Jedna droga

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Maria Rodziewiczówna
Tytuł Jedna droga
Pochodzenie Czarny chleb
Wydawca Wydawnictwo Polskie R. Wegnera
Data wydania 1927
Druk W. L. Anczyc i Spółka
Miejsce wyd. Lwów, Poznań
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron


JEDNA DROGA

Była rzeka i popłynęła do morza. A płynęła w bagnach i nieprzebytych borach, aż przyszedł człowiek jeden i przez bagna te i bory uczynił drogę.
Nie nazwał drogi, ani drogowskazu nie postawił — ile, że droga prosta była i jedna.
Ludzie czas jakiś jeździli nią, wspominali twórcę, błogosławili, ale o nazwaniu jej nie myśleli, bo prowadziła do jednego celu, do rzeki i morza.
Aż się znalazł taki, — a zwał się Piotr — co przy tej drodze zbudował zajazd i wnet z początku postawił słup z nazwą swego zajazdu. Ludzie poczęli drogę wedle napisu nazywać, a gospodarzowi zajazdu dobrze się działo.
Co ujrzawszy drugi, wzburzył przeciw niemu ludzi:
— Ubliża twórcy... swojem imieniem nazwawszy drogę. Ja uczynię w imię twórcy drugi zajazd.
A że twórcy było imię «Jan», tedy ten drugi postawił u początku nowy słup z takim napisem: Droga do zajazdu «twórcy Jana». Dzierżawca Paweł.
Ludzie zaczęli się dwoić: jedni nazywali drogę imieniem Piotra, drudzy Pawła (o Janie jakoś mowy nie było), no i powstały swary i nieporozumienia, bo obcy, dalecy myśleli, że drogi są dwie.
Ale że interesy zajazdów dobre były, znalazł się trzeci, który do imienia twórcy «Jan» dodał Kalasanty; a że to był jego własny patron, więc trzecią oberżę otworzył pod nazwą «Kalasanty» (o Janie tym pierwszym jakoś mowy nie było).
A u początku stały już trzy słupy z napisami.
Swary i nieporozumienia się wzmagały; więc znalazł się czwarty, który przy tych slupach postawił domek i pytającym objaśnienia dawał. Za to przegrodził drogę belką na łańcuchu i po groszu za swe wskazówki brał.
Potem przybyło jeszcze więcej słupów z nazwami i wreszcie właściciel domku wydrukował mapę drogi, z tomikiem do niej objaśnień, bo spamiętać nie było sposobu wszystkich celów drogi, a obcy byli pewni, że tam jest dróg kilkanaście, a każda łamana w innym kierunku.
Warchoł jednakże i zamieszanie nie ustawały pomimo mapy i objaśnień; kłócili się goście zajazdu Piotra z gośćmi zajazdu Pawła, niszczyli słup Kalasantego goście zajazdu Bonifacego.
Zgoda panowała tylko na jednym punkcie i między gośćmi i między właścicielami zajazdów, a mianowicie, że nikt nie chciał drogi naprawiać poza swojem podwórzem.
Ludzie też błądzili, mylili się, łamali wozy, a często kręcili kark nawet, bo bagno i haszcze wdzierały się zpowrotem na szlak. Ale oto mówił jeden do drugiego — a ludzie? Ludzie są dla wygody zajazdów, ludzie dużo mogą wytrzymać, a boją się myśleć, a jeszcze bardziej boją się powiedzieć, co myślą.
Gdy błądzili, zrywali siły, z bagna dobywając ugrzęzłe wozy, lub na wybojach je łamiąc, klęli w siebie jedni, zacinali zęby drudzy a milczeli wszyscy, bo była między nimi legenda o długim Jacku, który niegdyś żył i żyłby dotychczas, gdyby nie był głupi. A był głupi, bo raz na cały głos krzyknął:
— Ludzie, droga jest jedna i prosta i prowadzi nie do żadnych Pawłów i Piotrów, lecz do morza.
Na to jego głupie odezwanie się ludzie nie zwracali wielkiej uwagi, ale za to i Piotr i Paweł i Kalasanty i Bonifacy zamknęli mu swe drzwi. I opowiadano potem po zajazdach, że głupi Jacek z głodu i chłodu zginął marnie.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Maria Rodziewiczówna.