna rzeka cię witała,
A ta i wsi tamesznej imię swoje dała.
Tu się żołnierze twoi do kosza wrócili,
Którzy pod wojsko Tatar moskiewskich chodzili.
Leżałeś w Michajłowie potem, kędy była
Archanioła świętego cerkiew Michaiła.
Nie minąłeś Zaklinia, ani Karaszewic:
Proczysta tam jest we czci, kwiat chwalebnych dziewic.
Porchowa nie zamilczę, gdzieś też nie próznował,
Aleś na dzielnych koniech pod zamkiem harcował,
Wabiąc, ktobykolwiek śmiał a ufał swej sile,
Aby z wami rycerskiej użył krotochwile.
Stamtąd szedłeś na Krzeszów, a potem z Krzeszowa
Na świętego Mikułę; ostatniś od Pskowa
W mili tylko nocłeg miał, gdzie Czerecha blisko
Podchadzając, lizała twoje stanowisko.
Nazajutrz, kiedy słońce z morza wychadzało,
Twoje wojsko z okopu swego się ruszało.
Przeciwko tobie wszyscy, o zacny Hetmanie,
Wyjechali żołnierze i wszyscy dworzanie,
Wszyscy Senatorowie, i on twój łaskawy
Ociec z nimi, z postępku każdego Pan prawy.
Ci wszyscy z tobą w obóz pospołu wjechali,
I Królowi wielkiemu czołem uderzali.
Szczęśliwy, który słuchał twojej wdzięcznej mowy,
Gdyś tam swoje posługi ozdobnemi słowy
I wszystkiego rycerstwa przypominał cnoty,
I dzielność osobliwą i chęć każdej roty.

Jeślibyś więc, o Królu, mnie wiary nie dawał,
Tychże (powiada) pytaj: zatymeś oddawał
Więźnie twarzy surowych, urodziwe chłopy,
Piersiste, jakobyś też patrzał na cyklopy.
Nuż też i ty potomku cnego Radziwiła,[31]
Gdyż cię, wiem, niepodlejsza matka urodziła,
O, Januszu, z Ostroskich książąt dawno zacnych,
Skąd bywali hetmani onych bojów znacznych,
Bierz z ojca swego przykład, który też te wzory
Z ojca swego wybierał, idąc jego tory.
Abyś więc tak nietylko w bogactwiech, we złocie,
Albo w szerokich włościach, ale też i w cnocie,
I w sprawach sławnych swoich przodków też dziedziczył,
A ród nieprzerwanymi stopniami byś liczył.







Przypisy

  1. ośmieli się.
  2. nieszkodliwie.
  3. karmi się żywą zdobyczą.
  4. dojrzała.
  5. nie zdradzisz.
  6. liczba podwójna.
  7. w posiwiałym wieku.
  8. spinka.
  9. emalią.
  10. przepowiednia.
  11. struny.
  12. w poprzek.
  13. czternasty.
  14. ukrócić.
  15. nie rzekąc, nie mówiąc.
  16. przecież, jednak.
  17. nie zazdrościł.
  18. t. j. tyle, ile gardło orła może pomieścić.
  19. następujące czternaście wierszy są powtórzeniem wierszy znajdujących się w „Epithalamium” na wesele Radziwiłła.
  20. snuł mu się po głowie.
  21. starop. miejscownik.
  22. parskały.
  23. postradała.
  24. dońskich.
  25. leżał obozem.
  26. przy życiu nie zostawili.
  27. liczba podwójna.
  28. bieg.
  29. liczba podwójna.
  30. czymbor, z tatarskiego = łyka, więzy.
  31. przemawia tu poeta do Janusza Radziwiłła, syna Krzysztofa i Katarzyny z książąt Ostrogskich.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Jan Kochanowski.