Filozofja jogi i okultyzm wschodni/Lekcja XIII

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
<<< Dane tekstu >>>
Autor Jogi Rama-Czaraka
Tytuł Filozofja jogi i okultyzm wschodni
Wydawca Trzaska, Evert i Michalski
Data wydania 1921
Druk Drukarnia Narodowa
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Antoni Lange
Tytuł orygin. Fourteen Lessons in Yogi Philosophy and Oriental Occultism
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
Lekcja Trzynasta.
PRZYCZYNA I SKUTEK W ŚWIECIE DUCHOWYM.

Życie jest to stopniowe gromadzenie wiadomości, zbieranie zapasów doświadczenia i obserwacji. Prawo przyczyny i skutku, działa nieustannie. Zbieramy to, cośmy zasiali — a zbieranie żniwa naszej siejby nie jest dla nas karą, ale zwykłym naturalnym wynikiem, który idzie za swą przyczyną. Teologja nas uczy, że ponosimy karę za swe grzechy, ale wiedza wyższa nam stwierdza, że ponosimy karę nie za grzechy, ale wskutek grzechów. Dziecko, które się dotyka gorącego pieca, ponosi karę wskutek samego czynu, wcale zaś nie dlatego, że go ktoś chce ukarać za ten postępek. Grzech jest zawsze wynikiem niewiedzy lub omyłki. Dusza, która osiągła wyższą płaszczyznę poznania duchowego, jak gdyby nosi w sobie wiedzę, która przeszkadza jej spełniać pewne postępki i nawet formować w sobie pewne myśli. Na tyle głęboko zakorzenia się to w takich duszach, że one poprostu nie mogą spełniać pewnych czynów, które natomiast inne spełniają bardzo łatwo. I ludzie o takim rozwoju duchowym nie lękają się zupełnie, że jest ponad nimi ktoś, co ich ukarać może, jeżeli spełnią pewne rzeczy zakazane. Przeciwnie, oni wiedzą, że istoty wyższe tem się różnią od ludzi, że mają znacznie potężniejszą miłość ku wszystkim istotom żywym i zawsze starają się, o ile można, pomóc im i zmniejszyć ich cierpienia. Ale istoty wyższe, obdarzone świadomością wyższą — nie mogą naruszyć praw universum — i ludzie rozwinięci duchowo rozumieją, jak bezzasadnem jest, gdy rozum chce iść wbrew niecofnionemu prawu.
Przykład dziecka z gorącym piecem, da się również dobrze zastosować i do wyższych pojęć. Dziecko, które chce dotknąć pieca, uczyni to, gdy mu się zdarzy okazja, choćby mu zakazywano i grożono karą. Ale skoro tylko poczuje ból — jako wynik tego czynu — skoro tylko zrozumie związek między gorącym piecem a przypaloną ręką: — nie będzie już tego robił poraz drugi. Kochający rodzice sami chcą dzieci ochronić od niebezpieczeństwa, ale natura dziecka stara się sama nauczyć się życia drogą doświadczenia — i nigdy rodzice nie są w stanie ochronić dziecka od niemiłych skutków jego postępowania. Przeciwnie, widzimy, że nieraz dziecko, nad którem czuwają zbyt gorliwie, daleko bardziej ulega złym skutkom swoich błędów, niż pacholę, któremu pozostawiano możność robienia doświadczeń życiowych. Wszystko, co mogą zrobić rodzice — to uprzedzać dziecko o niebezpieczeństwach, jakie mu grożą i udzielać mu częściowo wyniki swego własnego doświadczenia, które w pewnej mierze utrwala się w jego mózgu — a potem go powierzyć prawu życia, które mu już samo pokaże swe rezultaty.
W ten sposób dusze ludzkie bez przerwy zbogacają się doświadczeniem we wszystkich okresach życia — i przechodzą z jednego wcielenia w drugie, poznając coraz nowe nauki. Osiągnąwszy nową wiedzę, nową mądrość, prędzej czy później dusza pojmie, o ile pełnemi znaczenia są dla niej pewne czyny, zrozumie niedorzeczność niektórych postępków i form życia — i tak, jak dziecko, co sobie przypaliło rękę — będzie w przyszłości unikać rzeczy, które jej przyczyniły cierpień. Wiemy, że niektóre rzeczy, pociągające innych — nas jakoś nie mogą oczarować. Znaczy to poprostu, że kiedyś już poznaliśmy tę naukę — i powtarzać jej nie mamy potrzeby. Inne rzeczy, przeciwnie, nęcą nas ku sobie — i opalamy się o nie poprostu dlatego, że ich działania nie znamy. Po cóż by na świecie miały istnieć ból i cierpienia, gdyby wszystko zamykało się w granicach jednego życia? Cała rzecz w tem, że życie jest nie jedno. Zanosimy wyniki naszego doświadczenia w drugie życie i powoli uczymy się unikać niepotrzebnych cierpień. Spoglądamy dokoła siebie — i zdumieni pytamy: — dlaczego niektórzy nasi znajomi nie rozumieją szaleństwa swego postępowania. Widzimy to dobrze, ale nie zdajemy sobie sprawy z tego, żeśmy już widocznie przeszli przez to stadjum rozwoju, na którem znajdują się dzisiaj oni; myśmy już zdobyli potrzebne doświadczenie, przeżyliśmy już, że tak powiemy owe pożądania, które ich ciągną w pułapkę. Nie rozumiemy tego, że w następnem życiu ludzie ci wyzwolą się od swego obłędu i cierpień, jakie sobie sprawiają w tem życiu. Uczą się swej lekcji — tak samo, jak myśmy się kiedyś uczyli swojej.
Nam bardzo trudno wyobrazić sobie, że jesteśmy tem, czem jesteśmy — właściwie dzięki naszemu doświadczeniu, a bynajmniej nie przypadkowo i z woli sił postronnych. Weźmy dla przykładu twoje życie. Rozmyślasz nad tem, jakby ze swego życia usunąć jakiś smutny epizod, jakąś ciężką okoliczność. Ale pomyśl jeno chwilę, że gdybyś te sprawy z życia swego usunął, to zarazem musiałbyś wyrzec się tego doświadczenia, które z nich wypływa. Czy zgodziłbyś się rozstać z tą częścią twojej wiedzy, doświadczenia, jakkolwiek ciężko je zdobyłeś? Czy zechciałbyś powrócić wstecz do tego stanu niedoświadczenia i niewiedzy, co cię doprowadziły do tych cierpień, o których wspominasz tak boleśnie. — Można bezwarunkowo orzec, że gdybyś utracił wynik swego doświadczenia — to, wpadłszy w warunki poprzednie — bezwarunkowo popełniłbyś te same czyny. Nie wiedząc o tem, młodzi ludzie nieraz chętnie by się zgodzili wykreślić niejedno ze swego poznania i dawnego doświadczenia. Chcą jakby zapomnieć, co się z niemi stało, wyrzec się tego. Ale musimy wiedzieć, że rezultaty doświadczenia już przenikły w nasz charakter i w żadnym razie nie możemy się z niemi rozstać — i nie powinniśmy tego pragnąć, gdyż to znaczyłoby wyrzec się uzyskanych skarbów. Gdybyśmy mogli się rozstać z wynikami jakiegokolwiek doświadczenia, choćbyśmy je zdobyli wielkiemi cierpieniami: rozstalibyśmy się z częścią samych siebie — i stopniowo odrzucając od siebie wyniki wszystkich doświadczeń życia — zniszczylibyśmy swoje własne „Ja“.
Ale ludzie mogą powiedzieć: po cóż im to doświadczenie, zdobyte w żywotach poprzednich, jeżeli nie pamiętają samych żywotów, jeżeli te żywoty są jakby dla nich utracone. Ale rzecz w tem, że i te dawne żywoty nie są utracone, one weszły w duchowy skład ludzi, i nic ich nie usunie. One są częścią człowieka. Całe twe doświadczenie — często cały twój charakter, cała budowa twej duszy — powstała z doświadczenia poprzedniego. Wiele z tego co stworzył twój charakter w życiu obecnem — pamiętasz, ale nie mało rzeczy, równie ważnych, które się odbywały wcześniej — zapomniałeś. Nie wiesz, że niektóre twoje rysy charakteru stanowią wynik takiego lub innego doświadczenia, ale twoja świadomość nie może być przeszkodą ich istnienia.
Wyniki doświadczenia tego życia wsiąkły w twoją istotę duchową — i również, choćbyśmy mało pamiętali o swoich żywotach poprzednich albo choćbyśmy ich wcale nie pamiętali: zdobyte w nich doświadczenie zachowa się w was i trwać będzie wiecznie. Właśnie owe stare doświadczenia dają wam pewne skłonności, prowadzą was w określonym kierunku albo wam przeszkadzają robić pewne rzeczy, łatwe dla innych lub naodwrót; zmuszają was instynktowo uznawać pewne rzeczy za niebezpieczne — i patrzeć na nie, jako na szaleństwo. Właśnie owo doświadczenie poprzednie daje wam zamiłowania i skłonności; daje to, że niektóre linje zdają się wam bardziej nęcące od drugich. Nic nie znika w życiu — i całe doświadczenie poprzedniego (życia) dąży do tego, by ci w obecnem życiu stworzyć warunki przyjazne, podobnie, jak wszystkie niepokoje i gorycze obecnego życia — przyniosą owoc w przyszłości.
Nie zawsze lekcji zadanej uczymy się odrazu. Bardzo często trzeba posyłać nas z powrotem, dawać to samo ćwiczenie póty, póki jej wreszcie nie rozwiążemy w sposób prawidłowy. Ale żaden nawet najmniejszy wysiłek nie przepada — i jeżeli za jednym razem nie udało się nam rozwiązać zadania, to za następnym będzie ono łatwiejsze dla nas.
Pewien pisarz amerykański, Berry Benson, w Century Magazine, w maju 1894 r., daje nam piękny przykład obrazowy działania praw ewolucji duchowej: Pisze tak: „Mały chłopczyk poszedł do szkoły. Był jeszcze bardzo mały. Wszystko, co wiedział, wyssał z mlekiem matki. Jego Nauczyciel (był to Bóg) posadził go w najniższej klasie i dał mu do nauki lekcję. „Nie powinieneś zabijać. Nie powinieneś nikomu czynić szkody i bólu. Nie powinieneś kraść“. — I uczeń zapamiętał jedno. Nie zabijał. Ale był okrutny i kradł. W końcu dnia (kiedy uczeń już miał siwą brodę), gdy noc zapadała, Nauczyciel (był to Bóg), rzekł: „Nauczyłeś się nie zabijać, ale innych lekcji się nie nauczyłeś. Przychodź jutro“.
Jutro znów przyszedł mały chłopczyk. Nauczyciel posadził go w klasie następującej i zadał mu lekcję. „Nie powinieneś sprawiać bólu. Nie powinieneś kraść. Nie powineneś oszukiwać“. — I uczeń nie sprawiał nikomu bólu. I w końcu dnia, kiedy broda ucznia posiwiała, przy nadchodzącej nocy, rzekł nauczyciel: „Stałeś się lepszy, ale nie nauczyłeś się całej lekcji. Przychodź jutro“.
Nazajutrz znowu przyszedł mały chłopczyk. Nauczyciel znów go posadził w następującej klasie i zadał nową lekcję: „Nie powinieneś kraść, nie powinieneś oszukiwać, nie powinieneś zazdrościć“. — W końcu dnia, kiedy broda ucznia już była siwa i gdy się noc przybliżała, Nauczyciel powiedział: „Nauczyłeś się nie kraść, ale innych lekcji się nie nauczyłeś. Przychodź jutro“.
Oto com przeczytał na twarzach ludzi, w księdze świata i na regestrze (scroll) niebios, zapisanym gwiazdami.
Wielkie lekcje, których się powinna nauczyć dusza — są to prawdy, dotyczące Jedności Wszystkiego (Onenes of All); ujęcie (dosiąg) tej prawdy, jest to nauka, która wszystkie inne nauki za sobą prowadzi; ono każe ludziom świadomie wykonywać prawa, które im dali ich wielcy nauczyciele, twórcy światowych religji. Gdy człowiek osiągnie świadomość tej prawdy, że Wszystko jest Jednością — wówczas już nie daleko jest prawdziwej wiedzy duchowej. Przekonanie o jedności wszystkiego przynosi wraz ze sobą pewne zasady, które człowiek mimowoli wykonywa. On, jakgdyby już wie z góry, jak należy postępować w rozmaitych wypadkach. Ta etyka boska przewyższa wszystkie prawa ludzkie pisane i niepisane. Tej wielkiej lekcji powinni nauczyć się wszyscy i wszyscy stopniowo jej się uczą. Jest to cel obecnego stadjum ewolucji duchowej. Należy poznać swój rzeczywisty stosunek do drugich, poznać siebie. W przyszłości oczekują nas jeszcze wyższe prawdy duchowe, ale tej prawdy musimy się nauczyć tu na ziemi — i wszelkie nieszczęście, ból, cierpienie dotykają ludzi dlatego, że jeszcze nie osiągnęli tej prawdy. Ale dosiągłszy tej prawdy, człowiek czuje, że ona warta wszystkiego, co za nią zapłacił.
Nauka o przyczynie i skutku w świecie duchowym opiera się na wielkiej prawdzie, że skutkiem działania tego prawa każdy człowiek w istocie jest panem swego losu, jest swoim własnym sędzią, sam siebie nagradza; sam siebie karze. Prawo to mówi, że wszystkie myśli, wszystkie słowa, wszystkie czyny odbijają się w przyszłem życiu człowieka — a to nie w formie nagrody czy kary, jak to zazwyczaj rozumieją tę ideę, ale jako nieuchronny rezultat, płynący za swoją przyczyną. Prawo przyczyny i skutku wchodzi w działanie dzięki wzajemnym wpływom dwóch stron życia: 1) dążeniom ziemskim, zamiłowaniom, sympatjom i antypatjom człowieka na danem stadjum jego świadomości; 2) wpływom otwierającego się w nim ducha, który, dążąc do pełniejszego wyrazu, szuka możliwości, by mieć silniejszy wpływ na dusze i współdziałać jej wznoszeniu się na drodze ewolucji duchowej. Na tych dwóch, widocznie, sprzecznych wpływach dwóch wielkich sił, opiera się wszystko, co spotyka człowieka, przy jego narodzinach w życiu. Sprzeczność otaczających warunków powstaje z przeciwieństwa sił, działających w duszy człowieka.
Dążenia i przyzwyczajenia życiowe poprzednich egzystencji starają się wciągnąć dusze w warunki narodzin, najbardziej odpowiadające możliwości przejawienia się tych zamiłowań i zaspokojenia pozostałych żywotów. Dusza swą stroną materjalną, jakby dąży drogą swego minionego życia — i, naturalnie, szuka warunków, najwłaściwszych dla wyrazu jej osobowości poprzedniej. Ale zarazem duch, znajdujący się niby wewnątrz duszy, wie, że dusza dla swego rozwoju potrzebuje zupełnie innych warunków. Bez tych innych warunków nie będzie ona w stanie rozwinąć sił, które są w niej — niby w zastawie. Dlatego duch stara się wpłynąć na duszę, która się zbliża ku narodzinom; oderwać ją od drogi poprzedniej — i stworzyć dla niej warunki, lepsze w znaczeniu duchowem. Człowiek może na tyle pożądać bogactw materjalnych, że siła tego pożądania sprawi, iż się on istotnie urodzi w warunkach obfitości i rozkoszy. Ale zdarzyć się przytem może, że duch, wiedząc, że dusza niedostatecznie rozwinęła w sobie strony charakteru, potrzebne jej do rozrostu wewnętrznego; starać się będzie oderwać ją od powstających w ten sposób warunków i zmusi duszę, iż odczuje nie mało cierpień, strat, rozczarowań. Wówczas nawet wielkie bogactwo, ku któremu dążyła dusza, nie zaszkodzi jej wewnętrznemu rozrostowi oraz zdobyciu doświadczenia wewnętrznego, które dać może tylko cierpienie.
Przykład takiego dwoistego działania duszy i ducha widzimy czasem, obserwując życie ludzi bogatych. Rodzą się oni w warunkach, które im zapowiadają możliwe najpełniejsze zaspokojenie potrzeb materjalnych. — Mają wszystkie potrzebne warunki i cechy, aby osiągnąć nowe bogactwa i korzystać z tych, które mają. Osiągnęli wszystko, czego pożądali. A jednak bardzo wielu z nich jest ludzi wewnętrznie głęboko nieszczęśliwych i niezaspokojonych. Bogactwo zdaje się im niby kamień u szyi. Dręczy ich trwoga, że stracą bogactwo; konieczność troski o nie, staranie o jego powiększenie. Czują, że bogactwo nie przyniosło im rzeczywistego szczęścia, ale przeciwnie, stworzyło zaporę pomiędzy nimi i innymi ludźmi, uczyniło im niedostępnemi rozkosze, jakich doznać mogą tylko ludzie mniej bogaci. Żyją życiem gorączkowem i niespokojnem, szukają coraz to nowych a nowych podniet, które by ich odciągnęły od zrozumienia ich rzeczywistej sytuacji. Czuja swe obowiązki wobec narodu, do którego należą — i choć niedostatecznie ogarniają uczucie, które niemi kieruje — starają się w jakiś sposób przywrócić zatraconą równowagę i składają pieniądze na szkoły, towarzystwa dobroczynne, szpitale. Cała dobroczynność ludzi bogatych jest wynikiem mętnego przebudzenia ich poczucia, że ludzie są braćmi i że wszystko jest jednością. Często, jeszcze będąc daleko przed końcem swojej drogi — czują oni w głębi duszy, że powodzenie im nie przyniosło należytego szczęścia. I w tym okresie spoczynku, który nastąpi po ich wyjściu z ciała fizycznego — przemyślą oni swoje życie ziemskie i znajdą, że się im ułożyło bardzo nieprzychylnie. Kiedy to zrozumieją, ich dążenie do bogactwa znacznie osłabnie — i gdy się urodzą następnym razem, nie będą już poświęcać swej energji na gromadzenie bogactw, z których nie mogą korzystać, ale żyć będą życiem realniejszem; będą dążyć ku temu, co im jest rzeczywiście potrzebne — i nakoniec zrozumieją szczęście rozwoju duchowego. A będzie to wcale nie dlatego, że wystąpiła w nich świadomość jakiegoś zła, zawartego w pieniądzach, ale poprostu dlatego, że ich dusza zrozumie niemożliwość szczęścia i wewnętrznego zaspokojenia na tej drodze — i zacznie go szukać w nowych kierunkach. Przeżyli oni pożądanie bogactwa i zwrócili uwagę na inne rzeczy. Gdyby duch nie wywierał swego wpływu, człowiek zrodzony w warunkach, dających mu możność posiadania lub powiększania bogactw, nie zrozumiał by bezużyteczności takiego żywota. Pożądanie bogactwa rozwijało by się w nim coraz bardziej i rodził by się za każdym razem z coraz większą żądzą bogactwa tj. z dążeniem do rzeczy nierealnych — i coraz dalej a dalej odsuwałby się od drogi ewolucji. Ale wpływ ducha stara się przeciwdziałać takim pożądaniom nienormalnym, choć trzeba kilku reinkarnacji, aby dusza istotnie straciła pożądanie rzeczy niepotrzebnych i w należytym stopniu uległa wpływowi ducha. Niekiedy wpływ ducha jest niedostateczny, aby zapobiec narodzinom w warunkach, sprzyjających rozwojowi wzruszeń żywotów poprzednich. Ale w takich razach duchowi uda je się czasem wykazać swój wpływ w ciągu życia człowieka, i powstrzymać jego nieokiełzane żądze siłą cierpienia. Człowiek wpada pod wpływ prawa ciążenia, które ściąga na niego nieskończone przykrości, rozczarowania, zawody — które człowieka uczą — koniec końców — rozumieć nieszczęścia i cierpienia cudze. W ten sposób nawet w tych istotnie nieprzyjaznych warunkach poznaje on pewną naukę, która mu w przyszłości pozwoli rozwijać swoje wyższe uzdolnienia. Niejeden niespodziany cios fortuny, nagła ruina, utrata majętności i t. d. — w rzeczywistości stanowi wytwór wyższych pierwiastków człowieka. Te pierwiastki wyższe ściągają na człowieka nieszczęście dlatego, aby mu dać niektóre lekcje ku jego własnemu dobru. Niema żadnej konieczności, aby tu działały bezwarunkowo siły wyższe. Zazwyczaj jest to poprostu wyższe „Ja“ człowieka, duch w jego wnętrzu, który spostrzega i odczuwa użyteczność tego, co się odbywa, chociaż sam człowiek swoją ziemską samowiedzą może uważać wszystko, co się z nim dzieje, za zgubne i straszliwe. Duch wie, co w rzeczywistości jest człowiekowi potrzebne — i co jest dla niego lepsze. Gdy duch widzi, że niższa natura człowieka zmusza go odchylać się od właściwej drogi, stwarza on przeszkody w dalszym ruchu człowieka po tej linji, powstrzymuje go i zmusza, by się zwrócił w inną stronę. Nie jest to kara, ale pomoc ducha. I działa tu istotnie pewna strona samego człowieka, nie zaś siła uboczna, choć oczywiście jest to boska strona człowieka, ta strona, która się najbliżej styka z inteligencją wszechmocną, zwaną przez nas Bogiem.
Cierpienia schodzą na człowieka nie dlatego, że duch oburza się za jego postępowanie, pragnie zemsty lub wyraża swe potępienie. Człowiek sam ściąga na siebie cierpienie tem, że stworzył sobie silne i wielkie niebezpieczeństwo. W takich wypadkach cierpienie go dotyka, aby go ocalić od jeszcze większej klęski i niedoli. Wyższe „Ja“ człowieka, jego duch, często wydziera go niebezpieczeństwu, jak ojciec może odepchnąć dziecko od ognia, choćby dziecko krzyczało i opierało się z gniewu, gdyż mu się zdaje, że starsi przeszkadzają mu się bawić.
Człowiek zwykły nie odczuwa nawet, że jego wyższe „Ja“ w losy jego się wtrąca. Sądzi, że dzieją się z nim rzeczy przypadkowe. Ale człowiek, w którym do pewnego stopnia rozwinął się rozum duchowy — widzi już położenie rzeczy i, nie wierząc w przypadkowość, zarazem nie stara się walczyć z duchem, ale mu się oddaje, posłuszny jest jego nakazom i, dzięki temu unika wielkiej liczby cierpień. Ludzie, nie rozumiejący swego położenia, z wściekłością buntują się przeciw siłom, co niemi rządzą, nawet sił tych nie uznają; walczą przeciw nim, starają się iść naprzekór ich woli — i tym sposobem ściągają ku sobie jeszcze bardziej gorzkie doświadczenie, jeszcze większe nieszczęście. My tak kochamy pojęcie wolności, tak niemiłą zdaje się nam każda myśl o cudzem wtrącaniu się w nasze sprawy, że jakakolwiek myśl o kontroli nad sobą, wydaje się nam obraźliwą i oburzającą. Ale, jeżeli na chwilę przypomnimy sobie, że ta kontrola nad nami należy do nas samych, do wyższej strony naszej istoty, wówczas być może w innem świetle zobaczymy te sprawy. Powinniśmy pamiętać, że jakkolwiek przykremi wydawały by się warunki i położenia, w jakich się znajdujemy, to jednak są one właśnie takie, jakie nam są potrzebne w danej chwili naszego życia. Sami stworzyliśmy je sobie — albo mówiąc ściślej — one stworzyły się same dzięki współdziałaniu a niekiedy przeciwdziałaniu naszego wyższego i niższego „Ja“. Ale zawsze i w każdym wypadku chylą się one ku naszemu dobru. W niektórych warunkach być może koniecznem jest, abyśmy stali się silniejsi — i zyskujemy możność przejścia przez potrzebne nam doświadczenia, obliczone właśnie tak, aby w nas rozwinąć pewne siły i zdolności, których nam brak. Może zbyt silnie przechylamy się w jedną stronę i powitają dla nas przeszkody, które zmuszają nas pójść w innym kierunku. Z rzeczy drobnych nieraz zyskujemy wielkie rezultaty. Nasze interesa są zawsze mniej albo więcej związane z cudzemi. Nasze czyny powinny być obrachowane tak, by się odbić na działaniach ludzi, z którymi wchodzimy w zetknięcie; ich zaś postępki powinny się odbić na nas, a to zawsze ma na celu nasze możliwe dobro i rozwój. Niżej powrócimy jeszcze do tej kwestji. Gdybyśmy spróbowali zmienić zwykły bieg naszej myśli — i spokojnie rozważyć miniony żywot aż do chwili obecnej — to zobaczymy, jak niektóre rzeczy i zjawiska prowadziły by nas do innych rzeczy i innych zjawisk. Zobaczymy, że bardzo często maleńkie, niedostrzegalne rzeczy przypadkowe lub nasze własne czyny — prowadziły ku głównym, zasadniczym zdarzeniom naszego życia i jakgdyby je tworzyły. Zobaczymy, że te nieznaczne fakty były to w istocie punkty zwrotne naszego życia. Możemy prześledzić najważniejsze zjawiska naszego życia aż do ich źródła i wtedy zobaczymy, że zaczynały się od czegoś zupełnie niedostrzegalnego. Mamy zawsze możliwość spoglądać wstecz w nasze życie — i przekonywamy się, jak to owe ciężkie i gorzkie doświadczenia przeszłości wzmacniały naszą duszę, dając nam szersze i głębsze rozumienie życia. Możemy widzieć, jak to te i owe rzeczy z przeszłości, które się nam wówczas wydawały bezużyteczne, okrutne i niepotrzebne, w rzeczywistości zdarzyły się nam w tym celu, aby następnie mogło powstać coś, być może, najważniejszego i najdroższego dla nas. Wszystko, co jest nam potrzebne, aby zrozumieć te rzeczy — to perspektywa lat. Jeżeli osiągniemy możność patrzeć na życie w ten sposób i widzieć to wszystko, wówczas będziemy i dalej spokojniej i filozoficznie] oglądać gorycze i przykre zdarzenia życia obecnego, rozumiejąc, że ostatecznie prowadzą one ku dobru. Kiedy zaś przestaniemy patrzeć na bolesne zdarzenia, które nas dotykają — jako na przypadek lub karę — albo na bezużyteczne wtrącanie się jakiej siły obcej albo na okrucieństwo natury — przekonamy się, że w istocie są to tylko skutki czegoś, cośmy popełnili w jednym z poprzednich żywotów albo wyniki czynów kierowniczej władzy ducha. Wówczas przestaniemy protestować i walczyć, jak to czyniliśmy dawniej — i będziemy się starali, przeciwnie, aby nasze czyny były w zgodzie z działaniem wielkiego prawa — i aby między niemi nie było żadnego tarcia. A wówczas, jakiekolwiek dotykałoby nas cierpienie, rozpacz i niepokój: z samego cierpienia wydobędziemy pokój i moc, czując w tem kierowniczy wpływ ducha i zaprzestaniemy walki z tym wpływem. Prawo nie może nam nigdy dać cierpienia, którego przenieść bylibyśmy nie zdolni: zawsze ono wymierza nam ból w stosunku do naszych sił, podobnie, jak wymierza nasze siły w stosunku do możliwego cierpienia.
Mówiliśmy wyżej, że nasze interesy znajdują się w związku z interesami innych. Jest to również jedna z zasad prawa przyczyn i skutków. W naszych poprzednich żywotach połączyliśmy się z innemi duszami już to miłością już nienawiścią, już to dobremi czynami już złemi. I dusze te w obecnem życiu znajdują się w pewnym stosunku do nas. Czy chcemy czy nie chcemy, jesteśmy zmuszeni przystosować się wzajem do siebie, wpływać wzajem na siebie i tak współdziałać wzajemnemu rozwojowi. Nie jest to bynajmniej prawo zemsty, ale poprostu prawo przyczyn i skutków. Jeżeliśmy otrzymali uderzenie ręką od kogoś, kogo w poprzedniem życiu uderzyliśmy ręką, to pochodzi nie stąd, żeśmy powinni być ukarani za swe uderzenie, ale poprostu dlatego, że jedno uderzenie nieuchronnie musi wywołać drugie, jak ruch wahadła w jedną stronę z konieczności wywoła ruch w drugą stronę.
Jeżeli nam ktoś pomaga w tem życiu, to znaczy, że myśmy komuś pomagali w przeszłem. Człowiek, którego los zmusi, by nas uderzyć — może zupełnie nie mieć zamiaru sprawić nam ból, krzywdę lub zniewagę. On być może jest cale niewinny w stosunku do nas, lecz znalazł się w warunkach, w których my musimy od niego otrzymać uderzenie, choćby on sam tego nie pragnął. Czy on nas uderza świadomie czy nieświadomie, jednakowo działa, posłuszny prawu. W wyniku przedziwnego prawa przyczyn i skutków — każde uderzenie życiowe, obliczone jest na to, aby nam przynieść pożytek. Oczywiście, kiedy my dojdziemy do takiego rozumienia rzeczy — że ujrzymy prawdę — niejedna z tych nauk stanie się nam już niepotrzebną. Ich konieczność minęła dla nas — a wówczas prawo pozwoli nam wyjść z pod działania wielu przyczyn, któreśmy stworzyli, a których odbicie jużby nam nie przyniosło pożytku.
Aby wyjaśnić twierdzenie powyższe — damy przykład następujący. Wyobraźmy sobie człowieka, który w jednem z wcieleń poprzednich wywołał ku sobie miłość innego człowieka z pobudek samolubnych, a później, zaspokoiwszy swe pragnienia, lub wogóle wyzyskawszy tamtego człowieka — opuścił go. Nie rośćmy sobie pretensji, by dać dokładne wyjaśnienie prawa w każdym poszczególnym wypadku, możemy powiedzieć, że w danym wypadku samolubnie postępujący człowiek za następnym razem czuć będzie niepowtrzymaną miłość do tej osoby, która była jego ofiarą w życiu poprzedniem, ale ta osoba będzie zupełnie pozbawiona możności odpowiedzieć temu przywiązaniu. Pierwszy będzie cierpiał wskutek niemożliwości zaspokojenia swych uczuć lub choćby tylko zawiadomienia o nich, druga zaś osoba, być może, nawet nic o tem wiedzieć nie będzie. Wynik będzie ten, że pierwszy pojmie świętość uczucia ludzkiego i niemożliwość wyzyskiwania go w celach samolubnych. W tym wypadku należy jeszcze zauważyć, że ten człowiek, który cierpiał za pierwszym razem, a sprawiał cierpienia za drugim — czyni to wszystko nie z własnej woli — i być może — bez świadomości, a przeto nie stwarza dla siebie nowego łańcucha przyczyn i skutków.
Ludzie, których kochaliśmy lub z którymi byliśmy w związku w żywotach poprzednich — po największej części wiążą się z nami w żywotach następnych. Znajdują się oni jakby w pobliżu nas, dzięki prawu ciążenia. Ludzie bliscy nam w tem życiu, są to prawdopodobnie ci sami, z którymi byliśmy bliscy w żywotach poprzednich. Nagłe sympatje i antypatje, tak często obserwowane między ludźmi, można także wyjaśnić tylko teorją reinkarnacji — i niejedno zdarzenie naszego życia podchodzi pod prawo przyczyn i skutków duchowych. Nieustannie związani jesteśmy z żywotami innych ludzi: przynosi to nam radość a czasami przykrość. Ale we wszystkich tych wypadkach można widzieć objaw jednego i tego samego prawa. Jedyna możliwość wyzwolenia z pod działania tego prawa — to osiągnąć poznanie prawdy. Człowiek, który pojął prawdę, życie swe tworzy nie przypadkowo, ulegając w każdej chwili takiemu lub innemu pragnieniu, lecz je buduje podług określonego planu, odpowiadającego wyższym celom — i wówczas to go wyzwala od niepotrzebnych mu nauk. Płynie po wierzchu fali, zamiast się w niej pogrążyć i toczyć się niewiadomo dokąd.
Dlatego ludzie powinni być zawsze bardzo ostrożni, gdy swemi czynami wprowadzają w ruch prawo przyczyn i skutków. Zwłaszcza ciężkie są dla nas wyniki, gdy wprowadzamy w ruch to prawo naszą złośliwością, chytrością, gniewem, zazdrością, zawiścią i wogóle negatywnym stosunkiem do ludzi. Powinniśmy dla ludzi być dobrzy na tyle, na ile możemy. Główna rzecz — to być sprawiedliwym, unikać uczucia nienawiści, pragnienia zemsty. Powinniśmy rozumieć, że wszyscy nosimy jedno wspólne brzemię, powinniśmy wierzyć kierowniczym nakazom ducha i pomocy wyższego rozumu. Powinniśmy wiedzieć, że wszystko dąży ku dobru i że nie możemy być pozbawieni tego dobra. Powinniśmy pamiętać, że nasze życie, to jedno ziarno piasku na Saharze czasu, że przed nami leżą długie stulecia, w ciągu których będziemy mieli możność osiągnąć wszystko, ku czemu dążą nasze pragnienia wyższe. Nie powinniśmy nigdy rozpaczać, gdyż, koniec końców, wszystko dąży ku dobru.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: William Walker Atkinson i tłumacza: Antoni Lange.