Filozofja jogi i okultyzm wschodni/Lekcja III

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
<<< Dane tekstu >>>
Autor Jogi Rama-Czaraka
Tytuł Filozofja jogi i okultyzm wschodni
Wydawca Trzaska, Evert i Michalski
Data wydania 1921
Druk Drukarnia Narodowa
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Antoni Lange
Tytuł orygin. Fourteen Lessons in Yogi Philosophy and Oriental Occultism
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
Lekcja III.
PIERWIASTKI DUCHOWE.

W lekcji drugiej daliśmy lekki zarys czwartego i piątego pierwiastku duszy człowieka tj. 4) rozumu instynktowego i 5) intellektu. Jak wspominaliśmy wyżej, człowiek doszedł w rozwoju czwartego pierwiastku do jego punktu ostatecznego i teraz jego świadomość przechodzi do wyrazu w pierwiastku piątym — intellekcie. Niektórzy z nas w znacznym stopniu rozwinęli w sobie i tę zdolność intellektualną (choć faktycznie na nowym terytorjum umysłu, zdobyliśmy jeszcze bardzo niewiele — i mamy przed sobą jeszcze większe zadania), gdy inni, najwidoczniej, mają świadomość, która jeszcze nie wychodzi poza granice rozumu instynktowego i ujawniają tylko przebłyski intellektu. Jest to słuszne nie tylko w stosunku do ras dzikich, ale też i w stosunku do bardzo wielu ludzi, należących do tzw. narodów cywilizowanych, a którzy jeszcze nie nauczyli się postępować zgodnie ze swojem przekonaniem i chętnie pozwalają innym myśleć za siebie, idąc za przewodem swych naczelników, jak stado baranów. Bądź jak bądź rasa ludzka idzie naprzód, w sposób pewny, choć powolny — i wielu z tych, co przedtem nie myśleli, zaczynają myśleć, wielu odpycha myśli z drugich rąk zapożyczone i przestaje na swoim własnym poznaniu. Jeżeli zwrócimy uwagę na to, że istnieje wielu ludzi, u których pierwiastek piąty — intellekt, rozwinięty jest bardzo słabo — i że ludzie wogóle niedaleko się posunęli w sferze intellektu, to zrozumiemy, że trudno pojąć komu bądź z nas, z wyjątkiem ludzi o bardzo wysokim rozwoju duchowym, istotne znaczenie wyższych pierwiastków duchowych; pojąć choćby tylko w słabym stopniu. Jest to tak trudno, jak ślepo urodzonemu pojąć co to jest światło, lub głuchoniememu od urodzenia pojąć, co to jest dźwięk. Pojęcie można stworzyć sobie tylko o czemś, co nam jest znane z doświadczenia. Człowiek, który nie jadł nigdy nic słodkiego, nie może sobie wyobrazić pojęcia o cukrze. Bez doświadczenia, stosującego się do danego zjawiska, umysł nasz nie może sobie o nim wyrobić pojęcia.
Ale z tych, których interesują zagadnienia, poruszane w tej książce, prawie wszyscy mają dostateczne doświadczenie, aby módz zrozumieć, co będziemy mówili o pierwiastku szóstym, gdyż znają już owe przebłyski świadomości, które nam odsłaniają istotę„rozumu duchowego“ czyli „intuicyjnego“. Dążność do okultyzmu — głód duszy poszukującej światła — jest wskazówką, że pierwiastek szósty „rozum duchowy“ zaczyna stawać się narzędziem naszej świadomości. I chociaż być może wieki przejdą, zanim nastąpi dla nas przebudzenie całkowitej świadomości duchowej — w każdym razie „umysł duchowy“, jakkolwiek byłby słaby, będzie miał na nas wpływ i będzie nam pomagał. Powstający w nas niepokój duchowy może w nas wywoływać wielce przykry nastrój, aż się wreszcie znajdziemy na prostej drodze do poznania i nawet później długo będziemy się czuli mniej albo więcej niezadowoleni z tych okruszyn, jakie nam spadają ze stołu Poznania. Nie należy jednak rozpaczać; wszyscy, którzy poszukują prawdy, powinni wiedzieć, że te cierpienia — są to męki narodzin duchowych. Mamy przed sobą wielkie zjawiska — powinniśmy być mężni i nie lękać się niczego. W końcu tego wykładu będziemy mówili o procesie „prześwietlenia“ (Illumination), czyli Świadomości Duchowej, która już nastąpiła lub następuje dla wielu z nas. I to, co mamy powiedzieć, może pewne światło rzucić na wiele zjawisk, znanych czytelnikom, ale dla których nie mogli oni dotychczas znaleść objaśnienia. Zwrócimy się teraz do pierwiastku szóstego, do „rozumu duchowego“, który rozumieją ci, co mieli błyski świadomości, idące z tej płaszczyzny duszy. Kto nie doszedł do tego stadjum rozwoju, temu wykładane przez nas myśli zdawać się będą ciemnemi. Co zaś dotyczy pierwiastku siódmego — Ducha, to ten znajduje się poza granicami rozumienia kogokolwiek z ludzi, wyjąwszy nielicznych wysoko rozwiniętych i prześwietlonych (illuminated) dusz, znajdujących się w powłoce cielesnej lub poza nią, a którzy o tyle stoją wyżej od ludzi zwykłych, o ile człowiek, który już doszedł do stopnia „rozumu duchowego“ stoi wyżej od istoty, która nie doszła jeszcze do płaszczyzny intellektualnej i żyje instynktami. Jesteśmy w stanie wyłożyć tylko ogólne i intellektualne (rozumowe) pojęcie o tem, co rozumiemy pod wyrazem „duch“. Nawet jego pierwszy objaw tj. „rozum duchowy“ jest jeszcze bardzo daleki od rasy ludzkiej w obecnym stanie jej rozwoju. Należy jednak wiedzieć o istnieniu „ducha“. To nam dopomoże zrozumieć istotę „rozumu duchowego“, który stanowi drogę pośredniczą komunikacji ducha ze świadomością intellektualną. Przy tem pojęcie „rozumu duchowego“ odsłania nam tak zdumiewający świat, że z uczuciem pewnej pociechy możemy pozostawić tymczasem rozumienie ducha, aż do chwili, gdy dorośniemy wewnętrznie do tego pojęcia.


6. ROZUM DUCHOWY.

Pierwiastek szósty — „rozum duchowy“ — niektórzy autorzy opisywali pod nazwą „rozumu świadomego“. Termin ten zaznacza różnicę, jaka istnieje między rozumem podświadomym czyli instynktowym a rozumem świadomym czyli intellektem. W ten sposób „rozum duchowy“ (czyli „intuicja“) wydziela się i przytem staje się widoczne, że będąc odrębny od intellektu, nie ma on nic wspólnego z niższym rozumem instynktowym. I chociaż rzeczywiste istnienie „rozumu duchowego“ jasnem jest tylko ograniczonej liczbie ludzi, bywa prócz nich wielu takich, którzy mają poczucie, że tkwi w nich coś „wyższego od nich samych“. I ten pierwiastek wyższy prowadzi ich do myśli, pragnień, dążeń i postępków, coraz wznioślejszych i szlachetniejszych. Większa zapewne jest liczba ludzi, do których dochodzi tylko słabe migotanie promieni ducha, a jednak, choć oni go nie znają, znajdują się w pewnym stopniu pod jego wpływem. W ten sposób cała ludzkość otrzymuje dobroczynne światło ducha, chociaż w wielu wypadkach światło, płynące ze strony ducha, bywa zamglone gęstemi przegrodami z materji — które do tego stopnia otaczają człowieka, że jego prześwit duchowy podobny jest do mroku nocy. W każdym razie człowiek rozwija się nieustannie, zdziera ze siebie powłokę za powłoką i powoli idzie do swego wysokiego celu. W końcu ostatecznym światło zabłyśnie dla wszystkich.
To, co uważamy za dobre, szlachetne i wielkie w umyśle ludzkim — płynie z „rozumu duchowego“ i staje się stopniowo cząstką zwykłej świadomości. Niektórzy pisarze wschodni wolą termin, że duchowość „rzutuje się“ (is projected), jako lepiej wskazujący na proces, przy pomocy którego promień światła przenika w świadomość ludzką, co jeszcze nie dosięgła nadludzkiego stadjum całkowitej świadomości duchowej. To znaczy, mówią oni, że duchowość „rzutuje się“ w świadomość ludzką.
Wszystko, co człowiek osiąga na drodze swego rozwoju; wszystko, co go prowadzi do szlachetności, do prawdziwego uczucia religijnego, do miłosierdzia, ludzkości, sprawiedliwości, altruizmu, sympatji i t. d. — wszystko to powstaje dzięki współdziałaniu jego powoli rozwijającej się siły rozumu duchowego. Jego miłość Boga i miłość człowieka rozkwitły na tej drodze. W miarę tego rozwoju, jego pojęcie sprawiedliwości się rozszerza; budzi się w nim większa zdolność współczucia; rozrasta się zmysł powszechnego braterstwa ludzi; krzepnie pojęcie miłości i utrwalają się wszystkie te cechy, które u ludzi wszelkiej wiary noszą nazwę „dobrych“, a które wszystkie mogą być sprowadzone do praktycznej próby życia podług nauki wielkiego mistrza duchowego, co wygłosił tę wielką prawdę (tak dobrze znaną okultystom wszelkich wierzeń, ale tak mało rozumianą przez wielu jego wyznawców): „Kochaj Boga twego z całego serca i całej duszy, a bliźniego swego, jak siebie samego“.
W miarę rozwoju świadomości duchowej, rozwija się też w człowieku uporczywe poczucie realności istnienia Potęgi Wyższej — a jednocześnie stopniowo powstaje w nim poczucie braterstwa i pokrewieństwa wszystkich ludzi. Nie może on otrzymać tych rzeczy od swego rozumu instynktowego, ani też intellekt nie jest zdolny w nim wywołać ich poczucia. Rozum duchowy nie jest wręcz sprzeczny z intellektem; stoi on poprostu poza granicą intellektu. Udziela on intellektowi pewnych prawd, które znajduje we własnych dziedzinach ducha, a o których intellekt umie tylko rozumować. Ale źródło istotne tych prawd nie leży w intellekcie. Intellekt jest chłodny — świadomość duchowa gorąca i ożywiona Wysokiem uczuciem.
Człowiek na drodze lepszego i pełniejszego poczucia potęgi boskiej nie wychodzi z intellektu, choć ten ostatni rozumuje o odbieranych wrażeniach i stara się układać z nich systemy, wierzenia, kulty i t. d. — Również nie intellekt daje nam rosnący zmysł pokrewieństwa między człowiekiem a człowiekiem — wszechbraterstwa ludzi. Powiemy tu, dlaczego człowiek staje się dobrotliwszy względem istot swego gatunku oraz niższych tworów życia. Pochodzi to nietylko stąd, że intellekt poucza go wartości miłosierdzia i miłości, gdyż człowiek nie może się stać miłosiernym i miłującym pod wpływem zimnego rozumowania. Przeciwnie, staje się on miłosiernym i miłującym dla tego, że w nim samym budzą się pewne impulsy i pragnienia, płynące z niewiadomego punktu, a które czynią niemożebnem, aby postępował inaczej, nie odczuwając przytem niemiłego uczucia i cierpienia. Impulsy te są równie rzeczywiste, jak inne pragnienia i impulsy — i gdy człowiek rozwija te impulsy, stają się one liczniejsze i mocniejsze. Spójrzcie w świat, jakim był kilkaset lat temu — i spójrzcie nań dzisiaj, a zobaczycie o ile za naszych dni jesteśmy dobrotliwsi i lepsi. Ale nie należy się tem chełpić, gdyż i my zdawać się będziemy dzikimi, tym, co przyjdą po nas i ze swego stanowiska będą zdumieni nasza nieludzkością w stosunku do naszych braci ludzi. W miarę rozwoju duchowego człowiek odczuwa swe pokrewieństwo z całą ludzkością — i coraz bardziej kochać zaczyna swoich współludzi. Z biegiem czasu i w miarę dalszego rozwoju człowieka, straszliwe cierpienia, jakich doznają teraz istoty ludzkie, staną się niepodobieństwem z tej przyczyny, że rozwiająca się świadomość duchowa rasy ludzkiej, odczuwać będzie cudze cierpienia tak potężnie, że już nie będą w stanie ich wytrzymać — i będą czynić wysiłki ku zmianie położenia rzeczy. Z wewnętrznych tajników duszy wyłoni się protest przeciw dążeniom natury niższej i, choć czasowo starać się będziem go usunąć (zagłuszyć) — to jednak będzie on coraz natarczywszy, aż nakoniec będziemy musieli zwrócić na niego uwagę. Stara historja, że każdy człowiek ma dwóch doradców, po jednym u każdego ucha, a z których jeden szepce mu, aby szedł za wyższemi zasadami, drugi zaś kusi, aby szedł drogą niższą, okazuje się praktycznie prawdziwą wobec tajemnej (occult) nauki o trzech pierwiastkach duchowych. Intellekt wyobraża świadome „Ja“ przeciętnego człowieka. Owo „Ja“ ma z jednej strony rozum instynktowy, który mu przesyła stare pożądania poprzedniego „Ja“ — impulsy mniej rozwiniętego życia zwierząt lub niższego typu ludzi, pożądania właściwe niższym stadjom rozwoju, ale nieodpowiednie w doskonalącym się człowieku. Z drugiej strony jest rozum duchowy, przesyłający swe wyższe instynkty intellektowi i starający się podnieść jego świadomość do własnej wyżyny, aby dopomódz w rozwoju i doskonaleniu człowieka, budząc w nim zdolność do panowania i kontroli nad swą niższą naturą. Walkę między wyższą a niższą naturą postrzegali wszyscy gorliwi badacze umysłu i charakteru ludzkiego — i nie mało ogłoszono teorji ku wyjaśnieniu tej sprawy. Dawnemi czasy uczono, że człowieka kusi z jednej strony djabeł, z drugiej czuwa nad nim anioł-stróż. Ale prawdę znają wszyscy okultyści, że odbywa się walka między dwojgiem elementów natury ludzkiej, nie wbrew sobie przeciwległych i wrogich, ale poprostu idących, każdy po swojej linji wysiłku. „Ja“ zaś łamie się i rozbija, pragnąc usilnie dostosować się do nich. Ego jest w stadjum przejściowym świadomości — a walka bywa czasem zgoła meczącą, ale doskonalący się człowiek z czasem podnosi się ponad pociągi natury niższej, a świtająca świadomość duchowa umożliwia mu rozumienie prawdziwego położenia rzeczy — pomaga mu opanować swe niższe „Ja“ i przybrać w stosunku do niego postawę pozytywną, gdy jednocześnie ten rozwój wewnętrzny każę człowiekowi otworzyć swą duszę na światło, idące z Umysłu Duchowego i trwać wobec niego w postawie negatywnej (biernej), nie opierając się jego sile.
Rozum duchowy jest również źródłem „Natchnienia“, które budziło się po wszystkie czasy w duszy niektórych poetów, malarzy, rzeźbiarzy, pisarzy, kaznodziejów, mówców i które budzi się w nich również dzisiaj. Jest to źródło z którego jasnowidz czerpie swe wizje, prorok swe przepowiednie. Niektórzy ludzie ześrodkowawszy swego ducha na wysokich ideałach w swej pracy — otrzymywali z tego źródła rzadkiej wartości wiedzę — i przypisywali ją łasce istot z drugiego świata — aniołom, duchom, samemu Bogu; ale wszystko to płynęło z ich własnego wnętrza, był to głos ich wyższej Jaźni, przemawiający do nich. Nie zamierzamy przez to powiedzieć, jakoby żadne wiadomości nie przychodziły do człowieka od innych wyższych inteligencji — przeciwnie, wiemy, że wyższe inteligencje często komunikują się z człowiekiem poprzez kanał jego Rozumu duchowego — lecz wiele z tych rzeczy, które człowiek przypisywał potęgom zewnętrznym, w istocie pochodzą z niego samego. I człowiek drogą rozwoju swej świadomości duchowej może sam siebie wprowadzić w wyższe pokrewieństwo i zetknięcie z tą wyższą stroną swej natury i tym sposobem uzyskać wiedzę, o której intellekt nawet marzyć nie śmiał.
Pewne wyższe siły psychiczne odsłaniają się człowiekowi tą samą drogą, ale siły takie rzadko człowiek osiąga, zanim stanie wysoko nad niższą stroną swej natury, gdyż w przeciwnym razie człowiek może korzystać z tych wysokich darów dla niższych celów. Tylko wówczas, gdy człowiek przęsła je dążyć do zdobycia potęgi dla swych własnych celów — potęga ta przychodzi do niego. Takie jest prawo.
Gdy człowiek dowiaduje się o istnieniu swego umysłu duchowego i zaczyna rozpoznawać jego nakazy i wskazania, wzmacnia tym sposobem swój związek z nim i zaczyna otrzymywać światło wyższej jasności. Kiedy przymykamy bardziej ufać Duchowi — ten odpowiada nam, przesyłając częściej błyskawice prześwietlenia ( illumination) opromienienia. W kim zaś rozwija się świadomość duchowa, ten coraz bardziej polega na tym głosie wewnętrznym — i coraz lepiej potrafi odróżniać go od impulsów, które płyną z niższych płaszczyzn umysłu. Liczy się dowierzać wskazaniom Ducha i przyjmuje wyciągniętą ku niemu rękę przewodniczą. Niektórzy z nas nauczyli się poznawać rzeczywistość bytu „kierowani przez Ducha“.
Tym, którzy już doświadczyli tego kierownictwa, nie mamy potrzeby nic mówić, gdyż ci doskonale rozpoznają wszystko, co tu myślimy. Ci zaś, którzy jeszcze go nie doświadczyli — muszą czekać, aż odpowiedni czas dla nich nadejdzie, gdyż nie jesteśmy w stanie spraw tych opisać, nie da się bowiem w słowach wyrazić to, do czego słów brak w języku ludzkim.
Na zakończenie tej lekcji damy krótki zarys niektórych faz „prześwietlenia“ tzw. Illuminacji czyli „przebudzenia świadomości duchownej“, jakie niegdyś spływało na niektórych ludzi i jakie spłynie na wszystkich w przyszłych okresach ich rozwoju. Teraz spieszymy, by dać streszczony obraz tego, co w słabym tylko stopniu może być przez nas zrozumiane — mianowicie siódmego pierwiastku — Ducha.


7. DUCH.

Jak mamy podejść do tego przedmiotu, skoro nawet najbardziej naczelne umysły, żyjące za dni naszych — zaledwie słabo zdolne są jego sens ogarnąć. Jak to, co jest skończone może pojąć rzecz nieskończoną? Duch, siódmy pierwiastek człowieka — jest iskrą Bożą — naszem najcenniejszem dziedzictwem, pochodzącęm z Potęgi Boskiej — promieniem słońca ośrodkowego — naszą Jaźnią rzeczywistą. Słowa nie są zdolne go wypowiedzieć. Rozum objąć go nie potrafi. Jest to dusza duszy. Aby go zrozumieć, musimy rozumieć Boga, gdyż Duch jest kroplą Oceanu Ducha — ziarnkiem piasku, z brzegu morza Nieskończoności — Cząstką świętego płomienia. Jest to jakaś moc tkwiąca w naszem wnętrzu, a która jest przyczyna naszej ewolucji poprzez pełne udręczeń stulecia. Duch istniał pierwszy poprzód wszystkiego — i oto ukaże się on ostatni w pełni świadomości... Gdy człowiek dojdzie do pełni świadomości Ducha, stanie on na tyle wyżej nad pospolitym człowiekiem, że intellekt współczesny nie jest w stanie tego pojąć. Osnuty siecią powłok materjalnych, oczekiwał on długie, ciężkie stulecia swego choćby słabego zeznania i związany czekać będzie jeszcze długie lata, dopóki nie przeniknie w pełni do świadomości. Człowiek musi wznieść się na wiele szczebli rozwoju — od człowieka do archanioła — zanim duch w pełni dopomni się o swoje prawa. Duch jest we wnętrzu człowieka tem, co najbardziej przybliża się do Centrum — najbliżej Boga. Tylko w wyjątkowych, drogocennych momentach mamy uświadomienie, że Duch istnieje w nas — i w takich momentach czujemy, że podchodzi ku nam straszna obecność Niewiadomej. Takie chwile mogą się zjawiać, gdy człowiek się pogrąża w głębokiem rozmyślaniu religijnem — albo gdy czyta poemat, co przynosi dostojne zlecenie z duszy do duszy — albo w chwilach takiej rozpaczy, gdy wszelka pomoc ludzka jest zawodną a słowa ludzkie zdają się szyderstwem — w chwilach, gdy wszystko zdaje się straconem i człowiek czuje konieczność bezpośredniego słowa istoty wyższej niż my sami. Gdy chwile takie przychodzą, pozostawiają w naszem sercu pokój, który już nigdy potem w całości nas nie opuszczamy już potem jesteśmy na zawsze jakby inne, zmienione istoty. W chwili Illuminacji czyli przebudzenia Świadomości Duchowej czujemy również rzeczywistą obecność Ducha. V, takich chwilach stajemy się świadomi pokrewieństwa i łączności z Ośrodkiem Życia. Za pośrednictwem Ducha, Bóg objawia się człowiekowi.
Nie możemy dłużej zatrzymywać się na tym przedmiocie — ogrom jego nas przygnębia, a słowa są zbyt bezsilne, by się niemi posługiwać w stosunku do niego. Ci, którzy odczuwali impulsy Rozumu duchowego, mogli słabo odczuwać tkwiące w nich poczucie Ducha, nie mogą jednak ogarnąć pełni jego znaczenia. Ci zaś, co nie doświadczyli tych zjawisk, nie zrozumieją nas, choćbyśmy całe tomy napisali, by wytłumaczyć nasze niedoskonałe i nierozwinięte pojęcia o tym przedmiocie. Poprzestaniemy więc na tem, cośmy powiedzieli, ufni, żeśmy obudzili w waszym umyśle przynajmniej słabe pragnienie, by się podnieść ku ściślejszej komunji i związkowi z tą najwyższą cząstką waszej Jaźni — z samą (istotną) waszą Jaźnią. Pokój Ducha niech przebywa z wami!


PRZEŚWIETLENIE (ILLUMINATION)
CZYLI ŚWIADOMOŚĆ DUCHOWA.

U większości ludzi Umysł Duchowy rozwija się stopniowo i powoli, a choć człowiek może odczuwać nieustanny rozrost poznania duchowego i świadomości, może on nie doświadczać jakiejkolwiek widocznej lub uderzającej przemiany. — Inni jednakże miewają momenty tego, co znamy pod nazwą „Prześwietlenia“ czyli „Illuminacji“, zdają się unosić ponad swój stan normalny — i przechodzą na wyźszą płaszczyznę świadomości czy bytu. Taki moment popycha ich znakomicie naprzód w stosunku do chwili poprzedniej, chociaż nie są w stanie wstecz się odwrócić ku świadomości, by przejrzyście wyłożyć to, czego doświadczyli w tym stanie egzaltacji ducha. Takie doświadczenia zdarzają się w rozmaitych postaciach i stopniach wielu osobom różnych wierzeń religijnych — i zazwyczaj są w łączności z pewną postacią poszczególnych wierzeń religijnych osoby, ulegającej doświadczeniu illuminacji. Ale wytrawni okultyści uznają wszystkie te doświadczenia za rozmaite formy jednej i tej samej rzeczy — prześwit Świadomości Duchowej — rozwój Umysłu Duchowego. Niektórzy pisarze określają to doświadczenie jako „Świadomość kosmiczną“ (n. p. dr. R. Bucke), co jest wcale odpowiednim terminem, gdyż Illuminacja, zwłaszcza w swoich formach wyższych, wprowadza człowieka w zetknięcie z Życiem w jego pełni, pozwala mu odczuć pokrewieństwo z całem Życiem wysokiem i nizkiem, wielkiem i małem, „dobrem “ i „złem“.
Doświadczenia te (przeżycia), oczywiście — rzeczowo, zmieniają się stosownie do stopnia rozwoju osobnika, jego wyćwiczenia, jego temperamentu i t. d., ale pewne cechy charakterystyczne są wszystkim wspólne. Najpowszechniejszym jest poczucie posiadania bezwzględnej znajomości wszechrzeczy — słowem poczucie Wszechwiedzy. Poczucie to istnieje tylko na chwile i pozostawia w człowieku mękę żalu za tem, co widział i utracił. Inne poczucie doświadczane również powszechnie — to pewność nieśmiertelności — zmysł istotnego Bytu, pewność naszego istnienia zawsze, w przeszłości i w przyszłości. Dalej, uczuciem powszechnem jest zniknienie wszelkiej obawy i uzyskanie uczuć pewności, prawdy i ufności w stopniu tak wysokim, że ich nie pojmie ten, co tego stanu sam nie przeżył. Następnie uczucie miłości spływa na człowieka (w ekstazie) — miłości, ogarniającej całe życie od najbliższych fizycznie do tych, co się znajdują na krańcach świata; od tych, których uważamy za świętych i czystych do tych, których świat ma za nikczemnych, występnych i niegodnych. Wszelka dążność do wywyższenia siebie i potępienia innych przepada — i w sercu twojem, niby promienie słońca błyska miłość jednaka dla wszystkich, nie bacząc na ich stopień rozwoju i „dobroci“.
Niektórzy przeżywają te doświadczenia w głębokiem i zbożnem usposobieniu lub nastroju, który nadaje im szczególną przenikliwość (przytomność) na mniej lub więcej długi przeciąg czasu; inni wpadają jakby w sen i uzyskują jeno świadomość duchowego podniesienia wraz z pamięcią wrażenia światłości lub żarzy otaczającej ich dokoła i nawskróś ich przenikającej. Niektórym pewne prawdy objawiają się w postaci symbolów, choć ich prawdziwe znaczenie staje się im jasne nieraz dopiero po wielu latach. Doświadczenia te, gdy kto raz je przeżyje, pozostawiają go w nowym stanie ducha, i nigdy już on potem nie będzie tem, czem był przedtem. I choć wyrazistość obrazu słabnie, pozostaje jednak pewna pamięć, która długo jeszcze potem trwa jako źródło oparcia i mocy człowieka, zwłaszcza gdy w nim słabnie wiara i gdy dusza jego chwieje się jak trzcina od wiatru sprzecznych mniemań i rozważań Intellektu. Pamięć takiego doświadczenia jest źródłem odnowienia siły — przystanią zbawczą, dokąd znużona dusza uchodzi w poszukiwaniu ochrony od świata zewnętrznego, który jej nie rozumie. —
Przeżyciom tym (t. j. prześwietleniom) zazwyczaj towarzyszy uczucie natężonej Radości; w istocie, to słowo i ta myśl „Radość“ zdaje się nieustannie przepełniać jego dusze. Ale nie jest to radość pospolitego doświadczenia — jest to coś, o czem śnić można tylko wówczas, gdy się tego doznało — jest to. radość, której samo wyobrażenie pobudza pulsa krwi i bicie serca, gdy umysł ku tej ekstazie zwraca się pamięcią. Jak-eśmy to już mówili, wraz z tym stanem przychodzi zmysł „poznania“ wszech rzeczy — oświecenie intellektualne niepodobne do opisania.
Z pism dawnych myślicieli wszystkich ras, z pieśni wielkich poetów wszystkich narodów, z kazań proroków wszystkich religij i czasów — możemy zebrać ślady tej illuminacji, jaka na nich schodziła — to rozwinięcie świadomości Duchowej. Nie mamy tu miejsca, by wymieniać te liczne przykłady. Jeden opowiada w taki sposób, drugi — inaczej: ale wszyscy w rzeczy samej opowiadają toż samo. Wszyscy, którzy doznali tego prześwietlenia nawet w słabym stopniu, rozpoznają toż samo doświadczenie w powieści, śpiewie, kazaniu drugich, choćby między te — mi przeżyciami minęły stulecia. Jest to pieśń Duszy, którą, gdy raz kto usłyszał, nigdy jej nie zapomni. Czy ta pieśń brzmi na instrumencie ras półbarbarzyńskich, czy na udoskonalonem narzędziu uzdolnionego muzyka współczesnego: melodja jej jest całkowicie rozpoznawalna. Płynie ona ze Starożytnego Egiptu — z Indji wszystkich stuleci z dawnej Hellady i Romy — z czasu pierwszych świętych chrześcjańskich — z klasztorów katolickich — z meczetów mahometańskich — z filozofów chińskich — z bohaterskich legend proroków indjan czerwonoskórych — zewsząd i zawsze płynie ta sama melodja — i dzwoni wciąż potężniej a potężniej w miarę tego, jak do o gromnego chóru dołączają się nowe głosy i dźwięki nowych instrumentów.
Źle dotychczas rozumiany poeta z dalekiego Zachodu Walt Whitman wiedział, co chciał wyrazić (jak i my to wiemy), gdy w swych nieokrzesanych wierszach omawiał swe dziwaczne przeżycia. Czytajcie co on mówi — czy możnaby to było wypowiedzieć lepiej:

„Jako w omdleniu, na jedną chwilę,
„Drugie słońce, niepodobne do opisania, całkowicie mię oślepiło.
„I poznałem wszystkie ciała niebieskie i inne nieznane światła, jeszcze promienniejsze,
„Moment krainy przyszłości, krainy Niebios.

A gdy powrócił do przytomności po ekstazie — woła:

„Niepodobna, abym był przebudzony, bo nic nie zdaje mi się takim, jakim było pierwej —
„Albo też obudziłem się poraz pierwszy — a wszystko przedtem było snem.

Musimy też mu przyklasnąć, gdy wypowiada myśl, że człowiek nie jest zdolny racjonalnie opisać tę ekstazę.

„A gdy próbuję opowiedzieć to, co najlepszego znajduję: nie mogę —
„Język nie dość mocny jest w swych zawiasach.
„Oddech mój jest nieposłuszny swoim organom —
„I oto staję się jako człowiek niemy.

Oby ta wielka Radość Prześwietlenia stała się waszą. I stanie się ona waszą, gdy właściwy czas nadejdzie. Gdy zaś nadejdzie, nie miejcie obawy, a gdy was opuści, nie płaczcie jej straty, albowiem do was powróci. Żyjcie, dążąc wciąż wyżej a wyżej, aby osiągnąć wasze prawdziwe „Ja“ i odsłaniając swą duszę, by wpływy jej miały do was dostęp. Bądźcie zawsze gotowi słuchać Głosu Milczenia — i odżywiać się na dotknięcie Ręki Niewidzialnej. W niewielkim podręczniku „Światło na drodze“ znajdziecie wiele rzeczy nowych, które wam teraz staną się jaśniejsze.
Nie lękajcie się, gdyż zawsze jest z wami wasze rzeczywiste „Ja“ — to znaczy iskra Płomienia Bożego. I ono świecić wam będzie — i pokazywać wam drogę.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: William Walker Atkinson i tłumacza: Antoni Lange.