Przejdź do zawartości

Gasnące ognie/Rozdział V

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
<<< Dane tekstu >>>
Autor Ferdynand Ossendowski
Tytuł Gasnące ognie
Podtytuł Podróż po Palestynie Syrji Mezopotamji
Rozdział Skarbnica chrześcijaństwa
Wydawca Wydawnictwo Polskie R. Wegnera
Data wyd. 1931
Druk Concordia Sp. Akc.
Miejsce wyd. Poznań
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron
ROZDZIAŁ V.
SKARBNICA CHRZEŚCIJAŃSTWA

Pociągała mnie do siebie prastara Bazylika Grobu Chrystusowego...
Każdy niemal blok murów jej, każda płyta posadzki, każden przedmiot, znajdujący się w głównej nawie, w kaplicach i w różnych zakątkach tej olbrzymiej budowli — przemawia do wyobraźni i uczucia chrześcijańskiego.
Odwiedzałem bazylikę kilkakrotnie i z biegiem czasu nauczyłem się już przechodzić drogę krzyżową, nie widząc ohydy i brudów, nie słysząc zgiełku, i krzyków panujących na niej.
Przyszedłem do przekonania, że Jerozolimę należy zwiedzać w licznem gronie ludzi, najlepiej razem z uczestnikami masowej pielgrzymki. Idąc w tłumie, łatwiej jest nie zauważyć wszystkiego tego, co obniża wrażenie i budzi zgrozę. Kierownicy pielgrzymek tego rodzaju powinni zwracać szczególną uwagę na to, aby w gronie uczestników był ktoś dobrze obeznany z historją miejsc świętych i umiał podtrzymywać nastrój towarzyszy pielgrzymki w należytem napięciu.
Co do mnie, to musiałem, niestety zwiedzać Ziemię Świętą w samotności.
Za przewodników i doradców miałem tylko książki, które — przewertowałem jeszcze w Warszawie, a w Jerozolimie zaglądałem do nich, szukając niektórych szczegółów.
Ileż to rzewnych myśli wzbudziły we mnie takie książki, jak: „Pielgrzymka do Ziemi Świętej, odprawiona przez ks. Hołowińskiego“, „Les derniers jours de Jérusalem“ de Sauley, Guérin’a, „Jerusalem“, Juljusza Wippera „Jeruzalem za czasów Jezusa Chrystusa i wreszcie Renana „Origines du Christianisme“!


JEROZOLIMA. ZŁOTA BRAMA I STARE GROBOWCE ŻYDOWSKIE
„Ursalimmu“ czyli Jerozolima została zdobyta ostatecznie przez Dawida, lecz dopiero Salomon uczynił z niej bogatą, kwitnącą stolicę królów żydowskich, broniących Arki Przymierza. Z tych nawet zamierzchłych czasów pozostały tu pamiątki, czczone przez Żydów i muzułmanów.

Około 600 lat przed Narodzeniem Chrystusa biblijny Nabuchodonozor, król Babilonji, zburzył gród Dawidowy. 50 lat minęło zanim Żydzi, po zrzuceniu jarzma babilońskiego, zaczęli odbudowywać Jerozolimę. Później burze dziejowe szalały coraz częściej nad tem miastem. Zdobywali je Persowie, Egipcjanie, Syryjczycy, Rzymianie, Turcy, krzyżowi rycerze.
Na miejscu świątyni Jehowy wznosiły się ołtarze Jowisza.
Herod Wielki zaczął znowu odbudowywać Jerozolimę i świątynię, co doprowadzono do końca dopiero w r. 64 po Nar. Chr., a w sześć lat później, miasto zostało zdobyte przez cesarza Tytusa i zrównane z ziemią.
Cesarz Hadrjan zamierzał uczynić z Jerozolimy główną ostoję pogaństwa w Azji i przystąpił w tym celu do odbudowy miasta. Zamiar ten spowodował rozpaczliwe powstanie Żydów, utopione we krwi przez dziesiątą legje cesarską.
Od tego czasu Jerozolima stała się kolonją rzymską; na miejscu świątyni salomonowej stanęła inna, poświęcona Jowiszowi Kapitolijskiemu z posągiem zwycięskiego Hadriana. Żydom pod groźbą śmierci zakazany został wstęp do Jerozolimy, która otrzymała nową nazwę — Aelia Capitolina.
Zaczynając od r. 326 naszej ery, cesarz Konstantyn Wielki dźwiga z gruzów zburzone przez Rzymian zabytki chrześcijańskie i wznosi wreszcie wspaniałą bazylikę Grobu Zbawiciela.
Aelia Podczas ostatniego okresu burzliwej epopei Jerozolimy, która w pewnych okresach liczyła do 200 000 ludności, w mieście pozostawała liczna gmina chrześcijańska, skupiona po ukrzyżowaniu Chrystusa, dokoła apostoła Jakóba, ciotecznego brata Syna Człowieczego. Jeżeli chrześcijanie zmuszeni byli niekiedy opuszczać święty gród, to przenosili się niedaleko, a mianowicie do Pelli za Jordanem, gdzie przełożonym obrano innego krewnego Jezusa Chrystusa — Szymona.
Podczas ostatecznego zburzenia Jerozolimy przez Hadriana w Azji i na wschodzie Afryki istniało już 13 samodzielnych gmin chrześcijańskich, kierowanych przez biskupów. Wśród nich spotykamy już coraz mniej Żydów-chrześcijan, których coraz częściej zastępowali nawróceni poganie.
Wspominam o tem wszystkiem dlatego, żeby łatwiej można było zrozumieć, w jaki sposób szczegóły życia i męki Chrystusowej, oraz pamiątki chrześcijańskiego kultu poza Ewangelistami mogły przechować się aż do dnia dzisiejszego. Pierwsi wierni z gminy Jerozolimskiej oraz drugiej, rezydującej w Pelli —, mogli przechować nie tylko tradycję, lecz i znaczną część pamiątek, związanych z genezą chrześcijaństwa.
Zwiedzając bazylikę i Jerozolimę dokładnie, pielgrzym spotyka wiele tych bezpośrednich relikwij po Chrystusie.
Wspominałem już o odłamku kamienia, zamykającego niegdyś wejście do Grobowca Józefa z Arymatei, gdzie złożone było ciało Zbawiciela. W kaplicy Anioła, czyli w przedsionku Grobu św. pozostała część tego kamienia.
W r. 350 św. Cyryl Jerozolimski opisywał całkowity, nienaruszony jeszcze kamień, pozostający na dawnem miejscu. Widocznie w takim stanie przechował się on aż do r. 570, poczem z nieznanych przyczyn podzielono go na większe i mniejsze kawałki. Jeden z nich pozostał przy Grobie Chrystusa, dwa drugie stanowiły stolnice ołtarzy bazyliki. Później, za czasów krzyżowych wojen, ołtarze te znikły, a części kamienia przeniesiono do Grobu św. i do kaplicy w domu Kaifasza na górze Sion, gdzie jeden z odłamków jego znajduje się obecnie.
W kaplicy Syryjczyków przewodnicy pokazują grobowce, w których znaleźli miejsce ostatniego spoczynku Józef z Arymatei i Nikodem; wchodząc do kaplicy św. Marji Magdaleny, pielgrzymi otrzymują wskazówki, że znajdują się oni w miejscu, gdzie po zmartwychwstaniu swojem Jezus zjawił się oczyszczonej z grzechów jawnogrzesznicy, która nie poznała Mistrza, myśląc, „iż był to ogrodnik“; w kościele Objawienia się Chrystusa Matce Boskiej przechowuje się część kolumny, przy której w Pretorji rzymskiej biczowano Zbawiciela; w kapliczce św. Longina do w. VII pokazywano nawet włócznię, którą przebito bok Ukrzyżowanego; jednak później relikwja ta znikła bez śladu; ormiańska kaplica oznacza miejsce, na którem żołnierze podzielili szaty Chrystusa.
W pobliżu Golgoty odwiedziłem wydrążoną w skale kaplicę św. Krzyża, gdzie prawdziwy Krzyż Męki był odnaleziony przez św. Helenę w zasypanej ziemią cysternie. Tuż greccy mnisi wskazują na odłamek kamienia, na którym rzymscy żołnierze usadowili Chrystusa i naigrawali się z Niego. Tu też znajdował się wieniec cierniowy, lecz z biegiem czasu został on podzielony na części i wysłany do Bizancjum i innych miast, jako relikwja dla wpływowych gmin chrześcijańskich.
Pewnego dnia po śliskich, nierównych stopniach, wykutych w skale, wszedłem na Golgotę, czując w duszy głębokie wzruszenie.
Ponure to miejsce, zamknięte w pancerzu z kamienia.
Jarzące się, nigdy nie gasnące lampy i świece ofiarne rzucają błyski na przepych i bogactwo, panujące tu.
Dlaczego tu, na tem straszliwem miejscu ostatniej Pańskiej męki i ludzkiej zbrodni znajduje się tyle złota, srebra, drogich kamieni?
To obraża uczucie religijne i rozprasza nastrój, ogarniający mimowoli każdego.
Pierwszy od wejścia ołtarz prawosławny umieszczono nad miejscem, gdzie stał Krzyż Chrystusa umęczonego. Przez otwory w marmurowym ołtarzu mnisi pokazują doły, w których były umocowane krzyże Zbawiciela i obu złoczyńców; obok ołtarza szczelina w skale, która, podług ewangelistów, przecięła górę w chwili zgonu Syna Bożego.
Dwa inne ołtarze należą do kościoła katolickiego i wzniesione są w miejscu, gdzie Chrystus został przybity do krzyża.
W kaplicy na Golgocie, mimo obfitości lampek i świec, panuje półmrok.


JEROZOLIMA. AUTOR I O. AUR. BORKOWSKI PRZED BAZYLIKA GROBU ŚW.

Siadam w kącie na ławie. Zamierzam skupić myśl i otrząsnąć się z przykrego wrażenia na widok nadmiaru krzyczącego przepychu, panującego w najtragiczniejszym punkcie bazyliki.
Z poza arki wychodzi nagle mnich — Franciszkanin. Niesie krzesełko i sztalugi malarskie.
Tuż za nim toczy się potwornie gruba jejmość, dźwigająca skrzynkę do farb, szklankę i butelkę z wodą.
Rozmawiają głośno; opasła dama śmieje się nieprzymuszenie, ustawia karton na sztalugach i otwiera skrzynkę.
Mnich, z uprzejmym uśmiechem opowiadając coś malarce, nalewa wodę do szklanki i wrzuca do niej pędzelki.
W tej chwili spostrzegł mnie.
Wymachując szerokiemi rękawami habitu, z rozwiewającemi się końcami sznura i różańca z krzyżem, biegnie ku mnie i zaczyna, gestykulując energicznie, złym głosem coś wykrzykiwać.
Był tak wzburzony i bełkotał tak niewyraźnie, iż z trudem mogłem zrozumieć, że mam przed sobą mnicha-włocha.
Chodziło mu o to, abym natychmiast opuścił kaplicę, ponieważ bazylika miała być wkrótce przez Arabów zamknięta.
— Nic mi się nie stanie, — odparłem, wyjdę stąd, gdy znów otworzą...
— Niech pan wychodzi natychmiast... natychmiast! — krzyczał mnich, wymachując pięściami i tupiąc trepkami o kamienne płyty, okrywające szczyt Golgoty.
— Dlaczegoż ta signora może pozostać, a ja nie? — spytałem spokojnie.
— Signora chce malować ołtarz! — krzyknął mnich niecierpliwie. — Niech pan wychodzi... wychodzić!
— Ja się chcę modlić!... — powiedziałem. — Proszę zostawić mnie w spokoju...
— Wychodzić! Wychodzić! — nastawał mnich i szarpał mnie za rękaw.
Istotnie musiałem wyjść, pomny na miejsce, w którem spotkała mię tak nieoczekiwana przygoda.
Drzwi bazyliki były już zamknięte.
Mnich grecki, stojący w przedsionku, przyglądał mi się z ironicznym uśmiechem.


JEROZOLIMA. GRÓB ZBAWICIELA
Pozostałbym był chętnie tu parę godzin w bazylice, lecz zajście w kaplicy na Golgocie rozproszyło do szczętu mój nastrój.

Wyjrzałem przez zakratowane okienko drzwi i, spostrzegłszy kręcącego się na placyku chłopca, prosiłem go, aby sprowadził stróża.
W kilka minut potem sługa możnych Jude i Nusebe, dzwoniąc kluczami, zbliżył się do okienka.
Objaśniłem mu, jak umiałem, że zostałem zamknięty i, że musi mnie z bazyliki wypuścić.
Roześmiał się wesoło, otworzył drzwi i nie chciał nawet przyjąć bakszyszu.
— Często się to zdarza! – opowiadał po – francusku. — Mnisi powinni wywiesić na widocznem miejscu przepisy, tymczasem kłócą się między sobą i nikt nie chce zrobić tego... Do widzenia!
Powracałem ze smutkiem i goryczą w duszy.
Widziałem, że obyczaje z ulicy Haret Deir-el-Frendż, Haret el-Khankah i z bazarów dotarły już do samej bazyliki Grobu Odkupiciela — tej największej świątyni świata chrześcijańskiego.
Długo brzmiał mi w uszach natrętny, zły głos mnicha włoskiego:
— Wychodzić! Wychodzić!
Doprawdy, z nas dwóch powinien był raczej wyjść on...
Po tym wypadku raz jeszcze odwiedziłem św. Grób w towarzystwie Franciszkanina-Polaka, księdza Aureljusza Borkowskiego, doktora prawa kanonicznego.
Uprzejmy, spokojny, zawsze zadumany brat Aureljusz pokazał mi chóry grecki i katolicki, miejsce, gdzie zostali pochowani chrześcijańscy królowie jerozolimscy Gotfryd de Bouillon i kilku Baldwinów, Fulko Anżujski, Amori i inni rycerze krzyżowi; grobowce te zniszczyli Persowie, a później Grecy, zacierający ślady katolickich obrońców Grobu Zbawiciela; w zakrystji pokazano mi miecz i ostrogi Godfryda de Bouillon, poczem miły rodak nasz wprowadził mnie do małego klasztorka OO. Franciszkanów, gdzie spędzają dnie i noce bracia, pełniący obowiązki kapłańskie przy bazylice. Do r. 1869 mieściły się tu ciemne, ponure kazamaty, przypominające więzienie. Cesarz austrjacki, Franciszek Józef ofiarował zakonnikom znaczną sumę, którą ci, w tajemnicy przed Turkami, użyli w następujący sposób: własnemi siłami przebili drzwi i okna w murach, zbudowali mały taras, skąd mogli widzieć skrawek nieba, ponadto — nabyli dzwon, ciemną nocą wciągnęli go przez mur i zawiesili na tarasie.
Skoro zadzwonili weń po raz pierwszy, Turcy nie mogli już protestować w imię surowo przestrzeganej zasady, „status quo“. Coprawda po tym wypadku wzmocniono patrole, strzegące dzielnicy bazyliki i Muristanu.
W tym to klasztorku, gdy do ciemnych celek nie przebijał się jeszcze ani jeden promyk słońca, Juljusz Słowacki, podróżujący po Wschodzie, przepędził cały dzień i całą noc.
Może tu w jednej z tych cel, przytłoczonych łukami potężnego, odwiecznego sklepienia, zrodziły się strofy natchnionego wieszcza:

„I porzuciwszy drogę światowych omamień
I wysłuchawszy serce, gdy rzekło: Jam czyste!
Tu rzuciłem się z wielką rozpaczą na kamień
Pod którym trzy dni martwy leżałeś, o Chryste!
Skarżyłem się grobowi, a ta skarga była
Ani przeciwko ludziom, ani przeciw Bogu.“

Kto wie? Może mocarz uczucia i myśli, wielki wieszcz zgłębił przy grobie Zbawiciela przeciwieństwa straszliwe, istniejące pomiędzy duchem a ciałem, i żalił się, ciężką skargą przed grobem Syna Bożego i Syna Człowieczego, wahając się — do którego zwrócić wzrok błagalny?
Myślałem o tem, stojąc na małym tarasie klasztorku franciszkańskiego, gdzie otaczały mnie grube mury i okrywał niebieski namiot Ziemi Świętej.
Stary mnich opowiadał nam tymczasem o księgozbiorze, znajdującym się tu. Wpośród różnych „białych kruków“ przechowały się podobno stare odpisy dwu bull papieża Grzegorza IX-go. Jedna z nich zabrania duchownym osobom oszukiwać i wyzyskiwać wiernych, którym mnisi pokazują domniemane więzienie Chrystusa w bazylice, „albowiem Pan nasz, którego my wysławiamy, nie potrzebuje kłamstwa dla tego celu“; druga, wydana w r. 1238 zakazuje dokonywania „cudu“ zejścia ognia niebieskiego w wielkim tygodniu, co do niedawna praktykowane było przez biskupów greckiego i ormiańskiego obrządków, a co Papież Grzegorz IX jeszcze w w. XIII napiętnował, jako zabobon.


JEROZOLIMA. KAMIEŃ NAMASZCZENIA

Była to już moja ostatnia pielgrzymka do Grobu Zbawiciela.
Wychodząc z bazyliki i patrząc na kamień namaszczenia, myślałem, że ktoś, mający wielką powagę i urok, powinien przybyć do Jerozolimy i wejrzeć w to, co się dzieje w miejscu świętem.
Z oddalenia dochodzące o tem wieści wydają się mniej straszne i obrażające duszę i sumienie chrześcijanina. Gdy człowiek dotknie ran tych własnemi rękoma, wtedy dopiero ogarnia go oburzenie i nieprzeparta chęć krzyknąć na cały świat, bo odradzają się w duszy jego słowa Chrystusa, wypowiedziane do Marji z Magdalji:
Noli me tangere!
Tymczasem opoki, na której zbudowany jest kościół chrześcijański, dotyka zuchwale wszystko, co jest poziome i, używając języka biblijnego, nieczyste: kombinacje polityczne, spekulacje finansowe, ciemnota, plugawe żądze ludzkie i grzechy rozliczne, budzące odrazę, zwątpienie i rozgoryczenie bolesne, żal nieukojony, pragnienie skargi, co nie jest „ani przeciwko ludziom, ani przeciwko Bogu“, a tem gorętsza i cięższa!
Patrjarcha-kardynał, o ile informowano mnie z różnych źródeł, jest, podobno, zupełnie bezsilny. Mocniejsi od niego są i posiadają niezrównanie więcej środków do wywierania swego wpływu OO. Franciszkanie, w których gronie wre walka pomiędzy przedstawicielami różnych państw, od czego zależy bardzo zawiły, dobrze zamaskowany kurs polityczny. Być może, a na to są pewne wskazówki, wyższy kler franciszkański, zajęty wielką polityką, nie ma czasu i chęci przyjrzeć się bacznie temu, co czynią mniejsi braciszkowie, nieraz niewykształceni, nieobyci, zgoła ciemni, a tak szkodliwi dla prawdziwej wiary w nasze czasy zwątpienia na rozdrożu.
Kościół grecki, obecnie, z upadkiem Rosji pozostawiony bez dozoru, ormiański kler i wreszcie Jakobici, Melkici, Abisyńczycy i Koptowie szybko powracają do dawnych sposobów sfanatyzowania pielgrzymów i wyzysku ich.
Któż jest ten, który mógłby z powodzeniem zaproponować wszystkim zreformowanie wewnętrznego życia i działalności kleru chrześcijańskiego w Ziemi Świętej, a zarazem wystąpić przed całym światem w obronie Grobu Chrystusowego, sponiewieranego nieświadomem bluźnierstwem i świętokradztwem muzułmanów, zaczynając od możnych Judé i Nusebe, a kończąc na ostatnim rzeźniku, handlującym na „Via dolorosa?
Nastał czas, aby przypomniano sobie dzieło papieża Grzegorza IX, który poddał krytycznej rewizji zwyczaje, praktyki i obrządki, uprawiane tu, i oddzielił plewy od ziarna dobrego, zabobon i mistyfikacje — od prawdy i wiary.
Nastał czas, aby pójść śladami Ryszarda Lwiego Serca, który sprawę ideału chrześcijańskiego i pragnienie oswobodzenia Ziemi Świętej stawiał wyżej od wymagań konjunktury politycznej.
Z wyobraźni mojej wyłania się postać Papieża-pielgrzyma, samotnie odwiedzającego Jerozolimę bez pompy i uroczystego ingresu do bazyliki Grobu Świętego, lecz w sutannie zwykłego księdza, odwiedzającego Palestynę — od Jerozolimy do góry Karmel.
Nie wiem napewno, lecz, zdaje mi się, że od dnia istnienia stolicy apostolskiej żaden namiestnik Chrystusa nie dotknął stopami swemi ziemi, na której zjawił się, żył, nauczał i zbawiał ludzkość przez mękę swoją Syn Boży.
Dostojny pielgrzym przekonałby się rychło, że Jezusa z Nazaretu Galilejskiego zdradzają, biczują, obelgami zarzucają i na krzyżu bólem straszliwym dręczą całe zastępy nieświadomych wrogów Ewangelji i świadomych Judaszów, duchowych braci zdrajcy z Kariotu.
Pilnujcie sami siebie i wszystkiej trzody, nad którą was Duch Święty postanowił biskupami, abyście rządzili kościół Boży, którego nabył krwią swoją. Jać wiem, że po odejściu mojem wnijdą między was wilcy drapieżni, nie folgując trzodzie. I z was samych powstaną mężowie, mówiący przewrotności, aby odwiedli ucznie za sobą“... — mówił apostoł Paweł do starszyzny kościoła w Efezie przed podróżą swoją do Jerozolimy.


JEROZOLIMA. KAPLICA NA GOLGOCIE

Ojciec Święty wystąpił już w obronie Nauki Chrystusowej, ujrzał bowiem, że wilki drapieżne już weszły i „nie folgują trzodzie“. Na olbrzymiej przestrzeni Rosji szałem porwani bluźniercy podnieśli ręce przeciwko Bogu, gnębią wierzących i zamykają przybytki Boże. Papież przekonał się naocznie, że wśród wiernych, a nawet pośród kapłanów, powstali już mężowie, „mówiący przewrotności“, bo oto niektórzy biskupi i duchowni prawosławni, niepomni odwagi apostolskiej Pawła z Tarsu, ugięli się przed bezbożnikami i bronią ich słowami kłamliwemi.
Namiestnik Chrystusa na ziemi wie dobrze, że faryzeusze, saduceusze i fałszywi prorocy rozpanoszyli się na ziemi, a handlarze możni i słudzy ich — okrutni, kupieni wraz z sumieniem, rządy sprawiają, a cała ludzkość jęczy i cierpi, wołając słowami listu błogosławionego Pawła Apostoła:
Mamy ołtarz, z którego nie mają mocy jeść, którzy przybytkowi służą“.
Nikt nie jest w stanie zapomnieć o tem, że po wojnie światowej, przy zawarciu pokoju i różnych, niezliczonych traktatów, powodowano się wszystkiem, lecz nigdy, ani razu względami ideologji chrześcijańskiej!
Wiemy dokładnie, że wymierzono i oszacowano każdą piędź ziemi i zagarnięto lub oddano ją prawym posiadaczom, nie w imię sprawiedliwości i miłości bliźniego, lecz raczej dla korzyści i zysków.
Pamiętamy, że omawiano granice najdrobniejszych krajów, które dyplomaci nieraz z trudem odnajdywali na mapach Europy, Azji i Afryki, lecz o Ziemi Świętej nie myślano, wcale: oddano ją poprostu pod protektorat jednemu z mocarstw bez zastrzeżeń!
Wyniki tego nie dały długo czekać na siebie.
Pozostał nienaruszony „status quo“, przez Turków ustalony, obrażający świat chrześcijański wykwitł szkarłatny kwiat nienawiści pomiędzy Arabami i Żydami i pogarda muzułmanów dla europejczyków. Stan ten, brzemienny w następstwa, pozostawił Ziemię Świętą, Jerozolimę i Grób Zbawiciela w warunkach nie do zniesienia.
Ojciec Święty jest dokładnie poinformowany i niezawodnie z goryczą myśli o tem nieraz.
Wśród duchowieństwa innych kościołów szlachetna inicjatywa jego nie napotka sprzeciwu w zbożnej pieczy nad dostojeństwem, zupełnem wyzwoleniem Grobu św. i nad czcią, która musi otaczać to miejsce świętej tradycji.
Papież znajdzie niezawodnie gorących pomocników wśród kleru protestanckiego i wschodniego, którym nie imponuje jeszcze swemi hasłami i terrorem bezbożny Kreml i potęga półksiężyca, jak zmora straszliwa, ukazująca się od czasu do czasu politykom europejskim.
Myślałem o tem pewnego wieczoru, siedząc na tarasie gospody św. Rodziny.
Po głębokiem, gwiaździstem niebie płynął księżyc. W promieniach jego srebrzyły się mury domów jerozolimskich i odcinały się czarnemi sylwetkami wysmukłe cyprysy.
Z niewidzialnych wnętrzy siedzib arabskich płynęły dźwięki skrzypiec i fletu, chwilami zagłuszane przez przeraźliwe, ostre głosy śpiewaków.
Z cichym szmerem i cykaniem śmigały nietoperze i poszczekiwały leniwie psy.
Z jakiegoś meczetu rozlegała się drgająca i drażniąca pieśń spóźnionego muezzina.
Na lewo, na wzgórzu Moriah rozparły się szeroko ciemne kontury meczetów Omara i El-Aksa — potężne kopuły, minarety i cyprysy, majaczące w srebrzystej mgle.
Za niemi zarysy góry Oliwnej i światełka na jej szczycie — świecące się okna przytułku prawosławnego, zbudowanego u stóp katedry, panującej nad całą okolicą.
Na prawo połyskuje niewyraźnie skromny krzyż, górujący nad Jerozolimą.
Tam stoi bazylika, w murach swych przechowująca grób Syna Bożego.
Przypomniałem sobie wszystko, com widział i przeżył w drodze od Pretorji do kaplicy na Golgocie.
Przebrzmiały skądś z oddali słowa Chrystusowe:
Ojcze przebacz im, albowiem nie wiedzą co czynią!
Żal szczery i wyrzuty sumienia ogarnęły duszę moją.
Długo pozostawałem samotny, nieruchomy i zamyślony.
Może wszystko to, co jest, być powinno, aby się spełniło, co ma być spełnione.
Może stoi to w wyrokach Bożych, aby w ludziach budzić uczucia, nic wspólnego z ziemią nie mające?
O, Jesu, splendor aeternae gloriae, solamen peregrinantis animae: apud te est os meum sine voce et silentium meumloquitur tibi!
Niezawodnie tak samo myśleli stronnicy Chrystusa, gdy podżegany przez starszyznę motłoch jerozolimski żądał od Piłata:
— Wypuść nam Barabasza, a Jezusa ukrzyżuj!
Usta uczniów i naśladowców Nazareńczyka milczały w tej strasznej chwili, albowiem miało się dokonać to, co przepowiedzieli Prorocy.
Milczeli też wtedy, gdy Judasz w ręce wrogów wydał Chrystusa.
Jeden tylko z uczniów odważył się na czyn protestu i obrony Mistrza.
Inni milczeli, strachem zdjęci, lub bezsilni wobec konieczności wypełnienia proroctwa o Mesjaszu...
Silentium meum loquitur Tibi...
Czułem to w tej godzinie wieczornej, gdy księżyc srebrzył krzyż na bazylice, a głosy ludzkie zacichały powoli, przyziemne, bluźnierczo-zuchwałe.
Teraz zaś wołam gorąco z głębi stroskanego serca:
Albowiem wszyscy synami Bożymi jesteście przez wiarę, która jest w Chrystusie Jezusie.
Nie jest Żyd, ani Greczyn, nie jest niewolnik, ani wolny, nie jest mężczyzna, ani niewiasta; albowiem wszyscy wy jedni jesteście w Chrystusie. A jeźliście wy — Chrystusowi, tedyście — nasieniem Abrahamowem, dziedzicami wedle obietnicy.
Tymczasem leniwi, obojętni Judé i Nusebe, uzbrojeni w swój „status quo“, posiadają klucze od świątyni naszego Boga, a arabscy kupcy zaśmiecają i plugawią drogę, którą kroczył Syn Boży...
Tam, gdzie Chrystus w ostatniej chwili życia ziemskiego wołał:
— Ojcze! w ręce Twe polecam ducha mego! — słyszeć można dochodzące z ulicy wrzaskliwe okrzyki kupczących:
— Świeże mięso! Figi i banany! Trzewiki, perkal i burnusy! Przychodźcie i kupujcie!




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Ferdynand Ossendowski.