Jana Kochanowskiego Dzieła polskie (1919)/Psałterz Dawidów/Psalm CVI

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Tytuł Psałterz Dawidów
Podtytuł Psalm CVI
Pochodzenie Jana Kochanowskiego Dzieła polskie: wydanie kompletne, opracowane przez Jana Lorentowicza
Data wydania [1919]
Wydawnictwo Tow. Akc. S. Orgelbranda S-ów
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Jan Kochanowski
Indeks stron
PSALM CVI.

Confitemini Domino, quoniam bonus.

Chwalcie Pana prze dobroć Jego nieprzebraną,
Chwalcie prze litość, wiekom żadnym nie poddaną.
Kto tak w słowa bogaty, kto tak jest wymowny,
Aby w powieści dziejom Jego mógł być rowny?
Szczęśliwi, którzy swój wiek pobożnie sprawują,
A we wszech sprawach swoich cnoty naszladują.
Pomni na mię, mój Panie, w onej dawnej chęci,
Którą ludzie znawali w oczu Twoich wzięci.
Nawiedź mię w łasce swojej, abych między Twymi
Cieszył się, radował się spólnie wybranymi.
Źli ojcowie, złe dzieci, wszyscysmy zgrzeszyli,
Wszyscysmy przeciw Tobie sprosnie wystąpili.

Głupi ojcowie naszy nie porozumieli
W Egipcie cudów twoich; niedługo pomnieli
Wielkiej Twej łaski, bo wnet nad morzem czerwonym
Szemrali niepotrzebnie przeciw przełożonym.
Przedsięś Ty swoję możną rękę miał nad nimi,
Chcąc, aby była między narody wszytkimi
Znaczna Twoja wielmożność; Twym fukiem surowym
Morze wyschło, a oni gościńcem gotowym
Między dwa wodne mury słony bród przebyli,
Tak, jakoby po suszy nalepszej chodzili.
Tam z nich dopiero jarzma ciężkie są złożone,
A ich nieprzyjacioły, tropem zagonione,
Wracając się na miejsce swe, morze zalało
Tak, iż ani posłańca z klęski nie zostało.
Ci też dopiero słowom Pańskim uwierzyli
I moc Jego w pieśniach swych do nieba wznosili.
Urychlili[1] zaś nazbyt, prędko zapomnieli
Dobroci Jego, ani rady czekać chcieli.
Dali się niebożęta uwieść swej chciwości
I doświadczali Pańskiej w pustyniach możności.
A Pan wszytko uczynił wedle ich żądania,
Ale przedsię nakoniec nie uszli karania.
Ciż, ruszeni zazdrością, przeciw Mojzeszowi
I mówili surowie przeciw Aronowi.
Ale zbór niespokojny i sprzeczne hetmany
Częścią ziemia pożarła, częścią niesłychany
Ogień niebieski spalił. Tak znaczne przykłady
Gniewu Pańskiego widząc, prze swe płoche rady,
Nic się nie polepszyli i owszem ulali
Złotego cielca sobie, przed którym klękali.

Klękali (co winna rzecz tylko była Panu)
Przed wołem, woła głupszy, który przywykł sianu.
Zapamiętali[2] Boga, który je wybawił,
Który cuda w Egipcie niesłychane sprawił,
Który nieujeżdżone w poły przeciął morze,
Jedny przewiódł, a drugie zalał w tymże torze.
Więc też Pan, sprawiedliwym gniewem poruszony,
Chciał je koniecznie zgubić, by był z drugiej strony
Mojzesz, wybrany Pański, nie prosił za niemi,
A gniewu nie hamował modlitwami swemi.
Nawet i krajem onym pożądnym[3] wzgardzili
I Pańskim obietnicom prosto nie wierzyli.
Rozruch w okopie wielki, wielkie zamieszanie
Uczynili, złamali Pańskie rozkazanie.
A Pan rękę swą podniósł, że tamże w piaszczystych
Pustyniach poledz mieli i w górach skalistych.
A ich naród między nieżyczliwe pogany
Po różnych kąciech świata miał być rozstrzelany.
I podali się w jarzmo Baal Fegorowi,
I palili ofiary zdechłemu trupowi.
Co Pan widząc, gniewowi swemu wodze puścił,
A na lud nieposłuszny srogą kaźń przepuścił.
Nie cierpiał krzywdy bożej Fineas cnotliwy,
Ale mieczem złe karał; tymże Pański mściwy
Gniew uśmierzył, a sobie i potomstwu swemu
Zjednał cześć niepodległą wiekowi żadnemu
Znowu przy spornej wodzie Pana obrazili,
Mojzesza o niełaskę także przyprawili,

Bo frasując się starzec, na ich płoche sprawy
Tak mowił, że w rzeczy swej nie był Bogu prawy.
Ktemu, nad wolą Pańską, pohańców nie bili
I owszem się szaleni do nich przyłączyli.
Skąd i spraw naśladować i ryte ich bogi
Chwalić jęli, na swój żal i upadek srogi;
Syny bowiem i corki swe ofiarowali
Dyabelstwu, krew niewinną, krew (mówię) przelali
Właściwych dziatek swoich, żałosne ofiary
Przed chananejskie kładąc niegodne maszkary.
Ziemię krwią napoili, sami się zmazali,
Wszetecznicom w sprawach swych naprzód nic nie dali.
Pan też ostatnim prawie gniewem zapalony,
Lud swój omierził sobie i kraj ulubiony,
I dał je w ręce prawie niewiernym poganom,
Że się kłaniać musieli nieznajomym panom,
Którzy je obyczajmi dziwnymi trapili
I pod nielutościwe jarzmo swe podbili.
Co ich Pan poratował, znowu na kieł wzięli,
Znowu też coraz głębiej w złościach swych tonęli.
A pan przedsię miał litość nad utrapionymi,
Ani zamykał ucha przed obciążonymi.
Pomniał na swe przymierze, a ich wszytki złości
Puścił imo się, z wielkiej swej dobrotliwości.
I zmiękczył ludzkie serca, że ich litowali
I ci sami, u których w niewoli mieszkali.
O Panie, o Boże nasz, Ty chciej o nas radzić,
Chciej nas błędne zebrawszy pospołu zgromadzić
Abychmy Twe chwalebne Imię wyznawali
I Twoje dobrodziejstwa wielkie wspominali.
Niechaj Bóg Izraelski na wiek wiekom słynie,
A Ty więc AMEN zatem mów, zebrany gminie!







Przypisy

  1. pospieszyli się.
  2. zapomnieli.
  3. pożądanym.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Jan Kochanowski.