Jerzy/List XIV

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Waleria Marrené
Tytuł Jerzy
Pochodzenie „Jerzy” i „Fragment”
Data wydania 1882
Wydawnictwo Redakcja „Mód Paryzkich”
Druk Władysław Szulc i S-ka
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
LIST XIV.
HENRYK DO JERZEGO.

Nie wiem co się dzieje w sercach i myślach ludzi z którymi przestajesz; nie wiem jak daleko zakreśliłeś sobie granice obowiązku; ale sądzę, żeś go już spełnił. Jerzy! ja mam tylko jedno słowo dla ciebie: wracaj! wracaj! Cierpicie może wszyscy, ale ty jeden cierpisz za siebie i za drugich, ty jeden umiesz zdawać sobie sprawę jasną z położenia, ty jeden nie możesz mieć nadziei, bo postawiłeś niezłomną wolę pomiędzy sobą a szczęściem. Nie bądź bezpotrzebnie okrutnym względem samego siebie. Uczyniłeś już wszystko co uczynić miałeś: rozdarłeś do krwi serce swoje, a nie nakarmiłeś niem nikogo. Pamiętaj że siły ludzkie mają pewno granice, że chwila jedna już nie upadku, ale zbezsilnienia, a stracić możesz owoc poświęceń swoich. Wracaj do nas! Dość już naszarpano się twego ducha. Ja sam byłem bez litości dla ciebie, póki głos sumienia nie pozwalał mi cię oszczędzać. Dziś już nie wiem czy siła, czy słabość trzyma cię w Zalipnej, czy doprawdy wyzywasz cierpienie, czy też nie masz odwagi porzucić Stasi. Zbierz się na ostatnią chwilę mocy i wyrwij się ztamtąd, choćbyś miał szmaty serca zostawić; wyrwij się z tej zabójczej atmosfery miłości beznadziejnej, z położenia którego nawet ty uszlachetnić nie potrafiłeś. Pilno mi zobaczyć cię znowu, uścisnąć dłoń twoję męzką, spojrzeć na czoło harde i bez zmazy. Świat ten może być gorzkim i twardym, Jerzy, życie może ci odmówić wszystkich godziwych rozkoszy, ale nigdy nie potrafi zmącić w twoim duchu nieskończonego szczęścia, jakie daje wiara we wszystko co wzniosłe. Jedno słowo w twoim liście przeraziło mnie. „Czułeś zmęczenie bytu, ty, tak pełen energii i sił żywotnych. Więc aż do tego doszło? Czyż nie czujesz że ty się tam zabijasz, jeśli nie fizycznie, to moralnie? Duch taki jak twój kona pod naciskiem cierpienia, a ludzie tylko litować się będą nad rannym Lucyanem, nad zdenerwowaną Stasią. Dziwnem jest zaprawdę, dlaczego ci co mają współczucie nad bólem fizycznym, nie wahają się zadawać mąk duchowi i siłę cierpienia mierzą jedynie uszczerbkiem jakie ono materyalnemu życiu przynieść może. Czy mamy w tem widzieć dowód, że nasza chrześcijańska społeczność dotąd w praktyce stawia ciało ponad ducha? Jestże to wynikiem tylko tego prawa, że co podpada pod zmysły, silniej porusza, niż to czego dostrzedz nie możemy?
Nasunąłeś mi na myśl te pytania, ty, którego nawidziło cierpienie pod najdotykalniejszą postacią. Nie potrzebowałeś wcielonej w chorobę formy boleści, by odczuć i zrozumieć jej siłę; a jednak niebezpieczeństwo Lucyana, wątłość organizmu Stasi nie oszczędziły ci i tego widoku. Rozumiem wszystko przez co przechodziłeś. Ty przecierpiałeś więcej niż człowiekowi przecierpieć wolno. Powracaj do nas czemprędzej!





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Waleria Marrené.