Jana Kochanowskiego Dzieła polskie (1919)/Dryas Zamechska

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Jan Kochanowski
Tytuł Jana Kochanowskiego Dzieła polskie
Podtytuł wydanie kompletne, opracowane przez Jana Lorentowicza
Data wydania [1919]
Wydawnictwo Tow. Akc. S. Orgelbranda S-ów
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Jan Kochanowski
Indeks stron




DRYAS

ZAMECHSKA

JANA KOCHANOWSKIEGO.



Co to za gość, o Siostry, przyszedł w nasze kraje?
Sama twarz i uroda, sam statek[1] wydaje,
Że zacny człowiek jakiś, a Król bez wątpienia,
Onych cnych bohaterów jeszcze snadź nasienia.
Znam cię, o zacny Królu, chociaś bez korony,
Ani w rózny od inszych ubiór obleczony;
Znam cię, o Królu Polski, choć tu między lasy
Z dzikim źwierzem przebywam po wszytki swe czasy.
I nas o twym przyjeździe głosy dochodziły,
I z tych lasów na oczy ludzkie wywabiły,
Abychmy też twoję twarz wdzięczną oglądały
I gościa tak miłego mile przywitały.
Bądź zdrów na długie czasy, Królu wielowładny,
A w twoich pięknych myślach, daj ci Boże, snadny
Skutek widzieć; znaczy się[2] z początków koniecznie,
Czego już i na dalszy czas ludzie bezpiecznie
Po tobie czekać mogą; tylko prosić trzeba,
Aby Bóg dobrej radzie błogosławił z nieba.

Mnie jednej, twoję dzielność i twe słysząc sprawy,
Serce niemylnie tuszy, że cię z Bolesławy
Równo Polska kłaść będzie; a ty nie ustawaj,
Ale dobrych początków coraz dokonawaj
Jeszcze lepiej. Z królów rząd; póki Polska miała
Pany rządne, taka więc i szlachta bywała.
Królu, możesz mi wierzyć, że za lat dawniejszych
I ludzie obyczajów byli pobożniejszych.
Nie były takie lichwy, ani waśni takie,
Rychlej mierność i cnoty kwitnęły wszelakie.
O elekcyach sobie głowy nie zmyślali,[3]
Żadnych praktyk[4] i tego słowa snać nie znali.
Ludzie z sobą uprzejmie, nie za tarczą[5] żyli,
Starsze w leciech, także też przełożone czcili.
Ale jako panowie jęli się próżnować,
Toż i poddanym zaraz poczęło smakować,
Skąd gadki niepotrzebne, skąd i wiary rózne,
I łakomstwo urosło, i utraty prózne.[6]
Praktyk się namnożyło, niemasz uprzejmości,
Żaden nie jest uważon w swojej dostojności;
Cnoty wszytkie zagasły, mąż dobry — nowina,
Serca w ludziech oziębły, strach nas Tatarzyna.
To ty, o możny Królu, łatwie wynicować[7]
Wszytko możesz, tylko chciej jawnie pokazować,
Że, jako sam przystojność i cnotę miłujesz,
Tak niewstydu i fałszu w drugich nie lubujesz.

Łacno swąwolą, łacno objeździć[8] Królowi.
Pilecki, będąc Panem temu tu Zamchowi,
I na niedźwiedziech jeździł, prawo kolca[9] twarde:
Komu je na nos włożą, powiodą i harde.
Ale o tem natenczas dopuść Bogu radzić,
Który wszytki twe sprawy zawżdy zwykł prowadzić
Do szczęśliwego kresu; sam po ustawicznych
Pracach odpoczyń sobie w tych tu lesiech ślicznych.
Jeśli chcesz rzek przezornych[10] pławem napaść oczy:
Tu Sopot i Tenwica swoję rosę toczy;
Tu Tanew niehamowna San prędki napawa,
A Tenwi dwóch ochotna Rdzina nie wydawa.[11]
Ale, jeśli cię raczej myśliwa myśl wiedzie
Na dzikie wieprze jechać albo na niedźwiedzie,
Lubo sarny po puszczy gonić wiatronogie —
Wszytkiego tu, królu mój, najdziesz mnóstwo srogie.
A teraz więc te wszytkie puszcze i ze wsiami
Król polski opatruje zawżdy starostami,
Ale przed laty (patrzaj, jako wiek nasz dawny)
Trzymał to Iwan Kustra z Krzeszowa, mąż sławny,
Który Leżejsko na swym gruncie zabudował,
Tu Łukową założył, a we Pszy panował.
Potem, kiedy plemienia jego się zebrało,[12]
Wszytko to po nich królom w ręce się dostało.

Tak na świecie niemasz nic własnego nikomu:
Dziś to moje, a jutro będzie w inszym domu,
A potem jeszcze w inszym, i w drugim i w trzecim,
A my jako suchy list na dół z drzewa lecim.
Dłużej cię bawić, królu nasz, nam się nie zdało:
Podobno i to, albo bez podobno mało[13]
Co grzeczy; ale w lesie nie uczą wymowy,
Prostemi tu swe rzeczy odprawujem słowy.
Ani my w mieście, ani na sejmiech bywamy,
Ani tam krasnych onych mowców twych słuchamy;
W lesiech lata swe trawiem z fauny rogatemi,
Co wy podobno mężmi zowiecie dzikiemi.
Tam albo więńce wijem, albo tańcujemy,
Trafi się, że z Dyaną czasem polujemy;
To są nasze zabawy, póki topór ostry
W modrzewiu nie namaca dusze której siostry.[14]







Przypisy

  1. powaga.
  2. znać daje.
  3. nie zaprzątali myślą.
  4. zmów, intryg.
  5. nie w walkach, nie w podejrzeniu.
  6. marnotrawstwo.
  7. zmienić.
  8. ukrócić swawolę.
  9. kolce = kółko żelazne, wprawione niedźwiedziowi w nozdrza.
  10. przezroczystych.
  11. nie dorównywa im.
  12. przebrało się, zabrakło.
  13. to, co śpiewamy, jest może nie bardzo, a nawet napewno niestosowne.
  14. Dryady (siedliskiem Dryad były drzewa).


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Jan Kochanowski.