Illustrowany przewodnik do Tatr, Pienin i Szczawnic/27

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Walery Eljasz-Radzikowski
Tytuł Illustrowany przewodnik do Tatr, Pienin i Szczawnic
Podtytuł pisał i illustrował Walery Eljasz
Data wydania 1870
Wydawnictwo J. K. Żupański
Miejsce wyd. Poznań
Źródło Skany na Commons
Indeks stron
Droga przez Zawrat. — Dolina Pięciu Stawów.

Trzecia droga najwdzięczniejsza ale i najtrudniejsza wiedzie przez Zawrat, dla przebycia jej jednak potrzeba sił znacznych i wprawy jakiejkolwiek w chodzeniu po górach.
Z Zakopanego najprzód przez kuźnice wiedzie droga wygodna, choć pod górę do stóp Boczania, dokąd można dojechać wózkiem. Całą tę drogę, przez Boczań, pomiędzy kopą Królową a kopą Magury, do doliny Stawów Gąsienicowych, do Czarnego Stawu pod Kościelcem odbywa się i tą razą, dążąc do Morskiego Oka, więc po jej opis odsyłam do oddziału skreślającego wycieczkę osobną do Czarnego Stawu, tu zaś zacznę opisywać dalszą drogę, odkąd tylko śmielsi podróżni puszczają się do Morskiego Oka.
Przebywszy nad Czarny Staw, dla odróżnienia od kilku swoich imienników Gąsienicowym nazwany, nie ma się dosyć czasu tą razą, aby się nasycić jego pięknością, bo pośpieszać trzeba. W takiej podróży, zatém wschodnim brzegiem stawu po łomach granitowych, wśród kosodrzewiny, której tu już się kończy górna granica, obchodzi się zpod Małej Koszystej, mając po prawej stronie ciemną powierzchnię wód stawu odźwierciadlającą w sobie ostre turnie Kościelca. Po przejściu potoczku płynącego z pomiędzy urwistych skał od Zmarzłego do Czarnego Stawu oddalamy się od brzegu jego, a po dziko połupanych granitach, gdzieniegdzie upłazkach wychodzimy na tak zwane pierwsze piętro trawą pokryte. Jest to jakby stopień olbrzymi w drodze na Zawrat i ztąd piękny widok po nad cały Czarny Staw, zaś odwróciwszy się w tył ku wschodowi napotka oko ogrom piargów zasypujących spód Granatów (7101′[1]) — gołych szczytów przepaścistych.
Z pierwszego tego piętra piąć się trzeba na drugie dość stromo i z ostrożnością, bo naokoło wszędzie przepaścisto, w głębi słychać szum gdzieś na lewo spadającego potoczku od Zmarzłego. Po urwistej ścieżce zlebkiem małym wychodzi się na wycięcie w skale, płatem wiecznego śniegu przystrojone, którędy dostajemy się w godzinę po odejściu od Stawu Czarnego na dolinkę nad Zmarzłym u stóp Zawratu.

Dziko tu i strasznie i samotnie. Świat Boży odziany szarą szatą, gdzieniegdzie białym płatkiem śniegu urozmaiconą, jakąś bojaźnią przejmuje umysł człowieka. Na okół nie ma nic, coby duszę rozweselić mogło; nawet nieba gdzieś wysoko nad turniami szukać trzeba, a obróciwszy się po za siebie, zkąd się przyszło, widać krawędź stromej uciętej skały na tle turni Małej Koszystej; ku wscho
Zawrat w Tatrach.
dowi pod stopami ciemnieje stawek Zmarzłym (5670′[2]) zwany, bo do lata bywa zamarzniętym; po nad nim dzika dolinka (6101′), którędy wyjście na Granat, dalej dziko poszarpana grań Czarnych Ścian zwanych od doliny Pięciu Stawów Kozim Wierchem (7316′[3]) i turni Zawratowej; od zachodu sterczą nagie skały Zmarzłego Wierchu, t. j. turni łączącej Kościelec ze Świnnicą, zaś od południa wyłom między tymi szczytami zowie się Zawratem, który ztąd, zkąd na niego patrzymy, ukazuje się najwspanialej.

Wązki ten wyniosły a bardzo bystry roztwór, na który z wielkim mozołem po usypisku dostać się można, jedyném jest przejściem od północy do Pięciu Stawów a zatém i do Morskiego Oka tą drogą dążącym. Zmarzły Staw ma przypływ z pod Granatów i Czarnych Ścian, od zachodu ze źródła najzimniejszego w tej stronie Tatr + 1° 36 Rm.[4], co wypływa z poza wielkiego złomu granitu.
W przejściu Zawratu (koło 6500′[5]) niebezpieczeństwa nie ma żadnego, lecz wielkie utrudzenie, bo się drapać trzeba bardzo stromo, po drobnych i grubych kamieniach usypujących się za stąpnieniem, chwycić się zaś nie ma czego, bo choć się dotrze ściany, na lewo lub na prawo skała gładka, zwykle mokra, nie da się siebie uczepić. Często noga zadrży, gdy kamień z pod niej się usunie i zacznie toczyć inne, że postępujący poniżej ciągle muszą się strzedz jakiego wypadku w razie obsunięcia się głazów.
Drapiąc się tak w zygzak i pomagając sobie kijem to rękami, przychodzi się pod wysoki próg, który trzeba przeleść z uwagą na czworakach od wschodniej strony. Po nad nim jeszcze kilkadziedziąt kroków do szczytu; siły się podwaja, aby z tej dzikiej skalistej gardzieli co prędzej się wydostać i stanąć na wierzchu w bramie do samego wnętrza Tatr.
Jesteśmy na Zawracie. Pod wrażeniem świeżych trudów w jednej godzinie ciągiem po odejściu z nad Zmarzłego, gdy nam tchu jeszcze brakuje, obejrzawszy się po za siebie, wyrzekamy się już więcej tędy przechodzić, pomimo to sam kilka razy to przedsięwzięcie łamałem, tak się z upływem czasu zaciera w pamięci trud, a zwycięża chęć ponownego zwiedzenia.
Jeżeli Zawrat śniegiem zasypany, przejście łatwiejsze, lecz niebezpieczniejsze, bo po wykopanych schodach na zlodowaciałym śniegu drzeć się trzeba w górę, tak stromo, że o potknięciu się nie miło nawet pomyśleć. Czy Zawrat z śniegiem lub bez śniegu, podróżni postępować powinni jedni za drugimi ściśle, aby w razie wypadku stoczenia się kamienia nie narażać się na zranienie.
Raz r. 1862. pewien junak z Warszawy L. R. zrobił psotę całemu towarzystwu dla przechwałki pierwszeństwa, w dosiągnięciu Zawratu puścił się sam naprzód gdyśmy się przy źródle nad Zmarzłym posilali, przez co musieliśmy czekać na niego aż na sam wierzch wyjdzie, aby uniknąć szwanku od toczących się kamieni z pod jego nóg.
Ale téż, wyszedłszy na Zawrat, każdy przyzna, że choćby dwa razy jeszcze większe trudy trzeba było ponosić, aby się wydostać na wierzch, warto było to ucznić, aby użyć widoku i doznać wrażenia słowami nieokreślonego, tym bardziej na zmysły oddziaływującego, że się nagle wydostajemy z dzikiej kotliny koło Zmarzłego na grzbiet, gdzie się na raz odsłania nam cudowny, uroczy, świat górski, który wprowadza w podziw i uwielbienie obszaru wypełnionego dolinami, jeziorami, szczytami, po za któremi oko ginie w równinach liptowskich.
Pod nami początek doliny Pięciu Stawów, z których pierwszy Zadni, zwykle do połowy pokryty lodem, cały widny, z drugiego nazwanego Czarnym, część się tylko ukazuje z poza skał. Naprzeciwko nas olbrzymi Krywań zaczyna szereg szczytów dziko poszarpanych; następują turnie Grubego Wierchu, jakby jaka zapora świata, dalej Wierch pośredni, łączący się przełęczą z Spiglasem[6] i z turnią Mieguszowską nad Morskiém Okiem, sterczącą w kształcie wyniosłej czuby urwistej, potém Rysy koło Czarnego Stawu (nad Morskiém Okiem); poprzed niemi poniżej Miedziane, których grań ku wschodowi po nad sobą ukazuje Gierlacha, najwyższy szczyt w całych Tatrach.
Szereg ten zakończa Zimna Woda (Kolbach), a dalszy widok ucina grzbiet wchodniej Zawratowej turni, co się rozkłada szeroko w dolinie Pięciu Stawów. Od zachodu rozpoczynają widok straszne turnie Świnnicy, dalej ciągnie się grań skalista Walentkowa, później Gładkie łączące się z Kotelnicą. Ponad Gładkiem widać dolinę Wagu z osadami a w dali zupełnie sinieją Niżnie Tatry na Liptowie.
Zejście z Zawratu w dolinę Pięciu Stawów dłuższe, niż się to zdaje pozornie, bo krawędź najbliższa zasłania dalszą, lecz powoli, po trawniku to po kamieniach zejdzie się koło źródła wśród ogromnych głazów granitowych do doliny Pięciu Stawów, słynnej w całych Tatrach swoją dzikością i obfitością największych jezior. Spodem turni na lewo po samych głazach wielkich przychodzi się na skałę wśród tej doliny, zkąd prześliczny a imponujący widok na Pięć Stawów, które tylko ztąd są jedynie wszystkie naraz widne. Z poza Miedzianych występuje Lodowy Szczyt, dalej okoliczne wierchy, które tu wglądają roztworem nad Roztoką do doliny Pięciu Stawów.
Dno Doliny Pięciu Stawów (6121′[7]) zalegają łomy granitowe, niższą połowę koło Wielkiego Stawu pustynię kamienną ozdabia kosodrzewina. Stawy rozłożyły się w ten sposób, że najdziksze położenie zajmuje pod Zawratem Staw Zadni 11 morgów 1149° □[8][9] rozległy, zwany także Zmarzłym, bo w Sierpniu jeszcze kry po nim pływają; z niego woda toczy się wprost do Wielkiego Stawu. Drugi Staw jest Czarny 22 mórg 1077° □[10], który także przypływ swój toczy do Wielkiego Stawu.
Dużo niżej rozlegająca się ogromna przestrzeń ciemnej, granatowej barwy, to powierzchnia wody największego w całych Tatrach[11], jeziora zwanego Wielkim Stawem, 60 mórg, 840° □[12]. Po za nim jest maleńki stawek[13] 716° □[14] , a zakańcza szereg cały Staw Przedni o 13 morgach, 595° □[15].
Ponad Wielkim Stawem zlepek jakiś zowie się szałasem, trzy ściany jego stanowią granitowe głazy, dach deski poprzykładane kamieniami, a brak czwartej ściany tworzy drzwi. Wchodzi się tam jak do chléwa, gdzie przy ogniu, jak napchani, gniotą się juhasy, gdy z owcami z paszy przychodzą, na okół zaś pełno gnoju i błota. Osadę stanowią górale ze wsi Białki, słynni z łakomstwa i chciwości, jak już nadmieniłem o tém przy opisie drogi do Morskiego Oka przez Bukowinę. Gdy podróżni przyjdą do tego nędznego szałasu, to ich oglądają juhasy jak towar, kto co warta, z powierzchowności; lubią częstować żętycą, za którą każą sobie płacić jak za wino i jeszcze wymagają łapówki na tytoń lub tytoniu. Przed kradzieżą trzeba się pilnować i niczego najlepiej nie potrzebować od tych zdzierców, zwłaszcza gdy tu prócz żętycy niczego nie dostanie, a o noclegu, w razie wypadku, ani myśleć nie można wśród błota, brudu, niechlujstwa pod każdym względem i nieuczciwości pasterzy Białczańskich.
Mocno już nieraz żałowałem nieświadomych osób, co nocowali tu w szałasie u Pięciu Stawów lub u Morskiego Oka, bo po przebyciu bezsennej nocy, wśród smrodu i dymu, wynieśli na sobie robactwo niechlujne, które zdoła zatruć dalszą drogę a nie łatwe do pozbycia.
W dolinie Pięciu Stawów bywa na paszy dużo rogatego bydła i koni, które w zupełnej wolności całe lato przebywają bez pastuchów i dopiero w jesieni po nie się zgłaszając, znajdują czasem pokaleczone bydło z potłuczenia się gdzie po turniach.
Minąwszy to ciekawe letnie siedlisko ludzi, przychodzi się po kamieniach, po trawniku — to wśród kosodrzewiny, nad potok płynący z łoskotem od Wielkiego Stawu, który się po kładce przebywa na drugą stronę, i koło Małego i Przedniego Stawu wychodzi się na grzbiet nad doliną Roztoki, aby ujrzeć sławny wodospad Siklawę.
Widok ztąd prawdziwie majestatyczny, przerażający; pod stopami mamy przepaść, w którą się toczy z trzaskiem i szumem Siklawa trzema oddziałami (204′[16]) po skale.
Woda śnieżnej białości rozbija się o skały, pieni się i parą dno swego spadu pokrywa, tocząc się dalej doliną dziką, której ścianę północną stanowi Wołoszyn (6894′[17]), zachodnią turnie Buczynowe, południową Świstówka i Opalona, a na wschód ciągnie się ¾ mili[18] dolina Roztoki do zetknięcia się z doliną Białki.
Sam wodospad Siklawy najwspanialej wygląda z dołu, dokąd się dochodzi najlepiej idąc Roztoką z doliny Białki w górę; Wołoszyn zaś niezmiernie z tej strony od Świstówki imponuje, że nam nic jego spodu nie zasłania, lecz dumnie wprost w górę (przeszło 2000′[19]) przepaścisto się wznosi. Skały Wołoszyna były i są zawsze ulubioném miejscem dla kozic, i dlatego też strzelcom turnie jego znane są jak kąty własnej chaty; legło tu dosyć kozic, także i trochę niedźwiedzi, które się tu zabłąkały.
Poniżej szczytu Wołoszyna tylko o 48′[20] stóp jest przełączka nazwana Krzyżném (6846′[21]), zkąd przecudowny a podobno jeden z najpiękniejszych widoków we wnętrzu Tatr. Wyjście na Krzyżne z dolinki Buczynowej nad Siklawą bardzo złe, od Zakopanego przybywają tu podróżni przez dolinę Stawów Gąsienicowych, przez Pańszczycę i przez Koszystą Wielką, ale najlepsze wyjście na Krzyżne, choć dalekie jest z doliny Waksmundskiej.
Odwróciwszy się od tego imponującego widoku na wschód, zobaczymy zadarte ramię od grzbietu, ścięte ostro do Roztoki, t. j. Świstówka, na którą wejście po ścieżce, bojaźliwsi liczą do trudności, mnie ona nie wydała się wcale przykrą. Nim się na tę ścieżkę dostaniemy, przejść trzeba kawałek drogi po kolosalnych głazach, potém udeptaną ścieżką po stromém zboczu trawiastej góry, w pół godziny od ostatniego stawu wychodzimy na grzbiet. Kto z osób tędy idących miewa zawrót głowy, niech przechodzi tę ścieżkę patrząc tylko przed siebie, a wyjdzie bez strachu, patrzenie bowiem na lewo w dół może niedobrze wpłynąć na głowę.
Z grzbietu Świstówki piękny widok na wszystkie strony, ale na krawędź nie radzę się puszczać, bo Świstówka od strony Roztoki należy do najprostopadlejszych skał w Tatrach.
Ze Świstówki jeszcze trochę idzie się podobną ścieżką, lecz wygodniejszą na grzbiet Opalonej, zkąd kilkaset kroków postąpiwszy grzbietem ku południowi widzieć można Morskie Oko i nad niém Staw Czarny. Jednak pierwszy raz dążącym do Morskiego Oka nie radzę wcale widzieć go z tego punktu, bo się straci urok wrażenia, jakiego doznajemy dochodząc do samego jeziora z dołu. Przestrzeń 57 □ mórg[22], jaką zajmuje powierzchnia Morskiego Oka, tak się małą wydaje wobec ogromnych mas okolicznych turni, iż trudno uwierzyć, aby ciemnej granatowej barwy koło, jakby jakie oko w kotlinie pod Mieguszowskim szczytem, miało być owém sławném z swej piękności Morskiém Okiem - Czarny Staw wydaje się także podobnie i to jeszcze jakby obok leżał na równi.
Zostawiwszy więc na boku ów niekorzystny widok, zaczyna się schodzenie po bujnej trawie na dół już odtąd bezustannie, lecz od znawstwa przewodnika dużo tu zależy, jakim się sposobem dostanie podróżny do doliny Białki, bo właśnie z tego grzbietu kilka razy prowadzono mnie tak nagle na dół, że się z trudem przychodziło spuszczać, chwytając się trawy a potém gdzieniegdzie kosodrzewiny, gdy przeciwnie przez Ubocz wcale dobrze się schodzi na dróżynkę koło małego szałasu, za którym niedaleko tuż przy drodze wytryska źródło.
Dróżyną tą wśród lasu przybywa się nad łożysko suche, jeśli nie po deszczu, poza którém spotykamy drogę wiodącą z Roztoki do Morskiego Oka. Odtąd idzie się tu wśród wielkich głazów, to znów lasem, a napotkawszy źródło + 3, 3° Rm.[23] wybornej wody, naczerpać jej trzeba do blaszanki, bo woda jeziora do picia wcale nie dobra. Gdy się wyjdzie na równinkę, gdzie na lewo trzęsawisko a na prawo widać lepiankę nazwaną szałasem, ujrzymy wał pokryty kosodrzewiną i borowiną, dokąd się wśród porozrzucanych łomów granitu dochodzi; on nam kryje za sobą Morskie Oko albo Rybie jezioro, turnie zaś olbrzymieją w miarę zbliżania się do nich. Z Świstówki za 1½ godziny stanąć można nad brzegiem Morskiego Oka.

Przypisy

  1. Przypis własny Wikiźródeł 2244 m
  2. Przypis własny Wikiźródeł 1792 m; wg współczesnych pomiarów 1788 m n.p.m.
  3. Przypis własny Wikiźródeł 2312 m
  4. Przypis własny Wikiźródeł ok. 2 °C
  5. Przypis własny Wikiźródeł ok. 2050 m; wg współczesnych pomiarów 2159 m n.p.m.
  6. Przypis własny Wikiźródeł obecnie: Szpiglasowy Wierch
  7. Przypis własny Wikiźródeł 1935 m
  8. Przypis własny Wikiźródeł 6,74 ha; wg współczesnych pomiarów 6,47 ha
  9. Przypis własny Wikiźródeł 1° □ to 1 kwadratowy sążeń wiedeński — 3,597 m²
  10. Przypis własny Wikiźródeł 13,05 ha; wg współczesnych pomiarów 12,7 ha
  11. Przypis własny Wikiźródeł W rzeczywistości nieznacznie większe (o 0,40 ha) jest Morskie Oko.
  12. Przypis własny Wikiźródeł 34,83 ha; wg współczesnych pomiarów 34,14 ha
  13. Przypis własny Wikiźródeł tj. Mały Staw Polski
  14. Przypis własny Wikiźródeł 0,26 ha
  15. Przypis własny Wikiźródeł 7,7 ha; tyleż wg współczesnych pomiarów
  16. Przypis własny Wikiźródeł 64 m
  17. Przypis własny Wikiźródeł 2179 m; Wielki Wołoszyn – 2151 m n.p.m.
  18. Przypis własny Wikiźródeł ok. 6 km
  19. Przypis własny Wikiźródeł ok. 650 m
  20. Przypis własny Wikiźródeł 15 m; w rzeczywistości znacznie więcej
  21. Przypis własny Wikiźródeł 2164 m; wg współczesnych pomiarów 2112 m n.p.m.
  22. Przypis własny Wikiźródeł ok. 33 ha
  23. Przypis własny Wikiźródeł ok. 4 °C


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Walery Eljasz-Radzikowski.