Hamlet (Shakespeare, tłum. Ulrich, 1895)/Przedmowa

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Józef Ignacy Kraszewski
Tytuł Hamlet
Pochodzenie Dzieła dramatyczne Williama Shakespeare (Szekspira) w dwunastu tomach. Tom IV
Data wydania 1895
Wydawnictwo Gebethner i Wolff
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron

HAMLET.

Ż

Żaden z dramatów Szekspira nie wywołał tylu i tak sprzecznych sądów, rozpraw, domysłów, objaśnień, co Hamlet; żadnemu nie zadawano tyle wad i nie wynoszono tak wysoko; żaden też potężniejszego, trwalszego nie czyni wrażenia, głębiej się nie piętnuje w pamięci i nie porusza tak silnie. Słysząc go nieskończoną liczbę razy na scenie, czytając, odkrywa się coraz i piękności nowe i tajemnice nierozwikłane... Szczególniej sama postać Hamleta zagadkowa, fantastyczna, przez której usta mówi, co tylko w duszy człowieka mieszkać może — rozum i szaleństwo, nienawiść i miłość, rozpacz i rezygnacya na przemiany — była przedmiotem studyów niezliczonych. Artystyczna jej piękność uderzyła tych nawet, którzy Szekspira nigdy zrozumieć i ocenić nie mogli.

Ze wszystkich jednak określeń charakteru Hamleta, najgłębszem, najgenialniejszem jest — Goethego. On jeden pojął najlepiej znaczenie tej postaci, którą Szekspir chciał uwydatnić, stawiąc przy niej dla konstrastu, w pewnej analogii położenia, z wielką różnicą charakteru — Laertesa.
W końcu pierwszego aktu Hamlet powiada:

Czas wyszedł z stawów, losów klątwa zdarza,
Że się rodziłem na jego lekarza!
( .....O cursed spite,
That ever I was born to set it right!)

W tych wyrazach, powiada Goethe w Wilhelmie Meister — jest klucz do zrozumienia postępowania Hamleta. Jasnem jest dla mnie, iż Szekspir chciał nam w nim ukazać duszę, obowiązaną do spełnienia wielkiego czynu, do którego nie jest zdolną. Ta myśl panuje całej sztuce. Dąb posadzono w wazonie, przeznaczonym na wdzięczne kwiaty; korzenie się rozrastają, naczynie pęka.
Jest to tem jawniejszem, że obok postawiony Laertes, który czyn podobny ma także do spełnienia, (obowiązek pomszczenia się za ojca), postępuje wcale inną drogą, — zwołuje lud, napada z nim na króla, żąda od niego sprawiedliwości i nie daje się niczem uspokoić, ustraszyć, aż pewien jest, że celu swego dopnie[1].
Hamlet jest istotnie do innego życia stworzony a raczej wychowaniem zepsuty, rozpieszczony, rozmarzony, z myślą rozbujałą a sercem rozmiękłem, mężny przez uczucie honoru, ale nie z temperamentu. W chwilach nawet, gdy do udawania szaleństwa zmuszać się nie potrzebuje, w scenach z Horacyem, zabawia się lada czem, deklamuje... marzy... cel główny traci z oczów. Natura i wychowanie usposobiły go raczej do intryg zepsutego dworu (scena w podróży z listami króla, wskazana w opowiadaniu) — niż do śmiałego, stanowczego czynu. Nie jest to człowiek owych czasów rycerskich, króla Leara i Macbetha, ale dziecię rozkosznego, biesiadującego duńskiego dworu, lubiącego się bawić, dowcipkować, marzyć i oszukiwać.
Ta sprzeczność posłannictwa z naturą, obok potęgi takiego uczucia, jakiem jest zemsta za śmierć ojca, przywiązuje do nieszczęśliwej ofiary losu, do tego szaleńca, który z początku szał udając, niemal istotnie w końcu szaleje pod ciężarem tego brzemienia, jakie duch ojca włożył na barki jego. Pragnienie zemsty, w pierwszych aktach gwałtowne, śmiałe, zdające się rwać do czynu, widocznie, jakby umyślnie słabnie później. Nadmiar ciężaru łamie tę słabą istotę. Hamlet pierwszych trzech aktów, nie jest już Hamletem ostatnich. Porównajmy ze sceną teatru, z rozmową z matką, naprzykład scenę cmentarną.
To, co niektórzy krytycy uważają za wadę budowy, za słabnący interes, nie dość kunsztownie utrzymany do końca — nam się zdaje umyślnem u poety, który chciał oznaczyć właśnie, jak Hamlet, mimo że się nieustannie sam podżega, już na równi z sobą nie stoi. Głęboko pojęta postać ta, ma w sobie tyle stron, tyle odcieni, iż się wcale dziwić nie można nadzwyczajnemu zajęciu, jakie obudza. Przyczynia się do tego dziwnie fantazya, urozmaicona budowa dramatu, którego doskonała jedność nie stoi na zawadzie największej różnobarwności. Sceny z duchem, dworskie pogadanki, aktorowie, dworacy, Ofelia, grabarze, przenoszą nas w coraz inne sfery, choć nie przestajemy sercem być u głównego ogniska... w Hamlecie. Spodziewamy się po nim tego wielkiego, stanowczego czynu... który zapowiada a którego chwilą kulminacyjną jest zabicie — szczura — Poloniusa... Po niem następuje znękanie, bierne posłuszeństwo, wyczerpanie i namiętne dopiero wystąpienie Laertesa, wyciąga znów marzącego Hamleta do czynu...
Charakterystyka postaci niezrównana, prawdziwie szekspirowska, każda z nich, aż do najpodrzędniejszego grabarza, który się chwilowo przesuwa przed nami, nacechowana fizyognomią oddzielną, własną jak w naturze! Nic tu zamglonego i zaniedbanego — jak w naturze!
Król chłodny, przebiegły, chytry nawet z Panem Bogiem, umiejący zawsze zachować pozory przyzwoitości i pilnujący ściśle decorum, nawet w zbrodni — jest w swoim rodzaju niesłychanej prawdy charakterem. Przyzwoitość i umiejętność życia zastępuje dlań cnotę. Zabija, ale się modli i modlitwa ta ocala mu życie. Hamlet zużytkowuje ją jako sofizmat, aby odwlec czyn, do którego nie czuje w sobie siły. Królowa nie jest żadną Lady Macbeth, ale biedną, słabą istotą, trwożliwą, zmysłową, dającą sobie wmówić wszystko; niewiastą ułomną w całem tego wyrazu znaczeniu. Mąż namówił ją na kazirodztwo i na małżeństwo, które wedle praw kanonicznych nie było dozwolonem; syn nawraca ją łatwo na swą stronę... Nie wiedziała o zbrodni wcale, choć wzięła po niej dziedzictwo, odgadła ją później dopiero. Posłuszna, daje powodować sobą, jest w ręku tych, co ją otaczają, narzędziem...
W Ofelii widzimy tę samą słabość posłuszną, ofiarną aż do złamania serca, ale z urokiem młodości i niezrównanym wdziękiem dziewiczym. Szekspir, który chętnie zbliża i zestawia charaktery pokrewne, analogie, jak Leara i Gloucestera, jak Laertesa i Hamleta, mógł postawić wątłą Ofelię obok królowej, jakby jeden typ w dwu różnych epokach życia, tu jeszcze naiwny, świeży — tam stary już i słabością aż do udziału w spadku zbrodni przyprowadzony. — Dlategoto Hamlet woła właśnie tu: Słabości, twe imię kobieta!
Ofelia słucha ojca, słucha brata, słucha Hamleta, słucha swojego serca, brak jej tak samo woli własnej, jak nieszczęśliwemu kochankowi. Krytycy skarżą się na nie dosyć określony charakter Ofelii; jest on owszem w tem nieokreśleniu swem, doskonałym, — obłęd przedśmiertny trafnie zamyka tę egzystencyę senną istoty biernej, którą wiatry przeciwne wieją na wszystkie strony, która marzy, boleje i śpiewając umiera... Udane szaleństwo Hamleta w tej duszy, kochającej tajemnie, odbija się — prawdzowym szałem... Zaraziła się od tego, który tak okrutnie się z nią obszedł... ucząc, aby o szczęściu nie marzyła...
Nad Poloniusa doskonalszego typu dworaka — wymarzyć trudno. Zjadł zęby z podkomorskim kluczem chodząc po pokojach królewskich, mąż wielkiego doświadczenia, a, jak mu się zdaje, niepospolitej wymowy; posłuszny, grzeczny, przyzwoity jak król, któremu ma honor służyć, trochę obałwaniony, choć głupim nie jest — Polonius ma się za niezmiernie ważną figurę... Jest to jeden z tych ludzi praktycznych, którym się na świecie dobrze dziać zwykło; proszę posłuchać, jakie rady daje odjeżdżającemu Laertesowi, córce, jak naucza przyjaciela sposobu delikatnego wyszpiegowania, co syn jego za granicą porabia... Człowiek na dzień powszedni wcale nie głupi — chodząca proza i rachunek, i gdyby wszystko na świecie dało się ująć rachunkiem a prozą wypowiedzieć, byłby to zapewne mąż w swej sferze znakomity... Tak jak jest — niepospolity przynajmniej szambelan i dworak... Odmalowanie tego charakteru, dla którego za wzór służyć musiał jakiś dygnitarz dworu królowej Elżbiety — jest arcydziełem. Są w niem odcienia genialnego daru postrzegania dowodzące, logika, jaką tylko intuicya geniuszu dać może.
W podrzędnych wreszcie postaciach nie mniej fizyognomii — każda z nich żywa. Całość składa poemat, któregoby starczyło dla sławy Szekspira. Jeden Hamlet zamyka w sobie całego poetę. Nad każdym tu szczegółem pisaćby można tomy komentarzy, bo każdy do myślenia pobudza.
Ten sławny monolog — nie jest-że to głos wieku, który reformą wiarę chrześcijańską zachwiał i obalił, zostawując jej szkielet tylko? Hamlet jest w nim tak ostatecznym sceptykiem, tak już nie wierzy w nic, że nawet istnienia duszy za grobem pewnym nie jest. Dla niego wszystko zagadką — on sam, byt, życie, śmierć, dusza. Straszliwie jawnie i śmiało występuje w tym monologu to, co, jak wstydliwa choroba, zwykło się kryć w najgłębszej czeluści piersi ludzkich — osłonione... schowane... Hamlet wypowiada odważnie to, co myśleli naówczas jeśli nie wszyscy, to ci, co więcej myśleli. On, nie wierzy już w nic — a jednak jest to człowiek, który wczoraj z duchem rozmawiał, choć nawet duchowi nie uwierzył, dopóki scena z aktorami wyrazów jego mu nie potwierdziła.
Któż wie! może ten skeptycyzm hamletowski, był jednym z uroków dramatu, które mu taką popularność nadały, zjednały mu takie współczucie. Choroba Hamleta była i jest — powszechną — w monologu tym przejrzał się każdy i poznał siebie samego.
Zajmującym wielce dla nas jest cały ustęp, do którego wchodzą artyści dramatyczni — pojęcia poety o sztuce, albo jawnie w nim wypowiedziane, lub płynące następstwem koniecznem z napomknień, jakie się tu znajdują. Szekspir był poetą natchnienia rodzimego, ale zarazem rozważnym kunsztmistrzem, który myślał i ważył warunki kompozycyi, kolorytu, wykonania... czuć to w każdem słowie. Ileż tu rzeczy dziś jeszcze świeżych, prawdziwych i godnych zastósowania! To właśnie jest jedną z cech Szekspira, że nie zestarzał. Przeszedł on wiek swój i nam się wydaje współczesnym. Zgrzybieli uczeni jego ówcześni współzawodnicy, Marlowe’y i Green’y, ci, co się człowieka uczyli z papieru; on, co go studyował w życiu — pozostał młodym do dziś dnia.
Komentarz do Hamleta, gdybyśmy go pisać mogli, za długoby nas zatrzymał, — jest to jeden z tych utworów, którymi się nasycić nie można; Otello jednolitszym być może, kunsztowniejszym, Król Lear tragiczniejszym jeszcze, Macbeth gwałtowniejszym prądem rozwija się i do rozwiązania dąży, — ale zazdrość Otella, niepoczciwość Jaga, nieszczęście Leara, niewdzięczność dzieci, Macbetha ambicya ukarana, czemże są obok postaci tego nieszczęśliwego, który rozumie wszystko, a nic nie może, który w nic nie wierzy, w końcu niczego nie pragnie... i w swem szaleństwie, nierozum i rozumy całego świata odbija? Hamlet to nietylko dziecię tamtych czasów, w których się urodził — ale wieków, co po nich spadek wzięły, ich marzeń, rozpraw, chętek i bezsilności do czynu... Jest to wielkie uosobienie epoki, co obaliwszy pozytywną wiarę, na jej ruinach, nic odbudować nie mogąc, ręce łamie i daje sobą miotać fatalizmowi; Hamlet to niewiara i z nią połączone wycieńczenie i śmierć ducha... Jak płomyk nad mogiłą, igra nad czaszką wypróżnioną Hamleta — Yoricka zdziczała fantazya jego... Płacząc nad nim, płaczemy nad sobą...
Podanie, na którem osnutą jest tragedya Hamleta, podług Uhlanda, pochodzi z mitycznych legend skandynawskich. Znajduje się ono spisane w księdze trzeciej historyi duńskiej Saxo Grammatyka.
Horwendill, namiestnik Jütlandzki, wsławiony napadami i rozbojami morskimi, ściąga na siebie gniew, zazdrosnego tej sławy, króla Kollera norweskiego, który zamierza przeciwko niemu wyprawę. Dwaj przeciwnicy spotykają się na jakiejś wyspie, umawiając o bój, którego nagrodą ma być kraj zwyciężonego. Horwendill pokonywa przeciwnika i król duński, Rörik, daje mu swą córkę Geruthę (Gertrudę) za żonę. Po długiem pożyciu z nią, gdy się im już syn Amleth narodził, brat Horwendilla Fengo zabija go pod pozorem, iż się z Geruthą źle obchodził. Fengo zaślubia wdowę i sam panuje nad Jütlandią całą, która wprzódy między dwóch braci się dzieliła. Amleth, obawiając się o życie swoje, udaje obłąkanego, niekiedy jednak okazuje zdrowy rozsądek i przebiegłość. Podejrzliwy Fengo nie dowierza jego obłąkaniu, starając się wypróbować, wystawuje na pokusę młode dziewczę... Oprócz tego poleca matce, aby go w rozmowie pod niebytność króla wybadała. Ukryty szpieg miał tę rozmowę podsłuchać. Amleth odkrywszy szpiega, zabija go, przemawia do matki, porusza ją i skłania do przyrzeczenia pomocy, aby się pomścić śmierci ojca na Fengu i jego wspólnikach. Fengo chce się dowiedzieć o miejscu, w którem trup zabitego został ukryty, a Amleth w udanym szale mu je wskazuje. Ojczym postanawia wyprawić go z dwoma towarzyszami do Anglii, prosząc w przyłączonych runach, ażeby tam ścięto Amletha. W drodze wykrada Amleth drewniane owe runy i zamienia je na inne, prosząc o rękę córki króla dla Amletha, a ukaranie śmiercią jego towarzyszów.
Obie te prośby zostają spełnione, Amleth pozyskuje względy króla przez bystrość umysłu i dar odgadywania rzeczy skrytych. Wraca potem do Jütlandyi w chwili, gdy go tam sądzono umarłym i pogrzeb obchodzić miano; odegrywa tu znowu rolę obłąkanego, wpada pomiędzy zaproszonych gości, upaja ich, podpala pałac i króla zabija. Czas jakiś potem ukrywa się Amleth, badając uczucia ludu, a przekonawszy się, że te mu są przyjazne, ukazuje się, opowiada swoje dzieje i jednogłośnie królem zostaje obrany.
Następnie w powieści Saxo Grammatyka, ciągnie Amleth do Anglii, doświadcza tam różnych osobliwych przygód i po wróciwszy do kraju, zostaje w pojedynku zabity.
Z tej powieści Francuz Belle-Forest ułożył swoją novellę: „Avec quelle ruse Amleth, qui depuis fut roi de Dannemarck, vengea la mort de son père Horvendille, occis par Fengon, son frère“ 1564. Powieść ta, przetłumaczona na język angielski, z niektóremi zmianami, widocznie Szekspirowi za wzór do tragedyi posłużyła.
Oto są niektóre daty, do historyi Hamleta za wskazówki posłużyć mogące.
W roku 1584, dnia 2 lutego, Szekspir synowi swojemu nadaje imię Hamletha; znać stąd, iż czytał powieść, i że już się nią zajmował.
Przed Szekspira Hamletem, w roku 1587, wspomniana już jest sztuka pod tym samym tytułem, we wstępie do Menaphon’a Roberta Green’a, przez Thom. Nash’a. Autorem jej miał być Thomas Kyd. Dramatu tego śladu dziś niema.
W roku 1524 w Hanslow’a Diary, wspomnienie o granym Hamlecie; — czyim? niewiadomo.
W roku 1596 Thom. Lodge, w „Wits Miserie“, mówi o dramacie Hamlet, i wspomina, że dyabeł jakiś wyglądał blado jak duch, który na teatrze tak przerażająco woła: „Hamlet, revenge!
Chociaż dosłownie wyrazy te w Hamlecie Szekspira się nie znajdują, ale w rejestrze księgarzy w roku 1602, stoi zapisany Hamlet Szekspira pod tytułem: „The Revenge of Hamlet“, a zemsta jest główną myślą dramatu.
W roku 1598 w notatkach Gabriela Hawey’a u Steevensa, wymienione są Szekspira Lukrecya i „Hamlet Prince of Danemark“. Harwey pisze: „Nasza młodzież cała zachwycona Szekspira Wenerą i Adonisem; lecz jego Lukrecya i tragedya duńskiego księcia Hamleta podobają się więcej rozumnym, a poważnym ludziom“.
W roku 1603 ukazuje się tłómaczenie angielskie Essais Montaigne’a, którym wpływ pewien przyznają na Hamleta i analogię myśli, tak samo, jak w listach Essex’a chcą niektórzy dopatrzeć się podobieństwa idei do tych, jakie Hamlet wypowiada. W tymże samym roku ukazuje się pierwsze wydanie, pod tytułem:
„Tragiczna historya Hamleta, księcia duńskiego“; na tytule wymienione imię Szekspira, i to, że sztuka wielekroć bywała grywaną w Londynie i w uniwersytetach Cambridge i Oxford. Pierwsze to wydanie wielce jest różne od znanej tragedyi i daleko mniej wykończone. Drugi raz wyszedł Hamlet w roku 1604. „Tragiczna historya Hamleta, księcia duńskiego, przez Williama Szekspira, na nowo wydrukowana i o drugie tyle powiększona (enlarged to almost as much againe as it was), wedle prawdziwego i pełnego rękopismu“.
Następowały potem jeszcze wydania 1605 i 1611 roku, już podług poprawnego tekstu, i zbiorowe 1623 roku, mało co od niego odmienne.
Wielka popularność tej legendy skłoniła jeszcze jakiegoś bezimiennego do zrobienia powieści z dramatu, która wyszła w roku 1608 pod tytułem: The Hystorie of Hamblett. Zdaje się, że autor korzystał z Szekspira, bo przy zabiciu Poloniusa mieści się ów wykrzyknik: „A rat, a rat!“, którego niema ani u Saxo Grammatyka, ani u Belle-Forest’a.
Rolę Hamleta, za czasów Szekspira, grał sławny Burbage, czego ślad pozostał w elegii na śmierć jego z roku 1618. „I już nie usłyszymy młodego Hamleta, mimo zadyszki (krótkiego oddechu), wołającego: „zemsty“ za śmierć ukochanego ojca“.

„(No more young Hamlet, though but seant of breath
Shall cry: revenge! for his dear father’s death)“.

Pierwsze wydanie Hamleta różni się od następnego znacznie, gdyż Szekspir wykończył, uzupełnił, przerobił je z wielką troskliwością. Osoby epizodyczne, w pierwszym zarysie lekko narysowane, nabrały barwy i znaczenia, role: Horacya, Corambis’a (Poloniusa w następnem), Ofelii, a szczególniej Laertesa występują daleko wyraźniej. Scenario jest prawie jednakowe, prowadzenie z małemi zmianami toż samo, lecz zbogacone mnóstwem szczegółów. Niektórych scen zmieniony jest porządek: tak scena Hamleta z Ofelią w pierwotnym tekscie idzie przed rozmową Hamleta z Gildensternem i Rozenkrancem, w poprawnym, po niej. I tak jest logiczniej, bo ci dwaj szpiegowie chcą się przekonać, czy miłość jest powodem szału, a po widzeniu się Hamleta z Ofelią, król już wie, że choroba jego nie pochodzi z miłości.
Druga zmiana, wielkiego znaczenia, jest w charakterze królowej, która w pierwszym Hamlecie, gdy ją syn obwinia, że zaślubiła zabójcę pierwszego męża, odpowiada mu: „Tak prawdziwie jak mam duszę, przysięgam na niebiosa, żem nie wiedziała nigdy o tem okrutnem morderstwie, Hamlecie! to są twej wyobraźni złudzenia, na miłość twą dla mnie, zapomnij o tych widziadłach!“ Matka potem podejmuje się dopomagać do pomszczenia śmierci ojca wszelkimi środkami. W dalszem rozwinięciu królowa utrzymuje się ciągle w tem usposobieniu, otwarcie przed synem oświadczając się z oburzeniem swem przeciw zabójcy.

W drugim Hamlecie, królowa, jeśli nie jest wspólniczką zbrodni, przynajmniej czuje się do jakiejś winy. Sumienie jej obciążone:

O skończ, Hamlecie! Ty oczy me zwracasz
W duszy mej głębie, i teraz tam widzę
Plamy tak czarne i tak wiecznotrwałe,
Że nigdy swojej nie utracą barwy.

Zmiana ta usprawiedliwia rozwiązanie, gdyż inaczej królowa niewinnieby była ukaraną. Wykończenie głównego bohatera, Hamleta, nadzwyczaj staranne, małych zmian, dodatków, rysów uwydatniających jego słabość, mnóstwo. Dosyć przytoczyć sławny monolog, który zmienił zupełnie charakter w nowej redakcyi. W pierwszym zarysie występuje w nim jeszcze Sędzia przedwieczny, który w poprawionym i rozszerzonym znika. Skeptycyzm i niewiara piętnują wykończenie. Dla porównania dajemy tu tłómaczenie wierne monologu z pierwszego wydania:

Być albo nie być? oto jest pytanie.
Umrzeć i zasnąć. Wszystkoż tem się kończy?
Nie! w snach marzenia są — tylko marzenia!
A gdy z tych marzeń śmierci się przebudzim,
Przed wiekuistym Sędzią nas postawi,
W nieznanych światach, skąd wędrowiec żaden
Nie wrócił nigdy. Widok ich dla jednych
Szczęście przynosi, a złym potępienie!
Któżby bez przyszłych rozkoszy nadziei
Chciał znosić świata pochlebstwa i wstręty?
Bogatych wzgardę dla nędzy nędzarzy,
Przekleństwa możnych i uciski wdowie,
Sieroce krzywdy? któżby głód chciał cierpieć,
Tyrana przemoc, klęsk innych tysiące!
Ktoby pod życia takiego ciężarem
Chciał warczeć, potnieć — mogąc oswobodzić
Na zawsze — jednem tylko ostrza pchnięciem?
Któżby to znosił bez pośmiertnej trwogi,
Co mózg zamąca, co mu zmysły miesza,
I cierpieć każe złe znane, z obawy
Zła nieznanego?... O! to, to uczucie
Tchórzami czyni nas...



Ozdobnik-5kropek.png




Przypisy

  1. Że Szekspir miał na myśli zestawienie dwóch podobnych postaci, dowodzi tego i powiedzenie Hamleta w rozmowie z Horacym o Laertesie:

    By the image of my cause I see
    The portraiture of his...


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Józef Ignacy Kraszewski.